W piękną jesienną sobotę postanowiliśmy w końcu pojechać Gdzieś. Wybór padł na Park Miniatur w Inwałdzie (k. Wadowic). Tylko 55 km od Krakowa, a nas tam jeszcze nie było (nie-mo-żli-we!;-)
Â
Czy pamiętacie, kiedy ostatni raz byliście w Lunaparku? Albo w jakimś muzeum - ale na wystawie dla dzieci? Albo nawet na placu zabaw? A może w ZOO? (Nie wspomnę nawet o Disneylandzie;-) Zapewne rodzicom łatwo przyjdzie znaleźć w pamięci takie wydarzenie, a Wam - zakochanym, narzeczonym, młodym małżonkom? Takie miejsca wywołują niesamowite emocje, pomagają zachwycać się na nowo prostymi rzeczami. A kiedy prowadzą Was za ręce dzieci - bo bądźmy szczerzy, w takich miejscach to bardziej one prowadzą rodziców - wtedy nie ma możliwości, by nie spojrzeć na świat ich oczami.
Â
W Parku Miniatur zwiedziliśmy niemal cały świat - USA, Egipt, Francję, Italię... Nawet Meksyk i Indie! Nie wspominając o Murze Chińskim! Sprawdziliśmy też swoją wiedzę z największych zabytków w Polsce (oj, prawdziwe jest stwierdzenie "cudze chwalicie, swego nie znacie...") Bycie wyższym od Bazyliki Św. Piotra czy Krzywej Wieży w Pizie albo przyjrzenie się Koloseum "z góry" - to niesamowite wrażenia. Dużą frajdę sprawiło nam jednak błądzenie po prawdziwym labiryncie (polecamy wszystkim, ale ostrzegamy, by się nie zrażać, gdy trudne staje się dojście do celu!) oraz wspólne przeżycie Lunaparkowego "Pirata" (kto był, ten wie! tych emocji nie można szybko zapomnieć;-)
Â
Szczerze polecam odrobinę takiego szaleństwa!