Na co dzień nie staram się za dużo odkrywać swoim strojem: spodnie albo spódniczka odpowiedniej długości, bluzka bez dużego dekoltu, choć to pewnie kwestia subiektywna. To na co dzień, ale kiedy wychodzę do klubu, co nie zdarza się często, skracam długość bluzki i zwiększam wielkość dekoltu. Jednym słowem pokazuję więcej.
Tak też było, kiedy na wspólnotowe andrzejki ubrałam leginsy i tunikę w różowe groszki, kończącą się zaraz za pośladkami. Mój strój został skomentowany przez znajomego księdza krótko „z gołą dziewczyną nie będę rozmawiał”. Nie muszę mówić, że zrobiło mi się strasznie przykro. Pomyślałam, że przecież tak się nosi, może będąc w Zielonej Górze, nie wiedział, jak to wygląda w większych, studenckich miastach. Później mieliśmy jeszcze okazję wytłumaczyć sobie tę sytuację. Ksiądz przekonywał, że takim strojem prowokuję męskie spojrzenia, sprawiam, że zmienia się sposób, w jaki patrzą na kobietę. Właściwie zapomniałam o sytuacji, pozostała tylko myśl o zwracaniu uwagi na długość noszonych strojów.
Ostatnio uczyłam się na egzamin z dwoma kolegami. Rozmowa, jak to przy nauce, zeszła na inny temat, a mianowicie na obecną modę damską. Jeden z chłopaków stwierdził, że za duży dekolt odbiera mu wolność patrzenia. Kiedy wchodzi do tramwaju, rozgląda się, czy nie ma w nim znajomych, ale czasem zwyczajnie nie da się patrzeć na ludzi, bo widzi tylko wylewający się biust. I nie robi tego specjalnie, ale czasem dziewczyny nie pozwalają, żeby facet spojrzał na inną część ciała niż na pośladki czy piersi. Nie jest novum fakt, że faceci są wzrokowcami. Więc kiedy dziewczyny odkrywają swoje ciała, naprawdę trudno im nie patrzeć.
Problem odsłaniania dotyczy kilku sfer np. tytułowych leginsów. Koszulę, którą jeszcze nie tak dawno nosiło się do spodni czy spódniczki, dziś z powodzeniem można ubrać do leginsów, a w gorętszy dzień tylko do rajstop i o dziwo niczego wydaje się nie brakować. Trzeba by dodać, że o ile leginsy i obcisły t-shirt dobrze wyglądają na zajęciach sportowych typu aerobik czy taniec, to jednak ubranie ich do marynarki jako stroju na egzamin może już razić i przyciągać natrętne spojrzenia, które zdziwione kobiety kwitują pytaniem „co on się tak lampi?” Mamy również części garderoby, które wydają się niedostrzegalne. Są nimi np. szorty zakładane do długiej bluzki, która całkiem je zakrywa. I tak mamy wrażenie, patrząc na taki strój, że właścicielka ubrała tylko i wyłącznie długi top i tak wybrała się na miasto. Nie muszę chyba pisać, jak niewidoczna część garderoby rozbudza męską fantazję. Można również odkrywać ciało, będąc jednocześnie ubraną. A to dzięki super obcisłym ciuchom, będącymi niejako drugą skórą. Można odnieść wtedy wrażenie, że ubranie jest do dziewczyny przyklejone. Chcąc, nie chcąc, każdy ruch jest uwydatniony, podkreślony, niczym magnez przyciąga spojrzenia. W tym wypadku kształt kobiecego zostaje maksymalnie uwidoczniony, uwypuklony. Facet nie musi już się szczególnie zastanawiać, wyobrażać, ponieważ wszystko zostało mu podane na przysłowiowej tacy.
Ostatnimi czasy w sklepach pojawiły się koszulki z napisem „oczy mam wyżej”. Mają one zapewne w zamyśle pomysłodawców zwrócić uwagę na twarz i oczy noszącej je osoby. Jednak zanim to się stanie większość, jestem tego pewna, patrzy na napis, a tym samym na piersi. Trzeba mieć przecież świadomość tego, że t-shirt zwraca uwagę swoim kolorem bądź nadrukiem. Koszulki są bowiem środkiem komunikacji. Możemy je przecież dostać na różnych festynach, imprezach, jako pamiątkę z zawodów czy campusu akademickiego. I tak przypominają o wydarzeniach, promują je, świadczą, że byliśmy w tych, a nie innych miejscach. Są także wyrazem naszych wartości i przekonań, większość z nas świadomie decyduje się na konkretne ciuchy. W przypadku wspomnianych nadruków jest oczywistym, że mają one właśnie zwrócić uwagę na biust właścicielki, a dalej odesłać zmieszane spojrzenie na oczy. Nie można się jednak dziwić temu, że nosząc taką, a nie inną koszulkę, przyciągamy ciekawe spojrzenia.
Mam świadomość tego, że moja opinia może być niepopularna, może również dziwić, że jako kobieta wypowiadam się w kwestii ubiorów innych przedstawicielek mojej płci, może zastanawiać, dlaczego nie chcę, aby mężczyźni zawieszali na mnie swoje zaciekawione spojrzenia. Może ktoś zarzuci mi, że zazdroszczę tym dziewczynom kasy na stroje, znajomości trendów. Nic z tym rzeczy! Chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, że ubierając się, nie tylko podkreślamy walory swojego ciała, ale możemy też powodować zgorszenie, zdziwienie, albo stać się bohaterkami męskich fantazji. A przecież możemy dziewczyny, ubrać się w taki sposób, żeby podkreślić zgrabność swoich kształtów, ukrywając a nie odkrywając, sprawiając, że mijane osoby będą patrzeć na nas z uznaniem i przyjemnością, doceniając nasz gust.