Ja chcę wyjść za mąż /ożenić się. Natychmiast!
Tak sobie właśnie postanowiła pewna Mrówka, bohaterka książki Przemysława Wechterowicza pt. „Mrówka wychodzi za mąż”. Wbrew pozorom sądzę, że ta bajeczka tak uwielbiana przez dzieci, może okazać się również przydatna dla dorosłych. Ileż to singli też się gorączkuje, że wciąż są nieustatkowani, a przecież zegar tyka i oni chcą wreszcie ustabilizować swoją sytuację sercową! Mają już dość tego stanu zawieszenia, wszędzie tyle par, małżeństw i młodych rodziców, a oni nawet nie mają cienia szans na pozytywną zmianę. Czy aby na pewno ich przekonanie jest prawdziwe?
Wspomniana mrówka była tak zgnębiona samotnością, że prędko i bez zawahania dała ogłoszenie do gazety. Oczywiście to wcale nie rozwiązało jej problemu. Wręcz przeciwnie, momentalnie do jej domu przybyło całe mnóstwo przeróżnych kandydatów, począwszy od między innymi czarującego żołnierza (mrówka faraona), sentymentalnego skrzypka (konik polny), uroczego właściciela sklepu z porcelaną (słoń) czy przystojnego maklera giełdowego (rekin), a skończywszy na romantycznym pracowniku miejskiej pralni (szop pracz). Każdy z nich ma w sobie niby to „coś”, ale gdy samotniczka chciała już powiedzieć: „tak”, okazywało się, że coś jednak było nie tak. W efekcie Mrówka zamiast znaleźć upragnionego kandydata na męża, miała dość wszelkich tego typu relacji. Załamała się i doszła do wniosku, że chyba do końca życia zostanie już starą panną.
Nieprawdaż, że przedstawiona przeze mnie historia jest dość analogiczna do sytuacji niejednego singla? Często te osoby upierają się, ganiają, bezskutecznie się wysilają i wręcz stają na głowie, a potem mają pretensje do całego świata, że im się nie udaje. Tak bardzo i usilnie chcą być z kimś. Nie ma nic złego w tym pragnieniu, jednak czasem warto się zastanowić nad takim postępowaniem. Rozwiązanie problemu może przecież przyjść nieoczekiwanie. Przyjrzyjmy się zatem, w jaki sposób los uśmiechnął się do mrówki.
Otóż nasza samotniczka mająca wszystkiego już powyżej uszu, postanowiła się zrelaksować podczas kąpieli. Nie było jej to jednak dane, okazało się bowiem, że kran się zepsuł. Zupełnie wycieńczona Mrówka zadzwoniła po hydraulika. Ot zwykła kolej rzeczy. Tyle tylko, że ten właśnie fachowiec (Mrówkojad) okazał się jej od dawna poszukiwanym wybrankiem serca. Od razu trafiła ich strzała Amora i potem… Nie, on wcale jej nie zjadł, choć to pewnie niektórym przyszło do głowy.
A tu niespodzianka, długi i namiętny pocałunek i zakończenie takie, jak to w bajkach zawsze bywa: „I żyli długo i szczęśliwie”.
Może zatem warto skorzystać z doświadczeń Mrówki i już tak na serio, odpuścić, zająć swoje myśli czymś innym, rozwijać pasje, zainteresowania, wrzucić „na luz” i nie wywierać na sobie tak silnej presji? Warto też zapamiętać sobie słowa, które usłyszał o. Michał Zioło (dominikanin, który wstąpił do trapistów), gdy zbyt szybko uporał się ze swoją pracą: „Dokąd się tak spieszysz? Nie chodzi o to, byś to, co robisz, zrobił jak najszybciej, ale by twoja praca prowadziła Cię ku Bogu.”
A tak na marginesie, do historii Mrówki i Mrówkojada jeszcze się kiedyś odniosę, ale to już w innym wpisie.