Czy w świecie księżniczek istnieją wróżki?... Właściwie to nie wiem. A jeśli już istnieją, to co to za jedne? Sprawy ślubne i weselne (przygotowawcze, organizacyjne itd.) są mi od pewnego czasu dość bliskie. Troszkę przypatruję się, czytam i na własnej skórze (już) doświadczyłam.
Kilka dni temu obejrzałam mizernej jakości „M jak Małżeństwo” na Wedding TV. Polski program pomimo swojej „nowości” wygląda, jakby był robiony dobre 5 lat temu: nieciekawi, mało efektowni prowadzący i felieton… Tak, jeden wystarczył. O przesądach mówiła pani astrolog (otoczenie wyglądało jak zorganizowany w podstawówce na Andrzejki salon wróżb ze starymi kartami, wygniecionym obrusem i szklaną popękaną kulą z brokatem w środku). Ów pani opowiadała o przesądach ślubnych. Czy niespełnienie kilku wiadomych wszystkim poleceń sprowadza nieszczęście? Oj, tak! Bo tak jej powiedziało kilka osób. Panie zwierzyły się, że nie wykonały tych tajemnych zabiegów doboru odpowiedniej garderoby. A co zrobić, kiedy jedna strona jest mocno przesądna, a druga sceptyczna? – Otóż lepiej zastosować się do rad, bo lepiej unikać takich katastrof życiowych! Rozbawiło mnie to, zbulwersowało i zastanowiło. Dobrze jest poczytać trochę starego Frazera, douczyć się o wierzeniach ludów pierwotnych i dowiedzieć się, co to jest magia.
Poszłoby mi to bokiem, gdyby nie wiadomość z Onetu, która trochę mnie załamała. Polecam zajrzenie (zrobię reklamę, a co;-) Tym razem pani psycholog z "Wróżki" podpowie już bardziej psychologicznie, obrzędowo. A to fascynujące.
A teraz odniosę się do „przesądów ślubnych”, które prezentowała owa pani /choć jest ich znacznie więcej/, a w które nie wierzę, ale uważam za pewną tradycję, folklor, po prostu czasem konieczność albo przypadek (no cóż, coraz bardziej zdradzam religioznawcze zacięcie).
- Narzeczony nie widział mnie przed ślubem w sukni. Ale tylko dlatego, że miała to być niespodzianka. Zresztą jego niewiedza nie była pustą kartą. Znał mnie, mój styl i wiedział, czego może się spodziewać.
- Miałam na sobie coś niebieskiego (podwiązkę) – bo to dla mnie zwykła tradycja. (Coś niebieskiego – to ma wróżyć wierność wybranka) Było też nieumyślnie coś starego /tylko jak oni kwalifikują w magii starość, hmm?/ (co niby zapewnia pomoc krewnych i przyjaciół), coś nowego (to miałoby gwarantować dostatek), coś pożyczonego /a może raczej wypożyczonego/ (to niby pomaga w przychylności rodziny męża). Aha, no i coś białego – co było oczywiste (a miałoby wyrażać czystość naszych uczuć).
I jestem pewna, że biorąc ślub w czerwonej sukience nie pożyczonej, nie nowej i nie starej (więc jakiej??) – też mielibyśmy to wszystko.
Zamiast wiary w takie kwestie polecam trochę modlitwy, długie rozmowy we dwoje, poznawanie siebie i bycie Razem. Zawsze i w każdej sytuacji.
KM