Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Rodzina » Rodzina » Wyświetla wpisy wg etykiety: teologia ciala
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Tragedią miłości nie jest śmierć. Tragedią miłości nie jest rozłąka. Tragedią miłości jest obojętność." (William S. Maugham)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic" (ks. Jan Twardowski)
"Każda kochana kobieta jest księżniczką w oczach tego, kto się o nią ubiega, i w swoich własnych" (Karel Čapek)
"Miarą miłości jest miłość bez miary" (Św. Franciszek Salezy)
"Trzeba mieć wiele taktu i umiaru, by z miłości jak z mlecza, nie zdmuchnąć czaru." (Jan Sztaudynger)
"Miłość szczęśliwa. Czy to normalne, czy to powszechne, czy to pożyteczne - co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?" (Wisława Szymborska)
"Miłość jest jak słońce. Ten, którym zawładnęła, może zrezygnować z wielu spraw. Komu jej brakuje, temu brakuje wszystkiego." (Phil Bosmans)
"Jedno jest w życiu szczęście - kochać i być kochanym." (George Sand)
"Jedna tylko droga do drugiego człowieka: droga serca. Wszystkie inne to bezdroża." (Phil Bosmans)

Wyświetla wpisy wg etykiety: teologia ciala
Subskrybuj RSS
piątek, 28 listopada 2008 19:22

Czystość w sepii

Czystość w sepii

Dlaczego czystość została zanegowana, ośmieszona i zabrudzona, dlaczego stała się jakby infantylna, obca i abstrakcyjna? Nie chcę równie abstrakcyjnych, zawikłanych albo zbyt błahych odpowiedzi. I oto przychodzi z wytłumaczeniem nie kto inny jak właśnie Karol Wojtyła.



Resentyment polega na błędnym, wypaczonym stosunku do wartości. Jest to brak obiektywizmu w ocenie i wartościowaniu, a źródła jego leżą w słabości woli. Chodzi o to, że wyższa wartość domaga się większego wysiłku woli, jeśli chcemy ją osiągnąć lub zrealizować. Aby więc subiektywnie zwolnić się od tego wysiłku, aby przed samym sobą usprawiedliwić brak takiej wartości, pomniejszamy jej znaczenie, odmawiamy jej tego, co w rzeczywistości jej przysługuje, widzimy w niej wręcz jakieś zło, choć obiektywizm zobowiązuje do uznania dobra. Resentyment posiada, jak widać, znamienne cechy tej kardynalnej wady, jaką jest lenistwo. Św. Tomasz określa lenistwo (acedia) jako „smutek płynący stąd, że dobro jest trudne”. Sam smutek jeszcze nie fałszuje dobra, a nawet pośrednio podtrzymuje on w duszy uznanie dla jego wartości. Resentyment idzie jednak dalej: nie tylko fałszuje obraz dobra, ale doprecjonuje to, co powinno zasługiwać na uznanie, aby człowiek nie musiał z trudem podciągać siebie do prawdziwego dobra, ale mógł „bezpiecznie” uznawać za dobro to tylko, co jemu odpowiada, co dla niego wygodne. Resentyment mieści się w mentalności subiektywistycznej: przyjemność zastępuje tu nadrzędną wartość.

(Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność)

Czystość można by dziś oprawić w ramkę i postawić w muzeum w odległej gablocie. Czystość próbuje się dziś nieudacznie (pod szyldem artyzmu) malować jako czaro-białą fotografię (bo zdjęcia są wszechobecne i bardziej rzeczywiste) albo coraz częściej w sepii, bo modnie. Tak jak modne są ostatnio suknie ślubne ecrui. A tymczasem czystość nie tylko jest biała (choć to szczególnie), ale jest kolorowa. Zupełnie jak tęcza i jak prawo rozszczepiania światła. Ale to piękno wysublimowane i całkiem inne od gryzących i atakujących barw bilbordów i reklam. A jednak rozszczepianie wiązki światła wymaga cierpliwości, uważności i za-pragnięcia.

Uderzył mnie dzisiejszy mechanizm spychania cnoty czystości w naszej świadomości i w kulturze tak stanowczo i dogłębnie zbadany przez Wojtyłę. Ostatnio dużo się mówi. Wolność słowa dopuszcza coraz więcej głosów. Kolejna moda. Czasem ktoś w telewizji poprowadzi wywiad z młodymi zdeterminowanymi, zadając bardzo niezręczne pytania. Czasem ktoś napisze świetny tekst do gazety (katolickiej!), który nie wyjdzie dalej. Choć wątpliwe, czy trafiając w świat, nie trafiłby w próżnię. Czasem ktoś odważnie powie wśród znajomych o swoich doświadczeniach czystości, a potem szybko zamilknie. Światowi, którzy zaczynają brudzić się, nie twierdzą nigdy, że czystość jest trudna. Mówią tylko, że Ona nie jest, odbierając jej status ontologiczny. O trudzie czystości mówią jedynie walczący o czystość. Rzeczywiście, nie chodzi o wygodę. Ci, którzy zasmakowali czystości (i owocnie ją przepracowali, wymalowali) powiedzą, że jest piękna. Dopiero spotkanie z Nią i doświadczenie Jej pozwala tak stwierdzać. Ci, którzy Jej nie poznali – nie mają prawa głosu, dusząc jej moc nawet bez przyzwolenia.

Czuję oklepanie tematu, wygładzenie Czystości albo do stanu nieważkości i nieistnienia (jest, ale dostępna aniołom), albo do stanu kliszy z sepii (możliwe, że była, ale nie ma Jej już i jest niedzisiejsza). A Ona jest realna, jest na wyciągnięcie Serca i rąk. Nie rąk świętych, ale dłoni, które umieją chwycić drugą dłoń i poczuć Człowieka, rozumiejąc, że Osoba to coś znacznie ponad ciało, że Osoba to całokształt. Czystość bytuje na wyciągnięcie... pługa czy miecza. Czystość jest pracą. Czystość jest walką. Ale nie walką z ciałem, ale właśnie z lenistwem, z letniością, z od-człowieczeniem. Jest postawą, która wymaga wysiłku, aby stać i nie przysiąść. I jest drogą. Nie celem, nie ideałem, który kiedyś-tam będzie do osiągnięcia. Jest drogowskazem. A właściwie: być może.

Wielkim odkryciem bywa zrozumienie, że czystość jest doświadczeniem dwojga ludzi: chociaż każdego z osobna, to jednak oboje są współtwórcami nowej jakości swej relacji, a właściwe podstawą dialogu. Czystość jest tworzeniem, integrowaniem. Jest nie tylko wstrzemięźliwością, ale też u-kochaniem drugiej Osoby danej. Jest skupieniem i przygotowywaniem, jest jednoczeniem serc, które prowadzi do doskonałego, mistycznego zjednoczenia ciał. Misterium czystości.

Czystość nie zabiera niczego światowego, co byłoby dobre. Ma wielkie zakusy budowniczego. I jedyne, co widzi, to parę ludzi: mężczyznę i kobietę w relacji ja-ty, w relacji miłości, która chce stać się komunią, współ-przeżywaniem, współ-oddaniem. Czystość to postawa fotografa. Oto taki jesteś i takiego Cię uchwycę. Oto taki jestem i takiego mnie Tobie oddam. Chcę widzieć Cię w kolorach. Nie chcę Cię malować, retuszować. Nie chcę zatajać, nie chcę nie-wiedzieć. Chcę poznawać, aby objąć Cię całego i chcę być Cały objęty. To, co robię ja, robisz Ty. Jeśli jednemu z nas nie wychodzi, to stara się on jeszcze mocniej na podobieństwo drugiego. Jak w zwierciadle. W najczystszym zwierciadle. Dopiero tam widzę Ciebie. A Ty mnie.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
piątek, 12 listopada 2010 08:29

O przy-należności

O przy-należności

„Mój miły jest mój, a ja jestem jego” /Pnp/

 

Rozmawiałam z bliską osobą o miłości. Mimowolnie padło to jedno pytanie:

- Czy potrafiłabyś oddać go [ukochanego „mojego”] Bogu?

Padła ta jedna wewnętrzna odpowiedź:

- Nie. Zbuntowałabym się przecież.

Czy więc przywłaszczam sobie to nie-przy-właszczalne?

 

Bóg nie gra z nami w karty. Ktoś tak powiedział. Na pewno ma wiele asów w rękawie (a może i nawet jokerów!), ale nie jest tym, który zabiera. Nie tym, który obiecuje i daje, a potem pozbawia prezentu bez uzasadnienia. (Bo to, że czasem zabiera, to fakt, zwłaszcza, gdy dar zaczyna Go przysłaniać.) Stawia na drodze Człowieka jak upominek. Prowadzi krętymi ścieżkami, daje wskazówki, pomimo ślepoty i zagłuszenia. Nie zwodzi. Czy mamy więc brać, tak jakbyśmy nie brali? Posiadać, jakbyśmy nie posiadali? Kochać, jak byśmy nie kochali?...

 

Człowiek jest alteri incommunicabilis, czyli niedostępny innym. Pozostaje więc w głębi swej istoty – nieznany, niepojęty, nie doświadczalny tak, jak można doświadczyć samego siebie czy czegokolwiek innego. Jakże zatem można by posiąść coś (kogoś), kto jest całkiem niedostępny? Wkrada się tu myśl paradoksalna, o ile nawet nie absurdalna. Nie ma mowy o posiadaniu drugiego człowieka tak, jak można „mieć” dom, samochód, pralkę czy komputer. Człowiek w takim szeregu jawi się jako coś o wiele bardziej skomplikowanego. A może jest to całkiem inne „posiadanie”? A może nie dorośliśmy do tego pojęcia?

 

Przynależność jest wpisana w historię naszych relacji. Nie przynależność rzeczowa, użytkowa – jak ją dzisiaj rozumiemy. „Ta dopiero jest kością z mojej kości i ciałem z mego ciała” (Rdz2, 23) – krzyknął z radości Adam w Raju. Musiał się zadziwić, że ktoś stał się tak do niego podobny, tak do niego pasujący, jemu najbliższy. Nie powiedział, że ją stworzył, ale widział swój głęboki udział w jej istnieniu, w sensie jej przybycia. Kość z mojej kości – a zatem jest to wyraz wielkiego szacunku dla Ewy jako tej, która ma jego cząstkę, a on ma cząstkę jej. Tej, która jest z nim połączona niezbywalnie – przez korzenie... Nie ma tu mowy o niewolnictwie, które kojarzy się brzemiennie z przynależnością w relacjach ludzkich. Podstawą należności jest tu największa wolność i wybór, a jednocześnie prze-znaczenie.

 

Niezmiernie ważny jest także aspekt przymierza, obu-stronności wyznania i wielkości przysięgi małżeńskiej: „biorę Ciebie”... Tego obustronnego oddania, posiadania i bycia ogarniętym. „Pan będzie dla ciebie Bogiem (...), a ty będziesz ludem stanowiącym jego szczególną własność” (Pwt26,17-18) Czy można ‘posiąść Boga’? Oczywiście duchowo można odczuwać silne ‘posiadanie’ Go, wyrażające się w przebywaniu z Nim, w poznawaniu Go. Podobnie Bóg tak przywłaszcza sobie człowieka – jako swą szczególną własność, jako kogoś, kogo kocha najmocniej. I właśnie ta nasza ludzka przynależność do Boga jest – wedle intuicji – najgłębszym gruntem miłości oblubieńczej w małżeństwie.


"(Małżeństwo) musi ono zakładać Jego aprobatę. Nie wystarczy, że kobieta odda swoją osobę przez małżeństwo mężczyźnie, a on jej swoją. Jeśli każda z tych osób jest równocześnie wartością Stwórcy, wobec tego i On musi oddać jego jej, a ją jemu, a w każdym razie musi zaaprobować ich wzajemne oddanie się zawarte w instytucji małżeństwa" (Karol Wojtyła, „Miłość i odpowiedzialność”)


Tylko w chwili, kiedy uznaję, że jestem połączony z Stwórcą niezbywalnie i najściślej, i że pragnę tej przynależności zostać wiernym, a jednocześnie wiem, że Ten Sam Bóg jest ‘właścicielem’ osoby, którą chcę zaślubić, to wszystko staje się dialogiką w naszym Trójkowym obrębie. Bóg udziela nam aprobaty, oddaje nas sobie wzajemnie. Oddaje nas sobie jako oblubieńców, przeznaczonych do „życia dla...” Bóg zazdrosny nie może być zazdrosny w sposób ludzki. Zwłaszcza, gdy wchodzimy poza naszą ludzką miłość. I staramy się kochać w sposób nie światowy, w sposób nie powtarzalny, w sposób jedyny.

 

Przynależmy do siebie jako zaobrączkowane gołębie w drodze do Nieba.

 

KW

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
wtorek, 03 lutego 2009 19:10

O u-podobaniu

O u-podobaniu

>>„Podobać się” znaczy przedstawiać się jako pewne dobro, więcej: jako to dobro, którym się jest (należy to dodać w imię prawdy jakże ważnej w strukturze upodobania). Przedmiot upodobania, który występuje w polu widzenia podmiotu jako dobro, przedstawia mu się równocześnie jako piękno. Jest to bardzo ważne dla upodobania, na którym opiera się miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną. Wiadomo, że istnieje osobne, szerokie zagadnienie: problem piękności kobiecej i piękności męskiej. Przeżycie piękności idzie w parze z przeżyciem wartości tak, jakby w każdej w nich zawierała się jeszcze „dodatkowa” wartość estetyczna. „Urok”, „wdzięk”, „czar” – te i tym podobne słowa służą do określenia tego ważnego momentu miłości osób. Człowiek jest piękny i może się jako piękny „objawić” drugiemu człowiekowi. Kobieta jest na swój sposób piękna i może przez to swoje piękno stanąć w polu widzenia mężczyzny. Mężczyzna jest znów na swój sposób piękny, a przez to swoje piękno może stanąć w polu widzenia kobiety. Piękno znajduje dla siebie miejsce właśnie w upodobaniu.<<

(Karol Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność)

 

Miłość jako upodobanie – tak zatytułował Karol Wojtyła jeden z rozdziałów „Miłości i odpowiedzialności” i podkreślił, że jest to pierwszy element w analizie miłości. Nie jest to ponadto jedynie jej jakaś poboczna część, ale całościowy, nieodłączny aspekt. „Podobasz mi się” – czyżby to było coś fundamentalnego dla związku dwóchosób, a nie jedynie igraszka-podryw, odważne pójście z duchem czasów?

Oczywiście istniejemy w świecie skrajności. Z jednej strony miłość jest tylko erotyczna, zmysłowa i innej nie ma – patrz media, patrz prasa, patrz ludzie. Z drugiej strony miłość jest tak oczyszczona z cielesności, że chciano by ją sprowadzić tylko do intelektualnego związku dwojga ludzi. A jest droga pośrodku? Jest zdrowe spojrzenie? Oczywiście. (Za Wojtyłą): „Upodobanie jest bowiem najściślej związane z poznaniem, i to z poznaniem umysłowym, jakkolwiek przedmiot poznania – kobieta czy też mężczyzna – jest konkretny i jako taki podpada pod zmysły.”

Podpada pod zmysły – jak to jest dobrze powiedziane! Spotykam kobietę/mężczyznę i czuję coś niezwykłego. Ale czekam na rozwój akcji. Przecież żaden manekin mnie nie urzekł. Trzeba więc rozpocząć proces poznawczy. Zaczynamy rozmawiać, a mój podziw i radość rośnie, z każdym słowem i gestem. To jest to! Z każdym momentem poznania niezwykłości danej osoby: tego, z jaką intonacją mówi, jak i kiedy się uśmiecha, jak się zwraca do mnie, jak siada. To wszystko stanowi obraz całej Osoby. I niekoniecznie wydarza się to w jednym spotkaniu. Daj Boże, aby nie dokończyło się tylko w jednym! Żeby tak ciągle można było odkrywać, zachwycać się i dziwić! A dlaczego urzeka? To już tajemnica. Nie kanon piękna, nie podany rysopis i zgodność z krzykiem mody. To pewne objawienie się właśnie jako piękno i dobro.

„Ta obustronna łatwość upodobania w sobie jest owocem popędu seksualnego, rozumianego jako właściwość i siła natury ludzkiej, ale siła działająca w osobach i domagająca się postawienia na poziomie osób.” (Wojtyła) W tym względzie nie ma zrozumienia częstokroć, to prawda. Bo „podobanie się” zatrzymuje się współcześnie (ale chyba nie tylko dziś) dla wielu na poziomie fizyczności. „Laski” i „ciacha” – to jest nic innego jak uprzedmiotowienie człowieka, sprowadzenie go do jego ciała, atrakcyjności, użyteczności. Jakże wiele mówi o nas nawet sposób, w jaki określamy swojego chłopaka/dziewczynę czy żonę/męża. Jeśli ona jest dla niego księżniczką, lubą czy oblubienicą, a on dla niej rycerzem, lubym, księciem – to można odetchnąć z ulgą.

Z czym łączy się jednak to upodobanie? - Z uczuciem i wolą. Z naszym nastawieniem: „chcę!” Wielu już wyklinało emocje, bo przecież ani tu myśleć logicznie, ale tylko głupstwa robić. A co mówi Wojtyła? „Już teraz jednak wypada powiedzieć, że uczucia obecne są przy narodzinach miłości właśnie przez to, że pomagają w kształtowaniu się upodobań mężczyzny względem kobiety, a jej w stosunku do niego.”

Zatem widzimy, zostajemy nawet o-czarowani niezrozumiale, a-racjonalnie. Wydaje się niekiedy, że już wiemy wszystko o drugiej osobie, a jednak… A jednak co i raz jawi się przed oczyma kolejny jej aspekt, nowa właściwość. Raz nie możemy nadziwić się blaskowi oczu, kolejnym razem – elokwencji czy sile, następnie – uduchowieniu, i znów – gracji, wyczuciu, itd. Jak w kalejdoskopie zmieniają się obrazy, jak na wybiegu, ukochana osoba zakłada coraz to nowe ubrania, coraz to inne światło na nią pada. Czy jest jej aż tyle? Nie. Jest wciąż ta sama z najróżniejszymi wartościami. Ale co najważniejsze – ponad tym widzieć wartość samej Osoby, czyli tego człowieka jako spójną, nierozdzielną Całość. „Każda bowiem osoba ludzka jest dobrem nad wyraz złożonym i poniekąd niejednolitym.” (Wojtyła)

Czy miłość jest ślepa? „Trzeba zaś liczyć się z tym, że istnieje tendencja zrodzona z całej dynamiki życia uczuciowego, która skłania, ażeby ten moment prawdy odwracać od przedmiotu upodobania, od osoby, a zwracać właśnie ku podmiotowi, ściślej zaś – ku samym uczuciom. Wówczas nie myśli się o tym, czy osoba naprawdę posiada te wartości, które się w niej z upodobaniem dostrzega, ale przede wszystkim o tym, czy uczucie, jakie się pod jej adresem zrodziło, jest prawdziwym uczuciem.” Jedni mówią, że jest, inni, że cierpi na daltonizm, a jeszcze inni każą poczekać na otrzeźwienie, bo o! o, wtedy jest dopiero miłość. Wojtyła pięknie wplata ten problem w ludzką strukturę upodobania, subiektywizmu. Miłość nie jest przecież racjonalna. Miłość jest poniekąd nie czasowa, ale wymaga czasu. Nadchodzi moment, kiedy stajemy przy prawdzie o przedmiocie upodobania także. Czy on rzeczywiście jest taki przystojny, czy mi się tak wydaje? Czy on naprawdę jest odpowiedzialny? Jeśli postrzegam go jako przystojnego – taki jest. Jeśli potwierdził odpowiedzialność – tez nie brak mu tej cechy. Ale jeśli ma wady i je widzę? To mogę go i z nimi pokochać, tylko muszę poznać ułomności i upodobać sobie Jego jako główną wartość i dobro, a nie same (i wyselekcjonowane!) cechy. (Wyobraźmy sobie taki podział: Kocham twoją inteligencję, kolor oczu i to, że tak wspaniale gotujesz! Ale za nic nie ścierpię twoich rozczochranych rano włosów, bałaganiarstwa i strachliwości! Czy nie lepiej po prostu powiedzieć: Kocham cię/Nie kocham cię…?) Idziemy bowiem wciąż za myślą Wojtyły: „Chodzi o to, ażeby żywić upodobanie po prostu do osoby, to znaczy, ażeby przeżywając różne wartości, które w niej tkwią, zawsze przeżywać wraz z nimi w akcie upodobania wartość samej osoby – to, że ona sama jest wartością, a nie tylko zasługuje na upodobanie ze względu na takie czy inne wartości w niej zawarte.”

Oczarowuje więc uśmiechem czy nie? Oczarowuje pięknem czy nie? Zdecydowanie tak! I on, i ona. Jakże często w Piśmie Świętym czytamy o Bogu, który upodobał sobie w kimś. Pan może zajrzeć i w serce, i w duszę. A człowiek? Rozważania tego zagadnienia tak kończy autor: „Wypada natomiast przypomnieć, że człowiek jest osobą, bytem, o którego naturze stanowi >>wnętrze<<. Prócz piękna zatem zewnętrznego trzeba umieć odkrywać również piękno wewnętrzne człowieka i w nim sobie także podobać, a może nawet w nim umieć podobać sobie przede wszystkim.”

Nie pozostaje zatem inna droga jak tylko szukać owego piękna drugiego człowieka i je przyjąć. Pozwolić się oczarować, A przy tym troszczyć się i o swój „blask”. Marquez kiedyś napisał: „Nie przestawaj się nigdy uśmiechać, ponieważ nigdy nie wiesz, ktoś może się zakochać w twoim uśmiechu”.

Czy to nadal aż tak abstrakcyjne? I tak nadal puste?

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
wtorek, 14 czerwca 2011 15:52

Dlaczego nosimy ubrania?

Dlaczego nosimy ubrania?

Dlaczego nosimy ubrania? Nie jest to bynajmniej pytanie filozoficzne, a tym bardziej nie jest hasłem marketingowym, mającym przyciągać uwagę. Chociaż ciekawa byłabym odpowiedzi, a wraz z nimi i toku Waszego myślenia. Czy zwrócilibyście uwagę, że czasem bywa zimno? Albo – że tak właśnie wszyscy robią? Albo – że przecież nie wszyscy noszą ubrania i pytanie może nie jest zasadne? Albo – że to podkreśla naszą osobowość, indywidualność? Albo – no tak przecież wypada…


W Raju ani Adam, ani Ewa nie nosili ubrań. Czyżby Ogród Eden był niezwykle gorącym miejscem? Czyżby nie było tam żadnych norm, konwenansów? A może to nagość była przyjętą normą? Zbytnie skupienie się na tej sprawie oznacza coś bardzo dobitnie: nienoszenie ubrań wydaje się nam choć trochę dziwne. W XXI wieku już niewiele rzeczy potrafi nas zadziwić czy zszokować, ale jednak chyba nikomu nie przyszło jeszcze do głowy,  aby zrzucić odzienie w centrum miasta i tak – jakby nigdy nic – iść do sklepu, do pracy, wsiąść do autobusu, prowadzić rozmowę, itd. Możecie zrobić taki eksperyment myślowy: jak dużo musielibyście otrzymać, aby to zrobić? Albo: jak poczulibyście się w towarzystwie osoby, którą udałoby się namówić do takiego zachowania?

 

Jak czytamy w Księdze Rodzaju, Adam i Ewa przyodziali się, gdy spostrzegli, że są nadzy. Czyli wcześniej tego nie zauważali? Wcześniej, a to znaczy przed zerwaniem zakazanego owocu, pożądanie nie wzięło góry nad ich miłością. Chyba trzeba powiedzieć wprost: byli nadzy, ale to nie było dla nich ważne. Byli nieodziani, ale umieli ze sobą rozmawiać twarzą w twarz. Byli nadzy i nie wstydzili się! Co zmieniło się, gdy pożądanie wygrało?

 

Otóż okazało się, że jest inaczej. Odtąd spojrzenie nie było – bynajmniej nie tylko – spojrzeniem miłości. Wkradło się i tu, w ich relację pożądanie. Nie byłoby to czymś bardzo złym, gdyby nie fakt, że odtąd druga osoba mogła jawić się nie w całości, ale w części – i to w tym, co pojawia się pierwsze w kolejności – swojej cielesności. Człowiek mógł zostać potraktowany przedmiotowo i użytkowo. Drugi człowiek (szczególnie kobieta, choć nie tylko) może być postrzegany nie w całości swojej osoby, ale poprzez ciało, poprzez swoją atrakcyjność. Wartość osoby może zostać zdegradowana. Dlatego, aby budować swoją więź, aby poznawać się, musieli zakryć to, co mogło zostać przez drugiego źle wykorzystane. Ubrali się.

 

Bez-wstydu proszę!


Chociaż nasze czasy coraz mniej lubią (i coraz mniej chętnie stosują) słowo „wstyd”, to jednak nie jest wciąż normą np. chodzenie nago (albo chociaż nieubieranie jakiejś ważnej części garderoby zakrywającej nasze miejsca wrażliwe). Większość z nas odczuwa, że to, co jest najintymniejsze w nas, czyli nasza cielesność, nie jest przeznaczona dla wszystkich. Oczywiście, od razu możemy zapytać, dlaczego więc mamy tyle wypaczeń tej zasady: dlaczego wielu ludzi zgadza się na współżycie na pierwszej, drugiej czy trzeciej randce, dlaczego tak wiele kobiet (i mężczyzn) podejmuje się prostytucji, dlaczego ludzie godzą się na udział w filmach pornograficznych, itd… Ale to nie jest jeszcze – i oby już zawsze – reguła. Nadal dla wielu osób ważne jest, aby dać się poznać drugiemu człowiekowi w odpowiedniej kolejności: najpierw moje „wnętrze” (jakkolwiek abstrakcyjnie to brzmi), czyli moja osobowość, moje zainteresowania, moje ja całościowe, itd. I dopiero gdy mam pewność akceptacji przez drugą osobę, gdy mam zapewnienie miłości – mogę także dać się poznać od najintymniejszych stron. A co ze wstydem wtedy? Otóż rzecz niezwykła: to w małżeństwie miłość absorbuje wstyd!

 

Wracając do początkowego pytania o powód, dla którego nosimy ubrania… Czy może to być temat do zadziwienia? Czy jednak nie wydaje się to bardzo logiczne?

 

 

Temat wstydu w teologii ciała:

K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 2001.

Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich, Lublin 2008.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
wtorek, 22 marca 2011 13:51

Wartości seksualne a...

Wartości seksualne a...

Wartości seksualne a…

a wartość osoby!


(Na podstawie Karola Wojtyły „Miłość i odpowiedzialność”, cytaty: tamże.)

 

Każda osoba posiada wiele cech, które mogą jawić się komuś jako wartościowe. Pociąga nas czyjaś inteligencja, poczucie humoru, uśmiech czy też wszelkie wartości „ciała i płci”. To właśnie one okazują się często pierwszoplanowe w relacjach damsko-męskich. Czy to źle, że je zauważamy? Oczywiście, że nie. Ale istotą sprawy jest niezatrzymywanie się tylko na nich, co jest, jak widzimy w dzisiejszym świecie, niezwykle trudne! Postawa utylitarystyczna i pożądawcza, gdy uniezależnia się od ujęcia drugiego człowieka „w całości”, jednocześnie ograbia drugą osobę z jej piękna i spójności. Popęd seksualny jest zależny od woli człowieka, bo nie rządzi nami zwierzęcy instynkt. Ale kontrolowanie swoich reakcji na wartości seksualne to zbyt mało. Pełne odniesienie do drugiego człowieka domaga się zobaczenia, że wszelkie wartości są w tej osobie, że sama osoba jest wartością.

 

Nie chodzi bowiem w porządku etycznym o to, aby zatrzeć lub pominąć wartość seksualną, na którą reagują zmysły i uczucie. Chodzi tylko o to, ażeby wartość tę mocno związać z wartością osoby, skoro miłość zwraca się nie do samego „ciała” ani też nawet do samego „człowieka drugiej płci”, ale właśnie do osoby.

Prawda, że „człowiek drugiej płci” jest osobą (…) domaga się integracji, czyli włączenia tej wartości w wartość osoby.

 

Wartość osoby nie jest dana bezpośrednio. O wiele prostsza jest reakcja na cielesność człowieka, która ujawnia się w bezpośrednim kontakcie, więc tak łatwo jest ją uchwycić. Właściwą reakcją na wartość osoby jest miłość, a ponieważ osoba jest jakby ukryta, wartość związana z płciowością może stanąć na pierwszym miejscu. Z tego względu miłość domaga się integracji. Konieczne jest włączenie wartości seksualnej w wartość osoby, a nawet podporządkowanie jej osobie. Dopiero wtedy bowiem miłość może stać się tym, czy jest w swej istocie i do czego dąży.

 

Rys etyczny miłości: jest ona afirmacją osoby, bez tego zaś nie jest miłością. Jeżeli jest nasycona właściwym odniesieniem do wartości osoby – odniesienie to nazwaliśmy tutaj afirmacją – to miłość jest w pełni sobą, jest miłością integralną.

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
piątek, 24 czerwca 2011 18:52

Mowa ciała

Mowa ciała

 

Gdybyśmy wiedzieli, jak głośno nasze ciało potrafi mówić, być może balibyśmy się uczynić najprostszy krok czy gest.


A jednak zwykle nie zastanawiamy się nad każdym spojrzeniem, skinięciem, ułożeniem rąk czy stóp, postawą, nachyleniem. Badacze zachowań mowy niewerbalnej dokonują coraz większych odkryć, śledzą każde wystąpienie "na szczycie" – czy to w polityce czy w show biznesie, aby trafnie wypunktować, co kto naprawdę czuł czy na ile werbalny przekaz zgadzał się z intencjami mówcy. W wielu branżach szkolenie z mowy ciała jest czymś podstawowym. W sprzedaży, w ochronie, w policji. Na rynku wydawniczym odnajdujemy coraz to nowsze i lepsze (albo też coraz to prostsze w przekazie) pozycje. Ale czy ten właśnie klucz do mowy ciała jest Tym Najdoskonalszym, Tym Najwłaściwszym?

 

Nasze ciało mówi coś znacznie większego. Ono potrafi szeptać i krzyczeć. Także milczeć. I mówić o wielkich rzeczach. O nas. Ja o sobie.

 

„Samo ciało <<mówi>>: mówi swoją męskością lub kobiecością, mówi utajoną w sobie mową osobowego daru, mówi wreszcie – i to najczęściej - bądź mową wierności, czyli miłości, bądź też niewierności małżeńskiej, czyli <<cudzołóstwa>>” (Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich)

 

Człowiek nie może bez ciała tego wypowiedzieć – ani miłości, ani wierności, ani swojej kobiecości/męskości - piękna swojej płci. To wymaga mowy całego ciała, całego Ja, które jest nie tylko duchowe. To jest coś znacznie Większego niż bihewioralno-psychologiczna nauka. To mowa, którą powinniśmy znać i rozumieć bez podręczników i wykładów. Rozumiemy?

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
poniedziałek, 09 lutego 2009 12:24

Specyfika czystości małżeńskiej

Specyfika czystości małżeńskiej

Każdy człowiek jest wezwany do świętości a w osiągnięciu jej pomocne są cnoty, stałe skłonności do czynienia dobra. Cnota czystości jest jedną z tych sprawności, które przybliżają nas do osiągnięcia doskonałości w Chrystusie. Także małżonkowie przygotowywani w okresie narzeczeństwa przez czystość przedmałżeńską wezwani są do realizowania tej cnoty w życiu małżeńskim.

W małżeństwie czystość wyraża się we właściwym ukierunkowaniu popędu płciowego. Również od małżonków wymaga to umiejętności samoopanowania /1/, by naturalne popędy zostały skierowane ku właściwemu celowi. Celem tym jest zjednoczenie, okazanie miłości oraz prokreacja. Czystość małżeńska ma charakter szczególny jest ona bowiem ukierunkowana na zjednoczenie małżonków, które jest godziwe i święte. W przeciwieństwie do innych stanów, gdzie osoby żyjące samotnie wezwane są do realizowania tej cnoty przez wstrzemięźliwość seksualną, czystość małżeńska jest cnotą, która nadaje właściwy sens zjednoczeniu małżonków w akcie seksualnym /2/. Dzięki praktykowaniu tej cnoty zostaje zachowana pełnia daru, jaki sobie nawzajem małżonkowie ofiarowują we współżyciu.

Specyfika czystości małżeńskiej wypływa z wyjątkowości powołania do małżeństwa. Małżeństwo bowiem „jest jedyną formą więzi mężczyzny i kobiety, gdzie płciowość, jako składnik ich wzajemnej relacji, uzyskuje swój autentycznie ludzki i osobowy charakter, przez umieszczenie jej w kontekście bezinteresownego, całkowitego i nieodwołalnego (bezwarunkowego) daru osób, wyrażającego współodpowiedzialność za pełny sens powołania każdej z osób, jak i samej wspólnoty."/3/ Takie pełne obdarowanie siebie nawzajem przez mężczyznę i kobietę, przez które wyrażona zostaje autentyczna miłość, możliwe jest tylko w małżeństwie. Małżeństwo bowiem pobłogosławione przez Stwórcę w sakramencie staje się miejscem godziwym i świętym, w którym może rozpocząć się nowe życie /4/.

Czystość małżeńska wyraża się  zatem w dbałości o to, by każde zbliżenie małżonków było uczciwe i godne /5/, by prawa wpisane przez Stwórcę w naturę człowieka zostały poszanowane. Czystość w małżeństwie powinna zachować podwójny wymiar: jedności  i rodzicielstwa /6/. Dzięki takiej postawie małżonkowie mogą stać się prawdziwymi współpracownikami w dziele stworzenia /7/.

Czystość małżonków odzwierciedlająca się w znaku jedności, wyraża się poprzez zasadę personalistyczną /8/. Zasada ta mówi, że osoba jest takim dobrem, iż jedynie właściwym i pełnowartościowym odniesieniem do niej jest miłość. Jak pisał Karol Wojtyła czystość ma za zadnie: „wyzwalać miłość od postawy użycia."/9/ Miłość, będąc afirmacją całej osoby, nie skupia się na przyjemności i egoistycznych pragnieniach, ale szuka dobra współmałżonka. Czystości zatem przeciwstawia się pożądliwość/10/, która redukuje współżycie do wymiaru doznaniowego. Czystość integruje to „co pochodzi ze zmysłowości i z uczuciowości w etycznie pełnowartościowy stosunek osoby do osoby."/11/ Dzięki takiemu całościowemu spojrzeniu na współmałżonka mężczyzna i kobieta stają się jednością, otwartą na przyjęcie nowego życia, które może się zrodzić z ich związku.   

Drugim znakiem, przez który odzwierciedla się czystość małżeńska jest rodzicielstwo. W tym wymiarze wyraża się ona poprzez zaakceptowanie i poszanowanie prawdy, że to Bóg jest Dawcą życia oraz poprzez poszanowanie płodności własnej i współmałżonka /12/. Odarcie współżycia małżeńskiego z wymiaru rodzicielstwa jest odarciem go z nadanego mu przez Stwórcę sensu.  Małżonkowie mają prawo i obowiązek korzystania z daru własnej płciowości. Mają to czynić w sposób właściwy człowiekowi, w sposób wolny i rozumny. Dlatego poszanowanie daru płodności wyrażać się powinno poprzez odpowiedzialne z niego korzystanie. Odpowiedzialne rodzicielstwo domaga się zapoznania  z zasadami dotyczącymi płodności/*13/. Osoby połączone węzłem małżeńskim mają prawo korzystać z praw wpisanych w naturę człowieka, by jak najlepiej wypełnić swoje powołanie.

______________________


[1] Por. KKK 2339.

[2] Por. J. Bajda, Czystość małżeńska, w: Słownik Małżeństwa i Rodziny, red. E. Ozorowski, Warszawa-Łomianki 1999, s. 81.

[3] Por. J. Bajda, Czystość, art. cyt., s. 78.

[4] Por. KDK 48.

[5] Por. Tamże 49.

[6] J. Bajda, Czystość, art. cyt., s. 81.

[7] Por. KDK 50.

[8] Por. J. Bajda, Czystość małżeńska, art. cyt., s. 81.

[9] K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, dz. cyt., s. 153.

[10] Por. A. Jaworska, Pożądliwość, w: Słownik Małżeństwa i Rodziny, red. E. Ozorowski, Warszawa-Łomianki 1999, ss. 359-360.

[11] Tamże, s. 137.

[12] Por. Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym Familiaris consortio, Wrocław 2000 (dalej skrót FC), 14, 28, 32.

[13] Por. KDK 87.

Opublikowane w Małżeństwo
Czytaj więcej...
poniedziałek, 15 listopada 2010 21:44

Antykoncepcja w małżeństwie

Antykoncepcja w małżeństwie

K. Strączek: Wydałeś trzy książki, w których przekonujesz, że w akcie seksualnym małżonkowie mogą się spotkać ze sobą – ale i z Panem Bogiem. Można to uznać za wyjątkowo śmiałe twierdzenie. Jednak w zakresie katolickiej etyki seksualnej kwestią najbardziej bulwersującą, najszerzej i najczęściej dyskutowaną także przez samych wiernych pozostają zakaz antykoncepcji oraz trudności ze stosowaniem naturalnych metod regulacji poczęć. Jak myślisz, dlaczego?


o. Knotz: Z moich doświadczeń wynika, że małżonkowie katoliccy, którzy na serio traktują swoją wiarę, wcale się do antykoncepcji nie rwą. Stają przed pokusami w trudnych okresach: choroby, menopauzy czy laktacji, ale rozumieją, że kiedy dwoje ludzi się kocha, wzajemna miłość obejmuje także ich ciała z wszystkimi ograniczeniami, jakie przynoszą. Oni respektują fizjologiczne uwarunkowania swoich ciał. Tak naprawdę antykoncepcja potrzebna jest osobom, które się nawzajem nie szanują i chcą korzystać z uroków życia seksualnego bez oglądania się na cykl płodności pary małżeńskiej.

 

Po takich słowach zwykle protestują pary stosujące przez wiele lat antykoncepcję, a jednocześnie mające poczucie, że głęboko się kochają i szanują, ich relacja rozkwita, poza tym znalazło się w rodzinie miejsce dla dzieci. Zastanawiam się, na jakiej podstawie możemy zanegować ich niewzruszone przekonanie co do tego?


Zgoda, subiektywnie mogą tak odczuwać. Jeżeli nie mają wiedzy na temat funkcjonowania własnego ciała albo z tej wiedzy nie umieją skorzystać, odnoszą zapewne wrażenie, że miłość wymaga stosowania antykoncepcji – z przerwą na czas, gdy planują dziecko.

 

Zgadzasz się zatem, że mogły nie zaistnieć żadne destrukcyjne skutki stosowania antykoncepcji w takim małżeństwie?


Może nie być skutków medycznych, które wystąpiłyby w tej samej sytuacji u innej pary. Ale jak zbadać przemiany w kulturze, a co za tym idzie, ślady w psychice i duchowości? Jeśli się kocha drugą osobę, trzeba ją kochać z jej ciałem, takim, jakie ma. Wydaje mi się, że to mocny argument. Ingerencja w rytm płodności sprowadza się ostatecznie do nieakceptacji samego siebie lub współmałżonka, jest formą odrzucenia. Racje przemawiające za stosowaniem antykoncepcji wydają się parze wystarczające, ale zaciemniają właściwy problem w małżeństwie: brak autentycznej miłości. Miłości rozumianej jako obdarowanie sobą i przyjęcie drugiej osoby w całej pełni jej kobiecości lub męskości. Gdy tego brak w związku, musiał on zostać zbudowany na płytkich emocjach lub wzajemnym oszukiwaniu się.

 

I niczego nie zmienia obopólna zgoda i świadoma decyzja używania pigułek?


Jeśli kobieta i mężczyzna zgadzają się na blokowanie płodności najczęściej świadczy to po prostu o ich lenistwie i powierzchowności życia, jakie wiodą. Nie widzą albo nie chcą widzieć innej możliwości uregulowania prokreacji. Zresztą, jakie by nie były ich motywy, i tak wstąpili na niebezpieczną drogę, która może skończyć się zniszczeniem wszystkiego, co do siebie czują.

 

Może, ale nie musi.


Związek między antykoncepcją a jakością relacji w związku najlepiej widzą pary, które porzuciły antykoncepcję dla obserwacji ciała kobiety. Pewna żona napisała mi niedawno, jak po kilku latach małżeństwa pierwszy raz w życiu kochała się z mężem bez żadnych zabezpieczeń. „Odkryłam – pisała – jak piękny i czysty jest seks. Żałuję, że zabijaliśmy to głupią antykoncepcją. Wcześniej nie wierzyłam, że dopiero wówczas, gdy nie stosuje się antykoncepcji, przeżywa się miłość jako połączenie miłości fizycznej z uczuciem, jakim się darzy drugą osobę. Na szczęście mój mąż poczuł to samo, co ja, poczuł tę ogromną różnicę. Postanowiliśmy stosować naturalne metody, nauczyłam się obserwować swój cykl i badać ciało. To bardzo fajne i przydatne”.

 

Wątek doświadczenia nowej jakości zawsze się w takich opowieściach pojawia i mobilizuje do pójścia odkrytą drogą. Przebija wszystkie argumenty za antykoncepcją.

 

Twoim zdaniem istnieje bezpośrednie powiązanie między stosowaniem antykoncepcji a podjęciem decyzji o aborcji. Dlaczego?


Powiązanie to jest bezpośrednie w przypadku spirali wewątrzmacicznej czy pigułki wczesnoporonnej, ale także nowoczesnych pigułek antykoncepcyjnych, które nie tylko nie dopuszczają do owulacji, ale także oddziałują na endometrium, uniemożliwiając zagnieżdżenie się zarodka w macicy. W imię skuteczności rozszerzono więc ich działanie także w kierunku wywoływania wczesnego poronienia. Jeśli chodzi o prezerwatywę – bezpośredniego związku z aborcją już nie ma.

 

Jednak użycie antykoncepcji zawsze łączy się z przekonaniem, że płodne ludzkie ciało stoi na przeszkodzie szczęśliwemu życiu seksualnemu. W myśl tej logiki ciało jest złe, posiada defekt uniemożliwiający satysfakcjonujące współżycie. A im bardziej człowiek czuje się przez nie ograniczony, tym mniej je sobie ceni. Powstaje pytanie, jak daleko mógłby się posunąć w kwestionowaniu wartości ludzkiego ciała? Brak szacunku dla ciała żony czy męża łatwo przeradza się w brak szacunku dla ciała zarodka. Ot, takie myślenie: „Wielka rzecz – ciało. Po prostu twór biologiczny, wolno go poprawiać”. A także: „Wielka rzecz – zarodek. Przecież to nie żaden człowiek, tylko fragment tkanki. A ja mam ważne plany, terminy i pomysły”.

 

Jest to fragment książki o. Ksawerego Knotza "Seks jest Boski, czyli erotyka katolika" wyd. Znak 2010.

Opublikowane w Seksualność
Czytaj więcej...
poniedziałek, 15 listopada 2010 21:47

Teologia ciała oczami o. Knotza

Teologia ciała oczami o. Knotza

Wokół książki „Seks jest boski, czyli erotyka katolika” i współczesnych dylematów

 

Za-kochanie.pl: Zachwyciliśmy się książką po raz kolejny. Ale ta jest wyjątkowa, bardzo szeroka. Co według Autora wyróżnia tę książkę od wcześniejszych?


O. Ksawery Knotz: Każda książka ma trochę inne przesłanie. Na przykład „Seks jakiego nie znacie” burzyła pewne mity i poglądy, które są dziś utarte, a nie są dobre czy nawet nie są katolickie. Uderzałem w te miejsca, w których trzeba coś wyjaśnić. Z założenia miała być przystępna dla małżonków, więc nie było w niej za dużo teologii, jedynie konieczne minimum, aby pokazać, o co chodzi. „Seks jest boski, czyli erotyka katolika” to wejście na głębsze wody, do podstaw -  skąd się w ogóle to całe chrześcijańskie myślenie wywodzi. Ona miała z założenia pokazywać szerzej ludzką miłość.

 

Bardzo ciekawe jest to, że Ojciec tak głęboko porusza teologię ciała Jana Pawła II.


Chciałem ją spopularyzować, bo jest pisana bardzo hermetycznym językiem i wielu ludzi nie jest w stanie przejść tego języka. Jest w nim tyle zawiłości, które zniechęcają do czytania. Powybierałem ważniejsze myśli, które umiałem przekazać, żeby dotrzeć do szerszego grona, przede wszystkim do małżonków.

 

Zazwyczaj ludzie nie wiedzą, czym jest teologia ciała albo kojarzą ją z czymś bardzo naukowym i nie przystającym do ich życia.


Teologia ciała nie została jeszcze przyswojona przez Kościół, a zwłaszcza nie dotarła tam gdzie powinna dotrzeć, czyli do małżonków. Może dotrzeć do małżonków, ale trzeba ją przełożyć na prosty język i pokazać, że ona pomaga zrozumieć coś ważnego z ich życia, głębiej popatrzeć na to, co się między nimi dzieje.

 

Jak teologię ciała można jeszcze szerzej pokazać narzeczonym i małżonkom? Ma Ojciec jakieś pomysły?


Teologia ciała jest bardzo bogata i jest w niej poruszonych wiele aspektów, dlatego można ją rozwijać w bardzo różnych kierunkach. Mamy w Polsce taką manierę, że cytuje się Papieża i sprawa wydaje się załatwiona. Wynika to z pewnego tchórzostwa, żeby nie przekazywać Ewangelii własnym językiem i własną osobowością. Tak ważne kwestie trzeba jakoś przetrawić i po swojemu powiedzieć, a każdy zrobiłby to inaczej, bo inna myśl go zainspiruje. I zamiast rozwijać własną refleksję, cytuje się Papieża: tak powiedział, tak ma być i już niby wiadomo, o co chodzi.  A tak naprawdę coś dobrego się dzieje i myśl papieża nie umiera, gdy ludzie się jakąś jego myślą  inspirują i zaczynają ją przetwarzać. Można rozwijać pierwotny sakrament Adama i Ewy, fascynację mężczyzny kobietą, tęsknotę za czystą miłość, która drzemie w nas, ale jest trudna do zrealizowania. Można wykorzystać teologię ciała w kierunku kerygmatycznym, pokazując jak Chrystus przemienia małżeństwo, można  wyciągnąć też wątek ascetyczny związany ze wstrzemięźliwością i czekaniem, pokazując duchową postawę, która jest z tym związana, bo wiele osób najpierw nie akceptuje wstrzemięźliwości, a potem odkrywa w niej wartość. Czy też wątek Kościoła, przymierza z Chrystusem, wspólnoty, sakramentów. Można pokazać, czym jest chrześcijaństwo dla współczesnego człowieka przez temat dla wszystkich bliski – miłość, małżeństwo, seksualność. Trochę jestem zbuntowany, że mało się na ten temat mówi. A takie skarby są ukryte w Kościele, których się nie wykorzystuje.

 

Z jednej strony teologia ciała tak mało przeanalizowana, a z drugiej strony mamy wrażenie, że w Kościele w ogóle mało mówi  się o seksualności. Czy może to wynikać ze strachu przed tymi sprawami, a może z braku wiedzy?


I z tego, i z tego. Ale nie jest tak, że się w ogóle nie mówi. W niektórych środowiskach bardziej świadomych katolików, którzy znaleźli jakieś ruchy czy organizacje, jest szansa dowiedzieć się czegoś więcej. A przeciętny katolik, który chodzi w niedzielę na mszę albo chodzi co jakiś czas, a takich jest większość, nie ma nawet szansy dowiedzieć się, że Kościół ma w tym temacie coś do powiedzenia.

 

A jednak słyszymy często o aborcji, o in vitro…


To taka maniera negatywnego mówienia i ciągłego jakby krzyczenia na zło, które w świecie panuje. A to do niczego nie prowadzi. Potem nie ma czasu na pokazywanie Ewangelii, Chrystusa, dobra, nie ma czasu na dawanie nadziei, a ludzie popadają w depresję. Każdy, kto przychodzi do Kościoła i szuka pomocy, jak usłyszy, że świat jest zły, to nie ma żadnej pociechy dla ducha.

 

A jaki jest najbardziej palący problem współczesnych małżonków?


Trudno wskazać na jeden, główny problem. Mnie się wydaje, że małżeństwa są pozostawione same sobie i tylko deklaratywnie mówi się, jak nam w Kościele na małżeństwie zależy, a zaraz potem: „bo rozwody, bo aborcje, bo spiralki, bo pigułki”. To jest pozorna troska o małżeństwo. Kiedyś zapytałem jednego ksiądza dlaczego na kazaniu mówi o samych złych rzeczach w sferze seksualnej. On mi odpowiedział: „bo trzeba uświadamiać, gdzie jest zło” i to jest takie typowe podejście. Ale to żadna formacja, a na pewno nie formacja, która jest małżonkom potrzebna. To zakamuflowany kult zła. Z pasją opisuje się dzieła diabła, a potem okazuje się, że nie umie się nic mówić o dobru Boga i o Jego dziełach. Trzeba znajdywać inne sposoby pomocy, żeby małżonkowie po prostu piękniej się kochali, póki nie są poranieni i są w stanie dużo zrobić, aby poprawić swoje wspólne życie. Jeśli tutaj na gruncie wiary nie dostaną mądrości, to przejmą złudną mądrość, która się wlewa ze wszystkich stron i tłumaczy, jak żyć. A ta światowa mądrość prowadzi bardziej do rozpadu małżeństwa niż rzeczywiście mu pomaga.

 

Mamy doświadczenie, że często brakuje zdrowego wyważenia w sprawach etyki seksualnej.


Wyważyć jest zawsze najtrudniej. Łatwo jest pójść w jakiś ekstremizm i albo ludziom na wszystko pozwolić, albo wszystkiego zakazać, bo wtedy nauczanie wydaje się spójne i daje poczucie ewangelicznej jednoznaczności. Wielu ludzi szuka pomocy i jest gotowych wiele zrobić, aby im się lepiej żyło. Ostatnio mam taką refleksję, że do tej pory mówiło się o ascezie zawsze w kontekście walki z grzechem, co jest prawdą, ale jest jeszcze inny jej wymiar. Człowiek nie może się ciągle czegoś wyrzekać, żeby jakiegoś zła nie popełnić, bo o wiele ważniejsze jest, żeby zobaczył piękno i dobro, do którego chce dążyć. Gdy je widzi, choć może to wiele kosztować, to wie, że warto podjąć trud. I to jest całkiem inne spojrzenie, dużo zdrowsze podejście. Jak omawiamy z małżonkami więź i seksualność to właśnie od strony pozytywnej tak, aby nie pokazywać przykładów patologicznych, ale przykłady zdrowych, kochających się małżeństw. Wtedy ludzie mówią, że mają jeszcze wiele do zrobienia i wtedy właśnie wchodzi myślenie ascetyczne. Jednocześnie mówią: „widzimy sens wysiłku i choć będzie nas to dużo kosztować, to chcemy się go podjąć, żeby być bliżej Pana Boga i z Nim przeżywać naszą seksualność”. Cała trudność polega na tym, żeby otwierać przed ludźmi nową perspektywę, aby oni sami odczuwali potrzebę zmiany w sobie. Odchodzi wtedy otoczka, do której jesteśmy przyzwyczajeni, że Kościół coś ciągle nakazuje czy zakazuje, a ludzie chcą być wolni i w wolności podejmować decyzje z Bożą pomocą, także te trudniejsze - tylko muszą widzieć sens takiego życia. A takiej formacji ciągle za mało.

 

A jaka rola w tym wszystkim przypada księdzu?


Ksiądz jest bardzo potrzebny małżonkom, którzy dążą do świętości. Nie tym, którzy żyją po swojemu, bo chrześcijaństwo jest u nich obecne jedynie w sferze deklaracji, tacy nawet nie będą go słuchać. Ci na drodze do świętości potrzebują autorytetu kapłana, który im pomoże rozstrzygnąć dylematy moralne tam, gdzie pojawia się nowa wizja seksualności, miłości, relacji mężczyzna-kobieta, a gdzie chrześcijaństwo ma swoją bardzo konkretną propozycję.  Zawsze jest tak, że małżonkowie poszukują kapłana, ale takiego, który ich rozumie i będzie ich słuchał. Bo jest wielu takich, co nie słuchają, a lubią rządzić. Od takiego uciekają, żeby nie wszedł za bardzo w ich życie. Małżeństwu można tylko pomagać, bo to zbyt silna wspólnota, żeby  jeszcze wejść w jej środek. Trzeba pomagać z boku, a oni sami będą sobie układać życie. Dla kapłana niesamowite jest, że może cały czas dyskretnie uczestniczyć w małżeńskim życiu. Przy mnie małżonkowie dialogują, kłócą się, sprzeczają, wypowiadają swoje poglądy. Nawet jeśli o tym samym to każda para z inną wrażliwością, innym sposobem przeżywania i myślenia. To jest bardzo rozszerzające.

 

Dlaczego więc tak ciężko znaleźć taką pomoc duszpasterską?


Bardzo brakuje takiego doświadczenia na gruncie duszpasterskim. Kapłani spotykają się z małżonkami w spowiedzi, ale to jest ograniczony przekaz, zbyt mała możliwość kontaktu i zrozumienia. Ludzie inaczej się zachowują, gdy siedzą przy herbacie i rozmawiają o swoim życiu małżeńskim czy seksualnym, a inaczej w konfesjonale, gdzie powiedzą coś ważnego skrótowo w dwóch zdaniach. W innych formach brakuje dialogu, podczas homilii kapłan stoi wyżej na pozycji uprzywilejowanej i poucza. Całkiem inaczej wygląda to na poziomie rekolekcji i kursów, gdzie jest cały czas dialog, małżonkowie mówią o sobie, można posłuchać ich przeżyć i doświadczeń. Wtedy wychodzą całkiem nowe rzeczy i ja właśnie z tej perspektywy patrzę. To widać w języku i ujmowaniu tematu, że my nie mamy doświadczenia w kwestiach seksualnych, bo też takiego duszpasterstwa w skali ogólnopolskiej nie ma. To znaczy właściwie jest tworzone przeze mnie.

 

A jaka jest rola świeckich małżeństw? W książce pisze Ojciec o potrzebie stworzenia grupy świeckich pracujących w tej sprawie.


Bez małżonków nie będzie dalszego rozwoju. To, co ja mówię, to język małżonków i ich wrażliwość, którą próbuję oddać. Chodzi o to, żeby uruchomić małżeństwa, które mając jasność co do kierunku w jakim należy iść zaczną własnym językiem opowiadać swoje doświadczenie. Już teraz można dostrzec , jakie to będzie bogactwo ujmowania tematu. Teraz myślę, żeby założyć stowarzyszenie małżeństw, które same zaczną się organizować i przekazywać dalej te sprawy, pisząc czy organizując kursy, rekolekcje.

 

Katolicka etyka afirmuje naturalne metody planowania rodziny. Czujemy jednak, że NPR w Kościele jest wciąż niedowartościowany, mało znany.


Istnieje u nas deklaratywność, dużo folkloru i formy, ale nie ma treści. Tam, gdzie mamy środowisko małżeńskie, od razu wychodzi na jaw wizja małżeństwa, seksualności oraz problemy z NPR. Nie można etyki katolickiej wprowadzić w życie, nie znając NPR. Jeżeli jakaś żona nie zna NPR i nie stosuje antykoncepcji, a nie są gotowi przy tym na kolejne dzieci, to małżeństwo ma tyle współżycia co kot napłakał. Takie życie jest uciemiężeniem, pełne lęku i napięć. Starają się żyć moralnie, bo nie stosują antykoncepcji, a małżeństwo się rozpada. I nikt na to nie zwraca uwagi, bo żeby to zobaczyć, to trzeba posiedzieć z tymi małżeństwami. A taki ksiądz na parafii buduje kościół, mówi homilię, ale nie siedzi z małżeństwami i nie wie, co na dole piszczy, a to zupełnie podstawowy problem. Ramy są ustawione, ludzie mają szczerą wolę żyć zgodnie z nauką Kościołem, ale niszczą się, bo im nikt nie pomógł przełamać lęku czy też nikt im nie wyjaśnił różnić między mężczyzną a kobietą. Można powiedzieć, że dzisiaj to już zwykła ignorancja, bo można w Internecie coś znaleźć, ale takie proste oceny są błędne. Potrzeba formacji i bycia z ludźmi, a wtedy oni szybko nadrabiają zaległości.

 

W Kościele zaniedbaliśmy też temat drugiej czystości. Jak mówić młodym o czystości, kiedy oni czują, że to ich wcale już nie dotyczy?


Mamy takich ludzi jakich mamy, a dziś szczególne pokolenie z nabrzmiałymi problemami w sferze seksualnej i wczesną inicjacją. Jeśli zaczyna się życie seksualne w gimnazjum, to wtedy naprawdę niewiele można wiedzieć o życiu. Potem tych ludzi trzeba jakoś ustawić i okazuje się często, że oni bardziej chłoną niż ci, którzy nie mają takich doświadczeń, bo oni już czują, powagę sytuacji. Coś bardzo ważnego zaczęło się dziać w ich życiu.

 

Jak więc do nich dotrzeć?


Niedawno miałem spotkanie z młodzieżą. Dużo mówiłem o tym, jak piękne może być życie w małżeństwie z Panem Bogiem, jak niezwykłe jest wtedy współżycie. Oni tego naprawdę słuchali, choć to były rzeczy, które ich przekraczały. Trzeba ileś lat małżeństwa, żeby w tym zobaczyć głębszą tajemnicę. To chyba jest droga, jak im się powie o szczęściu, jakie małżonkowie mogą przeżywać oraz o problemach: ranieniu siebie, psuciu życia. Oni tego słuchają, ale to już nie jest w stylu „uważajcie, bo..” i lawina złych przykładów. W tym całkiem innym kontekście, kiedy się dobrze wyważy ukazanie piękna ideału i z drugiej strony trudności w jego realizacji w codziennym życiu, to ludzie przyjmują, że na to szczęście trzeba poczekać i dojrzeć. Taka argumentacja do nich trafia. I równocześnie wiedzą, że Kościół i Pan Bóg nie chcą niczego zabraniać i że wszystko jest przed nimi.  A jak coś jest przed nami, to łatwiej czekać niż myśleć, że aby przeżyć to szczęście, to muszę wystąpić przeciw Bogu, bo On mi tego nigdy nie da. Wielu osobom szczęście kojarzy się z przekroczeniem zakazu Bożego a nie z naprawdę czystym sumieniem i oparciem na Bogu.

 

Mówienie o cielesności w Kościele jest wciąż obciążone platonizmem…


Jest stereotyp, że jak się mówi o przyjemności, to na pewno w kontekście hedonistycznym. Przyjemność jednak jest elementem tęsknoty do jeszcze większej przyjemności duchowej i cielesnej. Jest zaplanowana przez Boga.  A to budzi pewną sensację. Gdy to mówię, „stare bukłaki”, czyli ludzie wsadzeni w stare schematy myślenia, uważają, że to myślenie doznaniowe, a nawet pornograficzne w wersji light, bo nie są w stanie usłyszeć tej głębi, która się w przyjemności może ukrywać, że ta przyjemność wchodzi w głębsze duchowe doświadczenie i człowiek jest bardziej spójny: duch i ciało łączą się. To mnie przekonuje, że wino trzeba lać do nowych bukłaków.

 

A co z mieszkaniem przed ślubem. W książce pisze Ojciec o nowej modzie na „złoty środek” katolików: mieszkamy razem, ale mamy osobne łóżka.


Ten styl bardzo szybko się przyjął. Kiedy coś się zaczyna dziać między mężczyzną i kobietą, to wydaje się już wykończone i trzeba tylko stworzyć warunki mieszkaniowe, żeby byli szczęśliwi. Rozmywa się nam małżeństwo w rozumieniu instytucjonalnym, wzmocnione przez prawo i obyczaj a zostaje prosta tęsknota mężczyzny i kobiety, żeby żyć ze sobą. To pewnie jest przyczyna tej ścieżki życia w nowej kulturze. Całkiem zmienia się obyczajowość: co innego jest święte i nienaruszalne, bronione są inne modele życia. Trzeba więc na nowo budować pewną propozycję czy też starą odnawiać. Nadal mamy tradycyjny model świętowania rozpoczęcia życia małżeńskiego, a to życie zaczyna się gdzieś indziej i o wiele wcześniej. I bądź tu mądry jak to poukładać, jak to świętować, może trzeba nowe zwyczaje wymyśleć, może nową drogę inicjacji w małżeństwo, która będzie zrozumiała dla ludzi.

 

Jak mogłaby wyglądać nowa droga?


Rozwiązanie tych problemów wymaga twórczego myślenia. Dawniej gdy ktoś miał 17 lat, to  się żenił czy za mąż wychodził. A dziś ktoś studiuje, ma 25 lat, nawet więcej, i jak teraz wytrzymać we wstrzemięźliwości burzliwy czas młodości. Jeden jezuita dał pomysł, żeby wprowadzić dwustopniowość małżeństwa: najpierw sakrament przyjęty po cichu, który umożliwia życie bez grzechu, a drugi etap uroczysty, bardziej rodzinny. Tak jak sakrament kapłaństwa jest trzystopniowy (diakon, prezbiter, biskup). Ale to zagadnienie teologiczne. Może należy zmodyfikować jego intuicję, czyli np. sakrament małżeństwa cichy, przeżywany w gronie najbliższych, tanio, a np. świętować już nie ślub, ale poczęcie dziecka jako święto życia, rodziny w dzisiejszych czasach aborcji. Wtedy prezenty nie pod dom, ale pod dziecko i załatwiamy becikowe (śmiech). Tak mi przyszło teraz do głowy, ale to wymaga przemyślenia całego chrześcijaństwa.  Tego nie można zrobić, gdy myśli się folklorystycznie, zachowawczo, tylko trzeba sięgnięcia do tego, co jest najważniejsze, trzeba, abyśmy najpierw wiedzieli o co nam chodzi i co chcemy uratować.

 

Czy są już pomysły na nowe książki? Kolejne obszary do opracowania?


Nie mam teraz czasu usiąść i popisać, jestem za bardzo aktywny. Ale książki będą, będą. Tematy czekają na opracowanie. Już wyłania się konkretny pomysł - odpowiedzi na pytania z pogranicza teologii moralnej, psychologii, seksuologii, ginekologii, jest wiele takich spraw związanych z chorobami czy innymi trudnościami, które trzeba kompleksowo rozpatrzeć. To kolejna dziedzina, jeszcze trudniejsza.

 

Z o. Ksawerym Knotzem rozmawiali Katarzyna i Mariusz Marcinkowscy

Opublikowane w Seksualność
Czytaj więcej...
czwartek, 28 kwietnia 2011 13:09

Święty seks! Nowość

Święty seks! Nowość

Dr Gregory Popcak jest znanym w całych Stanach Zjednoczonych ekspertem w poradnictwie pastoralnym, szczególnie w zakresie zaburzeń afektywnych (depresja, niepokój) oraz problemów małżeńskich i rodzinnych. Greg prowadzi bardzo intensywną praktykę poradniczą – początkowo bezpośrednią, obecnie telefoniczną. Jest założycielem i dyrektorem wykonawczym Pastoral Solutions Institute oraz autorem ośmiu popularnych książek integrujących wiarę chrześcijańską z poradnictwem psychologicznym. Regularnie publikuje artykuły bądź prowadzi kolumny w kilku czasopismach. Zapraszamy do odwiedzenia strony Pastoral Solutions Institute.


W książce Popcaka uderza jasność i przejrzystość wykładu. Autor przedstawia katolicką wizję seksualności jako bardzo logiczny system etyczny pozwalający małżonkom przeżywać więź seksualną jako formę uwielbienia Boga poprzez ich wzajemną jedność. Nie unika przy tym trudnych tematów, wręcz przeciwnie – podejmuje je udzielając jasnych i precyzyjnych odpowiedzi na najbardziej kontrowersyjne pytania i wątpliwości katolickich małżonków. Z lektury skorzystają wszyscy – zarówno ci, którzy dopiero poznają katolickie nauczanie (i może zmagają się z nieprawdziwymi stereotypami), jak i ci, którzy już „coś wiedzą”. „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli” – to chyba najbardziej adekwatne podsumowanie tej książki.



Agata i Krzysztof Jankowiakowie,

odpowiedzialni za Centralną Diakonię Życia Ruchu Światło-Życie


www.wydawnictwo-oaza.pl

Opublikowane w Seksualność
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 2

Wyszukiwarka

Ostatnio na Forum

    • Mężczyzna i NPR
    • Last post by Kami79
    • 3 tyg., 4 dni temu

More Topics »

Tagi

aborcja antykoncepcja bajka Biblia blog czystosc duchowosc dylematy dzieci dziecko film kobieta komunikacja konkurs ksiazka ksiazki malzenstwo meskosc mezczyzna milosc Mloda Para narzeczenstwo NPR piekno plodnosc polecamy poradnik rodzicielstwo rodzina roznice seksualnosc slub teologia ciala warsztaty wesele wiadomosci wiara wychowanie zakochanie zwiazek

Ostatnie komentarze

  • Agnieszka Kowal Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę… Napisane przez Agnieszka Kowal na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
  • Ewa Maria Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo… Napisane przez Ewa Maria na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
  • Maciej Kryczka Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-) Napisane przez Maciej Kryczka na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
  • Agnieszka Kowal Wspaniałe :) Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:23
  • Agnieszka Kowal Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku… Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:15

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane