Po co są Święta Bożego Narodzenia? Żeby najeść się pyszności, posłuchać kolęd, poddać się nastrojowi już od listopada „podkręcanemu” przez reklamy i sklepowe dekoracje? Żeby obdarować swoich bliskich prezentami? Żeby pobyć ze sobą? W zasadzie każdy z tych elementów jest istotny i jak najbardziej potrzebny, ale pod jednym warunkiem – jeśli nie przysłania tego, co najważniejsze. Bo Boże Narodzenie jest przede wszystkim jednym z najdonioślejszych wydarzeń w roku liturgicznym; świętem podczas którego – jak sama nazwa wskazuje – wspominamy przyjście Jezusa na ziemię w ludzkiej postaci.
Każdy przeżywa te Święta na swój własny sposób. Jednak żyjąc w rodzinie, powinno się mieć w tym czasie na uwadze nie tylko siebie, ale także uczucia i potrzeby pozostałych członków. Dobrze jest postawić sobie pytanie, w jaki sposób poprzez wspólne świętowanie można umocnić zarówno swoją wiarę, jak też wzajemne relacje. A te Święta naprawdę stwarzają mnóstwo okazji do tego, żeby je w Bożym duchu pogłębić. Nie bez powodu poprzedzone są czterotygodniowym okresem Adwentu, w którym mamy się wewnętrznie przygotować do świadomego i radosnego ich przeżycia.
Tak naprawdę bowiem to już wtedy rozpoczyna się rodzinne obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia. Czy się ten czas owocnie wykorzysta, dużo zależy od postawy przyjętej przez rodziców. Już małe szkraby bardzo chętnie będą uczestniczyć w Roratach, zwłaszcza, gdy mama czy tata pomogą w wykonaniu lampionu. Msze roratnie są też wspaniałym pretekstem, aby w przystępny sposób wprowadzać dzieci w świat głównych prawd wiary. Uczą też wyrzeczeń – nierzadko trzeba przecież bardzo wcześnie wstać! (Aczkolwiek oprócz tradycyjnych Rorat „o świcie”, często są również specjalne dla dzieci – po południu lub wieczorem). Dodatkowo księża zachęcają wtedy do podjęcia adwentowych postanowień, co wpływa nie tylko na jakość przeżycia Świąt, ale też ćwiczy cierpliwość, silną wolę oraz znakomicie kształtuje charakter. Ponadto w wielu parafiach panuje zwyczaj wypisywania przez dzieci (na karteczkach, serduszkach) swoich dobrych uczynków i składania ich np. w pustym jeszcze żłóbku. Zbierane są też dary dla najuboższych rodzin – można podzielić się swoimi rzeczami, zabawkami. Szkoda „przespać” ten czas, dlatego szczerze zachęcam do zadbania także o tę stronę przygotowań do Świąt – chociażby podczas tych paru ostatnich dni, które nam jeszcze pozostały.
Kolejną istotną sprawą są świąteczne porządki, dekoracje, pieczenie, gotowanie itd. Pozostawienie wszystkiego na głowie jednej osoby (przeważnie mamy) jest nie tylko dość okrutne i niesprawiedliwe, ale też zupełnie bezsensowne, żeby nie powiedzieć: głupie, pozbawia bowiem resztę rodziny wielu przyjemności. Brzmi to może cokolwiek dziwnie, ale… wystarczy pomyśleć, jak wiele uciechy może dać wspólne robienie ozdób na choinkę, zawieszanie światełek, wykrawanie pierników! Zwykłe ścieranie kurzu, pastowanie podłogi czy zmywanie stosu naczyń nabiera zupełnie innego znaczenia, gdy robi się to wraz ze swoim mężem, żoną, córką, synem, mamą, tatą… Wiadomo, że nie wszyscy mogą w równym stopniu włączyć się do każdej ze świątecznych prac – nie wymagajmy od kilkulatka, aby np. gotował wymyślne potrawy czy prasował. Nie o to przecież chodzi. Sęk w tym, aby każdy w miarę swoich możliwości miał swój wkład. Grunt to rozsądny podział – wtedy nikt nie czuje się wykorzystywany i zmęczony, a wszyscy mogą poczuć radość i satysfakcję. Przedświąteczne czynności naprawdę nie muszą wiązać się z pośpiechem i zdenerwowaniem, a taka wspólna praca bardzo scala rodzinę.
Jeśli chodzi o przeżycie samych Świąt, to według mnie wszystko, co najważniejsze, zawiera się we fragmencie książki Małgorzaty Musierowicz pt. Noelka (przy okazji – gorąco polecam lekturę całości!):
W miłym gwarze i hałasie cała rodzina nadciągała wolniutko do stołu. Przynoszono dodatkowe nakrycia, brzękano dodatkowymi sztućcami, dostawiano krzesła, żeby dla wszystkich starczyło miejsca przy stole. Truchtem przebiegła przez pokój Pyzunia, krzycząc: – A gdzie sianko, a gdzie sianko?! – i pojawiła się w chwilę potem z garścią suchych traw, które złożyła na serwetce pośrodku stołu (omal nie wylewając zawartości wazy z kompotem). Na sianku umieściła paczkę opłatków, a tu właśnie nadeszły z kuchni obie mamy, zdejmując fartuszki i meldując, że wszystko gotowe.
Patrycja […] wetknęła do magnetofonu kasetę z kolędami w wykonaniu zespołu „Mazowsze”. […] Kiedy gwar już umilkł, wstał ojciec Borejko, chrząknął uroczyście i długo grzechocząc zapałkami wykrzesał wreszcie płomyk, niezbędny do zapalenia świecy na stole. Następnie stwierdzono, że potrzebne w tym właśnie momencie Pismo Święte gdzieś się zapodziało i odbyło się krótkie śledztwo w tej sprawie. Biblię odnaleziono na fotelu, ojciec brzęknął widelcem w talerz i poprosił o ciszę. Jak zwykle w Wigilię u Borejków głos miało dziecko. […] Zgaszono światło, zapalono świeczki na choince. […] Pyza otworzyła książkę na stronicy założonej wstążeczką.
– Narodzenie Jezusa – przeczytała głosem zasapanym z przejęcia. – W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta...
Elka zupełnie niespodziewanie poczuła, że ma łzy w oczach. Nie rozumiała, dlaczego. Zwykły wieczór wigilijny. Zwykła rodzina. […] Mama Borejko też miała łzy w oczach.
Jak co roku w tej właśnie chwili. Oto cała jej rodzina zgromadziła się wokół stołu, wszyscy zdrowi, wszyscy – wciąż jeszcze razem.
Jak długo?... Świeca płonęła chybotliwie, oświetlając kochane twarze, pachniało choinką i pomarańczami, a cienki, przejęty głosik, jak co roku, od tylu już lat – niezależnie od tego, które z dzieci właśnie wybrano do czytania – ciągnął odpowiedzialnie, zacinając się – jak zwykle – zawsze w tym samym miejscu: –Udał się także Józef z Gali - galili - galali - galilei, z miasta Nazaret...
Dziękuję - przemknęło przez głowę mamie Borejko. - Dziękuję. Za to całe szczęśliwe życie.
Jaki jest zatem sekret udanej Wigilii? Po prostu – Miłość. Radość z tego, że jest się razem, przy jednym stole. Chwile wzruszenia podczas dzielenia się opłatkiem – podziękowanie sobie nawzajem za pomoc, dobro oraz obecność w dobrych i złych chwilach, przeproszenie za to, co było nieudane, przebaczenie uraz. No i przede wszystkim niezapominanie o Tym, Który jest (nie tylko zresztą tego dnia) najważniejszy. Dlatego tak istotna jest wspólna modlitwa, odczytanie fragmentu z Ewangelii św. Łukasza, śpiewanie czy słuchanie kolęd, pójście na Pasterkę. Cała piękna oprawa – biały obrus, choinka, świece itd., powinny być traktowane nie jako cel, lecz środek do przeżycia czegoś większego i głębszego. Dopiero wtedy, gdy całą rodziną zaprosi się Boga do wigilijnego stołu, Święta będą przeżyte w najpiękniejszy i najwłaściwszy sposób.
Nie warto marnować tych magicznych chwil na siedzenie przed telewizorem i oglądanie po raz kolejny tych samych programów, kiedy można ten czas wykorzystać dużo lepiej. Jak? Każda rodzina ma swoje własne rytuały i zwyczaje. Osobiście z prawdziwym sentymentem wspominam Gwiazdki, kiedy z rodzicami i siostrą graliśmy w gry planszowe i układaliśmy olbrzymie puzzle. W zaprzyjaźnionej, muzykalnej rodzinie wspólnie wykonuje się kolędy – każdy gra i śpiewa! W innej z kolei ogląda się wtedy rodzinne zdjęcia, slajdy czy filmy i wspomina wydarzenia z dalekiej i bliskiej przeszłości – śluby, chrzciny, komunie, wakacje… W codziennym zabieganiu nie zawsze jest czas, aby spokojnie porozmawiać, pośmiać się, podokazywać z dziećmi. Gwiazdka daje do tego szansę.
Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji o prezentach. Nieodłącznie wpisują się w tradycję i także budują gwiazdkowy klimat. Niestety, w dobie powszechnej komercjalizacji często gubi się ich podstawowy sens, jakim było i być powinno sprawienie przyjemności osobie obdarowanej i zaznaczenie, że się o niej pamięta oraz że jest dla nas ważna. A więc trafiony prezent niekonieczne musi wiązać się z olbrzymimi kosztami! Liczy się pomysł, szczerość, chęć trafienia w upodobania oraz spełnienie marzeń. Dlatego zakupu świątecznych upominków nie powinno się zostawiać na ostatnią chwilę, bo zwiększa to ryzyko przypadkowości oraz poddania się presji czasu i perswazji reklam.
W potocznym, „świeckim” wymiarze grudniowe święta kojarzą się bardzo ciepło i pozytywnie – z choinką, śniegiem, jasnymi światełkami rozjaśniającymi mroki nocy, świętym Mikołajem i prezentami. Jednak dla ludzi wierzących istota Gwiazdki na tym się nie kończy. Z jednej strony – przeżywanie radości z narodzin Bożej Dzieciny oraz doświadczenie miłości Boga i człowieka, z drugiej natomiast – przygotowywanie się na nie i dzielenie się nimi w gronie najbliższych – oto prawdziwa i główna treść tych Świąt.