Dziś trochę więcej o ostatnim z pięciu języków miłości – w przedstawianej przez nas koncepcji.
Można by stwierdzić, że POMOC to zupełnie naturalny i oczywisty gest, który pojawia się w relacjach przepełnionych prawdziwą miłością. Dziecko poczynając się – już na samym początku potrzebuje pomocy swoich rodziców. Kiedy przychodzi na świat, rozwija się i rośnie – pomoc jego rodziców towarzyszy mu nieustannie. Jednak już na tym etapie nie dla wszystkich rodziców i opiekunów – obdarowywanie pomocą małego człowieka – jest sprawą tak oczywistą...
Nasze dzieci potrzebują wiedzieć i czuć, że mogą liczyć na nasze wsparcie, naszą dobrą radę i naszą pomoc. Warto dbać o relacje pełne zaufania, gdzie dziecko nie boi się prosić o pomoc, nie obawia się, że za każdym razem usłyszy komunikat – „Nie mam teraz czasu, pobaw się troszkę sam, albo poproś o pomoc brata”.
Jednak kłopot czasem w tym, że nie zawsze nasza pomoc jest naprawdę potrzebna i nie zawsze należy we wszystkim dziecku pomagać. Warto przyjrzeć się sytuacji i dobrze ją ocenić – gdyż czasem jest tak, że rodzice nie pomagają, ale wyręczają swoje dzieci – w czynnościach, z którymi one same potrafią sobie już świetnie poradzić. Potrzebują może tylko ciepłych i życzliwych słów zachęty, a potem oczywiście afirmacji.
Kiedy dzieci dorastają, rodzice często tracą ową pozycję „nieomylnych i jedynych” w ich życiu. Właśnie w okresie dojrzewania, młody człowiek bardzo potrzebuje pomocy swoich rodziców. Pomocy mądrze ofiarowanej. Jeśli zabrakło jej jednak we wcześniejszym okresie życia, trudno oczekiwać, że nasze dorastające dzieci zwrócą się po nią do nas, gdy będą jej potrzebować.
Tak, jak już pisaliśmy wcześniej – małe dzieci potrzebują, aby mówić do niech we wszystkich językach miłości. Gdy rosną, rodzice mogą zaobserwować, że niejednokrotnie ich pociechy zaczynają preferować jeden lub kilka języków miłości. Najczęściej jest tak, że one właśnie obdarowują rodziców swoją miłością w tym języku, którego same najbardziej potrzebują. To wielka sztuka – tak dobrze poznać swoje dziecko i dać mu swoją miłość w jego języku (językach) miłości.
Dobrze jest też sobie uświadomić, że nasi bliscy – mąż, żona, narzeczony, narzeczona, rodzice, brat, siostra czy przyjaciele – mają swoje własne języki miłości. Kiedy mówimy do nich w ich języku – wtedy najpełniej i najwyraźniej mogą poczuć, że są przez nas kochani. Są także osoby, które swoją miłość i troskę potrafią okazać wyłącznie na swój jedyny sposób – obdarowując prezentem. Mogą to być godzinami gotowane ulubione potrawy dla wracającego ze studiów dziecka, mogą to być dodatkowe pieniądze, albo konkretne i przydatne podarunki. Jest podarunek, ale brakuje i może zawsze brakowało pozostałych języków miłości. W takich sytuacjach często trudno przyjąć jest taką miłość, która nie odpowiada naszym prawdziwym i głębszym potrzebom. Jednak jedynymi osobami, które możemy zmienić – jesteśmy tylko (i aż!) MY sami. Pięknie jest móc dostrzec w gestach bliskich – ich prawdziwą troskę i miłość, którą dają choćby w jednym tylko języku.
Osobiście wiele zawdzięczamy opisywanej koncepcji. Odkrywanie naszych własnych języków miłości, a potem NOWA komunikacja – wydają ciągle piękne owoce. Czujemy naszą miłość.
Koncepcja ta niejednokrotnie przyniosła wiele zrozumienia i akceptacji dla bliskich nam ludzi, których sposobu okazywania miłości nie potrafiliśmy dotąd prawdziwie przyjąć.