Bardzo rzadko przytrafiają się moje dni nie-zależności (od-miłości), czas totalnego i pozornego burżujstwa. (Czyli rozłąka na kilka dni.) Taki czas, który kiedyś – w czasach gimnazjalnych i licealnych - był codziennością. Można było się w nim rozgościć, zadomowić, zasiedzieć. (I jakby nie było: trochę wzrosnąć! Nigdy nie pisałam tak dużo jak wtedy, nigdy nie czytałam tak wiele…) Trochę izolacji, trochę introwersji pogłębionej, trochę mojego świata, poezji, przyglądania się ludziom. Kiedy zostaję sama, świat zaczyna głośniej mówić. Ale… Ale dziś ciężko się go słucha.
Żyję w tych godzinach DLA… dla siebie. Nie spieszę się, kupuję tyle, ile mi wystarcza (na co mam ochotę, czyli i tak za dużo), mam możliwość wyjścia z koleżankami (obrażonymi już dawno za moje uzależnienie) lub pozostania w domu z odkładaną aż do po-sesji książką. Momenty na spokojne spakowanie plecaka, odpisanie na listy, napisanie coś do bloga. Całkiem niezależna.
Jest coś pociągającego w niezależności. Jest w tym pewien indywidualizm, chodzenie swoimi drogami, ze swoim zegarkiem. Skupienie się na sobie. Ale taka niezależność w Miłości jest 1) trudna 2) często niszcząca ale 3) potrzebna.
Potrzebna – bo chwila odosobnienia pozwala wzrastać, uspokajać się, nabierać sił. Chwile z dobrą lekturą, czas na modlitwę, na rozmyślanie, porządkowanie.
Niszcząca – gdy niezależność staje się priorytetem, może niszczyć relację. Równie cenne jest wspólne odpoczywanie.
Trudna – bo codzienność i tęsknota aż wołają o to, aby być z drugim, dla drugiego. Bo ciężko znaleźć granicę.
Zatem ja znalazłam się w sytuacji pomiędzy niezależnością a osamotnieniem. Jestem sama przez kilka dni oblepiona tęsknotą, wydzwaniająca wciąż do wiadomo-kogo i odliczająca dni do powrotu, a potem do klauzuli ślubu (bo wtedy już nie do pomyślenia takie rozstania).
U-zależnienie? Myślę, że u-tęsknienie. Niezależność jest modna. „Musisz być samodzielna!” A ja nie chcę być niezależna, chcę być u-kochana.
„Nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam…”
Katarzyna Marcinkowska
redaktor naczelna portalu za-kochanie.pl, licencjat filozofii UJ, studentka MISH UJ. Szczęśliwa żona.
Zajmuje się teologią ciała, nowym feminizmem i zagadnieniami dialogu i spotkania na różnych płaszczyznach. Autorka projektu "Serce kobiety", współautorka projektu KiM (www.projektkim.pl) oraz książki "NPR jest O.K.!". Autorka wielu artykułów. Nauczycielka naturalnych metod rozpoznawania płodności wg dra J. Roetzera. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na tematy dotyczące miłości, seksualności i relacji damsko-męskich.
Zakochana w urokliwych miasteczkach i kawiarniach, w malarstwie Marca Chagalla i w teatrze Jerzego Grzegorzewskiego, który miała szczęście jeszcze oglądać.
Kontakt: k.marcinkowska@za-kochanie.pl
Latest from Katarzyna Marcinkowska
1 comment
-
Comment Link
środa, 02 listopada 2011 17:01
posted by
ona90
Świetny blog! Bardzo miło się czyta :)
a po cichu trochę zazdroszczę...ja jeszcze nie jestem u-kochana....dalej z u-tęsknieniem czekam na TEGO JEDYNEGO...