Ponieważ świętujemy dziś Tajemnicę Trójcy Świętej, moją ulubioną, nie mogę nie wykorzystać okazji do napisania czegoś na ten temat. Przedstawię więc sposób, w jaki Ryszard ze szkoły Wiktorynów (średniowiecze) udowadniał, że Trójca jest Najdoskonalszą Miłością! (Wykorzystując moje zainteresowania mediewistyczne;-)
Â
Ryszard ze szkoły Wiktorynów widział Trójcę jako doskonałą miłość. Jego rozumowanie przebiegało w następujący sposób. Skoro Bóg jest pełnią dobroci, to nie może w żaden sposób zabraknąć Mu doskonałej i najwyższej miłości, bowiem jest ona szczytem cnót. Prawdziwa miłość jest przeciwieństwem egoizmu, nie może więc być umiłowaniem siebie samego, stąd konieczne jest, aby był tu ktoś drugi, ku któremu można ją skierować. Tak powstaje więc Diada. Tutaj powstaje taka oto możliwość czy też wątpliwość: skoro Bóg umiłował świat, to znaczy, że kocha On swoje stworzenie, a czy to nie jest nasza diada? Ryszard jednak szybko zaprzecza. Bowiem taka miłość byłaby nierówna i niedoskonała, bo brakłoby w niej porządku. Osoba Boska musi mieć równą sobie Osobę do kochania. Jednak dwie osoby nie wystarczą, by ukazać pełnię miłości. Kierują się one ku sobie, w pewien sposób zawłaszczając siebie i kręcą się wokół siebie. Stąd konieczny jest Trzeci, z którym można dzielić nie tylko miłość, ale siebie nawzajem. Doskonała jest więc miłość w Trójcy.
KM