„Powstała osobliwa sytuacja: Kościół jest nieustannie atakowany za coś, czym nie żyje już znaczna część jego członków.” (Gabriele Kuby, Rewolucja genderowa. Nowa ideologia seksualności)
Atak, o jakim pisze autorka „Rewolucji…”, to atak na „konserwatywną” katolicką naukę o czystości i szacunku dla życia, którą Paweł VI potwierdził w encyklice Humanae Vitae w latach rewolucji seksualnej (1968r!) wbrew oczekiwaniom wielu (w tym także ludzi Kościoła), a co wytłumaczył i rozwinął jego następna Jan Paweł II w tzw. teologii ciała.
Osobom z kręgów bardzo bliskich Kościołowi czasem wydaje się, że problem nie istnieje. „Problemu porno-normy nie ma” – jak napisał ktoś w komentarzu. A ja wchodzę na pierwsze lepsze forum i widzę, że problem jest. I co więcej, nikt nie widzi w tym problemu. Bo to jest norma. Nie jakiś tam grzech czy nieczystość. Te słowa nie istnieją. Nie ma co mnożyć bytów ponad miarę. Załóżmy, że w dyskusji tej bierze udział 40 osób. Statystycznie prawie 36 z nich to ochrzczeni katolicy (katolicy w Polsce to blisko 90% społeczeństwa). Przeglądam gazetę czy włączam telewizor i widzę, czym żyje młodzież i ich rodzice. Co nas karmi. Nie dziwię się, że problem (nie nazywany problemem) jest.
Momentem, który wiele osób zaangażowanych w Boże sprawy „uświadamia” o wadze nie-czystości, mogą być studia, czyli zmiana środowiska. Obracanie się w kręgu studentów pozwala poznać ich myślenie o moralności, o czystości, o mieszkaniu przed ślubem, a także zaobserwować ich styl życia. I tu bywa różnie: jedni nie wytrzymują presji, inni stanowią piękny znak dla studenckiego świata. Jedni jak kameleon, nawet nie zmieniając swoich poglądów, wpasowują się w środowisko, inni nawet za cenę wyśmiania i niezrozumienia (ale często też podziwu!) powiedzą, co sądzą i pokażą, jak żyją.
W badaniach przeprowadzonych przez bliską mi osobę na kursach przedmałżeńskich wyszło, że 65% narzeczonych (chcących wziąć ślub po katolicku w najbliższym czasie!) nie widzi żadnego problemu w stosowaniu antykoncepcji. Co więcej, to wcale nie oznacza, że 35% zamierza postawić na katolicką etykę seksualną. Wielu jest niezdecydowanych.
Myślę, że nie dostrzegamy wagi sprawy. Nie wiemy, jak ogromny wpływ na nasze relacje mają wybory w dziedzinie seksualności. I często – nie chcemy wiedzieć, trzymając się zasłyszanych stereotypów, modeli podanych przez media, jednocześnie uznając, że przecież z Kościoła wcale nie trzeba odchodzić, kiedy coś nam nie pasuje (tak jak i innym tuż obok nas). Bo przecież nie warto się trudzić, lepiej kombinować.
W swojej analizie Kuby pisze dalej: „Jednak ten wielki eksperyment nieposłuszeństwa wobec Urzędu Kościoła nie powiódł się. Chrześcijaństwo w wydaniu light nie funkcjonuje. Jedyną rzeczą, jaką powoduje, jest masowe odchodzenie ludzi od wiary i dramatyczny spadek liczby powołań do życia konsekrowanego. Seks przedmałżeński, seks pozamałżeński, wspólne życie bez ślubu, sztuczna antykoncepcja, homoseksualizm, pornografia na co dzień – wszystko dzisiaj całkiem normalne – przeszkadzają w osobistej, żywej relacji z Jezusem Chrystusem. Kto żyje w nieuporządkowanej seksualności, musi selektywnie traktować przesłanie Jezusa. Kto zaś selektywnie traktuje przesłanie Jezusa, nie może Go naśladować – zawsze jednak, do ostatniego tchnienia, może się nawrócić.”
Lubię rozmawiać z osobami zagubionymi w całym tym medialnym bałaganie, którzy potrafią zapytać: to jak to jest? Po co nam czystość przed ślubem? Po co nam w ogóle dziś czystość? Co jest złego w antykoncepcji? I o co chodzi w NPR? Ale tylko wtedy, gdy są otwarci na prawdę, gdy potrafią słuchać, a nie krzyczeć. Gdy są otwarci na prawdziwe dane z wiarygodnych badań i prawdziwe świadectwa ludzi, a nie na niepotwierdzone, rzucone gdziekolwiek informacje. Sama lubię odnajdywać nowe sposoby myślenia i nowe formy odpowiedzi na stare pytania.
I oby takich poszukujących przybywało tu jak najwięcej.