KON-sum-PCJO-nizm, czyli… mam ochotę na chwileczkę zapomnienia?
W czasach wzrostu ekonomicznego konsumpcjonizm niewątpliwie był oznaką poprawy warunków życia. Okazuje się on przewlekłym obowiązkiem zakupu produktów lub usług z małymi lub żadnymi pozorami wydajności, trwałości. Nierzadko nie zwraca się uwagi na pochodzenie towaru czy wpływ na środowisko podczas wykonywania produkcji. Zupełnie jakby nie dotykało to człowieka i działo się poza nim. Wysypiska pełne są zużytych produktów, które nie mogą być naprawione, ponieważ wyprodukowanie nowych jest o wiele tańsze.
A jednak cały ekosystem tworzy-my.
Dominuje pragnienie „bycia trendy” poprzez gonitwę za modą. Reklama dźwignią handlu nie jest pustym stwierdzeniem, ma to swoje potwierdzenie we wszędobylskich kolorowych bilbordach, podświetlanych, mrugających do nas szyldach, ulotkach, które kipią z naszej skrzynki – no właśnie, już nie na – listy. Czy jest Ci to dobrze znane? Jeśli za mało to parę mocnych wizualnych bodźców (kuszących swoją atrakcyjnością) za chwilę przypomni – Ty przecież TEGO potrzebujesz!
Pewnie dlatego, że konsumpcjonizm jest przekonaniem, że możliwe jest osiągnięcie szczęścia poprzez użytkowanie dóbr i podniesienie statusu poprzez zakup produktów, jest pewnego rodzaju sposobem na zaspokojenie własnego ego. Można by rzec: materialnym egoizmem, który ma swój oddźwięk w relacjach społecznych. Zastąpienie potrzeb i pragnień stabilnego życia rodzinnego i towarzyskiego sztucznym, nieodpartym pragnieniem posiadania luźno zdefiniowanych „rzeczy” oraz pieniędzy, które pozwolą je nabyć.
Więzi rodzinne, przyjaźń ograniczają się coraz częściej do dawania i otrzymywania prezentów. To „rzeczami” często wynagradzany jest brak poprawnych relacji międzyludzkich, brak czasu na okazywanie gestów miłości.
Spędzanie wolnego czasu jakże często przenosi się do powstających niczym „ogrody” centrów handlowych, gdzie elektryczne oświetlenie sprawia wrażenie niekończącego się dnia. Natomiast przyjazne warunki „pogodowe” zawsze pełne są "słońca”.
Odkodowanie rzeczywistości ma znacznie lepszy wymiar w odkrywaniu piękna Stworzenia. Wędrówki górskie, wyprawy rowerowe, długie rozmowy przy ognisku dają okazję do zacieśniania więzi, dają możliwość prawdziwego spotkania. Kultura przyjemności nie zastąpi obecności drugiego człowieka, bowiem tylko on może być unikatowym darem, którego nie da się nabyć. Prawdziwego szczęścia po prostu nie można kupić.
Nie zatrzymamy ani wzrostu ludności na globie, ani intensywności uprzemysłowienia. I nie o to chodzi, by z tym walczyć. Terytorium, na którym należy podjąć „dobrą walkę”, obejmuje nade wszystko wymiar życia rodzinnego.
POTRZEBA tak niewiele - zweryfikowania priorytetów pomiędzy mieć a BYĆ.