Zostaliśmy wychowani, a może raczej wychowane na bajkach o szczęśliwych księżniczkach i o książętach na białych koniach. W dzieciństwie razem z Siostrą oglądałyśmy wszystkie bajki Walta Disneya, a do snu Mama czytała nam najróżniejsze opowieści Andersena czy braci Grimm (oczywiście, w wersji dla dzieci). Czy ze świata bajek się wyrasta?
Chyba nie w miłości. Romantyczna wizja zakochania narzuca nam myślenie o Tym Jedynym, który zjawi się niespodziewanie, rzuci się nam do nóg albo będzie nas zdobywał odważnie jak rycerz. Wierzę w takie historie, znam takie przykłady życiowo-bajkowe (z dobrym zakończeniem: „i żyli długo…”). Ale jak to jest, że nie każda kobieta jest znaleziona przez Tego Wspaniałego? I w rozpaczy widzi tylko żaby (i to wcale nie zaklęte)?
Z tą zamianą w księcia sprawa jest złożona. Arystokratów jest niewielu (przepraszam wszystkich arystokratów z góry). Teraz już nawet nie ma obowiązku powszechnej służby wojskowej. Jak znaleźć księcia? Powiem mało odkrywczo: trzeba dać się znaleźć. Nie ma już mody na długie warkocze, więc w zbyt wysokiej wieży nie można zostać zdobytą. Należy też przełamać lęk: a co jeśli ten nie zamieni się w księcia? I chyba najważniejsze: to miłość może uczynić kogoś księciem/księżniczką.
KM
PS. Ostatnio Mariusz (który śledzi pilnie wszystkie ciekawostki) powiedział, że ktoś odkrył, iż DNA człowieka jest podobne jak u pewnego gatunku żaby. Ciekawe, czy bracia Grimm o tym wiedzieli??