Dziś 8 marca – święto kobiet. Niezależnie od tego, czy je lubicie i obchodzicie, ten dzień skłania do różnych przemyśleń na temat płci nieprzypadkowo zwanej piękną. Przy okazji to bardzo dobry moment na premierę bloga właśnie o pięknie kobiety. Czyli dokładniej o czym?
Kobiety pragną być piękne. Myślę, że to nie wymaga dodatkowych wyjaśnień. Tylko jak zdefiniować piękno? Podobno to wewnętrzne jest ważniejsze niż zewnętrzne, ale jakoś trudno w to uwierzyć w naszych czasach. Wszechobecne rankingi najseksowniejszych kobiet, wybory Miss Świata czy opisywanie najdrobniejszych szczegółów wyglądu celebrytek na portalach plotkarskich nie wskazują raczej na zainteresowanie wnętrzem kobiety. Mimo tak dużego ostatnio nacisku na całościowe spoglądanie na człowieka, wciąż jesteśmy dyscyplinowane, jak powinnyśmy wyglądać.
Weźcie do ręki pierwszy lepszy kolorowy magazyn dla kobiet, nie ważne z jakiej półki. Prawdopodobnie znajdziecie w nim jakiś artykuł o tym, jak zaakceptować siebie i nie przejmować się cellulitem, bo mężczyzna i tak go nie wyczuje, a poza tym – nieważny mężczyzna! Mam się podobać przede wszystkim sobie! I to taka, jaka jestem, bo nie ma ideałów! A kilka stron dalej oglądamy reklamy super środków odchudzających i najnowszych kremów wygładzających, z których uśmiechają się do nas perfekcyjnie podrasowane przez grafików komputerowych kobiety. No to w końcu mam się akceptować czy jednak bez przerwy poprawiać i dążyć do ideału, którego się nie da osiągnąć? Co więcej – idę po ulicy i na billboardach widzę „zpush-up-owane” biusty, jędrne pośladki i najdłuższe rzęsy świata. Włączam telewizor – to samo!!! Ślicznotki w reklamach tańczą, śpiewają i wklepują sobie kremy w nieskazitelne cery. Kremy oczywiście z wszystkimi możliwymi witaminami – „A, B, C, D, E, F, G, H I-diot-Ka!!!” (podłapane z kabaretu Cezarego Pazury :D). Nie wiem jak inne kobiety, ale ja, patrząc na to wszystko, mam wrażenie, że koncerny farmaceutyczne i przemysł kosmetyczny traktują nas jak idiotki, którym wszystko można wcisnąć. Czuję się też zbombardowana i zmęczona reklamami, za które, nota bene, sama płacę, kupując reklamowane przez nie produkty…
Do czego zmierzam, pisząc to wszystko? Nie będę namawiać do zaprzestania kupowania i używania kosmetyków. Chodzi mi raczej o to, by nauczyć się autentycznie zdystansować do tego okropnego ideału piękna, jaki jest lansowany w naszych czasach. Blog ten ma służyć wyzwoleniu się z chęci wyglądania jak ktoś inny i wyłączeniu wewnętrznego głosu, który stojącej przed lustrem kobiecie podpowiada: tu masz za dużo, tam za mało, tu ci coś odstaje, tam nie do końca gładka skóra, do tego nijakie włosy i zmarszczki i wielki nos, niemodna sukienka i nie pasujące buty…aaaaaaaaaaa!!! DOŚĆ!!! Podłączam się do stwierdzenia cudownej Audrey Hepburn, że piękno kobiety nie przejawia się w ubraniach, które nosi, w jej figurze lub sposobie w jaki układa włosy. Piękno kobiety musi być widoczne w oczach, ponieważ są one drzwiami do jej serca – miejsca gdzie mieszka miłość.
Żaden kosmetyk nie doda blasku naszym oczom. To może zrobić tylko autentyczny, pochodzący z kochanego i kochającego serca uśmiech – najlepszy makijaż dla każdej kobiety na każdą okazję. Tak mało uśmiechniętych kobiet widać na ulicach! Także, droga czytelniczko, jeśli chcesz wyglądać pięknie – podnieś najpierw prawy kącik swoich ust, potem lewy, a następnie pokaż zęby (nieważne że nie białe albo krzywe) i obdarz innych swoją promiennością. A jeśli jesteś czytelnikiem, to zrób eksperyment. Powiedz swojej kobiecie, mamie, siostrze czy przyjaciółce, że jest piękna. Najlepiej weź jej twarz w swoje dłonie i powiedz to patrząc w jej oczy, a potem delektuj się uśmiechem, który otrzymasz w zamian. Ona pewnie Ci nie uwierzy ;) ale uśmiechu nie powstrzyma!
Kobiety, może nie czujecie się piękne, może nigdy nie usłyszałyście, że jesteście piękne. To nic. Najwyższa pora na zmianę! Mam nadzieję, że ten blog okaże się Wam pomocny – zapraszam do czytania i komentowania J