Słownik PWN mówi nam, że kłótnia to „gwałtowna i ostra wymiana zdań”. Czy zawsze musi tak być? Taka definicja kojarzy nam się bardziej z latającymi po domu talerzami niż wspólnym dojściem do porozumienia. A chodzi chyba bardziej o to drugie. Nieprawdaż?
Bóg stworzył mężczyznę i kobietę jako dwoje ludzi zupełnie od siebie różnych. Jak pokazuje Księga Rodzaju, a uwagę zwrócił na to John Eldredge w „Dzikim Sercu”, facet stworzony został poza rajem. Porządkuje świat, zmienia go, organizuje. Jest stworzony do wielkich wyzwań. Kobieta, można by powiedzieć, przyszła na gotowe. Stworzona została w raju, gdy świat był już uporządkowany i pewne rzeczy ma we krwi. Stąd piękny strój, świecidełka, zapaszek itp. itd. Po co ta mała biblijna egzegeza na początek? Byśmy uchwycili jak to z nami było u źródła, jak Bóg nas zaplanował.
Trud, a nie sielanka
Mając tę świadomość fundamentalnych różnic między kobietą a mężczyzną, wyobraźmy sobie, że oni nigdy się nie kłócą. Są dla siebie zawsze dobrzy i mili, rozumieją się i wszystko jest między nimi OK. Osobiście przyznam, że wykończyłbym się. Bóg stawia przed nami wymagania mozolnego budowania jedności. Zresztą, co tam Bóg. Przyziemnie – samo życie uczy nas, że kłócić się po prostu trzeba. To jest nieuniknione. Nie patrzmy na taką perspektywę z przestrachem. Kiedy słyszymy, że dwoje ludzi porządnie się ze sobą pokłóciło to kojarzy nam się to z tym, że co najmniej dali sobie po razie. Tymczasem sądzę, że porządnie się pokłócić to dołożyć kolejną cegiełkę to budowli, jaką jest jedność dwojga ludzi.
Kiedy facet z dumą mówi mi, że nigdy nie pokłócił się ze swoją dziewczyną, ogarnia mnie boleść nad wartością ich związku. Jeżeli będąc jeszcze narzeczonymi, myślimy, że zawsze będzie fajnie, miło i kolorowo, to powinniśmy palnąć się czymś ciężkim w głowę i popatrzeć realnie na życie. Kryzysy będą, kłótnie będą, gorszy dzień będzie. Bóg nas stworzył różnymi. I na tych różnicach mamy budować jedność. Jak nie ma kłótni, to coś jest z nami nie tak. To trzeba wiedzieć i być na to przygotowanym. Po prostu. Nie wmawiać sobie rzeczy nierealnych.
Pięknie, gdy narzeczeni rozmawiają ze sobą o tym, jak powinni sobie komunikować coś, co drażni, wnerwia, powoduje, że mamy ochotę tę drugą osobę rozerwać. I pięknie jest, gdy wyciągają wnioski i postanowienia. Da się takie rzeczy wypracować wspólną rozmową i dobrą wolą. Trzeba tylko chcieć. A najczęściej górę biorą emocje i pojawiają się w człowieku rany. Bywa, że od razu dążymy do otwartego konfliktu i tak na prawdę zamykamy się na siebie. Tymczasem można zacisnąć zęby i spróbować zrozumieć drugą stronę, przedstawić swój punkt widzenia i dążyć do pozytywnego rozwiązania. Nie widzieć tylko własnego ja. To się łatwo pisze, a nieraz zajmuje to długie godziny, ale czyż dla wspólnego szczęścia nie warto? A jeżeli ktoś woli dążyć do niezgody, to powinien się zastanowić czy nadaje się do małżeństwa.
Szatan kusi. Naprawdę!
Jeśli mamy szatana za bajkową postać, którą straszy się dzieci, jest to gwarancja, że będzie nas kusił w ewidentny sposób, a my, niczego nieświadomi będziemy kłócić się o byle co i w sposób, który nas rani. Jeśli zaś mamy w świadomości, że on naprawdę istnieje i chce dla nas źle, to będzie musiał się bardziej postarać. On jest przebiegły i my też powinniśmy być. Jest to kwestia pewnych nawyków, które wspólnie w sobie wypracowujemy. Mam gorszy dzień, to uważam na siebie i tę drugą osobę, bo wiem, że łatwo może dojść do niebezpiecznej scysji. Widzę coś, co mnie denerwuje w zachowaniu tej drugiej osoby i komunikuję to, mając na uwadze dobro partnera, a nie moją chęć dowalenia jej czy jemu. Nieraz usłyszymy wypominanie starych błędów albo sakramentalne „ty to zawsze”, „ty to nigdy”. Musimy sobie zdać sprawę, że „zawsze” i „nigdy” są słowami, które pogłębiają konflikt. Nie jest tak, że druga osoba robi coś zawsze lub nigdy czegoś nie robi. Takie słowa łatwo doprowadzają wręcz do szału. Nie warto tak kategoryzować. To rzadko mobilizuje do poprawy.
Tu warto zadać sobie pytani,e czy to ja panuję nad sobą, czy panują nade mną emocje. Coś, co jest ulotne i przemijające, a potrafi siać spustoszenie. Emocje na bok. Nimi szatan uwielbia się posługiwać. To ja mam nad sobą panować. Mieć konkretną postawę, która w każdej trudnej sytuacji skłania mnie do poszukiwania pozytywnych rozwiązań, a nie do pogłębiania konfliktu. Dlatego polecam wam wspólną szczerą rozmowę o tym, w jaki sposób i o co zdarza wam się kłócić. Korygujcie pewne złe nawyki, mówcie sobie o tym z wzajemną miłością, mając na względzie wspólne dobro. Jeśli w spokoju porozmawiacie o tym, jakie popełniacie błędy i będziecie potrafili je wskazać i nazwać, łatwiej będzie wam przejść przez kłótnię bez ciężkich obrażeń. Zapewniam was, że to działa. Trzeba chcieć.
Na koniec do facetów
Z racji tego, że ja jestem facet, łatwiej mi pisać z męskiej perspektywy i ten akapit adresuję do facetów. Podczas kłótni jesteśmy w stanie zmiażdżyć kobietę, wypunktować ją. Mamy tak skonstruowane myślenie, że na ogół przyparcie naszej partnerki do muru jest dla nas pestką. Pytanie: czy o to chodzi. Jeśli chcesz sobie coś w ten sposób udowodnić, to Ty masz wtedy problem. Jeśli jesteś niedowartościowany, to w kłótni bardzo łatwo odbijesz to sobie, mówiąc potem: ale jej dowaliłem. A ona czuje się niezrozumiana i opuszczona. Po co tak? Tymczasem kłótnia ma być dla Ciebie trudna. Masz z zaciśniętymi zębami przezwyciężać siebie i rezygnować z siebie. Ze swoich argumentów czy wymówek. Bo Bóg daje wam konfliktowe sytuacje, byście umacniali waszą miłość, a nie egoizm. Byście stawali się sobie bliżsi, uczyli się siebie. Nie chodzi mi o pantoflarstwo, nagminne uleganie choćby nie wiem co. To jedna skrajność. Z kolei goście, którzy mówią z dumą, że nie są pantoflarzami, też mają problem. A ich żony czują się na ogół opuszczone i niezrozumiane, po prostu nieszczęśliwe. Bo ich facetom ubzdurało się, że na siłę będą budować swój autorytet, nie biorąc w żadnej kwestii zdania swojej żony pod uwagę. To druga skrajność. A chodzi o chęć współpracy w budowaniu waszej jedności.
My jesteśmy generalnie silniejsi. I jeżeli mężczyzna ma w sobie umiejętność wyciągania ręki na zgodę, to gratulacje dla niego. Taki związek ma odpowiedniego ochroniarza, który nie pozwoli, by zaszło słońce nad ich gniewem.
Życzę wam zatem porządnych kłótni, dzięki którym będziecie dochodzić do porozumienia, a nie obrzucać się błotem. Naprawdę warto zacisnąć zęby i zamiast ranić się niepotrzebnymi słowami, dążyć do wspólnego dobra.