Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Relacje » Małżeństwo » Zagraniczny chleb
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Każda kochana kobieta jest księżniczką w oczach tego, kto się o nią ubiega, i w swoich własnych" (Karel Čapek)
"Ach, co za oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia!" (Jan Kamyczek)
"Trzeba mieć wiele taktu i umiaru, by z miłości jak z mlecza, nie zdmuchnąć czaru." (Jan Sztaudynger)
"Kochamy wciąż za mało i na próżno." (Ks. Jan Twardowski)
"Miarą miłości jest miłość bez miary" (Św. Franciszek Salezy)
"Moją siłą ciążenia jest miłość moja:dokądkolwiek zmierzam, miłość mnie prowadzi." św. Augustyn
"Miłość w najgłębszych pokładach mojej istoty była tą nadzwyczajną energią, która kazała mi chodzić, biegać,walczyć, żyć." (Michel Quoist)
"Ach, co za oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia!" (Jan Kamyczek)
"Najgłębszym pragnieniem w sercu każdego człowieka, przed pragnieniem życia, jest pragnienie kochania i poczucie, że jest się kochanym." (M. Quoist)
"Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej, wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada, jakiekolwiek byłyby kamienie do usunięcia dla wyrównania drogi." (Michel Quoist)

wtorek, 03 maja 2011 21:06
Rate this item
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
(3 głosów)

Zagraniczny chleb

  • Napisane przez  Jarek Kumor
  • font size decrease font size decrease font size increase font size increase font size
  • Drukuj
  • E-mail
Zagraniczny chleb
iWebReader
Zagraniczny chleb.

Jakie niebezpieczeństwa czekają na małżonków na emigracji? Oto garstka przykładów z jedynie trzymiesięcznego pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie w emigranckich zakamarkach polskie rodziny przeżywają prawdziwe dramaty i nieraz ciche i niespodziewane procesy rozpadu.

 

- Nie spodziewaj się kokosów chłopcze. Ameryka z filmów jest w świecie emigranckim nieosiągalna – zaczął rozmowę na poważne życiowe tematy wujek, który odebrał mnie letnim popołudniem kilka lat temu z Newark Liberty International Airport – międzynarodowego portu lotniczego w stanie New Jersey. Trafiłem do tego finansowego raju, o którym krążą, bądź jeszcze do niedawna krążyły u nas legendy mówiące o szczęściu i samorealizacji. Legendy, jak wiadomo, są opowieściami fantastycznymi…

 

Mówi się, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. I jeżeli piekło jest jedną wielką samotnością, to w USA, Polacy przeżywają je permanentnie. Z jak najbardziej słusznych pobudek ludzie wyjeżdżają za ocean. U podstaw takich decyzji leżą, jak wynika z moich obserwacji, tylko i wyłącznie potrzeby finansowej niezależności, odkucia się, uszczęśliwienia siebie i bliskich za pomocą pieniądza. Za tymi dobrymi chęciami, już po kilku miesiącach, zaczyna pojawiać się w ludziach na emigracji wielka samotność. Najczęściej wyjeżdża jedno z małżonków i poczucie opuszczenia może wydawać się uzasadnione, ale dzieje się tak również, gdy na amerykański grunt trafiają oboje.

 

Znalazłem się w dość dobrym położeniu. W perspektywie były tylko trzy miesiące fizycznej pracy ot tak, by sobie młody student zarobił trochę grosza. Można by rzec – przygoda, dobra okazja, by zebrać kawałek doświadczenia życiowego z dala od domu. Z takiej perspektywy obserwowałem ludzi, którzy dawno zapuścili korzenie w Stanach, ale i takich, którzy wchodzili w tę rzeczywistość i powoli odkrywali pułapkę pozornego szczęścia w dalekiej Ameryce. Wielu dało się w nią złapać. Oczywiście nie jest tak, że nie da się go tam osiągnąć. Jeśli jednak główną motywacją jest pieniądz, życie rodzinne już jest narażone na poważną próbę, a małżeństwo na rozpad.

 

Zapuszczone korzenie

 

Wynajmowałem pokój w mieszkaniu, w którym od siedemnastu lat rezydował Władysław. To był jeden z tych, którym przemiana ustrojowa w Polsce nie była na rękę do tego stopnia, że musiał uciec aż do Stanów. Zarabiał duże pieniądze. Byłby w stanie żyć w USA naprawdę na poziomie. On jednak siedział w zapadłej dziurze, jaką na mapie stanu New Jersey jest emigrancka część Wallington. Jemu miało jedynie starczyć na wódkę i jedzenie. Resztę pieniędzy „pompował” do Polski. Zależało mu już tylko na dzieciach, które na dobrą sprawę były dorosłe i samodzielne. Z żoną rozmawiał jak z obcym człowiekiem. Jedyną nicią porozumienia były te comiesięczne sumy wpływające na konto. Tak samotnego człowieka nigdy wcześniej ani później nie spotkałem. Kiedy zapytałem go, dlaczego nie wróci do Polski, spojrzał na mnie z politowaniem. – Ja tu już zapuściłem korzenie. Nie da się mnie wyrwać. Żona? Synku, cała rzeczywistość mojego małżeństwa dla mnie już nie istnieje – powiedział. W miarę upływu czasu, drążąc temat i słuchając moich tęsknot za Polską (autentycznie tęskniłem od pierwszych dni niesamowicie za Ojczyzną), przyznał, że gdyby dostał w kraju 5 tysięcy miesięcznie, może i uratowałby małżeństwo.

 

Uzależnienie wszystkiego od pieniędzy – to pierwsze i podstawowe niebezpieczeństwo, które czyha na emigracji. Dla Władysława nie liczyło się tak naprawdę nic więcej. Siedemnaście lat jego przebywania w Stanach, by zapewnić byt rodzinie, było powolnym i sukcesywnym procesem rozkładu jego małżeństwa. Jego żonę znałem tylko z pobieżnych opowiadań, ale najwyraźniej i dla niego i dla niej skutecznym substytutem dla miłości małżeńskiej stały się dolary. Szanse na jakikolwiek ratunek były minimalne. W nim tliły się po kilku rozmowach wizje powrotu do Polski, ale był to słomiany zapał.

 

Ludzie potrafią przeżywać autentyczne dramaty i nie chcą z nich wychodzić. Wchodziło się do baru i słyszało do rusz o kolejnych podbojach dojrzałych mężczyzn po czterdziestce czy pięćdziesiątce. Ileż w tych historiach musi być małżeńskich dramatów. Byli i tacy, którzy całkowicie uciekali w alkohol. Tydzień pracy i tydzień picia. W Stanach tak się da. Ludzie, którzy powyjeżdżali z Polski za pieniędzmi, za lepszym życiem dla swoich rodzin, znaleźli na emigracji samotność, alkoholizm, marazm.

 

Cichy proces

 

Magda i Andrzej, którzy mieszkali parę przecznic ode mnie, wyjechali razem, mając już kilkumiesięczną córeczkę. Mieszkali przy przystanku, z którego odjeżdżałem do pracy. Gdy ich poznałem byli w Stanach od pięciu lat. On był dość szorstki. Komunikat: „jestem studentem, przyjechałem na parę miesięcy coś zarobić”, dla niego oznaczał: „jestem nic nie znaczącym chłopaczkiem, który zamiast studiować powinien wziąć się do ciężkiej roboty”. Z nią dało się zamienić więcej słów i na tematy inne niż praca. Pochodzili z Beskidu Żywieckiego. Górale na emigracji zawsze pracują bardzo ciężko. Są do tego przyzwyczajeni. Magda miała przeświadczenie, że Andrzej bez pracy byłby totalnie skarłowaciałym człowiekiem. Nie potrafiłby żyć. Wyjechali, wiadomo, po dostatek. Oboje byli bardzo szczęśliwi, że udało im się wyrwać z Polski. Mieli ogromny zapał do budowania wspólnej przyszłości na emigracji. On poszedł na budowę. Gdy ich córeczka mogła już pójść do przedszkola, Magda dostała pracę w polskim sklepie. – Na początku było dobrze. Ale teraz sam widzisz jak dużo się kłócimy. Już nawet tego nie ukrywamy – mówiła. Rzeczywiście potrafili toczyć ze sobą boje, nawet wychodząc z domu i nie przejmowali się spojrzeniami sąsiadów czy ludzi na przystanku. Zaszedł między nimi pewien proces, który jest typowy dla par na emigracji. Mogę to stwierdzić, bo obserwując współlokatorów mojego wujka, czy generalnie ludzi mieszkających w okolicy, nie dało się dostrzec uśmiechniętych, szczęśliwych małżeństw.

 

Pracodawcy za oceanem wiedzą, że z imigranta można wyciągać ostatnie siły. Nie zbuntuje się, jest w kropce. Jemu na pracy zależy najbardziej. Andrzej poszedł tą drogą i „robota” stała się dla niego tak ważna, że zapomniał o zaangażowaniu w życie rodzinne. Zarabiał na rodzinę, ale przestał z tą rodziną być. Było to widać gołym okiem. - Jest to mocno powtarzalny schemat. Znajome dziewczyny przeżywają to samo – mówiła Magda. Ciężko jej było poradzić sobie z córeczką, która widocznie czuła jak źle jest między rodzicami i była nieznośna. Andrzej nie interesował się tym. „Tyrał” po 10 godzin, przychodził i padał z nóg. Najważniejsze było to, że przynosił tygodniówkę. Kiedy Magda szła do pracy, w czasie gdy córka była w przedszkolu, miała nadzieję, że znajdzie tam jakiś azyl. Jednak i w tym przypadku działał schemat z pracodawcą, który potrafił obarczać dużą ilością obowiązków kogoś, kto jest imigrantem. – Czasem czułam, że patrzą krzywym okiem nawet na to, że idę do ubikacji. Wracam do domu i nie mam ochoty na nic. Tak się to toczy – mówiła. Stwierdziła też, że jeszcze kilka lat temu nie przyszłoby jej do głowy, ze będzie z kimś rozmawiać na takie tematy. Nie wyobrażała sobie, że mogą doprowadzić swoje małżeństwo do takiego stanu. – Zawsze była w głowie myśl, że jakoś to będzie. To jest zgubne – tą konkluzją zakończyliśmy rozmowę tydzień przed moim odlotem do Polski. Później już tylko machnąłem im jadąc na lotnisko.

 

„Zdrada”

 

Do mieszkania wujka wpadła któregoś dnia, z hukiem drzwi, Lidka. Była to około 40-letnia opiekunka do dzieci w bogatej rodzinie. Dla współlokatora wujka – Jurka, była bratową. Wystarali się z mężem o zielone karty, ale jego mimo to nie ciągnęło do zarobkowania na obczyźnie. Ona, kobieta bardzo dynamiczna i nie lubiącą trwonić czasu, wyjechała na pół roku. Słyszałem opowieści, jakoby nie mogła usiedzieć na miejscu i ciągnęło ją w wielki świat, a rodzina była mniej ważna. Interpretowałem to sobie na swój sposób. Patrzyłem z boku i widziałem kobietę, której w emigranckich realiach powiodło się. Umiała angielski, była legalnie w USA, nie bała się wyzwań, ale też nie ukrywała, że przyjechała tylko na pół roku i ani chwili dłużej. Zarabiała większe pieniądze niż ci faceci, do których mieszkania właśnie wpadła jak poparzona. W nich widziałem raczej zazdrość niż umiejętność realnej oceny jej motywacji. Jej samej nie znałem zbyt dobrze. Okazja do rozmowy nadarzyła się po tym, gdy w trakcie tej niespodziewanej wizyty wykrzyczała całą swoją złość na szwagra. Dostała telefon od męża, który wyzwał ją od najgorszych, powiedział, że od swojego brata wie o jej licznych zdradach i złym prowadzeniu się. Mnie włosy stawały dęba, gdy słuchałem tego wszystkiego z ust kobiety, która wydawała mi się uczciwa i poukładana. Dopiero późniejsza rozmowa sporo mi wyjaśniła. Lidka zdobyła się na nią, będąc na skraju psychicznego wyczerpania i jednocześnie będąc w szoku po tym, czego przed chwilą doświadczyła. Rozmowa była jej potrzebna, a to, że akurat ze mną - w gruncie rzeczy obcym człowiekiem, wynikało chyba z ogromu tej potrzeby. Zresztą, jak sama powiedziała, nie miała w tym momencie nikogo. Czuła się sama jak palec. A ja po prostu słuchałem i byłem coraz bardziej zaskoczony, że ona nie boi się mówić o swoich, osobistych w końcu, przeżyciach.

 

Układając to wszystko w pewną chronologiczną całość, postaram się oddać niezwykłość tej sytuacji. Wyjechała w trosce o dzieci. Dwóch synów było dorosłych, ale nie ustatkowanych, jeden w gimnazjum. Chciała ich niezależności finansowej na starcie życiowym. Była dumna, że dostała porządną pracę i zarabiała dużo, choć musiała być do dyspozycji 24 godziny na dobę. Miała swój służbowy samochód, potrafiła poruszać się w „wielkim” amerykańskim świecie i przyznała, że widać było z jej perspektywy, iż szwagier, razem zresztą z moim wujkiem, strasznie jej zazdrościli. Miała jeszcze trzy miesiące do powrotu, gdy odebrała ten feralny telefon od męża. Dowiedziała się, że regularnie przyjeżdża co weekend do sąsiedniego Clifton i spotyka się z niejakim Markiem – kolegą Jurka i mojego wujka. Że robią „niewiadomo co”, że Jurek ma zdjęcia, że zawsze widzą tam jej samochód.

 

Jej wersja była nieco inna. – Owszem byłam u Marka w Clifton przez trzy ostatnie niedziele. Jurek mnie wyraźnie unikał. Przez telefon mówił żebym nie przyjeżdżała do nich, bo mają swoje sprawy, nie będzie ich. Różne rzeczy wymyślał. Ja zatem pozostawałam zupełnie sama w niedzielę. Szłam do polskiego Kościoła i za pierwszym razem napotkałam Marka. Znaliśmy się wcześniej przez Jurka. Od słowa do słowa zjedliśmy obiad, pogadaliśmy. Zleciał nam tak cały dzień. Następna niedziela – ze strony Jurka to samo, schemat się powtarzał. Co miałam zrobić? Doświadczyłam paru samotnych niedziel na emigracji i dla mnie był to dramat. Chciałam spotkać się, pogadać z kimkolwiek. Napatoczył się Marek. A Jurek dopowiedział sobie resztę – ta relacja wydawała się wiarygodna. W każdym razie pokazywała, że jest tu pewien rozdźwięk. Gdy Lidka ukazała mi szerszy kontekst tego wszystkiego, zacząłem naprawdę jej wierzyć. – Rodzina mojego męża nigdy nie darzyła mnie wielką sympatią. Nie raz dawano temu wyraz. Jurek nie był inny pod tym względem. Widocznie to, że mnie się powiodło w Stanach, wzbudziło w nim tak dużą zazdrość, że szukał choćby małego haka, by mnie zupełnie zdyskredytować w oczach męża. A mojego męża znam. Takim rewelacjom jest w stanie dać wiarę, bo od początku nie podobał mu się pomysł mojego wyjazdu - mówiła. – Weszłam na grząski grunt, nie zdając sobie sprawy, co robię. Oczywiście żadnych zdjęć czy dowodów zdrady nie ma, bo żadnej zdrady nie było, ale „smród” pozostanie – wiem to. Zresztą po tym, co dziś usłyszałam, nie wiem czy jest jeszcze co ratować, jeśli chodzi o nasze małżeństwo - przyznała.

 

Byłem w całej tej sytuacji intuicyjnie po stronie Lidki. Nie wyglądała na kobietę, która mogłaby zdradzić męża. Oczywiście powiedzą niektórzy, że samo niewinne spotykanie się z Markiem było swego rodzaju zdradą. Lidka sama przyznała, że był to jej błąd i że nie zdawała sobie sprawy z jakiejkolwiek szkodliwości swojego zachowania. Jednocześnie nie wiedziała, że ma wokół siebie aż tak nieżyczliwych ludzi i to z bliskiej rodziny. Na emigracji można łatwo zniszczyć swoje małżeństwo. Jest to bardzo cienki grunt i trzeba ostrożnie po nim stąpać. Ludzie czasem zupełnie nie spodziewają się z której strony może przyjść jakieś niebezpieczeństwo.

 

Lidka była dla mnie klasycznym przykładem bezmyślnego wyjazdu jednego z małżonków. Znowu pierwszy był pieniądz, a reszta emigranckiego życia miała streszczać się w słowach „jakoś się przeżyje”. Do tej pory nie wiem, czy „jakoś się przeżyło”, czy to małżeństwo zostało uratowane.

 

Po tych trzech miesiącach wyjechałem z niekłamaną ulgą. Siedziałem w samolocie z głową pełną innych przykładów, własnych obserwacji, wniosków. Na pewno przyda się to wszystko, gdybym sam musiał kiedyś wyjeżdżać, będąc w małżeństwie. Ten pobyt był zebraniem życiowego doświadczenia nie tylko od strony zarabiania, szanowania pieniądza, pewnej samotności z dala od domu. Mogłem poznać, choćby pobieżnie, życie ludzi będących w małżeństwie, których los rzucił z dala od swoich korzeni. Dzieją się tam dramaty. Niemal zawsze, gdy ktoś wyjeżdża, pokładając największą nadzieję w pieniądzach, które da się tam zarobić i odkłada na bok wszystko inne, jego życie rodzinne już stoi na straconej pozycji. Wiadomo, nie jest to domena tylko tych, którzy wyjeżdżają. Jednak na emigracji jest o wiele trudniej walczyć, a co za tym idzie, wygrywać.

 

(Imiona osób i nazwy miejscowości zostały zmienione)

Published in Małżeństwo
Tagged under
  • dylematy
  • malzenstwo
Social sharing
  • Add to Google Buzz
  • Add to Facebook
  • Add to Delicious
  • Digg this
  • Add to Reddit
  • Add to StumbleUpon
  • Add to MySpace
  • Add to Technorati
Jarek Kumor

Jarek Kumor

student Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa na UJK w Kielcach. Dziennikarz i fotoreporter Katolickiego Portalu Społecznościowego KielceLive.pl. Publicysta za-kochanie.pl. Lider kieleckiego Obozu Jozuego w ramach Przymierza Wojowników. Do września 2011 szczęśliwy narzeczony. Typowo męskie zainteresowania: uwielbia grać w koszykówkę i oglądać piłkę nożną.

Latest from Jarek Kumor

  • Kilka klatek z przygotowań
  • Szkoła pustyni
  • Wielki wódź, wielka przemiana
  • Zmieńmy coś, by zwyciężyć!
  • Zacisnąć zęby

Related items (by tag)

  • Wieczór panieński
  • Miłość z odzysku
  • Po co tak wcześnie? - o małżeństwie studenckim
  • Czy zechcesz zostać moją żoną?
  • O truflach, malinach i świerszczach, czyli historia pewnej miłości
More in this category: « Interpretatorzy miłości, czyli sami w obliczu Boga Kalendarz Małżeński »

3 Komentarze

  • Comment Link Leon czwartek, 21 lipca 2011 08:03 posted by Leon

    Niestety muszę się zgodzić z autorem tekstu, że w takich sytuacjach, kiedy małżonkowie muszą się rozdzielić, dzieje się wiele tragedii. Znam osobiście małżeństwo, które się rozpadło z powodu tej długiej rozłąki, silnej depresji przy tym itd. Tylko mam świadomość, że ludzie zawsze będą myśleć pozytywnie i może przez to nawet mniej uważać na siebie... Może to jest właśnie problem. Ja sam postanowiłem, że nigdy nie zostawię żony naweet jesli mielibyśmy zyć bardzo skromnie.

  • Comment Link ewcia piątek, 06 maja 2011 19:59 posted by ewcia

    Kokolo, ja się zgadzam z Tobą - sama planuję wyjazd... Ale chyba w tekście chodzi głównie o problem małżeństw :-) I to na pewno jest trudniejsze. Czyli trzeba więcej walczyć (co też nie jest pewnie niemozliwe). Fajny tekst.

  • Comment Link kokolo piątek, 06 maja 2011 18:46 posted by kokolo

    Zgadzam się, że trudniej, że jest tam wiele dramatów ludzkich... Ale jest to też próba samego siebie, gdy nie ma wokół znajomych, kogokolwiek kto wie,co naprawdę robisz. Liczy się to, co robisz gdy jesteś sam. Jeśli wygrasz za granicą - tzn. nie złamiesz się, nie porzucisz wartości, nie zdradzisz, to czujesz się zwycięzcą - i to jest ta dobra strona wyjazdu.

Login to post comments
back to top

Wyszukiwarka

Ostatnio na Forum

    • Mężczyzna i NPR
    • Last post by Kami79
    • 3 tyg., 4 dni temu

More Topics »

Tagi

aborcja antykoncepcja bajka Biblia blog czystosc duchowosc dylematy dzieci dziecko film kobieta komunikacja konkurs ksiazka ksiazki malzenstwo meskosc mezczyzna milosc Mloda Para narzeczenstwo NPR piekno plodnosc polecamy poradnik rodzicielstwo rodzina roznice seksualnosc slub teologia ciala warsztaty wesele wiadomosci wiara wychowanie zakochanie zwiazek

Ostatnie komentarze

  • Agnieszka Kowal Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę… Napisane przez Agnieszka Kowal na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
  • Ewa Maria Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo… Napisane przez Ewa Maria na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
  • Maciej Kryczka Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-) Napisane przez Maciej Kryczka na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
  • Agnieszka Kowal Wspaniałe :) Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:23
  • Agnieszka Kowal Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku… Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:15

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane