...z przygotowań przedślubnych!
Do ślubu niespełna dwa tygodnie. Nim przygotowania nabrały właściwego sobie tempa, byliśmy przestrzegani, by się pilnować, bo w ich toku łatwo o nerwy i jeśli w nie popłyniemy, to duchowe przeżycia w tak ważnym dniu ograniczymy do minimum, a pierwszą rzeczą, o którą trzeba będzie postarać się po ślubie, będą solidne przeprosiny.
Przestroga spełniła swoje zadanie. Udało nam się wszystko dobrze ustawić, a podstawą jest chyba to, że nasi rodzice świetnie się dogadują. W kontekście wesela sądzę, że ma to kluczowe znaczenie. I tak mój ojciec ekscytuje się tym, jak wielkiego świniaka uda się obrobić oraz ile alkoholu wystarczy, żeby było dobrze, mama dopytuje gości, jak planują rozegrać wyjazd na wesele oraz biega i dzwoni za internatami, busami itd. Przyszła teściowa zaś, załatwia wszelkie pozostałe sprawy żywieniowe, kucharki, kelnerów itp. Co zostało nam? Poza drobnostkami typu: naklejki na pojemniki z ciastem dla gości i wcześniejsze owych gości zapraszanie, skupiamy się na tym, jak wyglądać ma ślub.
To było dla mnie najważniejsze ustalenie: W wasze ręce, drodzy rodzice, oddajemy wszelkie sprawy wesela, zaś my musimy skupić się przede wszystkim na ceremonii w Kościele. Wiadomo, że nie jesteśmy tak całkowicie odcięci od przygotowań do przyjęcia, choćby dlatego, że trenujemy pierwszy taniec i przygotowujemy różne ciekawe niespodzianki dla gości i rodziców, jednak priorytetem jest sam ślub. Chyba większość konfliktów przedślubnych między przyszłymi małżonkami wynika właśnie z braku odpowiedniego rozłożenia akcentów, uzmysłowienia sobie, że ślub bez wesela może zaistnieć. Natomiast wesele bez ślubu… chyba nie miałoby sensu. Dlatego nie można mylić tego, co jest podstawą z tym, co jest dodatkiem. Mimo, iż to drugie pochłania wiele więcej czasu przygotowań i pieniędzy. Patrząc nieraz na państwa młodych i na gości w Kościele, żal mi… księdza. Czasem tak naprawdę tylko on jeden modli się za tych nowo zaślubionych. Myśli całej reszty są natomiast przy obiedzie, tańcu i generalnie tym, żeby wszystko wyszło na tip-top. Tymczasem wesele nie musi wyjść na tip-top, a ślub powinien.
Wiele osób mówi, że skaczący sobie do gardła narzeczeni tuż przed ślubem to normalka. Rzeczywiście pewna nerwowość się pojawia, ale w końcu przed nami moment najważniejszy do tej pory w życiu. Dziwne zatem, by wszystko przebiegło bezstresowo. A rzecz w tym, by na ten stres i nerwy być przygotowanym i wiedzieć, że nastąpią. Wtedy damy sobie z tym radę. Tym bardziej, jeżeli nie będziemy odkładać zbyt wielu spraw na ostatnią chwilę i najwcześniej jak to możliwe pozałatwiamy sprawy urzędowe, w parafii, obrączki, sukienkę, garnitur. Mając to wszystko z głowy, łatwiej jest dwa tygodnie przed ślubem nie być kłębkiem nerwów. Zaręczam własnym przykładem.
Przed nami moment przełomowy, jedyny taki w życiu. Żeby nie przepłynął nam przez palce, mocno modliliśmy się i modlimy o błogosławieństwo Boże na czas przygotowań, samego ślubu i szczególnie tych pierwszych dni po nim. Dużo z sobą rozmawiamy o tym, jakie znaczenie ma ten sakrament, jak wiele on w naszym życiu zmieni, czego będzie od nas wymagał, co my w sobie będziemy musieli zmieniać, żeby być szczęśliwym małżeństwem. Sądzę, że o to właśnie chodzi. A poza tym muszę przyznać, że bardzo jednoczące jest wspólne przygotowanie liturgii słowa, pieśni na Eucharystii, całej oprawy tej ceremonii. A ponad wszystko jednoczące jest oddanie tego wszystkiego Panu Bogu. My przygotowujemy wszystko najlepiej jak umiemy, a On niech to w Swoim Duchu najlepiej poprowadzi.







