Zakładam, że wielu z nas na walentynki wybrało (albo chciało wybrać, albo chociaż rozważało) wyjście do kina. Ten wybór stanął także przed nami i naszymi rodzicami. Nasza chęć napotkała na dość dużą przeszkodę. Bo i co warto obejrzeć, kiedy wszystkie romantyczne, zareklamowane, niezbyt ciężkie filmy zapowiadają się, mówiąc najogólniej, mało wartościowo i bardzo… czy po prostu za bardzo erotycznie.
Oto przegląd propozycji, których nie wybraliśmy:
„Och, Karol 2” Według zapowiedzi główny bohater, który obraca się w gronie kilku kochanek, zostaje postawiony w sytuacji zaplanowanej zemsty, w której dowie się, „czym jest życie seksualne na wysokich obrotach”. Dowie się tego Karol czy raczej widz?
„Wojna żeńsko-męska” (premiera 25 lutego, ale dla wszystkich zakochanych w walentynki także puszczano). „To film dla bezpruderyjnego widza, otwartego na nowe doznania…” Główna bohaterka Basia zostaje dziennikarką „wyuzdanego magazynu dla pań”. Nie do końca uniknęliśmy „Wojny…”. W końcu od tego są reklamy przed seansem.
Innych filmów z działu romantycznych nie zaryzykowaliśmy. Choć przez to mogliśmy ominąć coś naprawdę ciekawego. I jeśli tylko znaleźliście jakiś romantyczny dobry i obecnie wyświetlany na ekranach film, to koniecznie się podzielcie.
Wybraliśmy się ostatecznie na polecanego już wcześniej „Jak zostać królem”. Ciężko byłoby znaleźć w jego opisach coś związanego z erotyką. Jak jednak w każdym filmie znalazł się i tu wątek miłosny, bardzo subtelny. Miłość żony do jej męża-jąkały (nota bene: księcia i potem króla). Wielka miłość. W sam raz na walentynki.