Ponawiam jeszcze raz ten wpis. Początki nie są łatwe, zwłaszcza, kiedy kobieta musi mierzyć się z elektroniką, z bazami danych, językiem komputera. Ach, Panowie, jak dobrze, że jesteście.
Â
Ale pisać chciałam o królewnie śniegu. O tym, że każda księżniczka jest bardziej dzieckiem niż dorosłym. Nie dziecinnym - bo to znaczy być niedojrzałym, ale pełnym dziecięctwa.
Â
Zasypało całą Polskę, Kraków też. Dziewczynka we mnie cieszy się leniwie opadającym śniegiem, lśnieniem bieli, przypomina sobie sanki z mamą, lepienie bałwana, rzucanie się śnieżkami, jazdę na łyżwach, wiarę w to, że może zbudować iglo. Cieszy się ciepłem domu. Ale już druga strona królowej śniegu złości się, że stopy marzną, że jest ślisko, że buty się brudzą i oblepiają, że autobusy się psują i spóźniają. I narzeka.
Â
Życzę więc i sobie, i wszystkim Paniom, żeby nie popadły w syndrom królowej. Wszak cóż piękniejszego od radosnej, optymistycznej niewiasty? Trochę szalonej? Gotowej na walki śnieżne?
Â
K.