Kącik singla (6)
Czekając na miłość...
Przestań całować żaby
BIBLIOTECZKA SINGLA, część I
Wiem, wiem, że dziś raczej żadna singielka nie całuje żaby, aby znaleźć tego swojego jednego, jedynego, wybranka serca. Skąd zatem taki zaskakujący tytuł, skoro nie ma on zbytniego odniesienia do rzeczywistości?
Na rynku wydawniczym znajduje się wiele pozycji będących poradnikami dla osób stanu wolnego. Co jedna to lepsza, niektóre jednak zasługują tylko na ignorancję, a może nawet na miejscówkę w koszu na śmieci. Postanowiłam wyłowić z tego całego księgozbioru jakieś pożyteczne i wartościowe perełki. Czy mi się to udało, sami ocenicie.
Na pierwszy ogień proponuję książkę autorstwa Madeleine Lowe pod niezwykłym tytułem Przestań całować żaby. Czas rozejrzeć się za Księciem z Bajki. Bestsellerowy poradnik nie tylko dla singielek (wyd. Esprit, Kraków 2010). Wbrew pozorom, choć nie żyjemy w bajkowych czasach, po przeczytaniu tej książki nie sposób nie zgodzić się z koncepcją autorki. Sugeruje ona, że wśród wspaniałych mężczyzn, skaczą także żabska, których lepiej unikać niż całować. Wiele zawiedzionych singielek często myśli sobie, że faceci są beznadziejni, a tak naprawdę takich jest niewielu. Ten poradnik udowadnia, że przy zmianie pewnych zachowań, można wreszcie trafić na właściwą osobę.
W pierwszym rozdziale dowiemy się więc, jak rozpoznać takiego typka. Zostali oni bardzo konkretnie scharakteryzowani i nazwani. A zatem to: Pan Kłamca, Pan Tyran, Pan Babiarz, Pan Kłapouchy, Pan Pasożyt, Pan Maminsynek, Pan Wycieraczka, Pan Uzależniony, Pan Zawsze w Związku. Może nawet zdarzyło się Wam Drogie Singielki, że Wasza napotkana żabusia łączyła kilka tych wymienionych postaw. Co było, minęło, warto jednak sięgnąć do tej książki, aby dowiedzieć się, co zrobić, by nie przyciągać więcej płazów. Nie mam nic przeciwko tym zwierzaczkom, bowiem latem w moim ogrodzie zamieszkała nawet Ropucha zielona, która nawet pozwoliła się sfotografować. Niemniej jednak, nie wiem jak Wy, ale ja mam już dość spotykania tych niewłaściwych. Cieszę się więc, że trafiłam na tę książkę, bo potwierdziła ona moje własne przemyślenia wynikające z nabytych doświadczeń.
Niezwykle ważne jest to, jak same podchodzimy do tematu miłości. Nie ulega wątpliwości, że różne wzorce nabyte czy to z domu rodzinnego czy też z przeczytanej książki bądź obejrzanego filmu, wciąż nam towarzyszą. Warto dowiedzieć się, które z nich pomagają nam przegapić tych wartościowych mężczyzn.
Wiadomo nie od dziś, że w sprawach sercowych łatwo popełnić nieodwracalny błąd. Co więcej tego typu zachowania mogą być wciąż ponawiane przy okazji zawierania kolejnych znajomości. Niektóre dziewczyny wręcz nie zauważają tego, jak swoim postępowaniem potrafią skutecznie zrazić do siebie przedstawicieli płci przeciwnej. Dlatego też myślę, że zaznajomienie się z trzecim rozdziałem może przynieść czytelniczkom wiele korzyści.
Nie będę tu streszczać całej książki, nie mam na celu produkowania tasiemcowej recenzji, która prędzej mogłaby Was zniechęcić do lektury. Niemniej jednak uważam, że to naprawdę ciekawa, wartościowa, a co najważniejsze pomocna książka, która wreszcie nie każe nikomu grać czy manipulować. Piszę wreszcie, bo i na takie poradniki trafiłam. Dlatego jeśli drogie singielki wciąż trafiacie na żabuchy albo po prostu jakoś tak trudno wyłapać Wam w tłumie Waszego Księciunia, powinniście koniecznie przeczytać ten poradnik. Jestem pewna, że nie będziecie tego żałować. A na zakończenie dodam, że w książce tej znajdziecie także wskazówki, jak później funkcjonować z wspomnianym księciem, który przecież naprawdę jest tylko człowiekiem. Dowiecie się też, jak skutecznie nie zniechęcić wybranka do zaangażowania się oraz jak mu pomóc w pogłębieniu relacji. Dodam jeszcze, że książkę tę tak wcale nie przy okazji, powinny przeczytać także kobiety będące już w związkach, aby uświadomiły sobie, czy przypadkiem nie tkwią w relacji z jakimś żabskiem.
Jeśliby jednak któraś z Was mimo wszystko miała ochotę całować żaby, proszę bardzo, droga wolna, ale konsekwencje tego poczynania mogą nie być bajkowe. Póki co, żegnam się z Wami, a już wkrótce wezmę pod lupę kolejny poradniczek sercowniczek! Tym razem, aby Panowie nie czuli się pokrzywdzeni, lektura będzie także do nich adresowana.
I w tym cały jest ambaras
„I w tym cały jest ambaras….
…żeby dwoje chciało naraz”, jak głosi stare porzekadło. Nad wyraz częstym i – co tu dużo kryć – bolesnym problemem, z jakim borykają się single, jest nie tyle zupełny zastój emocjonalny, ile jedynie jednostronne zaangażowanie. Wbrew pozorom, sytuacja przedstawia się nieciekawie zarówno wtedy, gdy kochamy kogoś bez wzajemności, jak i wówczas, gdy sami jesteśmy obiektem czyichś gorących westchnień.
Zacznijmy od sytuacji, gdy to my cierpimy miłosne katusze. Obiekt naszych uczuć nie zna nas/nie zauważa/traktuje po koleżeńsku/ (niepotrzebne skreślić). Co do pierwszej opcji – w marzeniach już widzimy pełne szczęścia i miłości sceny z waszego związku i pocieszamy się, że wcielenie ich w czyn to tylko kwestia przełamania nieśmiałości, bo gdyby tylko… Albo też przyjmujemy postawę aktywną, czyli próbujemy jakoś zaaranżować sytuację sprzyjającą poznaniu – wchodzimy w jego/jej środowisko, wtajemniczamy wspólnych znajomych itd. W zależności od naszego usposobienia oraz wraz z rozwojem wypadków jesteśmy coraz bardziej pełni nadziei lub też zniechęcenia. Sytuacje jednak, gdy on/ona nas zna, ale nie wykazuje inicjatywy lub uważa jedynie za koleżankę/kolegę, są o tyle trudne, że znacznie ograniczają pole manewru. Trudno postawić wszystko na jedną kartę i okazać wyraźniejsze zainteresowanie (mężczyźni boją się porażki, kobietom natomiast „nie wypada”), ryzykując pogorszenie atmosfery w szkole czy pracy lub nawet zupełne zerwanie relacji. Z kolei częste przebywanie w towarzystwie obiektu nieodwzajemnionej miłości i udawanie, że wszystko jest w najlepszym porządku frustruje i sprawia ból – szczególnie, gdy on/ona już kogoś ma.
A co w sytuacji, gdy to nas ktoś obdarzy uczuciem, którego my nie odwzajemniamy? Przyznajmy – jakby na to nie spojrzeć, jest to miłe. Z drugiej jednak strony – niezwykle krępujące, zwłaszcza, gdy jest to osoba przez nas lubiana. Nie chcemy dawać komuś złudnych nadziei, ale też z różnych powodów potrafimy lub nie chcemy „na siłę” się angażować w związek lub też wolelibyśmy pozostać na stopie koleżeńskiej. Stopień dyskomfortu zależy w tej sytuacji od tego, na ile ta druga strona afiszuje się ze swoim uczuciem. Bo bywa różnie. Niektórzy dają tylko subtelne sygnały, inni w natrętny (czyli nawet po kilkakrotnej, stanowczej odmowie) sposób zapraszają na randkę, nagabują, wydzwaniają… (jaskrawym przykładem jest tutaj postawa Dariusza z kultowego już chyba odcinka 24 serialu Trudne sprawy). Co gorsza – nachalny/a absztyfikant/ka może odstraszyć Tego Jedynego/Tą Jedyną!
Co zatem robić? Każda tego typu sytuacja ma rys indywidualny, dlatego trudno tutaj dać jakąś konkretną receptę. Niemniej, po pierwsze trzeba pamiętać, że jest to materia niezwykle delikatna i należy się w niej poruszać z wyczuciem – tak, aby w miarę możliwości nikogo nie zranić. Po drugie – zachowywać się naturalnie. Ani nie szukać kontaktu, ani też specjalnie go nie unikać. Po trzecie – mówiąc kolokwialnie – nie „nakręcać się”. Nie myśleć nieustannie, nie zadręczać się, nie szukać desperacko sposobów wyjścia z sytuacji. Zająć się czymś innym. Kolejna sprawa – nic na siłę. Bóg dał człowiekowi wolną wolę, w związku z czym nie można nikogo zmusić do miłości. Nie ma więc sensu dawać wchodzić w związek pod wpływem wzruszenia, współczucia czy czystej sympatii. Z kolei jeśli widzimy, że nadzieje wobec kochanej przez nas osoby są daremne, może lepiej odpuścić? No i najważniejsze – zarówno w pierwszej, jak i drugiej sytuacji największym sprzymierzeńcem człowieka jest czas, a cnotą – cierpliwość. Wiem – brzmi to bardzo mentorsko i nie jest łatwe do zrealizowania, ale życie naprawdę pokazuje, że wiele spraw rozwiązuje się w sposób zupełnie naturalny. Bo np. wychodzi na jaw, że nasz wybranek/nasza wybranka wcale się na naszego życiowego partnera nie nadaje (i nie musi tu nawet chodzić o czyjąś winę, po prostu – niezgodność charakterów, odmienny tryb życia, inne wyznawane wartości). Albo poznajemy kogoś innego i zakochujemy się ponowie, tym razem z wzajemnością. Lub też – co też się zdarza i czego z całego serca każdemu życzę – po pewnym czasie obiekt naszych westchnień podzieli nasze uczucie lub też czynił/a to od dawna, ale się z tym krył/a. A niechcianym/ą wielbiciel/ka? Jeżeli nie będziemy w żaden sposób wzniecać jego/jej zapędów, w końcu odpuści (chyba, że ma zadatki masochistyczne). Albo po przemyśleniu damy mu/jej jednak szansę…?
Wszystkim tym, którzy kochają lub są kochani bez wzajemności, życzę dużo sił do pokonywania wszelkich trudności, spokoju i dystansu oraz wiary i optymizmu – bo ta sytuacja, choć nie wiadomo jak bardzo wydawałaby się beznadziejna, kiedyś się rozwiąże. A jak? Z Bożą pomocą – właśnie tak, jak będzie dla nas najlepiej.
Jesienne czary-mary, hokus-pokus!
Zaglądam właśnie przez moje okno i aż mi się słabo robi. Bynajmniej na ten moment nie mam problemów ze zdrowiem, a przyczyną mojego złego samopoczucia jest jesienna aura pogodowa. Pewnie wielu z Was czuje podobnie. Jesień to dość trudna pora roku, może być piękna, ciepła i złocista. Taką znoszę, akceptuję i nawet lubię, ciesząc się z każdego promyka słońca wychylającego się zza szarych chmurzysk. Niestety ta pora roku często bywa kapryśna i prezentuje nam zimno, słotę, pluchę, wietrzyska i deszcz. Mimo postępu techniki, na pogodę niestety nie mamy większego wpływu. Zatem możemy poddać się ofercie jesiennej, popaść w melancholię, smutek i przygnębienie, a może jeszcze inne negatywne emocje. Niestety też czas w roku, staje się szczególnie uciążliwy też dla singli, wielu traci chęć do aktywności, zaszywa się w swoich skorupkach i popada w tryb rozmyślań, który wcale nie poprawia im nastroju. Do tego dołączmy jeszcze jakieś kłopoty np. rodzinne, w pracy czy na studiach i już dołek gotowy.
(Nawiasem mówiąc, jeśli kiedykolwiek pisałam i będę pisała w swoich artykulikach o postawach i zachowaniu wśród osób samotnych, oczywistym dla mnie jest fakt, iż nie wszyscy single przeżywają to, co opisuję. Każdy z nas jest inny i trudno tu wrzucać wszystkich do jednego wora. Niemniej jednak często wiele modeli i typów zachowań się powiela, co najwyżej w trochę odmienionej formie. Poza tym uważam, że z każdego artykułu, książki czy filmu, bez względu na poziom i treść, można zawsze wyciągnąć coś dla siebie. Dlatego mam nadzieję, że nikt z Was Drodzy Czytelnicy nie poczuje się urażony tym, co piszę. Jeśli tak się jednak zdarzy, to przepraszam. Co złego to nie ja. Coś sporawa dygresyjka mi wyszła, wybaczcie, musiałam jednak sobie na nią pozwolić, gdyż wśród wielu pozytywnych, odezwał się do mnie jeden urażony głos. A ja nie znoszę niedomówień, teraz wróćmy już jednak do tematu.)
Pierwszą alternatywę już przedstawiłam: mamy do wyboru jesienne depresyjki, melancholijki i wieczne smuteczkowanie do czasu aż nie nadejdzie wiosna. Zima przecież też nie sprzyja poprawie nastroju. Nie uważacie, że to jednak byłaby zbyt poważna strata czasu, która przyniesie więcej szkód niż pożytku? Możemy przecież wybrać coś innego. Jesteśmy ludźmi, każdy z nas ma wolną wolę, możemy więc przeciwstawić się temu, co niesie jesień. Spróbujmy z tym walczyć i to wcale nie jak Don Kichot z wiatrakami. Wiele zależy od nas samych.
Kasia[1], moja znajoma singielka postanowiła włączyć się w działalność kościoła szerzącą ideę troski o ludzkie życie. To jej sposób na walkę z przygnębieniem. Ma już dość i doszła do wniosku, że jeśli czegoś nie wymyśli, to zwariuje.
Gosia z kolei postawiła na kurs tańca. Zawsze chciała się na niego wybrać, w czasie studiów różnie jednak bywało u niej z czasem i finansami.
Ela natomiast wymyśliła, że zapisze się na kurs kształcenia liderów. To pozwoli na rozwój i jeszcze lepsze nawiązywanie relacji międzyludzkich.
Ilona zadecydowała, że dołączy do jednej ze wspólnot w jej parafii. Trzeba zadbać przecież też o ducha.
Pomysłów jest całe mnóstwo, wszystko zależy od Waszych indywidualnych zainteresowań. Może ktoś pomyśli, że mi odbiło, ale uważam, że trzeba troszkę pobyć egoistą i zrobić coś dla siebie po to, by potem móc być bardziej otwartym na innych. Zadbajmy o własną SZANOWNĄ OSOBĘ. Może od jakiegoś czasu obiecujemy sobie pójście na basen (ja!), a może marzymy o nauce jakiegoś egzotycznego języka obcego? Może pragniemy pójść na jakiś kreatywny kurs plastyczny. a może obiecujemy sobie pójście do duszpasterstwa akademickiego? Może zawsze chcieliśmy zapisać się na aerobik, nauczyć gry na jakimś instrumencie, a może pragnęliśmy śpiewać w chórze? A może chcieliście wreszcie zgłębić tajniki kuchennego postępowania? Mogłabym tu jeszcze tak wymieniać w nieskończoność, ale tylko Wy znacie siebie najlepiej, dlatego rozejrzyjcie się, na pewno znajdziecie coś najbardziej odpowiedniego. Przy okazji jeśli znacie jakichś innych singli zaproponujcie im jakąś wspólną inicjatywę, np. cotygodniowe spotkania rozrywkowe, podczas których obejrzycie jakiś film, a potem podyskutujecie, a może pogracie w scrabble czy wybierzecie się na kręgle? Wiadomo nie od dziś, że w grupie zawsze raźniej. Koniecznie też nie dajcie się wszelkim wymówkom i wątpliwościom, wygońcie je tam, gdzie pieprz rośnie.
Zabawmy się zatem w czarodziejów, bynajmniej nie takich jak Harry Potter, mający sporo zwolenników jak i przeciwników. Odczarujmy tę jesień w całkiem realny i niemagiczny sposób. A na dobry początek zaopatrzmy się w wspomagacze, odganiacze psujek nastroju i producentów złych myśli. Moje własne, takie najprostsze to m.in gorąca czekolada, właśnie kupiłam kilogramowe opakowanie mojej ulubionej. Nabyłam też interesujące książki, do których zerknę w jesienne wieczory, gdy już nie będzie chciało mi się nic, prawie nic.
A jak Wy Drodzy Czytelnicy radzicie sobie z jesienią? Może podzielicie się swoimi sposobami? Co postanawiacie uczynić, aby ta pora była inna niż dotychczasowe? Zastanówcie się nad odpowiedzią, byle nie za długo i zaraz śmiało piszcie komentarze lub maile. Nie gryzę, nie zjadam i nawet całkiem szybko odpowiadam, oczywiście w granicach możliwości. Niech ten czas stanie się bardziej kolorowy i barwny w naszym życiu i wnętrzu!
Przesyłam słoneczne pozdrowienia jesienne ;)
[1] imiona osób wymienionych w artykule zostały zmienione
Masz 16 a może 35 lat. Studiujesz a czasami już pracujesz. Lubisz zdobywać szczyty, biegać za piłką a może najchętniej spędzasz wieczory pod ciepłym kocem z kubkiem herbaty w ręku. Jesteś chłopakiem a może dziewczyną. Co cię łączy z tysiącami ludzi niby nie podobnych do Ciebie? Twoje oczy z tęsknotą wypatrują tej jedynej osoby, z którą spędzisz resztę swojego życia. Czekasz, szukasz i zastanawiasz się, czy możesz zrobić jeszcze coś więcej. A może już z frustracją stwierdzasz, że Tobie to się w życiu już nic dobrego nie przydarzy…
Człowiek jest najpiękniejszym ze stworzeń Boga. I niewątpliwie najdoskonalszym. Dziełem jednak do końca nie ukończonym, a przez to powołanym do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i kształtowania go w zgodzie z zamysłem Stwórcy. „Ale ja już jestem dojrzałą osobą! Chcę już-zaraz-teraz-natychmiast mieć kogoś, z kim będę dzielić na dwoje prawdziwą Miłość!”- zakrzyknie niejedna z czytających ten tekst osób. I bardzo dobrze! Masz piękne pragnienia. Masz piękne serce, które je rodzi. Popatrz! Bóg ci daje niepowtarzalny czas czekania i postaraj się, aby go mądrze wykorzystać.
Daj sobie czas dla innych
Masz wielu bliskich ludzi, którym poświęcasz mnóstwo czasu. A może nie masz nikogo, kogo mógłbyś nazwać prawdziwym przyjacielem? Czas twojej samotności niech będzie czasem budowania nowych relacji i wchodzenia w nowe środowiska. Drugi człowiek to niesamowity dar od Boga. Poznawaj i daj się poznać. Nie wymiguj się nieśmiałością, kompleksami czy jakimiś brakami, których setki odnajdujesz patrząc co rano w lustro.
Jesteś poraniony zachowaniem innych ludzi. Boisz się, że tym razem będzie tak samo? Po prostu musisz zaryzykować i kolejny raz zaufać.
Współczesny świat nastawiony jest na szybką komunikację. Ty jednak zwolnij i powoli delektuj się chwilami spędzonymi z innymi ludźmi. Kiedy ostatnio udało się ci wyjść z kimś na kawę, pogadać dłużej niż kilkanaście minut? Ilu nowych ludzi stanęło na twojej drodze w ubiegłym miesiącu?
Daj sobie czas dla rozwoju
Uczysz się, studiujesz czy pracujesz? Cokolwiek robisz, nie pozwól, aby twój rozwój na jakimś etapie stanął nagle w miejscu. Inwestuj w siebie. Spełniaj ambitne plany. Wyrabiaj swoje własne opinie o różnych problemach. Bądź na bieżąco. Realizuj marzenia. Czasem to są drobnostki, czasem wielkie dzieła. Nie każę ci stanąć w wyścigu szczurów i z klapkami na oczach pędzić po sukces – tak zniszczysz siebie i innych. Miej czas na namysł, refleksję: czy rozwijasz się we właściwym kierunku. Podejmuj świadome decyzje. Ucz się siebie i innych. To zaprocentuje.
Daj sobie czas dla pasji
Gotujesz, śpiewasz, tańczysz a może doskonale robisz coś, czego nazwa mi totalnie nic nie mówi a ty jesteś w tym po prostu mistrzem? Jakimi hasłami wypełnisz w CV rubrykę „hobby”? Ciągle mówisz, że masz dwie lewe ręce, słoń w składzie porcelany porusza się z większą gracją niż ty, a jak zaczynasz śpiewać to rodzice wystawiają cię na balkon, aby sąsiedzi nie posądzili was o przemoc domową. Ojciec kłamstwa wlewa ci w serce trujący jad, że jesteś do niczego. Spróbuj to zmienić, znaleźć coś, co zajmie twój czas, rozbudzi zainteresowania i sprawi, że na samą myśl o tym na twojej twarzy pojawi się uśmiech. Nie wmawiaj sobie, że Bóg nie równo porozdzielał talenty. Próbuj. Odpowiedz sobie szczerze, czy naprawdę zostały wykorzystane i sprawdzone wszystkie możliwości w twoim życiu?
Daj sobie czas dla Boga
„Idę na Mszę świętą bo mi każą. Odmawiam modlitwy, bo ciągle się pytają, czy się pomodliłem. Wierzę, bo mówią, że trzeba” - tak o swojej wierze wypowiadał się jeden ze spotkanych młodych ludzi. Szukasz promocji w hipermarketach, fajnych knajp, dobrych imprez. Ale czy szukasz Boga? Tak na serio. Bez udawania. Czy Bóg nie jest dla ciebie słodkim „misiem - przytulanką” na dobre chwile albo automatem do spełniania życzeń, który ostatnio zawodzi, bo zakochania na horyzoncie jak nie było, tak nie ma. Czy kiedykolwiek usłyszał od ciebie pytanie: „Co jest moim powołaniem?”. Czy w twoim mieście duszpasterstwa organizują msze dla osób szukających drugiej połówki?
Daj sobie czas dla siebie
„Jestem księżniczką - mój Ojciec jest Królem Królów” – bardzo lubię ten napis na koszulkach. Patrzę w lustro i widzę. No właśnie co widzę? Dzieło Boże czy może poranny efekt wybuchu w Czarnobylu? Miej czas na małe szczęścia. Teraz ci o niego łatwiej. Jeśli możesz - zrób coś dla siebie, aby poczuć się lepiej we własnej skórze. Są takie proste chwile, które czynią nasze życie lepszym. Nie bój się ich.
Śmieszy mnie stereotyp, że porządne chrześcijanki to zaniedbane dziewczyny w długich spódnicach i powyciąganych swetrach. Te rozciągnięte swetry łączą je zresztą z porządnymi chrześcijańskimi chłopcami. Tyle już na ten temat było dyskusji, tyle razy słyszałam pytanie „mieć czy być” zmienione na „być pięknym na zewnątrz czy wewnątrz?”. Przepraszam, ale czy tego nie da się połączyć? Bądź urzekająca. A ty miej dzikie serce prawdziwego mężczyzny. Może tak być - wierzysz w to?
Pozwól się odnaleźć
Znasz tą anegdotę o człowieku, który przez długi czas prosił Boga o wygraną na loterii? Mijały lata i nie działo się nic. Człowiek każdego dnia w wytrwałej i wiernej modlitwie błagał o to samo. Przerażała go cisza ze strony Boga. Czekał. Aż pewnego dnia, gdy klęczał i płakał nad swoją modlitwą, rozstąpiły się niebiosa i zza chmur odezwał się głos: „A kiedy Ty w końcu wypełnisz kupon?!!!”.
Nie bądź takim człowiekiem. Daj się znaleźć. I szukaj. Te wszystkie miejsca zdarzenia, ludzie, o których piszę - to potencjalne drogi, które mogą skrzyżować się z drogami twojej małżeńskiej przyszłości. Żeby dokądś dojść, trzeba wyjść na drogę, a żeby na nią wyjść, trzeba ją najpierw odszukać. Zawsze możesz tylko czekać aż Bóg ześle prosto na twoją wycieraczkę tego księcia/księżniczkę z bajki, ale czy nie lepiej ufać tak jakby wszystko zależało od Boga a działać tak jakby wszystko zależało od ciebie?
Tu padło tylko kilka (może infantylnych i banalnych) wskazówek. Kilka pytań. Daj sobie czas na wiele innych rzeczy. Tylko ty wiesz jakich. Teraz mimo wszystko masz go więcej. Korzystaj ze swojej pozornej a może nie pozornej samotności. Jest tyle możliwości działania, rozwijania się, poznawania innych ludzi. Bądź w tym rozsądny i zawsze pamiętaj, że Bóg wysłuchuje naszych próśb - tylko Jemu trzeba zostawić sposób wysłuchania...
...Bądź godny miłości
Około 2000 lat temu jeden z najsłynniejszych antycznych klasyków, autor Sztuki kochania napisał: Si vis amari, amabilis esto – „Jeśli chcesz być kochany, bądź godny miłości”. Owidiuszowa sentencja głosi więc, że na miłość trzeba zasłużyć. Ale jak to: zasłużyć!? Czyż miłość nie jest bezinteresowna? Czyż nie kocha się za nic? Tak po prostu?
Co to znaczy: być godny miłości? Ni mniej, ni więcej, oznacza to, że drogę ku miłości należy rozpocząć od… siebie. I nie mam tu na myśli rozpaczliwego dążenia do idealnego wyglądu czy charakteru. A przynajmniej nie wbrew sobie czy – co gorsza – na pokaz.
Naturalne jest, iż mamy określone wymagania jeśli chodzi o naszego potencjalnego partnera. Z góry zakładamy, iż pewnych cech kategorycznie nie bylibyśmy w stanie zaakceptować, inne z kolei są mile widziane lub wręcz pożądane. O ile nie prowadzi do budowania zbyt wyidealizowanego obrazu, jest to bardzo dobra, dojrzała postawa, która chroni przed wieloma niepotrzebnymi rozczarowaniami i zranieniami. Z drugiej jednak strony, skoro sami chcemy czegoś od kogoś wymagać, powinniśmy czynić to także w stosunku do siebie. Jak już zaznaczyłam – absolutnie nie chodzi tu o perfekcjonizm, patrzenie na siebie pod kątem towaru, który trzeba maksymalnie ulepszyć i jak najlepiej zareklamować. Ważne jest tutaj nasze indywidualne podejście do nas samych – czy czujemy, że jesteśmy gotowi nie tylko przyjąć, ale też dać miłość? Czy akceptujemy siebie? A może zauważamy u siebie jakieś cechy, które nawet nas samych drażnią? Może mamy jakieś niezrealizowane plany czy sprawy, które nad nami „wiszą” i wpędzają we frustrację? Może marzymy o czymś, ale brakuje nam odwagi, żeby wprowadzić to w czyn? Może zaniedbujemy nasz samorozwój, przedkładamy codzienny kierat nad np. poszerzanie zainteresowań, rozwijanie talentów? A może umniejszamy własne zalety, nie chcemy lub nie potrafimy ich dostrzec?
Lubimy sobie wmawiać, że kiedy już spotkamy Tę Wymarzoną Osobę, Ona cudownie nas odmieni i staniemy się nowymi, wspaniałymi ludźmi – bez wad, otwartymi na świat, anielsko dobrymi. Rzeczywiście, miłość potrafi obrócić wszystko o 180º, ale… skąd możemy mieć pewność, że tak będzie w naszym przypadku? Bo może się niestety okazać, że wszystko to, co nas wewnętrznie uwierało, nie pozwala także otworzyć się na związek z drugim człowiekiem. Albo też znacznie to utrudnia. Aby nie krzywdzić ani siebie, ani swojej przyszłej drugiej połówki, naprawdę warto przygotowywać się do miłości. Karol Wojtyła w swojej książce Miłość i odpowiedzialność pisał o „wychowaniu miłości”, które składa się z wewnętrznych działań, które z kolei przekładają się na jakość relacji z drugą osobą. Późniejszy papież Jan Paweł II podkreślał iż:
„Miłość bowiem nigdy nie jest czymś gotowym, czymś tylko «danym» kobiecie i mężczyźnie, ale zawsze jest równocześnie «zadanym». Tak trzeba na nią patrzeć: miłość poniekąd nigdy nie «jest», ale tylko wciąż «staje się» w zależności od wkładu każdej osoby, od jej gruntownego zaangażowania”.
Nikt nie da nam gotowego przepisu, jak być godnym miłości, gdyż każdy czegoś innego szuka, do czego innego dąży i co innego ceni. Dobrze jest zastanowić się nad sobą, ale tak obiektywnie – ani zbyt krytycznie, ani pobłażliwie. Jakim się jest, a jakim chciałoby być i co można zrobić, żeby coś w sobie zmienić. Ale nie gwałtownie, nie wszystko od razu, aby nie zagubić prawdziwego siebie. Warto popatrzeć na siebie pod kątem swojej hipotetycznej roli w związku – co mogę i chcę od siebie wnieść. I pielęgnować to w sobie. Poza tym – pracując nad sobą w mądry, konstruktywny sposób, jednocześnie stajemy się bardziej zadowoleni z życia, radośni. A tacy ludzie znacznie łatwiej przyciągają innych do siebie! Dobrze o tym pamiętać.
Ja chcę wyjść za mąż! Natychmiast!
Ja chcę wyjść za mąż /ożenić się. Natychmiast!
Tak sobie właśnie postanowiła pewna Mrówka, bohaterka książki Przemysława Wechterowicza pt. „Mrówka wychodzi za mąż”. Wbrew pozorom sądzę, że ta bajeczka tak uwielbiana przez dzieci, może okazać się również przydatna dla dorosłych. Ileż to singli też się gorączkuje, że wciąż są nieustatkowani, a przecież zegar tyka i oni chcą wreszcie ustabilizować swoją sytuację sercową! Mają już dość tego stanu zawieszenia, wszędzie tyle par, małżeństw i młodych rodziców, a oni nawet nie mają cienia szans na pozytywną zmianę. Czy aby na pewno ich przekonanie jest prawdziwe?
Wspomniana mrówka była tak zgnębiona samotnością, że prędko i bez zawahania dała ogłoszenie do gazety. Oczywiście to wcale nie rozwiązało jej problemu. Wręcz przeciwnie, momentalnie do jej domu przybyło całe mnóstwo przeróżnych kandydatów, począwszy od między innymi czarującego żołnierza (mrówka faraona), sentymentalnego skrzypka (konik polny), uroczego właściciela sklepu z porcelaną (słoń) czy przystojnego maklera giełdowego (rekin), a skończywszy na romantycznym pracowniku miejskiej pralni (szop pracz). Każdy z nich ma w sobie niby to „coś”, ale gdy samotniczka chciała już powiedzieć: „tak”, okazywało się, że coś jednak było nie tak. W efekcie Mrówka zamiast znaleźć upragnionego kandydata na męża, miała dość wszelkich tego typu relacji. Załamała się i doszła do wniosku, że chyba do końca życia zostanie już starą panną.
Nieprawdaż, że przedstawiona przeze mnie historia jest dość analogiczna do sytuacji niejednego singla? Często te osoby upierają się, ganiają, bezskutecznie się wysilają i wręcz stają na głowie, a potem mają pretensje do całego świata, że im się nie udaje. Tak bardzo i usilnie chcą być z kimś. Nie ma nic złego w tym pragnieniu, jednak czasem warto się zastanowić nad takim postępowaniem. Rozwiązanie problemu może przecież przyjść nieoczekiwanie. Przyjrzyjmy się zatem, w jaki sposób los uśmiechnął się do mrówki.
Otóż nasza samotniczka mająca wszystkiego już powyżej uszu, postanowiła się zrelaksować podczas kąpieli. Nie było jej to jednak dane, okazało się bowiem, że kran się zepsuł. Zupełnie wycieńczona Mrówka zadzwoniła po hydraulika. Ot zwykła kolej rzeczy. Tyle tylko, że ten właśnie fachowiec (Mrówkojad) okazał się jej od dawna poszukiwanym wybrankiem serca. Od razu trafiła ich strzała Amora i potem… Nie, on wcale jej nie zjadł, choć to pewnie niektórym przyszło do głowy.
A tu niespodzianka, długi i namiętny pocałunek i zakończenie takie, jak to w bajkach zawsze bywa: „I żyli długo i szczęśliwie”.
Może zatem warto skorzystać z doświadczeń Mrówki i już tak na serio, odpuścić, zająć swoje myśli czymś innym, rozwijać pasje, zainteresowania, wrzucić „na luz” i nie wywierać na sobie tak silnej presji? Warto też zapamiętać sobie słowa, które usłyszał o. Michał Zioło (dominikanin, który wstąpił do trapistów), gdy zbyt szybko uporał się ze swoją pracą: „Dokąd się tak spieszysz? Nie chodzi o to, byś to, co robisz, zrobił jak najszybciej, ale by twoja praca prowadziła Cię ku Bogu.”
A tak na marginesie, do historii Mrówki i Mrówkojada jeszcze się kiedyś odniosę, ale to już w innym wpisie.