„Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.” (Mt 5,13)
Długo zastanawiałem się nad tym fragmentem pewnego środowego popołudnia. I doszedłem do wniosku, że jest to pytanie o cel. Szczególnie w kontekście duchowości mężczyzny pytanie to nabiera głębokiego i nadzwyczaj ważnego znaczenia. Mężczyzna jest przecież nie tylko tym, który ma mieć cel, ale również tym, który do niego prowadzi innych.
Jezus mówi – jak to zwykle czynił – pewnym obrazem. Wyobraź sobie sól. Taką zwykłą kuchenną sól. Gdybyś postawił ją otwartą, z pewnością by wywietrzała, straciła swój słony, jakże potrzebny do kulinariów, smak. Nie byłaby już potrzebna, straciłaby swój cel, to do czego jest przeznaczona. I Jezus porównuje ludzi wiary, chrześcijan właśnie do soli i przestrzega, byśmy nie stracili smaku, celu, charakteru i tożsamości.
Czym jest cel w życiu chrześcijanina? Jak go rozumieć w kontekście męskiego życia? Cel jest maleńkim światełkiem pośród mroku codziennych trudów. Cel jest liną rzuconą tonącemu. Cel jest wychodzeniem na stromą górą, jest wyciskaniem ostatnich potów, aby będąc już na szczycie móc krzyknąć „Zwyciężyłem!”. Cel jest mozołem codziennie dokładanej maleńkiej cegiełki, która sama nic nie znaczy, ale po wielu dniach tworzy most na brzeg twoich marzeń. Tak jest cel. On sprawia, że idziemy, choć nogi zmęczone.
Dlatego właśnie Jezus tak bardzo zwracał nam uwagę na to, byśmy nie spuszczali z pola widzenia naszego Celu. Nie chodzi mi o jakieś tam, ogólne cele. Ale te konkretne cele, które dotyczą twego życia, które są dana właśnie tobie, właśnie tu i teraz. Realizację tego Celu nazwiemy Osobistą Przygodą. Mężczyzna może nie mieć drogiego samochodu, może nie grać w pierwszej lidze, może nie siadywać na fotelu prezesa, aby żyć pełnią życia. Ale musi znać Cel i przeżyć Osobistą Przygodę. To nie jest ot taki sobie frazes. To zdanie, które może zmienić Twe życie, jeśli na to pozwolisz. Dlaczego? Ponieważ to Bóg dał Ci ten Cel. W Liście do Efezjan czytamy: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.” (Ef 2,10). Być może nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałeś, albo - co bardziej prawdopodobne – nie zastanawiałeś wystarczająco długo, aby odkryć sens tych słów, ale Bóg MA dla Twego życia plan, ma ową Osobistą Przygodę, jaką dla Ciebie przygotował. Pomyśl o tym, co budzi w twym sercu drżenie. Zastanów się nad tym, co tkwi głęboko w Twym męskim sercu, a co zawsze chciałeś zrobić. Przypomnij sobie to uczucie, kiedy wiesz, że możesz wszystko i przypomnij sobie, co to uczucie wywołuje.
Osobista Przygoda nie umiera w nas z czasem. Więcej nawet! Kiedy coraz bardziej o niej zapominasz, upychasz gdzieś w ciasnym zakamarku swego serca, przychodzą chwile, kiedy jeszcze mocniej budzi się i domaga realizacji. Ale musisz na nią odpowiedzieć.
Tak, jak już pisałem – cechą Osobistej Przygody jest to, że jest ona… osobista. Jedyna w swoim rodzaju. I choć może wydawać Ci się, że wielu szło drogą, która ty idziesz, to jednak TWOJA droga, TWOJA podróż i stąd należy ona do Ciebie. Do Ciebie również należy decyzja, czy podejmiesz wyzwanie… Odpowiedz sobie na następujące pytania:Czy realizujesz swoją Osobistą Przygodę? Jak to robisz? Czy możesz dać z siebie więcej? Co musiałbyś uczynić?
Jeśli tracimy Cel, tracimy smak. Jeśli mężczyzna nie zna swego Celu i nie realizuje go, to jak miałby pomagać w tym innym? Swoim dzieciom? Synkowi, który zapyta z nadzieją w oczach „Tato, co muszę zrobić, by polecieć w kosmos?” Jak miałby pomagać w realizacji celu, który ma jego żona? Nie możesz dać innym tego, czego sam nie posiadasz. Nie możesz prowadzić tam, gdzie nigdy sam nie byłeś.
„Jak mam odkryć ten Cel? Jak zrozumieć sens mojej Osobistej Przygody?” – zapytasz. Mężczyzna, aby mógł oddychać pełną piersią swego męskiego życia, potrzebuje również chwil samotności. Intymnego stanięcia twarzą w twarz z samym sobą. Właśnie w takich momentach możemy odkryć, co Bóg dla nas przygotował i czego oczekuje. Pamiętasz, jak mówiliśmy o byciu elastycznym, jak glina? Jeśli nie dasz Mu się formować – nic z tego nie wyjdzie. Moment ciszy i samotności jest nieodzowny, abyśmy mogli rozważać nasz Cel i obierać dobry kierunek. Jednak problem polega na dwóch rzeczach:
- Boimy się ciszy
- Unikamy samotności
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ cisza sprawia, ze musimy konfrontować to, co robimy z tym, co powinniśmy robić. A samotność boli dlatego, że właśnie wtedy stajesz w prawdzie przed samym sobą. Być może uważasz inaczej, ale zanim wyrazisz swoją opinie odpowiedz na następujące pytania: Ile czasu w tygodniu możesz spędzić na modlitwie, rozmyślaniu w samotności i ciszy? Czy widzisz, że potrzebujesz więcej takich chwil? Dlaczego?
Szukając prawd związanych z naszym życiem patrzmy na Jezusa. On również wiele razy szukał ciszy i samotności. Nie tylko wówczas, kiedy czekało Go trudne zadanie (jak w przypadku kuszenia na pustyni tuz przed rozpoczęciem działalności, czy podczas modlitwy w Ogrodzie Oliwnym), ale na co dzień („Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił.” Mk 1,35). My musimy czynić podobnie, aby żyć pełnią życia, którą On nam obiecał (J10,10)!