Gdybyśmy wiedzieli, jak głośno nasze ciało potrafi mówić, być może balibyśmy się uczynić najprostszy krok czy gest.
A jednak zwykle nie zastanawiamy się nad każdym spojrzeniem, skinięciem, ułożeniem rąk czy stóp, postawą, nachyleniem. Badacze zachowań mowy niewerbalnej dokonują coraz większych odkryć, śledzą każde wystąpienie "na szczycie" – czy to w polityce czy w show biznesie, aby trafnie wypunktować, co kto naprawdę czuł czy na ile werbalny przekaz zgadzał się z intencjami mówcy. W wielu branżach szkolenie z mowy ciała jest czymś podstawowym. W sprzedaży, w ochronie, w policji. Na rynku wydawniczym odnajdujemy coraz to nowsze i lepsze (albo też coraz to prostsze w przekazie) pozycje. Ale czy ten właśnie klucz do mowy ciała jest Tym Najdoskonalszym, Tym Najwłaściwszym?
Nasze ciało mówi coś znacznie większego. Ono potrafi szeptać i krzyczeć. Także milczeć. I mówić o wielkich rzeczach. O nas. Ja o sobie.
„Samo ciało <<mówi>>: mówi swoją męskością lub kobiecością, mówi utajoną w sobie mową osobowego daru, mówi wreszcie – i to najczęściej - bądź mową wierności, czyli miłości, bądź też niewierności małżeńskiej, czyli <<cudzołóstwa>>” (Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich)
Człowiek nie może bez ciała tego wypowiedzieć – ani miłości, ani wierności, ani swojej kobiecości/męskości - piękna swojej płci. To wymaga mowy całego ciała, całego Ja, które jest nie tylko duchowe. To jest coś znacznie Większego niż bihewioralno-psychologiczna nauka. To mowa, którą powinniśmy znać i rozumieć bez podręczników i wykładów. Rozumiemy?