Kiedy kroczyłam niedawno krakowskimi ulicami, przyszedł mi na myśl obraz mojego domu/mieszkania za kilka lat. I pierwsze co zobaczyłam, to wielkie regały książek, wielka biblioteka. (Oby nie pokryta kurzem.) W głowie od razu obwiniłam o to Mariusza (który ostatnio zamiast kwiatka podarował mi książkę filozoficzną), ale już po chwili opamiętałam się: sama wyszłam z księgarni bogatsza o dwie pozycje. Ach, cóż za uzależnienia, urzeczenie.
Ale nie o uzależnieniach, nie o domach i nie o nauczkach dzisiaj, ale o książce. Właściwie o dwóch. Otóż pewnie nic nowego nie wniosę, pisząc o „Urzekającej” państwa Eldredge’ów. Nawet strach polecać, żeby nie być posądzoną o przeciętność. Zatem dziś polecam „Dziennik osobisty”, polecam Wszystkim Kobietom (choć wiem, że istnieje i „Dziennik pokładowy” dla Panów… Ale przecież nie będę im w notatki zaglądać).
Dlaczego jest tak cudowny? Bo jest jak prawdziwy dzienniczek, trochę jak pamiętnik, który może sam poprowadzić. Ucieszył mnie mój własny blog, dlatego tak idealistycznie zatytułowałam go dodając, a może i podkreślając: „Pamiętnik”. Ale wiadomo, że zawsze trzeba cenzurować siebie (jakie to trudne! Można wpaść w dwie skrajności przecież…) i oczywiście, nie ma co pisać tylko o sobie (ach, ego-centryzm!) A tu, proszę. Powstał specjalny dziennik dla pań, w którym można przeczytać fragmenty o sobie, cytaty o kobiecości, odniesienia do książki „Urzekającej”, można ołówkiem/długopisem/piórem wpisać odpowiedzi na przeróżne pytania, można rozmyślać. (Radzę pisać, nie bać się. Być szczerą i odważną. Mam wciąż w myślach wszystkie piękne kalendarze, w których strach pisać, bo są „takie piękne”, a za chwilę już nieaktualne i niezużyte!) Można zatem rozwijać skrzydła. Na przekór śpiącej królewnie i królewnie śniegu w nas.
„Niniejsza książka dotyczy twego serca. A słowa są głosem serca” (ze wstępu) Brzmi obiecująco?
PS. W ramach wyjaśnień: Następnego dnia dostałam kwiatka. Ale czy to nie piękne: być docenioną przez mężczyznę także intelektualnie?... O tym jednak już następnym razem.
KW