"Kobieta na Marsie, mężczyzna na Wenus", czyli jak podzielić obowiązki małżeńskie?
"Małżeństwo jest mostem, który trzeba codziennie na nowo budować
- najlepiej z obydwóch stron."
Ulrich Beer
Wiele z nas marzy o tym, by wyjść za mąż. Wyobrażamy sobie, że małżeństwo to tylko piękne i romantyczne chwile, przepełnione miłością i szczęściem. Kiedy jednak zaczynamy myśleć racjonalnie (tak nam się przynajmniej wydaje), uświadamiamy sobie, że trzeba będzie także zadbać o wspólny dom. Mimo to na początku jesteśmy w stanie wmówić sobie i naszym mężczyznom, że z największą radością będziemy im prać, sprzątać, gotować... Po ślubie jednak ten entuzjazm opada, nawet jeśli jesteśmy „żonami z powołania”.
Obowiązki domowe to jeden z tych czynników, który może skutecznie ugasić żar domowego ogniska. Samo wspominanie tego tematu niejednego i niejedną z nas przyprawia o zawrót głowy. Ale czy tak musi być? Czy nie ma sposobu, by z tym problemem się zmierzyć i ze starcia wyjść z podniesionym czołem?
Starsze pokolenie ma na pewno nieco inny system wartości i inne spojrzenie na rzeczywistość niż ludzie młodzi. Dawniej (na szczęście to już zamierzchłe czasy) do kobiety należały wszystkie obowiązki domowe. To ona zajmowała się dziećmi, gotowała, sprzątała, prała i prasowała. Mężczyzna miał również odpowiedzialne zadanie: miał zapewnić rodzinie środki do życia i dobrą pozycję społeczną. To spojrzenie widoczne jest do dziś wśród wielu małżeństw, szczególnie tych starszych. Taki sposób podziału obowiązków może się wydawać jasny i czytelny, być może właściwy. Czy jest tak w rzeczywistości?
W dzisiejszych czasach większość kobiet pracuje, do czego wręcz zmusza je życie i sytuacja. Niewiele rodzin może sobie pozwolić na to, by pracował tylko mężczyzna. Jednak pomimo obowiązków związanych z pracą zawodową, to na kobiety często spada opieka nad domem i dziećmi. To właśnie „słabsza płeć” przyrządza obiady, gdy wróci z pracy. To kobiety prasują mężom koszule, a dzieciom ubrania do szkoły. To one robią porządki i zajmują się praniem. Ale mimo to, mężczyzna nadal odpowiada tylko za zapewnienie rodzinie funduszy.
Nie można chyba powiedzieć, że taki układ jest sprawiedliwy. Facet po pracy odpoczywa, a żona uwija się jak może, by skończyć o przyzwoitej porze i by każdy członek rodziny był zadowolony. Złość, zmęczenie i poczucie osamotnienia w swoich zmaganiach to uczucia, jakie towarzyszą kobietom obarczonym wszystkimi obowiązkami domowymi. Mąż słucha wtedy wiecznych narzekań żony i zrzędzenia: „Ja tu sprzątam pół dnia, a ty nie możesz nawet włożyć skarpetek do kosza na brudną bieliznę!” Takich tekstów można w podobnym układzie usłyszeć tysiące i dzięki temu awantura w domu gwarantowana.
Bardziej „dzisiejsze” spojrzenie na świat ma wiele wspólnego z równouprawnieniem. Wiele małżeństw jasno określa, kto i czym w domu będzie się zajmował. Partnerzy dzielą się wtedy zadaniami po równo. Niektórzy mają nawet rozpiskę uwzględniającą kto i kiedy przyrządza kolację, kiedy i kto posprząta łazienkę i tak dalej... Czyż nie jest to sytuacja idealna? W końcu mamy równouprawnienie, o które tak wiele kobiet walczyło!!! W praktyce może się jednak okazać, że żonie kiepsko wychodzi gotowanie makronu (nie mówiąc już o innych bardziej wymagających daniach), a za to mąż świetnie gotuje. Możliwe także, że on wstawiając pranie, zapomina o posegregowaniu ubrań według kolorów, a ona ścierając kurze, kicha jak szalona, bo ma uczulenie na roztocza. I znów nie trudno o kłótnię. W takich chwilach czar pryska i, wbrew temu, co się mogło wydawać, wzorowy model podziału obowiązków po prostu nie ma szansy się sprawdzić.
Czy istnieje więc jakiś złoty środek? Czy w jakiś sposób możemy sprawić, by domowe obowiązki nie były przyczyną kłótni i awantur?
Niezwykle ciężko jest znaleźć czas na wszystko. Praca pochłania wiele czasu i energii. Podobnie dom i rodzina, o którą trzeba zadbać. A to przecież niejednokrotnie nie jedyne obowiązki w naszym życiu. Czas biegnie szybko i nie możemy z nim walczyć. Dlatego, by nie marnować danych nam cennych chwil, cudownie byłoby uniknąć kłótni i nieprzyjemnej atmosfery w domu. Dlatego złotym środkiem na wszystkie problemy powinna być i jest miłość! Dlaczego wzięliśmy ślub? Bo się kochamy! Co sobie ślubowaliśmy? Miłość? Co ma nas trzymać przy sobie? Miłość! I to dlatego także nią powinniśmy się kierować podczas dzielenia domowych obowiązków!
Jeżeli kobieta jest lepszym kucharzem, to niech ona zajmie się kuchnią. Może jednak miała ciężki dzień w pracy albo źle się czuje? Niech wtedy on okaże troskę i przejmie obowiązki ukochanej! A jeśli ma dwie lewe ręce, to można zawsze przecież zamówić coś w restauracji! Jeśli to twój mąż miał w sobotę zająć się sprzątaniem, ale okazuje się, że koledzy chcą go wyciągnąć na wspólny wypad na gokarty, posprzątaj za niego - on zrobi to innym razem. Matematyka nie jest dobrym pomysłem na rozwiązywanie problemów małżeńskich. Obowiązków nie da się podzielić równo na pół, a wyliczanie sobie nawzajem ile razy odkurzaliśmy czy zmywaliśmy naczynia, nie ma najmniejszego sensu. Może się także okazać, że jakieś obowiązki domowe wykonywane razem będą niezłą frajdą!
Także stereotypowe podejście do sprawy może okazać się nieodpowiednie. Wielu mężczyzn przecież uwielbia gotować (co kiedyś było nie do pomyślenia) i niejednej kobiecie sprawia frajdę naprawianie domowych sprzętów i dłubanie przy elektryce. Często nasze upodobania i talenty okazują się być zaskakujące, dlatego nie trzymajmy się kurczowo wyznaczonych już torów.
Okazywanie sobie nawzajem troski i zrozumienia jest bardzo ważne i zarazem pożyteczne. Wzajemna pomoc i dzielenie się obowiązkami domowymi są wspaniałą okazją do okazywania sobie miłości. Czy uśmiech męża, któremu smakuje zrobiony przez żonę obiad nie jest powodem do radości? Czy kobieta, której mąż pomógł w sprzątaniu, nie będzie zadowolona? Warto umilać sobie nawzajem życie i sprawiać by nikt z nas nie czuł się osamotniony i przytłoczony w domu, na którym obydwojgu tak samo powinno zależeć.