Dialog i porozumienie – słowa, które brzmią bardzo wzniośle. Dla nas-ludzi dobra komunikacja to przede wszystkim podane dłonie, a może nawet uściski i objęcia. Coś zewnętrznie bardzo spójnego i spokojnego. Bez zgrzytów. Tymczasem porozumienie to też, a może przede wszystkim, mała nitka - niteczka cienka, czasem niezauważalna, ale przecież istniejąca. Niteczka, której nie można zerwać, a gdy jest mocno trzymana, nie może być zgubiona. Taka to nić porozumienia łącząca dwa światy. Spajająca je w jeden nowy.
Kobiety nie mogą zrozumieć mężczyzn. Dlaczego on ciągle patrzy w okno, kiedy do niego mówię? Dlaczego zawsze przytakuje, zamiast odpowiedzieć? Dlaczego nie lubi powtarzać tego, co raz już powiedział? Dlaczego ciągle chce gdzieś wychodzić? Mężczyźni nie są nic dłużni w pytaniach. Dlaczego one ciągle gadają i nie ważą słów? Dlaczego najpierw powiedzą, a potem pomyślą – albo i nie pomyślą? Dlaczego paplają z przyjaciółkami o takich bzdetach i jeszcze zamęczają nimi mężczyznę? Dlaczego podejmują decyzję, a potem twierdzą, że proszą przecież o radę? Mówimy innymi językami?
Sprawa wydaje się czasem nie do przejścia. Jesteśmy tak diametralnie różni w naszym myśleniu i postępowaniu. Tymczasem większość kłótni i nieporozumień to efekt niezrozumianych, niezaakceptowanych i nieprzyjętych różnic. Po kilku miesiącach życia małżeńskiego wiele osób stwierdza, że ich decyzja była pomyłką, bo... „bo my się tak różnimy”! Dzięki Bogu, różnimy się! I tego nie przeskoczą nawet zagorzałe feministki. Jesteśmy inni i to jest największy prezent, jaki dostajemy od drugiej osoby – obietnicę pełni.
Oczywiście różnice, o których mowa, są naturalnym następstwem naszej płciowości. Cechy, które nas zadziwiają, wypływają z naszej kobiecości lub męskości, a wszystkie inne cechy osobowe, temperament, wszelkie zalety i wady mogą być naprawdę różnorodnie obdzielone. Ale ta naczelna kobiecość/męskość jest stała. Tylko czy na pewno? Czy podział nie jest nazbyt przejaskrawiony?
Problem zaczyna się wtedy, kiedy kobieta nie zachowuje się kobieco. (I analogicznie: mężczyzna nie zachowuje się męsko.) Wynikałoby z tego, że jest jakiś schemat. No cóż. Na pewno jest przypisany wzorzec, bowiem uproszczenia i średniki są tym, co naukowcy lubią bardzo, a co przeciętni ludzie przejmują za oczywiste niebywale często. Jeśli jednak popatrzeć na historię ludzkości, to już w dawnych czasach kobiecość i męskość były definiowane symbolicznie bardzo jednoznacznie i biegunowo. Kobieta była księżycem i ziemią, mężczyzna – słońcem i niebem. Ona – łączona z emocyjnością i materialnością, on – z duchowością i intelektem itd. Widać więc różnice na wskroś. Te biegunowe cechy zauważono już tysiące lat temu i opisano, nazwano je innościami, które muszą łączyć się, by ustanowić pełnię. Oczywiście, o ile północ i południe zaakceptują: i siebie, i drugą osobę, i ich „wspólnotę”.
Wracam więc do pytania: jak wobec różnic w odczuwaniu, spostrzeganiu, mówieniu – porozumiewać się? Zwróciłabym tu uwagę na trzy punkty: świadomość, rozmowę i miłość.
Świadomość
Świadomość, czyli łacińskie conscientia pochodzi od con – „z” i scientia – „wiedza”. Conscientia oznaczało więc wiedzę dzieloną z kimś, a metaforycznie może też oznaczać wiedzę dzieloną z samym sobą. Mam tu zatem na myśli świadomość jako wiedzę zdobytą i dzieloną we dwoje. Jako poznanie cech przynależnych własnej płciowości i płciowości drugiej osoby, czyli zbliżenie się do tego, co jest nam bardzo inne. W tak postawionej sprawie naturalnie powinno rodzić się głębsze zrozumienie różnic i problemów, także tych wynikłych trudności w komunikacji. Może okazać się, że całe zawikłanie nie wynika z posiadania innych narzędzi, powiedzmy – z innych telefonów, operatorów sieci, ale z nieco odmiennego używania ich, podejścia do nich. I podobnie – nieprawdą jest, że nadajemy na innych łączach, ale po prostu mówimy inaczej. Rozumiemy inaczej. Czego innego potrzebujemy. A cała podstawa teoretyczna jest wielkim niszczycielem mitów, wspaniałym doradcą i doraźną pomocą. Zwłaszcza dla dzisiejszych ludzi spragnionych racjonalności. Proszę, oto nauka. Od niej zaczynajcie rozmowę. Choćby ze śmiechem: ‘no przecież wiem, że tak po prostu mówisz’.
Rozmowa
Rozmowa jest podstawą porozumienia. Ale oczywiście tylko ta, która jest dialogiem, czyli wzajemnym słuchaniem i wzajemnym mówieniem, a do tego jest otoczona szacunkiem. Wielkim błędem jest ograniczanie rozmów w okresie narzeczeńskim. To właśnie wtedy poznawanie swoich marzeń, przekonań i całej prawdy, którą można zawrzeć tylko w słowach, w przekazie – jest tak cenne. A często ograniczane kosztem wspólnych zabaw, przyjemności i omijania ‘trudnych tematów’. Małżeństwo jako wyższy stopień relacji jest niemal wołaniem o dialog w każdej sytuacji. Nie można przeskoczyć problemów, trzeba je razem zobaczyć, obejrzeć ze wszystkich stron, podnieść i przenieść. Oczywiście, istnieją różne wyrazy komunikacji. Można pisać smsy i maile, można ‘dać komunikat’ poprzez gest, uśmiech, przytulenie czy nawet w akcie małżeńskim. Ale to nie Ta rozmowa. Niezastąpiona. Piękną pomocą w nauce dialogowania są organizowane spotkania i warsztaty jak choćby te organizowane przez program Spotkań Małżeńskich (patrz: www.spotkaniamalzenskie.pl). Bo dialogowanie to wielka sztuka, trudna nie tylko dla mężczyzn z natury bardziej milczących, ale też dla zbyt rozgadanych i nie zawsze umiejących słuchać kobiet.
Miłość
O niej piszę na koniec, bo jest spoiwem wszystkiego, co powyżej. Bez miłości nie ma mowy o nici porozumienia. Bez niej nie ma woli i ochoty podtrzymywania, i czucia tej nici. Miłość – oczywiście rozumiana tu nie jako uczucie, ale jako postawa, decyzja i obietnica. Ona jest zawsze ze względu na osobę kochaną. Stąd komunikacja postrzegana jako najkorzystniejsza dla obojga – staje się drogą, której miłość pozwala wytrwać, przezwyciężyć lenistwo, opory, dumę. Miłość współweseli się z prawdą.
Nić porozumienia – możliwa, trwała. Kiedy już oplata dwoje ludzi pozwala na wiele cudów.