Pisa艂am ju偶 o Kr贸lewnie 艢niegu, zatem czas na 艣pi膮c膮 kr贸lewn臋. (Swoj膮 drog膮, Disney鈥檕wska wersja zawsze wzbudza艂a we mnie zachwyt! Zw艂aszcza przybycie trzech wr贸偶ek鈥)
Ostatnio zauwa偶am, 偶e istnieje syndrom takiej 艢pi膮cej Kr贸lewny (nie tylko u innych i nie tylko z ksi膮偶ek). Po prostu: jestem pi臋kna, wi臋c teraz si臋 po艂o偶臋, poczekam, odpoczn臋, bo co wi臋cej: jestem ju偶 zm臋czona (zawsze dobry, trafny argument!) albo... nie mam czasu na nic 鈥 istniej膮 takie 艣pi膮ce kr贸lewny-lunatyczki! (Jakby w odwrotnym kierunku.) Nie jest to dos艂owne przeniesienie, ale zawiera w sobie szereg zachowa艅. Kobieta zdoby艂a (m臋偶czyzn臋 偶ycia, pozycj臋) i my艣li, 偶e tak ju偶 zostanie. 呕e jest na szczycie i wi臋cej pracy nie potrzeba. Oby zosta艂o, jak najbardziej! Ale przecie偶 偶ycie ucieka i wszystko, co pi臋kne potrzebuje rozwoju. Kwiat, o kt贸ry si臋 nie dba, marnieje przecie偶.
聽
Pod艣miewamy si臋 ze stwierdzenia, 偶e kobiety maj膮 nadziej臋, i偶 m臋偶czy藕ni po 艣lubie si臋 zmieni膮 (a oni si臋 nie zmieniaj膮), a m臋偶czy藕ni licz膮 na to, 偶e one si臋 nie zmieni膮 (a one si臋 zmieniaj膮). Oczywiste, 偶e wiek, do艣wiadczenia, praca, macierzy艅stwo 鈥 kszta艂tuj膮, wyostrzaj膮 pewne kwestie, inne 艂agodz膮. Ale kszta艂towanie, jak ka偶da czynno艣膰, mo偶e i艣膰 w stron臋 poprawy lub pogorszenia. M臋偶czyzna naprawd臋 mo偶e kocha膰 wiernie, ale musi mie膰, o co walczy膰. W byciu razem potrzeba ci膮g艂ych iskierek pobudzaj膮cych do trwania i kochania. A to wszystko wychodzi z Nas. Nie jest czym艣, co przychodzi samo.
聽
Na pocz膮tku znajomo艣ci, przy etapie 鈥瀦dobywania鈥 ka偶dy chce pokaza膰 si臋 ze strony nieskazitelnej. Panie dbaj膮 o wystrza艂owe ubrania, staranny makija偶, nienagann膮 mow臋 i u艣miech. Panowie staraj膮 si臋 o niespodziank臋, o kwiatki, o zagadywanie na inteligentne tematy. I tak powoli do przodu, a偶 si臋 poznaj膮 ju偶 ze wszystkich stron, a偶 b臋d膮 wiedzieli wszystko o swoich u艂omno艣ciach. Tak wiele, 偶e ju偶 nikt tyle nie wie. 呕e nagle s膮 w posiadaniu wiedzy niemal zab贸jczej, oczerniaj膮cej. To dobrze. Bez tego nie ma mi艂o艣ci (bez u艂omno艣ci, bez s艂abo艣ci), bez tego nie ma cz艂owieka. Ale co dalej? Czy 偶ycie nas tak po prostu wy-kiwa? Pi臋kne jest, 偶e mo偶na chcie膰 dla drugiej osoby stawa膰 si臋 lepszym. 呕e mo偶na samego siebie gani膰. 呕e mo偶na z siebie rezygnowa膰.
聽
A dalej, w艂a艣nie usypiamy ch臋tnie. I nie tylko ksi臋偶niczki, rycerze te偶. Znamy si臋 na wylot, rozczarowali艣my si臋: ty nie jeste艣 idealny! A tu zonk. Kiedy zaczynamy od drugiej strony: ja nie jestem idealna/idealny wszystko przybiera inny obr贸t. Nie mog臋 spa膰, musz臋 dzia艂a膰. Musz臋 powraca膰 do siebie, do pierwszych spotka艅. Musz臋 poznawa膰 na nowo. Czy druga osoba mo偶e nas zmieni膰? Cz臋sto bronimy si臋, chcemy ochroni膰 swoj膮 indywidualno艣膰. 鈥濵usisz mnie zaakceptowa膰.鈥 Ale jest co艣 znacznie wi臋kszego: 偶e mo偶na zmienia膰 si臋 samemu si艂膮 woli, wysi艂kiem, pragnieniem. Na lepsze i nie kosztem 鈥榮iebie鈥.
聽
Jeszcze zima, ale ju偶 na wychodnym. Po niej na pewno przyjdzie wiosna (albo od razu lato). Warto si臋 ju偶 przebudzi膰. Z-wiosennie膰. Roz-mai膰.
/Bywaj膮 te偶 i zaspani rycerze. I nie wiem jeszcze jaka jest zale偶no艣膰: kto pierwszy si臋 poddaje: ona czy on? Kto szybciej zasypia?...
聽
KW