Nie będzie to żadna wielka nowina, żadne odkrycie, ale w kręgach dość szerokich wiadomo, że dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje mamy i taty, potrzebuje kobiety i mężczyzny, aby określić swoją płeć, aby nabrać odpowiedniej postawy do płci przeciwnej. Dlaczego rodzice? Ano, bo są najbliżej, są na co dzień. Może uściślając: oni są pierwszymi wzorami, pierwszymi matrycami. (Wiadomo, że przychodzą kolejne w postaci cioć, wujków, sióstr, braci, koleżanek i kolegów). Tyle tytułem wstępu. A dalej opowiem coś o u-kobieceniu.
Nie ma to nic wspólnego ze zmianą tożsamości, tym bardziej orientacji. Chodzi o coś bardzo prostego: że mianowicie są dookoła mnie kobiety!! Wielkie odkrycie dni ostatnich, jakbym je nagle zauważyła. A dlaczego?
Na progu dwóch nazwisk (niejako jednak dwóch tożsamości) coś spycha mnie do postaci małej dziewczynki znów. Lubię wracać w przeszłość, podsumowywać, jak było i co było, a jednocześnie patrzeć naprzód: ile gości zjedzie się na wesele, czy nie przewrócimy się w pierwszym tańcu i kto złapie welon. A dalej: jakie będą firanki w oknach i jaki kolor oczu będą mieć nasze dzieci. I przy tym wszystkim małej Kasi przychodzi jednak myśl, że oto stanie w roli naprawdę kobiecej – roli żony, pani domu i – daj Boże - matki. A to nie lada zadanie. To nie jest już studenckie życie: kanapka na obiad, buntownicze sprzątanie (albo i nie sprzątanie), spotykanie się na kawę w kawiarni, ręczne pranie własnych koszulek i czas dla siebie ciągnący się daleko, daleko. Wszystko przyjdzie spotęgowane. I niezwykle piękne. Ale jak to uradzić?
Myślę o KOBIETACH, które znam. O kilku osobach, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że bycie kobietą to wielka odpowiedzialność, wielki heroizm. Kobiety, które noszą wszystkie radości i smutki swoich mężów, dzieci, wnuków. Które nie mają dla siebie czasu już (albo mają, ale mało). Takie, które wydoskonaliły się w podzielności uwagi i serca, które wymadlają setki łask i których życzenia zawsze się sprawdzają. (Znają na wylot „swoich”, a i cudzych aż do połowy serca.) Panie, które mają więcej problemów w jednym dniu niż ja w miesiąc, a mimo to idą dalej. Takie ciche i zawsze uśmiechnięte, kochane przez ludzi, którym zdaje się, że niekoniecznie jest tak jak na twarzy wymalowane. One dają mi wzór – ten najpotrzebniejszy. Inny wzór dla małej dziewczynki.
Dzięki Babciu, Mamo, Mamo Chrzestna, Siostro… i Wam Wszystkim, Wszystkim…
KW