Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Wydarzenia » Wyświetla wpisy wg etykiety: roznice
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Każda kochana kobieta jest księżniczką w oczach tego, kto się o nią ubiega, i w swoich własnych" (Karel Čapek)
"Kochamy wciąż za mało i na próżno." (Ks. Jan Twardowski)
"Potrzeba wiele serca, aby tylko trochę kochać" (Henry de Montherland)
"Miłość jest jak słońce. Ten, którym zawładnęła, może zrezygnować z wielu spraw. Komu jej brakuje, temu brakuje wszystkiego." (Phil Bosmans)
"Najgłębszym pragnieniem w sercu każdego człowieka, przed pragnieniem życia, jest pragnienie kochania i poczucie, że jest się kochanym." (M. Quoist)
"Miłość w najgłębszych pokładach mojej istoty była tą nadzwyczajną energią, która kazała mi chodzić, biegać,walczyć, żyć." (Michel Quoist)
"Gdybyś kiedy we śnie poczuła, że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał." (S. Żeromski)
"Serca przepełnione miłością nigdy daleko od siebie nie odejdą" (Elen White)
"Trzeba mieć wiele taktu i umiaru, by z miłości jak z mlecza, nie zdmuchnąć czaru." (Jan Sztaudynger)
"Miłość oznacza być zupełnie blisko siebie, jednak bez chęci zawładnięcia drugim." (Phil Bosmans)

Wyświetla wpisy wg etykiety: roznice
Subskrybuj RSS
czwartek, 10 grudnia 2009 07:42

Tylko dla kobiet

Tylko dla kobiet

Shaunti Feldhahn: Tylko dla kobiet Przewodnik po tym, co kryje się w duszy mężczyzny

 

wyd. Esprit

 

Gdyby tylko mieć wytłumaczenie na każde zachowanie ukochanego mężczyzny… O ileż byłoby prościej!

 

Można powiedzieć, że książka zrodziła się ze zdziwienia i z potrzeby… Zdziwienia tym, że my kobiety, wcale nie musimy dobrze odczytywać tego, co dzieje się w świecie mężczyzn. A przecież kobieta żyje z mężczyznami (szczególnie z tym jednym ukochanym) i dlatego dobra znajomość tej drugiej osoby jest niezwykle istotna. Shaunti Feldhahn wykonała ogrom pracy badawczej, aby móc napisać ową książkę. Przeprowadziła wiele ankiet i rozmów, aby móc jak najlepiej poznać męską naturę, punkt patrzenia. Oczywiście, co podkreśla, jest to uogólnienie, ale właśnie dlatego statystyki (których w książce mnóstwo) wykazują, co jest normą, a co odstąpieniem od normy.

 

A czym więc mogą dowiedzieć się panie z przewodnika? O tym, co jest najważniejsze dla mężczyzny, o tym, jaką rolę naprawdę ogrywa dla niego seks i czy mężczyzna zawsze patrzy za innymi kobietami. Można poznać jego romantyczną naturę i to, co uważa za romantyzm. Można dowiedzieć się, jak on patrzy na jej urodę i wszelkie sprawy związane z wyglądem zewnętrznym. Oraz wiele innych, ważnych, zaskakujących i nieraz szokujących kwestii.

 

Oprócz rzetelnych danych i rozpracowywania męskiej duszy, autorka stara się podpowiadać kobietom, jak mogą się zachowywać, czego powinny unikać względem ukochanego.

 

Jest to naprawdę dobra i dogłębna analiza, przeprowadzona z wyczuciem i rozmachem. A przy okazji świetna okazja dla par, aby sprawdzić, na ile opisywane normy pasują do konkretnej osoby.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
piątek, 02 września 2011 06:56

Samoocena

Samoocena

Jakiś czas temu przeczytałam o ciekawej różnicy w postrzeganiu samych siebie przez kobiety i mężczyzn. Było to może miesiąc temu i od tego czasu towarzyszyła mi ta myśl, którą starałam się zweryfikować w obserwacjach i przez odświeżenie pamięci.

 

Otóż według tego podziału mężczyźni w samoocenie są bardziej skupieni na auto-postrzeganiu. Oceniają to, jak się zachowują, jakie mieli intencje, jakie skutki przyniosło ich działanie. Kobiety tymczasem poza swoim subiektywnym wejrzeniem w siebie dużą wagę przykładają do tego, w jaki sposób wyglądają ich relacje z innymi: czy inni dobrze ją postrzegają, czy była wobec nich miła, czy kogoś nie uraziła, co ktoś o niej myśli. Ten element ma ogromne, może nawet kluczowe znaczenie w kobiecej samoocenie. Gdy tylko to przeczytałam, otworzyłam szerzej oczy, uszy oraz zagłębiłam się w różne spotkane już sytuacje.

 

I tak, myślę, że to prawda. Na pewno linia nie prowadzi sztywnego podziału, ale w bliskich mi osobach potrafię to dostrzec. Pewna bliska mi kobieta nie da sobie spokoju, dopóki nie upewni się, czy kogoś nie zraniła swoją uwagą; zastanawia się, co inni o niej myślą i te możliwe czy też zasłyszane oceny wplata w swój bilans. Pewien znany mi mężczyzna potrafi pokłócić się z przyjacielem, gdy tylko uważa, że ma wystarczający powód, a to, że tamten może źle odczytać jego działania czy wytknąć mu przez to więcej, to go "nie rusza", bo ma to "w nosie". On jest "czysty".

 

Taka mała wieczorna dygresja, która już nie wytrzymała ciemności...:-)

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
wtorek, 23 grudnia 2008 15:34

Czy jestem piękna? O kobiecym pragnieniu adoracji

Czy jestem piękna? O kobiecym pragnieniu adoracji

„Kobieta bardziej niż mężczyzna jest wrażliwa na to, jak się ją widzi. Potrzebuje uznania, potrzebuje podobać się, być podziwianą, a w głębi – by ją kochano. Być może jest to tęsknota za pierwszym zachwytem Mężczyzny-Adama nad Kobietą-Ewą, za tym spojrzeniem, które spowodowałoby, że stałaby się w pełni kobietą i szczęściem dla mężczyzny.” (Jo Croissant, „Kobieta. Kapłaństwo serca.”)

 

Jedna z najprostszych różnic między kobietą a mężczyzną? - spytał mnie kiedyś pewien kierownik duchowy i po chwili sam odpowiedział. - On musi działać, ona musi być adorowana.


Najpierw jako mała dziewczynka przebierająca się w sukienki mamy i pytająca całe otoczenie, czy jest piękna. Jako ta, która ciągle szuka zainteresowania rodziców. Następnie jako panienka uwielbiająca spojrzenia kolegów, ich komplementy, małe prezenty. A w końcu jako żona ciesząca się z każdej oznaki adoracji ze strony męża oraz jako matka – uwielbiana przez swoje dzieci. To jest tak naturalne jak zioła pomagające przy chorobie, to najbardziej adekwatna cecha, zawierająca w sobie wszystkie inne atrybuty kobiecości. Kobieta chce być Urzekająca, o czym nawołują wciąż państwo Eldredge’owie. (patrz: Stasi Eldredge, „Urzekająca”).

 

Nie ma nic złego w takim pragnieniu serca kobiety, tak jak nie było niczego niestosownego w zachwycie Adama nad pięknem kobiety. Pielęgnować tą właściwość? Szczycić się nią? A może ją ujarzmić? Ale jak? Wydarza się zwykle coś (zwłaszcza w tak zwanej „współczesności”), co powoduje powątpiewanie w uzasadnienie mnie jako Osoby Adorowanej. Bo oto ktoś mnie wyśmiewa, że czegoś nie potrafię; bo tata nie patrzy, kiedy do niego przychodzę; bo mama krzyczy, żeby się nie stroić; bo koleżanki są zgrabniejsze i inteligentniejsze; bo moje dziecko wcale nie lgnie do mnie-mamy, tylko do taty. Czy oby na pewno jestem piękna? Czy raczej jest to niespełnione marzenie bycie-kimś?

 

„Upadek przemienił jednak tę specyficzną łaskę w kruchość, i słabość ta często przysparza kobiecie kłopotów, skłaniając do wyborów, podporządkowują ją i czynią z niej czyjąś niewolnicę. W ten sposób zasklepia się ona w wizerunku kobiety powierzchownej, kobiety-przedmiotu, wizerunku, który kłóci się z tym, czy jest ona w głębi…” (Jo Croissant, „Kobieta...”)

 

Czym jestem w głębi? Czy w głębi jest coś, czy ktoś? Dlaczego o głupich kobietach mówimy, że są puste? I co oznacza ta pustka? Czy pusta jest w głębi i może nią być?

 

Lubię, kiedy rozmówca patrzy mi w oczy. A także kiedy dobrze czuję się nie tylko w swoim ciele, ale też w otoczeniu innych kobiet. Ale czasem „dziś” jest nie-do-wytrzymania. Bo dziś jest „czasem” ideałów wirtualnych, mechanicznych, w które nie wierzę, w które powątpiewam, ale w które brnę jak w pozornie płytką wodę. Brniemy. Toniemy. To dziś ma znamię grzechu pierworodnego. Ona nie jest już tak piękna jak w Raju. On nie patrzy na nią już tak wtedy – nie w takim zachwycie, nie w tak czystym spojrzeniu. Ale... Przecież jesteśmy zbawieni. Przecież jesteśmy zdolni i do czystości, i do miłości, i do głębokości.

 

Ale też do upadania – w kult ciała, w kult intelektu, w kult świecidełek i aromatów. Czy kobieta walczy o spojrzenie? Adorować można także siebie samego – w lustrze, albo też w innym człowieku: „kochać się w kimś” to tyle co kochać siebie samego w drugim człowieku – w jego reakcji na mnie, w jego uwielbieniu dla mojej osoby. Ale to ułuda. Ludzkie patrzenie staje się podobne do krzywego zwierciadła, który zniekształca postać, jej piękno i prawdę. Bo czyż nie zepsuty mamy wzrok? Czy możliwe, że sami jesteśmy zepsuci? Druga teoria nie byłaby wcale zła, gdyby nie fakt, że jest Ktoś Większy, Ten, którego Wzrok obejmuje całość człowieka i ma w nim ani obłudy, ani pobłażliwości, ani bałwochwalstwa. Wzrok Boga jako Miłości. Spojrzenie Jezusa z miłością na człowieka.

 

„Ponieważ zwrócenie się ku sobie, jest naturalną skłonnością, musimy stale zwracać się ku Bogu, pozwolić Mu na siebie spoglądać. Oto zapominając o sobie, odnajdujemy siebie. Jego spojrzenie nas uzdrawia. Jedynie On może wniknąć naszą intymność, nie raniąc. Jedynie On może obnażyć nasze ubóstwo, nie odbierając nam nadziei. To jego miłość nas ocala.” (Jo Croissant, „Kobieta...”)

 

Czy Bóg może dać nam Swoje Oczy? Czy możne dać patrzącym na nas Swoje źrenice? Może. Tym, którzy naprawdę kochają, Bóg daje spojrzenie w prawdziwej Miłości.

Opublikowane w Kobieta
Czytaj więcej...
środa, 18 listopada 2009 23:27

Kobieta mówi, gdy kocha

Kobieta mówi, gdy kocha

Z ks. dr. Markiem Dziewieckim, psychologiem i autorem książek, rozmawia Agnieszka Warecka.

 

„Kobieta niech milczy w kościele” - słowa Apostoła Narodów wydawały się być sprzeciwem wobec aktywizacji publicznej niewiast. A przecież mamy Maryję i grzesznicę Magdalenę, że nie wspomnę o szeregu współczesnych świętych... Skąd ten surowy ton?


To nie jest ton Ewangelii. To wypowiedź św. Pawła, który w tym aspekcie miał jeszcze mentalność Starego Testamentu. Cytowana wypowiedź dotyczy wyłącznie norm liturgicznych, a nie życia małżeńskiego, rodzinnego, zawodowego czy społecznego. Chrześcijaństwo jest tą religią, która najbardziej broni kobiety i jej godności. Za cudzołóstwo Żydzi kobietę kamienowali, a mężczyznę puszczali wolno. Tymczasem Jezus zrewolucjonizował postawę mężczyzn, ucząc ich szacunku i miłości do kobiet. Św. Paweł też to zrozumiał, gdyż nauczał, że mąż powinien kochać żonę jak własne ciało.

 

Kobieta wprawdzie nie ma święceń kapłańskich, ale jest prawdziwą kapłanką domowego ogniska. Geniusz kobiecy najpełniej przejawia się w relacjach międzyludzkich - w wychowaniu i przyprowadzaniu swoich bliskich do Boga. Mówiąc z uśmiechem, dojrzała kobieta potrafi nawet z mężczyzny uczynić człowieka. To kobieta przyprowadza zwykle swoich bliskich do Boga, a w sprawach wiary i wychowania mówi bardzo głośno.

 

W książce „Jak wygrać kobiecość?” sugeruje Ksiądz, że Syn Boży stał się mężczyzną po to, by chronić niewiasty. Ale też, że te, które Go spotkały, zmieniały się.


Tak, kobiety kontaktujące się z Jezusem albo już były szlachetne, albo stawały się takimi pod Jego wpływem. Na kartach Ewangelii nie ma ani jednej kobiety, która po zetknięciu się z Chrystusem byłaby nadal postacią negatywną. Zwykle kobiety bardziej owocnie niż mężczyźni przyjmują miłość i ją odwzajemniają.

 

Przykładem jest chociażby Matka Teresa z Kalkuty czy jeszcze wcześniej Hildegarda z Bingen, reformująca klasztory. W myśleniu i działaniu wyprzedzały swoją epokę. Czy możemy mówić tu o chrześcijańskim feminizmie?


Pierwsza zasada nowej ewangelizacji brzmi: kochać i milczeć. To właśnie kobiety najpierw kochają, a dopiero później mówią. Matka Teresa nie głosiła wielkich katechez, ale swoją miłością do ubogich i porzuconych mówiła o Chrystusie równie głośno jak Jan Paweł II. Jeżeli kobieta stanie się drugą Maryją, zawsze jej głos będzie słyszany w Kościele.

 

Im bardziej kobieta jest blisko Boga, tym bardziej staje się sobą...


Na co dzień przekonuję się o tym, że dziewczęta, które czują się kochane przez Boga, łatwiej upewniają się o swojej godności i swym kobiecym geniuszu. Chociaż tęsknią za małżeństwem i rodziną, to są bardziej niezależne od mężczyzn niż ich koleżanki. Natomiast te dziewczęta, które tracą więź z Bogiem, w pogoni za choćby namiastkami miłości i czułością bywają ofiarami tych mężczyzn, którzy nie potrafią kochać. Więź z Bogiem jest podstawą rozwoju kobiety, która w swej wrażliwości potrzebuje wyjątkowego wsparcia. Kobiety mogą być albo Bożymi perełkami, albo ryzykować popadnięcie w głęboki kryzys.

 

Jak Ewa, która skusiła Adama. A swoja drogą, skoro dał się skusić, to chyba ją kochał?


Gdyby kochał, to byłby mądrzejszy! Szatan, chcąc zapanować nad ludzkością, musi najpierw skusić jej mądrzejszą część. Szlachetna żona czy matka potrafi dźwignąć mężczyznę z kryzysu i czasami chronić go przed nim samym, przed jego własną słabością. Przykładem jest św. Monika, która modliła się tak wytrwale, aż przemieniła syna w jedną z najwspanialszych postaci wszechczasów. Kobieta w kryzysie natomiast pociąga za sobą mężczyznę do zła, jak to było w przypadku pierwszych ludzi. Feministki proponują kobietom nie tylko walkę z mężczyznami, ale też walkę z własną kobiecością. Zamiast uczyć mężczyzn wrażliwości i szlachetności, ograniczają się do tego, by naśladować męski sposób życia. To nie jest równouprawnienie, lecz raczej samobójstwo kobiecości.

 

Matce św. Augustyna się udało. A jeśli Bóg pozostaje głuchy na prośby?


Wolą Bożą nigdy nie jest to, by ktoś błądził i by nie kochał. Jeśli szlachetna kobieta mądrze i szlachetnie walczy o mężczyznę, który jest w kryzysie, to Bóg zawsze staje po jej stronie i cierpi razem z nią. Z drugiej strony Bóg respektuje wolność człowieka i dlatego szansa na uratowanie mężczyzny w kryzysie jest tym większa, im dojrzalsza jest kobieta, która ma na niego wpływ. Najpierw musi ona wychować samą siebie. Jedynie kobieta świadoma swojej godności i siły staje się atrakcyjna dla mężczyzny.

 

A jeśli, czuje, że mino wszystko przegrywa, to czy na przykład powinna zostawić pijanego męża na wycieraczce pod drzwiami?


Dlaczego syn marnotrawny zastanowił się i wrócił? Dlatego, że ojciec kochał go mądrze i nie przeszkadzał mu ponosić bolesnych konsekwencji popełnianych przez syna błędów. Jezus uczy nas takiej właśnie mądrej miłości. To miłość wyrażana w sposób dostosowany do zachowania tej drugiej osoby. Taka miłość nie ma nic wspólnego z naiwnością czy litością. Jeśli alkoholik krzywdzi żonę i dzieci, to ona ma prawo do obrony, z wezwaniem policji i separacją małżeńską włącznie. Kościół dopuszcza takie rozwiązanie, gdyż kobieta nie łamie wtedy przysięgi małżeńskiej. Jeśli nie wiąże się z innym mężczyzną, to może trwać na drodze do świętości. W małżeństwie tylko miłość jest bezwarunkowa. Natomiast wspólnota majątkowa, współżycie seksualne czy wspólne wychowywanie dzieci mają sens tylko pod warunkiem, że kochają obie strony.

 

„Kod Leonardo da Vinci” i „Ostatnie kuszenie Chrystusa” sytuują Magdalenę u boku Chrystusa. Może to wyraz tęsknoty za obecnością kobiety blisko Boga?


Twórcy tego typu powieści kierują się raczej szukaniem zarobku i rozgłosu niż uczciwą refleksją nad człowiekiem. Fakt, że znajdują oni licznych czytelników potwierdza, że Chrystus zawsze fascynuje! Paradoksalnie więc czytanie książek nawet wypaczających spojrzenie na Jego miłość i życie, potwierdza, że wiele osób szuka Jezusa po omacku. Sugerowanie, że ze związku z Marią Magdaleną rodziły się dzieci, to tylko prowokacja, a nie forma upomnienia się o rolę kobiet w historii zbawienia. Kobiety w Kościele mogą być na różne sposoby bardziej obecne niż dotąd, ale najważniejszą formą ich obecności pozostanie zawsze wychowanie. To przecież kobiety wychowują księży, łącznie z papieżem.

 

Ksiądz chętnie określa kobiety jako kapłanki domowego Kościoła. Wiemy jednak, że one łatwo ulegają egzaltacji. Jak je chronić?


Czasami żartuję i mówię, że Bóg popełnił tylko jeden błąd przy stwarzaniu człowieka: albo powinien uczynić kobiety mniej wrażliwymi, albo mężczyzn bardziej podobnymi do kobiet. Kobieta wnosi w życie mężczyzny delikatność, wrażliwość, radość i miłość, gdyż jest genialną specjalistką od świata osób. W obliczu kryzysu wciąż kocha i modli się. Mężczyzna natomiast zapewnia jej poczucie bezpieczeństwa i - jak Mały Książę - osłania różę swojego życia od wiatru zmiennych nastrojów. Cierpliwość oraz stanowczość mężczyzny w dobru to najlepsza forma pomagania kobiecie w pogodnym radzeniu sobie ze zmiennością emocjonalną.

 

Jednak Mały Książę zbuntował się i stwierdził, że kwiaty są tylko do oglądania i wąchania. Mówi się, że dziewczyna powinna być ładna, a nie mądra, gdyż chłopak woli patrzeć zamiast słuchać.


Mały Książę sam odkrył z czasem, że początkowo nie potrafił rozumieć i kochać róży swego życia. Później jednak do niej powrócił nawet za cenę życia. Współczesna niska kultura szantażuje dziewczęta, wmawiając im, iż ich wartość oraz powodzenie u mężczyzn zależy głównie od sylwetki i wyglądu zewnętrznego. Tymczasem szlachetna dziewczyna - „Boża księżniczka” - stawia chłopcom takie wymagania, że oni zaczynają fascynować się nią głównie ze względu na piękno jej wnętrza, które nie przemija. Mądra dziewczyna wie, że warto się związać jedynie z kimś, kto potrafi kochać.

 

Bycie Bożą księżniczką kształtuje się od dzieciństwa. Zadaniem ojców jest ochraniać córki, otaczać je czułością, podziwem i szacunkiem. Wtedy mają one dobry wzór mężczyzny i tym kryterium mierzą kandydatów na mężów. Dojrzała nastolatka nie szuka kopii swojego taty, ale kogoś równie dojrzałego, troskliwego i szlachetnego. Dla dziewczyny, która nie ma prawidłowego wzoru ojca, każdy chłopak może wydawać się księciem z bajki. Podobnie jak dla ludzi nieszczęśliwych szalenie atrakcyjny wydaje się alkohol.

 

Mając ojca alkoholika, dziewczyna wybiera zwykle męża z podobnym problemem...


Niestety tak się często zdarza. Dziewczyna z rodziny alkoholowej całym sercem marzy o odpowiedzialnym i trzeźwym mężu, a często wybiera innego kandydata, gdyż sądzi, że wie, jak się przy nim zachować. Wierzy, że nie popełni błędów swojej mamy i że go uratuje. Zwykle wtedy przegrywa...

 

Jak zatem wychować „Bożą perełkę”?


Tylko szczęśliwi i kochający się wzajemnie rodzice mogą wychować szczęśliwe córki. A jak to zrobić? Kochając i wymagając. Miłość bez stawiania wymagań prowadzi do rozpieszczania dzieci i do „wychowania” ich na egoistów, którzy nie poradzą sobie z życiem. Z kolei wymagania bez miłości prowadzą do buntu i zniechęcenia. Geniusz wychowawczy przejawia się w tym, że rodzice fascynują dzieci perspektywą rozwoju i dorastania do radosnej świętości.

 

A jeśli rodzicom wydaje się, że ich trud idzie na marne?


Jeżeli rodzice szlachetnie wychowali swoje potomstwo, to owoce przyjdą. Dorastające dzieci muszą czasem trochę pocierpieć, gdy błądzą, by zmądrzeć, ale dobre rady i modlitwy rodziców przyniosą pozytywny skutek. Trzecim, obok miłości i wymagań, warunkiem mądrego wychowania jest demaskowanie zagrożeń. Warto rozmawiać o tym, co złego dzieje się w szkole czy w środowisku rówieśniczym. Trzeba chronić dzieci przed chorą filozofią życia, lansowaną przez liberalne media.

 

Skoro macierzyństwo fizyczne jest połączone z macierzyństwem duchowym oraz geniuszem wychowawczym, to czy połączenie domu i kariery zawodowej jest w przypadku kobiety możliwe?


Sądzę, że tak. Trzeba jednak zachować mądre proporcje. Powołanie rodzicielskie i praca zawodowa nie wykluczają się pod warunkiem, że ta druga będzie podporządkowana potrzebom w rodzinie. Ktoś, kto umie kochać, umie też pracować. Jedyne, czego się boję, to sugerowanie kobietom, że „nowoczesne” i szczęśliwe stają się wtedy, gdy robią karierę zawodową. Tymczasem największym sukcesem kobiety jest bycie ogromnie kochaną przez męża i dzieci. Kobieta rozkwita, gdy może obwieścić światu, że tym, których kocha, pomaga stawać się najpiękniejszą wersją samych siebie.

 

Dziękuję za rozmowę.

Opublikowane w Kobieta
Czytaj więcej...
niedziela, 25 stycznia 2009 22:02

Między egzaminem a jednością w różności

Między egzaminem a jednością w różności

Tak... siedzę i uczę się na egzamin, a w głowie tylko: "kiedy by tu zrobić przerwę?".

Kilka refleksji.

Dziś z moją Lubą byliśmy całkiem przypadkiem - choć mówią, że przypadków nie ma - na Nabożeństwie Ekumenicznym w bazylice oo. Dominikanów.* Nabożeństwo było na zakończenie Tygodnia modlitw o jedność chrześcijan.

Jedność to bardzo ciekawe zagadnienie. Ma bardzo szerokie znaczenie i szeroki horyzont rzeczywistości do niej się odnoszących.

Będzie ta jedność wśród Chrześcijan czy nie będzie? Myślę, że jest to bardzo trudne a zarazem bardzo łatwe. Jedno jest pewne: świat nie uwierzy, póki my (chrześcijanie) nie będziemy jedno.

Ale jak rozumieć tą jedność? Czy to jest rezygnacja z własnej kultury, tradycji (?), a może budowanie czegoś zupełnie nowego?

Najpiękniejszym przykładem jedności w Kościele jest jedność Kościoła rzymsko-katolickiego z Kościołem greko-katolickim. Wierzymy w to samo, tak samo traktujemy papieża, mam wspólnotę sakramentów, ale... mamy też swoje (różne) tradycje, różny obrządek. I powiem Wam coś... Jest to bardzo ubogacające. Jak myślę o greko-katolikach, to naprawdę budzi się we mnie wielka nadzieja na jedność chrześcijan.

Bliższy przykład, który pozwoli mi powoli dojść do myśli wiodącej tego wpisu (mrugająca prawym okiem buźka). Zobaczcie, jak wiele jest różnych wspólnot w naszym Kościele. I nikt nie ma wątpliwości, że jest to dobre, bo różne są charyzmaty i różna jest duchowość każdego z nas.

JEDNOŚĆ W WIELOŚCI, RÓŻNORODNOŚCI.

Takiej jedności nam trzeba.

Ale to nie koniec, hehe. W tym kosmicznym wywodzie wyszedłem od egzaminu poprzez jedność chrześcijan i wielość wspólnot w Kościele, by teraz powiedzieć kilka słów o babeczkach i facetach. Nieźle co? (roześmiana buźka).

Dobra nowina na dziś (bo niektórzy o tym nie wiedzą, a jeszcze inni zapominają): Drogie Panie, Drodzy Panowie! JESTEŚMY RÓŻNI! OOO, I TO BARDZO!

Ale, jest nadzieja na JEDNOŚĆ. Ale to wymaga pracy i zrozumienia drugiego, i tu zaczynają się schody.

Drogie Panie, często patrzycie na nas jak na inne koleżanki, zakładacie, że myślimy to i to, że zrobimy tak i tak. NIESTETY ŹLE ROBICIE!

Drodzy Panowie podobnie wymagacie od Pań tego, czego byście wymagali od dobrego kumpla. NIESTETY ŹLE ROBICIE!
(przepraszam, że krzyczę)

JESTEŚMY INNI. JESTEŚMY RÓŻNI. Droga do zrozumienia siebie wiedzie przez chęć poznania.



Kilka przykładów:

On.
Używa słów przede wszystkim do komunikacji. Są dla niego bardzo ważne, ponieważ zawierają konkretną informację.

Ona.
Używa słów do wyrażania uczuć, do podtrzymywania relacji. Jej słownictwo jest bogatsze, ale nie zawsze chodzi w nim o konkretny komunikat.

Różnie patrzymy na świat, różnie postrzegamy rzeczywistość, różnie wartościujemy, różnie kochamy, różne mamy potrzeby, wymagania itp., itd.

Polecam gorąco książkę:

Allan i Barbara Pease "Dlaczego mężczyźni nie słuchają, a kobiety nie umieją czytać map?"

Bez problemu dostaniecie ją w EMPIKU.

Myślę, że o różnicach jeszcze nieraz napiszę.

Ta różność w nas jest bardzo i piękna i... pociągająca.

Zachęcam do poznawania siebie i lepszego zrozumienia.



Jedność jest skarbem tych, którzy poznali, że są różni i tym się zachwycili! (uśmiech).

 

_____________

* Przypadków zdecydowanie nie ma: rok później podobnie nie planując, załapaliśmy się na te samo nabożeństwo. A co ciekawe, temat ekumenizmu był jednym z tych, które nas połączył na początku :-)

Opublikowane w .:BLOG:. Z rycerskiego szlaku
Czytaj więcej...
piątek, 02 stycznia 2009 13:32

Nić porozumienia

Nić porozumienia

Dialog i porozumienie – słowa, które brzmią bardzo wzniośle. Dla nas-ludzi dobra komunikacja to przede wszystkim podane dłonie, a może nawet uściski i objęcia. Coś zewnętrznie bardzo spójnego i spokojnego. Bez zgrzytów. Tymczasem porozumienie to też, a może przede wszystkim, mała nitka - niteczka cienka, czasem niezauważalna, ale przecież istniejąca. Niteczka, której nie można zerwać, a gdy jest mocno trzymana, nie może być zgubiona. Taka to nić porozumienia łącząca dwa światy. Spajająca je w jeden nowy.

 

Kobiety nie mogą zrozumieć mężczyzn. Dlaczego on ciągle patrzy w okno, kiedy do niego mówię? Dlaczego zawsze przytakuje, zamiast odpowiedzieć? Dlaczego nie lubi powtarzać tego, co raz już powiedział? Dlaczego ciągle chce gdzieś wychodzić? Mężczyźni nie są nic dłużni w pytaniach. Dlaczego one ciągle gadają i nie ważą słów? Dlaczego najpierw powiedzą, a potem pomyślą – albo i nie pomyślą? Dlaczego paplają z przyjaciółkami o takich bzdetach i jeszcze zamęczają nimi mężczyznę? Dlaczego podejmują decyzję, a potem twierdzą, że proszą przecież o radę? Mówimy innymi językami?

 

Sprawa wydaje się czasem nie do przejścia. Jesteśmy tak diametralnie różni w naszym myśleniu i postępowaniu. Tymczasem większość kłótni i nieporozumień to efekt niezrozumianych, niezaakceptowanych i nieprzyjętych różnic. Po kilku miesiącach życia małżeńskiego wiele osób stwierdza, że ich decyzja była pomyłką, bo... „bo my się tak różnimy”! Dzięki Bogu, różnimy się! I tego nie przeskoczą nawet zagorzałe feministki. Jesteśmy inni i to jest największy prezent, jaki dostajemy od drugiej osoby – obietnicę pełni.

 

Oczywiście różnice, o których mowa, są naturalnym następstwem naszej płciowości. Cechy, które nas zadziwiają, wypływają z naszej kobiecości lub męskości, a wszystkie inne cechy osobowe, temperament, wszelkie zalety i wady mogą być naprawdę różnorodnie obdzielone. Ale ta naczelna kobiecość/męskość jest stała. Tylko czy na pewno? Czy podział nie jest nazbyt przejaskrawiony?

 

Problem zaczyna się wtedy, kiedy kobieta nie zachowuje się kobieco. (I analogicznie: mężczyzna nie zachowuje się męsko.) Wynikałoby z tego, że jest jakiś schemat. No cóż. Na pewno jest przypisany wzorzec, bowiem uproszczenia i średniki są tym, co naukowcy lubią bardzo, a co przeciętni ludzie przejmują za oczywiste niebywale często. Jeśli jednak popatrzeć na historię ludzkości, to już w dawnych czasach kobiecość i męskość były definiowane symbolicznie bardzo jednoznacznie i biegunowo. Kobieta była księżycem i ziemią, mężczyzna – słońcem i niebem. Ona – łączona z emocyjnością i materialnością, on – z duchowością i intelektem itd. Widać więc różnice na wskroś. Te biegunowe cechy zauważono już tysiące lat temu i opisano, nazwano je innościami, które muszą łączyć się, by ustanowić pełnię. Oczywiście, o ile północ i południe zaakceptują: i siebie, i drugą osobę, i ich „wspólnotę”.

 

Wracam więc do pytania: jak wobec różnic w odczuwaniu, spostrzeganiu, mówieniu – porozumiewać się? Zwróciłabym tu uwagę na trzy punkty: świadomość, rozmowę i miłość.

 

Świadomość


Świadomość, czyli łacińskie conscientia pochodzi od con – „z” i scientia – „wiedza”. Conscientia oznaczało więc wiedzę dzieloną z kimś, a metaforycznie może też oznaczać wiedzę dzieloną z samym sobą. Mam tu zatem na myśli świadomość jako wiedzę zdobytą i dzieloną we dwoje. Jako poznanie cech przynależnych własnej płciowości i płciowości drugiej osoby, czyli zbliżenie się do tego, co jest nam bardzo inne. W tak postawionej sprawie naturalnie powinno rodzić się głębsze zrozumienie różnic i problemów, także tych wynikłych trudności w komunikacji. Może okazać się, że całe zawikłanie nie wynika z posiadania innych narzędzi, powiedzmy – z innych telefonów, operatorów sieci, ale z nieco odmiennego używania ich, podejścia do nich. I podobnie – nieprawdą jest, że nadajemy na innych łączach, ale po prostu mówimy inaczej. Rozumiemy inaczej. Czego innego potrzebujemy. A cała podstawa teoretyczna jest wielkim niszczycielem mitów, wspaniałym doradcą i doraźną pomocą. Zwłaszcza dla dzisiejszych ludzi spragnionych racjonalności. Proszę, oto nauka. Od niej zaczynajcie rozmowę. Choćby ze śmiechem: ‘no przecież wiem, że tak po prostu mówisz’.

 

Rozmowa


Rozmowa jest podstawą porozumienia. Ale oczywiście tylko ta, która jest dialogiem, czyli wzajemnym słuchaniem i wzajemnym mówieniem, a do tego jest otoczona szacunkiem. Wielkim błędem jest ograniczanie rozmów w okresie narzeczeńskim. To właśnie wtedy poznawanie swoich marzeń, przekonań i całej prawdy, którą można zawrzeć tylko w słowach, w przekazie – jest tak cenne. A często ograniczane kosztem wspólnych zabaw, przyjemności i omijania ‘trudnych tematów’. Małżeństwo jako wyższy stopień relacji jest niemal wołaniem o dialog w każdej sytuacji. Nie można przeskoczyć problemów, trzeba je razem zobaczyć, obejrzeć ze wszystkich stron, podnieść i przenieść. Oczywiście, istnieją różne wyrazy komunikacji. Można pisać smsy i maile, można ‘dać komunikat’ poprzez gest, uśmiech, przytulenie czy nawet w akcie małżeńskim. Ale to nie Ta rozmowa. Niezastąpiona. Piękną pomocą w nauce dialogowania są organizowane spotkania i warsztaty jak choćby te organizowane przez program Spotkań Małżeńskich (patrz: www.spotkaniamalzenskie.pl). Bo dialogowanie to wielka sztuka, trudna nie tylko dla mężczyzn z natury bardziej milczących, ale też dla zbyt rozgadanych i nie zawsze umiejących słuchać kobiet.

 

Miłość


O niej piszę na koniec, bo jest spoiwem wszystkiego, co powyżej. Bez miłości nie ma mowy o nici porozumienia. Bez niej nie ma woli i ochoty podtrzymywania, i czucia tej nici. Miłość – oczywiście rozumiana tu nie jako uczucie, ale jako postawa, decyzja i obietnica. Ona jest zawsze ze względu na osobę kochaną. Stąd komunikacja postrzegana jako najkorzystniejsza dla obojga – staje się drogą, której miłość pozwala wytrwać, przezwyciężyć lenistwo, opory, dumę. Miłość współweseli się z prawdą.

 

Nić porozumienia – możliwa, trwała. Kiedy już oplata dwoje ludzi pozwala na wiele cudów.

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
czwartek, 02 kwietnia 2009 13:08

Jak pięknie! Różnimy się!

Jak pięknie! Różnimy się!

Bardzo się różnimy… – powiedziałam kiedyś Ukochanemu.
I to jest piękne! – odpowiedział, nawracając mnie na właściwy tok postrzegania.

Dlaczego ludzie nie wytrzymują ze sobą „póki śmierć ich nie rozłączy”, dlaczego drobiazgi w życiu codziennym bywają zdolne rozpalić pożar i spalić całą pracę dwojga ludzi, a z nią uczucie? Dlaczego kobiety tworzą sobie świat, w którym jest im dobrze samotnie, a mężczyźni dochodzą do wniosku, że „one są po prostu jakoś głupie”? Wcale nie dlatego, że oni są z Marsa, a one z Wenus i nie dlatego, żeby wojować, ale żeby się uzupełniać. Ale ten wyższy stopień komplementarności musi być poprzedzony nie tylko podstawową wiedzą, ale też wieloma dniami praktyk, rozczarowań czy komicznych nieporozumień. Bycie razem to praca, fascynująca przygoda i wyzwanie!
Kobiecość i męskość badana oraz zarysowywana może wydać się schematyczna czy dogmatyczna. Trochę jak Platońskie idee. Można by szukać odwzorowania w świecie, ale każdy jakoś będzie odstawał i czymś się wyróżniał. Wszak cóż piękniejszego nad człowieka? Ale formom warto się przyjrzeć.

Kobieta


Kobieta to przede wszystkim istota piękna, wrażliwa i spragniona adoracji. Najpierw przez swoich rodziców, później przez rówieśników – młodzieńców, aż w  końcu przez własne dzieci. Trochę egoistyczna? No, może. Skoncentrowana zdecydowanie bardziej na swoim małym świecie, na własnym wnętrzu, na otoczeniu. Zadowolona, gdy może pozostać w cieple swojego domu z najbliższymi osobami i cieszyć się ich obecnością. Szczęśliwa, kiedy może pomóc mamie/dzieciom/braciom/przyjaciołom choćby w drobiazgach. Spełniona, kiedy docenia się jej dyskretną obecność, jej delikatność i uczuciowość. A także jej siłę – niezwykłą wytrzymałość, zdolność do poświęceń, obrony ukochanych ludzi, szczególnie dzieci.

Mężczyzna


Mężczyzna to przede wszystkim siła. Inna siła od tej kobiecej. (Tak jak i inne jest piękno męskości, które kobiety po prostu „czują”, np. nazywając swojego lubego „pięknym” czy „przystojnym”.) Siła męska to wszystko, co łączy odwagę, szaleństwo, dzikość, porywczość, ale też wierność i zdolność kochania, oddania. Siła męska jest bardzo rycerska w swej głębi, spragniona celu, ideału. On musi mieć szeroką perspektywę: zdobywania świata, jego aktywność nie może być ograniczana, tłamszona. On wierzy, że może zdobyć wszystko, czego zapragnie. Szczegóły nie są czasem istotne. Chodzi o całość. Mężczyzna jest spełniony i zadowolony, kiedy zdobywa, kiedy może się wykazać, kiedy widzi efekty, kiedy może wciąż płonąć i nie wygasać.


Mówimy różnymi językami?


Stawiam pytanie, a już na myśl przychodzą mi wszystkie rozmowy zasłyszane czy wypowiedziane. Jak bardzo jeszcze różnią się nasze języki? Czasem niewiele. „Dawniej” (nie wiem sama, co znaczy owo „dawniej”) w większości przeklinali chłopcy. Oni przecież muszą odreagować, są bardziej wulgarni i agresywni. Dziś – nie wiem, ostatnio nie widzę różnicy. A szkoda! Bo o ile wulgaryzm w ustach faceta (z rzadka, uzasadniony okolicznościami i przy naprawdę zaufanych osobach) bywa do przełknięcia, o tyle w ustach dziewczyny, czyni z niej co najmniej babę jagę, nie księżniczkę. I jakoś uwłacza idei kobiecości.


Ale z grubsza nie o styl języka chodzi, choć oczywiście, można by podkreślić, że kobiety zwykle wypowiadają się pełniejszymi zdaniami, mają bardziej ubogacone słownictwo i milszy styl, ale to nie jest reguła. Ma zbyt wiele wyjątków. Zbyt wielu wybitnych panów-humanistów i retorów na świecie…


A co z językami obcymi? Kobietom przychodzi to jednak dużo łatwiej. (Nie pamiętam, z których badań tak wynikło, ale wynikło. Wiem też z obserwacji.) Mają więc umysł bardziej przystosowany do przyswajania reguł, dźwięków, rozpoznawanie głosek i konstrukcji. Mają przecież bardziej wyczulone zmysły od mężczyzn. Wszak nie kto inny jak one muszą opiekować się dziećmi: usłyszeć, gdy w nocy się budzą, rozpoznać znaczenie danego głosu/płaczu. Są specjalistkami nie tylko od filologii.


Ale sednem naszych języków jest jednak sposób ich użycia. W jakim celu ona mówi, a w jakim on? Powszechnie wiadomo, ze dziewczyny są bardziej rozgadane, po prostu gaduły, które trzeba uciszać na lekcjach albo rozsadzać w ławkach. Przekonują się też o tym rodzice, bo jednak dziewczynki szybciej powiedzą cokolwiek od chłopców (choć znów rozwój to sprawa bardziej złożona i indywidualna). Dlaczego więc aż tyle mówią? Ano dlatego, że dla nich rozmawianie jest sposobem wyrażania siebie, sposobem uzewnętrzniania swoich emocji i stanów. Kobiety są z reguły ekstrawertykami, zatem mówienie umożliwia im przeżywanie swoich myśli i doświadczeń, a dodatkowo jest to ważny aspekt komunikacji. A cóż piękniejszego niż podtrzymywanie relacji? Mężczyźni, dla odmiany, są częściej introwertykami, dla których język jest sposobem komunikacji, ale bez podtrzymywania relacji, a także sposobem przekazywania wiadomości, informacji. Facet nie pisze długich SMSów czy maili, nie musi godzinami rozmawiać przez telefon (wystarczy konkret: co, po co?), nie musi nawet przy piwie snuć długich wywodów, może pomilczeć, chce, musi. I co istotne: słowa dla mężczyzny są niemalże jak obietnica. Dla niego tak, znaczy tak. On nie chce powtarzać dwa razy, bo zna wartość słowa, czego niestety, kobietom często brakuje… (I tu bardzo często dochodzi do nieporozumień!)


Od razu też jednak obalam generalizację. Mężczyźni potrafią się uzewnętrzniać, opowiadać o sobie, choć jest to dla nich o wiele trudniejsze. Ciężko jest im mówić o sobie, mówić „ja…”, ale przy naprawdę najbliższej osobie potrafią, co często zamiast wdzięczności i podziwu ze strony kobiet, kończy się zarzutami: „a jednak! Dlaczego? No wiesz co?!...”
Zatem wieczorem, kiedy kobieta będzie chciała ze szczegółami zrelacjonować miniony dzień, on po prostu będzie chciał obejrzeć film i przeżyć wszystko wewnętrznie, po swojemu. Złoty środek? Rozumieć. I kochać. A środek sam się u-środkowi.

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
środa, 29 kwietnia 2009 13:13

Wierność - niewierność

Wierność - niewierność

Kobiety są wierne (nie, nie jak rzeka, ale tak naprawdę!), mężczyźni często zdradzają. One są równocześnie strasznie humorzaste, przypominają pogodę znaną jedynie meteorologom (a i nie zawsze), a dla przeciwwagi oni są bardzo stonowani, w jednym nastroju, są przewidywalni. I znów sieci uogólnień, stereotypy z ziarenkami prawdy. Jak to jest z nami?

 

Kobieta a wierność


One są uparte, więc kiedy kochają, wkładają w to całe serce (wraz ze swoimi idealistycznymi wyobrażeniami o księciu z bajki). Są zdolne do wielkich poświęceń, do heroizmu. Widać też ich stronę mniej chwalebną – kobiety mogłyby zrobić wszystko, dać największe dowody miłości, a nawet zapomnieć o honorze i po stokroć wybaczać pomimo wielokrotnych zranień albo upaść nisko. Dla nich miłość z jednej strony jest więc emocją, ale z drugiej – postawą, toteż potrafią latami trwać przy tym, kogo wybierają. Ale… No właśnie.

Dziś świat znów czyni akrobacje i staje do góry nogami. Czy lansujemy wzór kobiety wiernej (tej idealnej, Penelopy czekającej na Odysa, tkającej kobierce i niszczącej je co noc)? Zdecydowanie nie. Dziś dziewczyny prześcigają się w „zaliczaniu” chłopaków, same siebie uprzedmiotawiają, tak jak i czynią z facetów przedmiot użytku. Doskonałe przeniesienie z filmu „Lejdis”, który wpierw wzbudził we mnie bunt: one przecież takie nie są! A po kilku obserwacjach opamiętanie: tak przecież jest! Zatem wierność została zdecydowanie podważona, ale też upodlona w okrutny sposób. Nie jest modna. A ja powiem coś więcej i coś odwrotnie: to (w sensie: wierność) jest bardzo kobiece (i bardzo osobowe). Jest elementem przysięgi („i ślubuję ci…”), więc jest nie tyle pochopną decyzją czy jakimś prezentem, który komuś się trafił. Wierność i dla kobiety bywa trudna, ale możliwa do utrzymania. I jest piękna, ozdobna, rodzinna.



Mężczyzna a niewierność


Mężczyznom jest trudniej o wierność. Mają przecież większą potrzebę wolności, silniejszy popęd seksualny i generalnie szukają nowych wrażeń. Ile w tym prawdy? Raczej niemało. Jednak korzenie takich zachowań tkwią nie tylko w naturze męskiej, ile we wszystkich wydarzeniach, w całym otoczeniu. Facet naprawdę spełniony, kochany i doceniany może być tak samo wierny jak kobieta. Może nawet bardziej. Wszak też ślubuje! Kiedy ukochana kobieta nie przestaje fascynować, być z jednej strony ciągłą zagadką, z drugiej nieustannym wyzwaniem, mężczyzna nie musi szukać innej. Wie, gdzie jest jego miejsce, gdzie musi stać na straży. Ciekawe przeniesienie męskich tęsknot do Tej Jedynej pojawia się w filmie „Testosteron”. Faceci, nie owijając w bawełnę, nie kryjąc ułomności, potrafią śmiało mówić, jak bardzo  kochają swoje żony, mówić o nich pięknie, zachwycać się nimi. („Wszystkie są dziwkami, oprócz mojej żony.”) Może jest to lekka przesada, ale ukazuje, jak wielkie bywa pragnienie posiadania swojej Oazy, domu, miejsca, gdzie można odpocząć, ale też naładować baterie.

Ponadto istnieje coś tak bardzo ważnego jak męski honor. To on hamuje mężczyznę przed wieloma namiętnościami. Facet musi dokładnie wyliczyć, czy opłaca mu się w coś wchodzić. On także nie będzie długo rozmyślał nad zakończeniem związku, który nadszarpnął jego godność. Bóg, Honor, Ojczyzna… Miłość, Honor, Dom.

 

Kobieta a zmienność


Kobieta zmienną jest niczym piórko na wietrze – pisał Wergiliusz. I jak się z nim nie zgodzić? Niedobrze, kiedy tę cechę traktujemy jako wadę lub jako coś determinującego całą osobę. Źle też, gdy próbujemy temu zaprzeczać (szczególnie same panie ujawniają taką tendencję: wcale nie jestem humorzasta!).

 

Skąd ta zmienność? Właśnie z głębi kobiecości! Z natury cykliczności organizmu, który wydziela naprzemiennie hormony, w stałych proporcjach i sprawia, że raz czujemy się tak dobrze, że możemy zdobyć wszystko, a za jakiś czas warczymy, płaczemy bez powodu, złościmy się i cały świat jest szary. Idziemy w zgodzie z fazami księżyca: raz obfitując, a potem znów ubożejąc. To niezrozumiałe często dla samych dziewcząt, a jakże pomocne przy planowaniu pracy, przy zwykłych czynnościach. Kiedy wiem, że czekają mnie naprawdę złe dni, nie stawiam sobie wielkich zadań, nie umawiam się na ważne spotkania, unikam męczących wydarzeń i nie podejmuję odpowiedzialnych, najważniejszych decyzji. I co najważniejsze: staram się być dla siebie wyrozumiała. Ale czy całe otoczenie widzi tą kobiecą zmienność? Zdarza się. Niekiedy trudno to ukryć, choć chciałoby się… Fajnie, gdy chłopak wie, jak funkcjonuje Twój organizm. Wtedy potrafi być naprawdę wyrozumiały i wspaniałomyślny. Zabierze Cię na lody i na spacer, kupi Ci różę i wysłucha najgorszych skarg na świat i na życie, nie wyśmiewając ich. Cóż, może nigdy nie zrozumie, ale za to jak bardzo próbuje!

Zmienność kobiety jest piękna. A dokładniej mówiąc: jej cykliczność. W dawnych czasach kobiety były uważane za sojuszniczki Matki Ziemi i Natury. Już wiadomo dlaczego.



Mężczyzna a stałość


Mężczyzna nie ma tak skomplikowanego układu hormonalnego, jest on niemalże zawsze na tym samym poziomie, co powoduje, że facet jest zwykle tak samo trzeźwo myślący i racjonalny. Każdego dnia prezentuje podobną formę. Potrafi ocenić słusznie sytuację i jeśli ma „gorszy dzień”, to nie z własnej przyczyny, z wnętrza swojej osoby, ale gdzieś z problemów zewnętrznych. W sporach dziewczynki protestują: Wcale nie jesteście mądrzejsi! Wcale nie jesteście silniejsi! A jednak są. Są mądrzejsi, to znaczy zawsze tak samo gotowi do wyzwań, do trudnych operacji myślowych i czynnościowych, i są silniejsi przez to emocjonalnie i intelektualnie. Czyż to nie wspaniałe uzupełnienie kobiecej cykliczności? Kiedy ona wie, że ma u boku kogoś tak odpowiedzialnego i gotowego unieść ciężary codzienności (daj Boże!)?

 

Stałość męska jest dobrą przesłanką do wierności, co przeczyłoby wyżej opisanym stereotypom. Tutaj trzeba by odróżnić cykliczność od wybuchowości i namiętności. Mężczyźni bywają przecież porywczy, agresywni (i nie co innego, jak hormony grają tutaj główną rolę), ale jest to zmienność niezależna od dni, od fazy, ale od sytuacji. I zwykle trwa krócej, nie odbijając się na całym świecie.

 

Dobrze, gdy wiemy o naszych stałościach i zmiennościach, o wierności i niewierności, gdy wyczuwamy granice i różnice. I dobrze, kiedy potrafimy ślubować świadomie „wierność… aż do śmierci” (czyli nawet w czasie złych dni ona kocha i on ją kocha! I kiedy ona nie wie, który proszek do prania wybrać, a on za nic nie chce zmienić zdania… Mimo wszystko zatem!).

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
wtorek, 09 czerwca 2009 13:19

O naszych słabościach

O naszych słabościach

Spytaj faceta, co jest jego słabością. Jeśli nie jesteś Tą Jedyną, odpowie, że nie ma takich. (Jeśli nią jednak jesteś – stwierdzi, że Ty, migając się nieco od odpowiedzi i będąc usatysfakcjonowanym, że znów cię zdobywa). Spytaj kobietę o jej słabości, a wymieni cały wachlarz, lekko zawstydzona, ale i podekscytowana. Dziś nie będzie o słabych stronach, ale o naszych damskich i męskich słabościach, małych uzależnieniach i pasjach.

Ona – pani domu

Roboczo nazywam jej słabości pełnym kompleksem „pani domu”. Każda bowiem cecha znajduje odzwierciedlenie w innym pokoju.
Po pierwsze, mamy do czynienia z królestwem gospodyni – z kuchnią. Kobieta uwielbia jeść (pomijając liczne co prawda przykłady niejadków i pań na diecie – ale to już inne pomieszczenie). Dochodząc do sedna, można sprecyzować: ona uwielbia słodycze. Dlaczego kobiecie daje się czekoladki? Ze względu na ich działanie, a więc podwyższanie poziomu estrogenu, dzięki czemu nawet w najgorszym dniu, może stać się milsza… Jej wyczulenie na słodycz jest także umotywowana przez dawne czasy, kiedy to kobiety zostając przy domu z potomstwem, zbierały słodkie owoce i oczywiście, musiały próbować je  przed podaniem dzieciom. One są po prostu do nich przyzwyczajone. Specjalistki od słodkości.

Dla przeciwwagi mamy łazienkę, sypialnię i garderobę, gdzie kobieta usilnie zabiega o ekspozycję swojego piękna. Malowanie się, przebieranie, komponowanie elementów stroju, nakładanie na twarz różnych mikstur, zabiegi kosmetyczne, a przy tym często przejawiający się odruch zakupoholizmu – zatem nadmiar torebek, butów, spinek do włosów i innych części. Dlaczego kobieta dostaje kwiaty? Ano właśnie, z powodu piękna i wdzięku –i jej, i tych roślin!

 

Kolejnym miejscem są pokoje: dziecięcy i gościnny. Od dzieciństwa kobieta bawi się lalkami. Najczęściej wraz z lalką pojawia się maleńki wózek, tysiąc ubranek, plastikowa zastawa kuchenna itd. Kobieta przygotowuje się do macierzyństwa już wtedy, kiedy pojawiają się w niej odruchy opiekuńczości, czułości i odpowiedzialności, Również nastolatki często zauważają, że mają słabość do dzieci – czy to tych na ulicy, czy tych u sąsiadów, czy gdziekolwiek na zdjęciu. Dlaczego kobiety standardowo dostają od mężczyzn pluszowe misie? Właśnie dlatego, że są zauroczone ich puszystością i okrągłością. Miś w swoim kształcie przypomina bardzo małe dziecko – z dużą główką w stosunku do ciała i dużymi oczami. Ot, cały sekret.

On – prawie mały chłopiec

Wspomniana we wstępie możliwość tego, że to kobieta jest słabością mężczyzny (jako Ta Jedyna) jest punktem wyjścia.

Mężczyźni rzeczywiście kochają, podziwiają, ulegają… Jednak ze swoich pasji mężczyzna zdaje się nie wyrastać szybko, może nigdy. Co jest podstawową zabawką chłopca? Oczywiście samochód. Do czego chłopcy lgną dużo prędzej od dziewczynek. Oczywiście do wszelkich sprzętów elektronicznych i mechanicznych. Co chłopcy chętnie robią wieczorami? – Kopią piłkę. Otóż to wszystko razem zebrane tworzy obraz słabości dorosłego nawet faceta (oczywiście, jak zawsze tutaj, schematycznie).

Pojazdy czterokołowe (ale też dwu, jak najbardziej) stają się większe i jeszcze cenniejsze. Auto może być oczkiem w głowie każdego mężczyzny. Przejechać się nim, pochwalić się innym, porównać… Ale też popatrzeć na inne samochody na ulicach czy w gazetach. Kiedy kobieta patrzy na kolor, on patrzy na markę, na siłę silnika i inne parametry.
Podobnie wygląda sprawa mechaniki i elektroniki. Chłopcy mali i duzi uwielbiają rozkręcać maszyny, oglądać ich wnętrze, rozumieć, jak co działa i po co. Synowie chętnie pracują z ojcem, uczą się od niego, dlatego wielka jest rola taty i dziadka, i całej linii męskiej.  Uwielbiają coś naprawić, bo czują się naprawdę potrzebni i wykwalifikowani. Umysł logiczny, ambicja, precyzja, zaprzyjaźnienie z rzeczami martwymi (to oczywiście przenośnie) pozwalają im stać się specjalistami od tych spraw. I błędem byłoby przyjmowanie takich ról przez kobiety.
Sport to kolejna pasja faceta. Zwykle jest to piłka nożna, ale nie tylko. Chłopcy realizują się i w lekkoatletyce, i w grach zespołowych. Młodzi marzą o zdobyciu medali, podziwiają słynnych sportowców, chodzą na mecze. Starsi orientują się dokładnie w odbywanych rozgrywkach, pozycjach klubów i wszelkich nowinkach. W czasie ważniejszych imprez organizują spotkania przy piwie (często z szalikami). Piwo jest de facto dla mężczyzny większą pokusą od czekolady. Piwo – czyli smak gorzki, przypominający o odbywanych niegdyś polowaniach. Tak oto mężczyzna nie jest całkiem wolny od ludzkich słabości.

A w praktyce…


Poniżej tych wszelkich schematów i uogólnień (ale jakże nie zgodzić się z nimi?), dodaję, że istnieje dużo więcej wyjątków od reguł. Ileż to kobiet kopie piłkę i bawi się w elektryka? Iluż to mężczyzn piecze znakomite ciasta i ma wspaniały kontakt z dziećmi?
Nasze pasje-słabości nie wynikają z płci, ale są z nią bardzo powiązane. Kończę, dopijając gorącą czekoladę i właśnie wychodząc na zakupy.

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
czwartek, 15 października 2009 13:23

Tak różni, a jednak

Tak różni, a jednak

Po wszystkich słowach o naszych odmiennościach damsko-męskich rodzi się bardzo naglące pytanie: i co teraz? Dwa różne światy? Jaki sens ma miłość, zakochanie i małżeństwo? Czy jesteśmy skazani na wieczną walkę płci? Czy możemy budować coś dobrego, myśląc, czując i mówiąc inaczej? Czy potrafimy rzeczywiście uzupełniać się wzajemnie?


Kobieta podtrzymuje relację i garnie się do drugiego człowieka. Czasem przesadza, wyrzuca z siebie zbyt wiele słów, daje całe swoje zaangażowanie, poświęca czas… Ale to właśnie dzięki niej mężczyzna uczy się, jak okazywać uczucia. Uczy się mówić o sobie, uczy się pytać o jej stan wewnętrzny. To dziewczyna pokaże chłopakowi, że trzeba pogadać nawet o kolorze spódnicy albo o najnudniejszych dla niego filmach. To ona przypomni mu o urodzinach rodziców i o pierwszej recytacji wiersza przez syna w przedszkolu.

 

Przy kobiecie mężczyzna może realizować siebie: czuć się zdobywcą, rycerzem, bodyguardem. Może usłyszeć, że jest najsilniejszy, że kobieta czuje się przy nim bezpieczna. Facet też miewa swoje kompleksy, marzenia i ideały. Potrzebuje swojej samorealizacji i świadomości, że ma dla kogo żyć, ma komu przynosić kwiaty i czekoladki, ma po kogo przychodzić, gdy jest ciemno albo pada deszcz, ma komu zreperować komputer i wybrać najlepszego antywirusa. On naprawdę czuje się potrzebny w codzienności. I nie po to, aby być bohaterem podziwianym przez wszystkich sąsiadów, ale po to, by być bohaterem w oczach swojej wybranki. By ani jej, ani siebie nie zawieść.

 

Mężczyzna ma także niepowtarzalną okazję właśnie w zetknięciu z osobą płci pięknej, aby nauczyć się zachwycać, wybierać kolor serwetek i dopasowywać krawat, a jednocześnie nie tracić swojej odrębności…

 

Mężczyzna tymczasem potrafi zapanować nad emocjami. Uczy, jak nie dać się zwariować. Jak trwać w ciszy. A jednocześnie motywuje do walki, do dzielności, do aktywności. On więcej pokazuje niż poucza (choć trzeba brać poprawkę na różne typy panów jak i pań). Kobiety zazdroszczą facetom opanowania nerwów, „luzactwa”, swobody. I choć nie jest łatwo zmienić swoje nastawienie, najczęściej to właśnie przykład ukochanego, odrobina czułości, jego dobre słowa sprawiają, że kobieta jest zdolna zdobyć świat. Że jej największe niepowodzenia, najstraszniejsze wpadki, które potrafią zepsuć humor na całe tygodnie, przy nim stają się błahostkami.

 

Podobnie jak on przy niej realizuje swoją męskość, tak ona przy nim staje się sobą. Kobieta właśnie w miłości promienieje, rozkwita. Nietrudno odróżnić zakochaną dziewczynę od niezakochanej – nie wiadomo, czy motyle w brzuchu, czy na plecach. W dobie wystylizowanego piękna, dziewczyna musi poczuć się najatrakcyjniejsza i w pełni zaakceptowana. Chce być podziwiana, adorowana i wychwalana. Takie zdrowe obleczenie się w swoją kobiecość sprawia, że jako osoba jest pewniejsza siebie. Jeśli jest nieśmiała, zaczyna mówić głośniej i częściej. Jeśli jest zbyt hałaśliwa, staje się bardziej stonowana.

 

Pozytywny ładunek


Jest bowiem w relacji dwojga płci ładunek harmonizujący wszystkie odchylenia. Każda inna od miłości romantycznej zażyłość dopełnia nasz światopogląd, kształtuje nas. Ojciec formuje w dzieciach obraz prawdziwego mężczyzny, tak jak matka – kobiety. Zabawa z rodzeństwem czy z koleżankami/kolegami pokazuje nam naszą inność na poziomie rówieśniczym. Przy czym takie kontakty ukazują nie tylko różnice w byciu chłopcem i byciu dziewczynką, ale też odmienność w obrębie jednej grupy. Oczywiście, dochodzimy do tego powoli. Warto zasłyszeć głos małych chłopców twierdzących uparcie, że wszystkie dziewczynki są głupie – i odwrotnie. A potem pytania: Dlaczego Asia gra w piłkę z chłopakami a Ania bawi się lalkami?

 

Miłość damsko-męska jest relacją uprzywilejowaną. To w niej nasze różnice stają się z jednej strony najbardziej spajalne, a z drugiej – najsilniej narażone na wyostrzenia. Bo kiedy z kimś jestem, to jestem przez czas dłuższy, a w przypadku małżeństwa – na zawsze. Jeśli nie poznamy się naprawdę, możemy wpaść w rutynę, przestaniemy pracować na sobą, skończymy dialogować i wyostrzenia gwarantowane. Ona będzie irytującą, gadatliwą, trwoniącą pieniądze – babą. A on – leniwym, milkliwym, nieczułym darmozjadem. Czy jakoś tak. To, co jest pięknem i potencjalnym spoiwem – stanie się największą wadą. W wersji optymistycznej i jak najbardziej prawidłowej, to właśnie ukochana osoba jest Pierwszym Mężczyzną czy Pierwszą Kobietą życia. To z nim/nią można zbudować ciekawe połączenie dwóch istot różnie myślących (kobiety mają lepiej połączone półkule mózgowe, faceci – słabiej) i patrzących (one mają szersze pole widzenia, ale oni częściej patrzą „całościowo”)… ale patrzących w jednym kierunku. I to  jest sens połączenia. Ona nie zapomni kupić owoców i słodyczy, on nie zapomni o czymś konkretnym na obiad. Podobnie: On zadba o solidny fundament, a ona o kwiaty na parapecie. Można więc zamieszkać i ucztować. Razem, oczywiście!

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 2

Tagi

aborcja antykoncepcja bajka Biblia blog czystosc duchowosc dylematy dzieci dziecko film kobieta komunikacja konkurs ksiazka ksiazki malzenstwo meskosc mezczyzna milosc Mloda Para narzeczenstwo NPR piekno plodnosc polecamy poradnik rodzicielstwo rodzina roznice seksualnosc slub teologia ciala warsztaty wesele wiadomosci wiara wychowanie zakochanie zwiazek

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane