Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Rodzina » Rodzina » Wyświetla wpisy wg etykiety: komunikacja
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Miłość oznacza być zupełnie blisko siebie, jednak bez chęci zawładnięcia drugim." (Phil Bosmans)
"Miłość oznacza rozprowadzać ciepło, nie dusząc się przy tym wzajemnie. Miłość oznacza być ogniem, ale wzajemnie się nie spalać." (Phil Bosmans)
"Moją siłą ciążenia jest miłość moja:dokądkolwiek zmierzam, miłość mnie prowadzi." św. Augustyn
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Jedno jest w życiu szczęście - kochać i być kochanym." (George Sand)
"Ach, co za oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia!" (Jan Kamyczek)
"Jaka miłość - taki człowiek." (św. Augustyn)
"Miłość w najgłębszych pokładach mojej istoty była tą nadzwyczajną energią, która kazała mi chodzić, biegać,walczyć, żyć." (Michel Quoist)
"Człowiek najpełniej afirmuje siebie, dając siebie. To jest pełna realizacja przykazania miłości" (Jan Paweł II)
"Serca przepełnione miłością nigdy daleko od siebie nie odejdą" (Elen White)

Wyświetla wpisy wg etykiety: komunikacja
Subskrybuj RSS
niedziela, 20 grudnia 2009 07:46

Cechy trwałego małżeństwa

Cechy trwałego małżeństwa

Jim i Sally Conway „Cechy trwałego małżeństwa”

wyd. Logos

www.logos.warszawa.pl

 

To ciekawe, że są takie rzeczy, o których warto mówić do wszystkich ludzi: do tych bez stażu i bez doświadczenia (dla ugruntowania w nich dobrej teorii) i tych z doświadczeniem (którzy mogą na nowo zrozumieć, przefiltrować). Teoria to podłoże dla praktyki. Im lepsza teoria, tym lepsza praktyka.

 

Czy rzeczywiście istnieją cechy trwałego małżeństwa? Inaczej: czy istnieją faktycznie cechy prawdziwego małżeństwa – takiego niestrudzonego aż po grób? Psychologowie po wieloletniej praktyce i badaniach (a także małżonkowie od 37 lat!) twierdzą, że tak. Istnieją sprawy drobne i wielkie, o których trzeba pamiętać. Państwo Conway opisali je w 10 cechach, m.in. związanie się na całe życie, dobra komunikacja, skuteczne rozwiązywanie problemów, czas na śmiech i zabawę, intymność seksualna itd. Wszystkie te punkty są wzbogacone życiowymi przykładami i wieloma aspektami.

 

Pozycja naprawdę warta polecania.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
środa, 11 kwietnia 2012 17:08

Kontrakt - wasze koło ratunkowe

Kontrakt - wasze koło ratunkowe

Gdy zabiera nas na romantyczne kolacje do ekskluzywnych restauracji, gdy daje nam bukiet czerwonych róż, gdy kupuje nam drogie perfumy. W końcu która z nas nie lubi perfum?

Gdy pomaga ściągnąć książkę z najwyższej półki, gdy z łatwością otwiera ten wstrętny słoik, gdy pomaga wieszać firanki. W końcu która z nas lubi wieszać firanki?

Wtedy tak łatwo kochać. Ale przecież nie zawsze jest łatwo.

 

Gdy minie okres zakochania i romantycznych początków, a więc i zgubnej idealizacji partnera, kiedy każda jego wada w naszych oczach zdawała się zaletą - nadchodzą czarne chmury. To nic złego. Czasem burza jest bardzo potrzebna, żeby oczyścić powietrze, ewentualnie atmosferę. Po czym chmury się rozchodzą, a my cieszymy się ciepłymi promieniami słońca ze zdwojoną siłą. Nie bójmy się kłócić! Pułapka bezkonfliktowości potrafi być fatalna w skutkach, gdy z czasem święty spokój zmienia się w spokój wręcz śmiertelny.

 

Kiedy więc już postanowimy się kłócić, musimy wiedzieć jak się pogodzić. Nie mówimy tu o sprzeczkach rozkochanych podlotków, którzy na zmianę się rozstają i wracają do siebie, a raczej o czymś na kształt małżeńskiej awantury. Po wielu latach bycia razem coraz trudniej odnaleźć w sobie coś nowego, pociągającego, zanika w nas namiętność, a trzyma nas przy sobie zobowiązanie, świadomość kosztów, które włożyliśmy w utrzymanie związku. Takiego właśnie myślenia musimy się wyzbyć! Zamiast więc wypominać partnerowi, że przez niego nie wyjechaliśmy na zagraniczne stypendium, przypomnijmy sobie, że dzięki niemu przeżyliśmy niezapomniane wakacje w Paryżu.

 

Zanim nadejdzie zwątpienie polecam już teraz uświadomić sobie nieuchronność konfliktów i odpowiednio się do nich przygotować. Jak? Napisać kontrakt! Głównym założeniem takiego dokumentu jest pomoc partnerom przeżywającym kryzys w związku. Forma takiego kontraktu jest całkowicie dowolna, daje parze pole do popisu. Wystarczy kartka papieru z dopisaną datą.  Kluczem do sukcesu takiego kontraktu są dwa podpisy na jego końcu - jej i jego. Teraz czas na ważką refleksję. Dlaczego jesteśmy razem? Co nas w sobie zauroczyło, za co się pokochaliśmy, czego od siebie oczekujemy, jak wyobrażamy sobie wspólną przyszłość? Sama moc takiej rozmowy działa na nas kojąco. Jeszcze raz usłyszeć dawno niesłyszane komplementy o urzekającym uśmiechu, przypomnieć sobie ukradkowe spojrzenia rzucane tęsknie na ulicy. Podczas burzliwej kłótni albo wręcz przeciwnie - po miesiącu nieodzywania się - wyciągamy w dna szuflady taki oto kontrakt, dzięki któremu na powrót skupimy się na tym, co naprawdę ważne. Uświadomimy sobie, jak bardzo się kochamy. Nie poddamy się chwilom kryzysu, dzielnie o siebie zawalczymy, a później kto wie... Możemy napisać kontrakt o tym, w jakim związku nie chcemy żyć. Uwierzcie, że gdy tylko będzie zbliżała się jakaś burza, kontrakt będzie dla Was jak promienie słońca przebijające się przez gęste, ciemne chmury.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
piątek, 18 listopada 2011 11:17

Małżeństwo? 77 x TAK!

Małżeństwo? 77 x TAK!

Ks. Piotr Pawlukiewicz na jednym z kazań powiedział, że małżeństwo przypomina sytuację, gdy wściekły kot i wściekły pies zostają wsadzone do łodzi podwodnej i wysłane w podróż dookoła świata. Nieodłącznym tego elementem jest konflikt, pojednanie i wybaczenie win. A jak to jest z tym naszym wybaczaniem? „Przepraszam” zamieniamy często na puste „sorry” , „wybaczam” staje się „nic się nie stało” o podwójnym dnie. Słowa, które powinny w słowniku małżeńskim należeć do tych najważniejszych są ciągle zbyt rzadko używane świadomie i odpowiedzialnie. I co z tym zrobić? Przeczytać „Małżeństwo? 77 x TAK! Małżeńskie historie o przebaczeniu”.


Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy» (Mt 18, 21-22).

 

Przebaczyć 77 razy? Dziennie 77 razy czy w całym życiu? Aż tyle? Nie „aż”, a po prostu zawsze. To wezwanie do wybaczania 77 razy jest oczywiście obrazem postawy życiowej, która wyraża się w stałej gotowości wybaczania. Jak mam przebaczyć? Jakie są owoce przebaczenia? I jak po przebaczeniu budować na nowo? Tematy trudne jak na 165 stron książki.

 

Patrząc na okładkę tej książki pomyślałam: „o rety, książka o małżeństwie w rękach singla”.  I tu się „bardzo miło rozczarowałam”. Książka Sylwestra Szefera jest  godna polecenia nie tylko tym, którzy mają już za sobą pierwsze małżeńskie kłótnie czy ciche dni, ale też dla wszystkich, którzy są w jakichkolwiek relacjach z drugim człowiekiem - chcą zrozumieć lepiej swojego przyjaciela, pragną unikać niepotrzebnych konfliktów i nauczyć się jak lepiej radzić sobie z tymi, przez które przejść kiedyś na pewno będą musieli.

 

Podobno lepiej uczyć się na cudzych błędach i sukcesach, dlatego świetnym rozwiązaniem jest dla mnie schemat zaproponowany w książce - kilka rozdziałów, które składają się z zaakcentowania danego problemu przez autora, a następnie autentyczne małżeńskie historie pokazują czytelnikowi jak można poradzić sobie z danym problemem, brakiem dobrej komunikacji, co zmienić w naszej relacji, jak ją „odświeżyć”, jak doprowadzić do kompromisu w różnicach interesów oraz wypracować pewne schematy działania na wypadek konfliktu. Porady zawarte w książce uświadamiają nam, że nie jesteśmy sami z naszymi małżeńskimi (i nie tylko) kłopotami, wątpliwościami, zniechęceniami.

 

Autor książki nie zapomina o najważniejszym - obecności Boga w każdej naszej relacji. Zachęca do szukania nadziei w wierze, że Bóg błogosławiąc małżeństwo dwojga ludzi nigdy nie wysyła ich na tę drogę nie idąc z nimi. Przypomina, że odwrócenie się od Boga jest równoznaczne z odwróceniem się od swojej tożsamości. Wydaje mi się zatem, że książka jest dedykowana małżeństwom chrześcijańskim, gotowym do czynnego zaangażowania się w życie kościoła bądź też angażującym się w nie od lat.

 

Ważną częścią książki jest krótka i momentami bardzo zabawna lista próśb mężów skierowanych do żon („Tylko dla kobiet. Jak przypodobać się mężowi” i na odwrót („Tylko dla mężczyzn.  Jak przypodobać się żonie”)  przy której moi rodzice (małżonkowie z 37 letnim stażem) uśmiechali się tajemniczo.

 

Sylwester Szefer, Małżeństwo? 77 x TAK! Małżeńskie historie o przebaczeniu, Wydawnictwo Esprit 2010.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
środa, 01 lipca 2009 23:02

Miłość małżeńska może być piękna

Miłość małżeńska może być piękna

Z przeprowadzanych analiz wynika, że najwięcej małżeństw w ostatnim okresie rozpada się z powodu emigracji zarobkowej, niezgodności charakterów, zdrad, nadużywania alkoholu, złej sytuacji materialnej. Wymieniona kolejność przyczyn jest nie przypadkowa. Tak proporcjonalnie się sytuują powody kryzysów i trudności. Jednak z mojej obserwacji zjawiska wynika, że pierwszą przyczyną komplikowania sobie życia w małżeństwie, kryzysów, a następnie rozpadów jest ignorancja, brak wiedzy. Zasygnalizowałem już to we wstępie. Tak, brak wiedzy, nie orientowanie się w tym zagadnieniu, które jest najważniejsze w życiu każdego człowieka. Jest to smutna zależność, bo wielokrotnie dużo czasu, uwagi, energii i pieniędzy poświęcamy na podnoszenie kwalifikacji, zdobywanie uprawnień, wykształcenie w określonym kierunku. To wszystko jest ważne, ale jeżeli zaczyna nam się coś psuć w małżeństwie, to zdobyte tytuły i pieniądze nie mają żadnej wartości. Naprawdę to tak jest, że wielu niedobrych sytuacji możemy uniknąć wiedząc, co trzeba robić z  małżeństwem, znając instrukcję obsługi małżeństwa. Jako punkt wyjścia do skonstruowania tej recepty przyjmuję już cytowany fragment z „Listu do Hebrajczyków”:
„We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg” (Hbr 13,4).


Jeszcze raz podkreślmy, że nie jest to propozycja, zachęta, lecz nade wszystko warunek. Małżeństwo ma być we czci pod każdym względem, ma być uznane, tu w doczesności, za wartość najwyższą po Bogu.

1.    Hierarchia wartości.


Jeśli małżeństwo ma być we czci pod każdym względem, to najpierw my małżonkowie musimy je za takie uznać.
„Co dla ciebie jest najważniejsze w życiu?” (…)
wszystko jest ważne, ale…
OD DNIA ŚLUBU DO KOŃCA ŻYCIA NAJWIĘKSZĄ WARTOŚCIĄ, ZE WZGLĘDU NA BOGA, ZE WZGLĘDU NA WIARĘ, STAJE SIĘ MAŁŻEŃSTWO !!!
Na każdym etapie życia musimy sobie stawiać pytanie: „Czy to, co robię, w co się angażuję służy dobru naszego małżeństwa, czy być może mu zagraża? Czy to, co planuję robić, będzie dla dobra naszego małżeństwa?” bo ono jest najważniejsze! Jakże często bardzo mocno angażujemy się w różne zajęcia, nawet bardzo szlachetne i wzniosłe, a nasze małżeństwo przegrywa, upada. Nawet najwznioślejsze motywacje zaangażowania w różne dziedziny nie mogą spowodować zaniedbywania małżeństwa i odsunięcia go na dalszy plan.


2.    Hierarchia osób

Jest to naturalna konsekwencja punktu pierwszego i prosty wniosek płynący z naszego fragmentu: „We czci niech będzie małżeństwo…”. Jeżeli małżeństwo ma być we czci, to małżonkowie muszą w niej mieć siebie nawzajem.
Kto dla ciebie jest najważniejszą osobą? (…)
Wszystkie te osoby są ważne, ale…
OD DNIA ŚLUBU DO KOŃCA ŻYCIA NAJWAŻNIEJSZĄ OSOBĄ DLA ŻONY STAJE SIĘ MĄŻ, DLA MĘŻA ŻONA!!!
Wiemy, że nie jest to wcale takie oczywiste. Znam takie związki, które rozpadły się z powodu zlekceważenia tej hierarchii, ale też wiem, jak w praktyce trudno trwać w takim myśleniu.

3.    Pokarm miłości małżeńskiej


(…) Zakochanie prowadzi do zaistnienia małżeństwa i tak ma być, ale kiedy już zaczniemy życie razem, pod jednym dachem i w jednym łóżku, wówczas, nie czekając aż ono przeminie, rozpoczynamy proces karmienia naszej, rodzącej się miłości. Jest to piękna faza świadomego przechodzenia od zakochania do miłości. Warunkiem najważniejszym jest owa świadomość. Coś trzeba z tą naszą miłością robić. Sama się nie rozwinie. Jest to zawsze związane z wielkim ryzykiem, ale bez niego nie będzie efektu. Owo ryzyko wynika z tego, że często trzeba będzie dawać coś od siebie, nic nie otrzymując w zamian. „Wielu małżonków, kiedy daje, oczekuje czegoś w zamian: uśmiechu, serdecznej troski, prezentu…Dla mnie to nie jest miłość. Jeśli ja daję, a druga osoba nie odwzajemnia się, to jest to problem tej osoby, nie mój”[4].
Co składa się na pełnowartościowy pokarm miłości małżeńskiej? Jak ją karmić? A.  Słowa
•        Zapewnienia o miłości
•        Komplementy
•        Pochwały
•        Zachęty
•        Łagodne prośby
•        Pokorne uwagi
•        Mówienie o uczuciach
•        Uprzejmość, grzeczność (magiczne słowa: proszę, dziękuję, przepraszam)


B.  Czyny

•        Cierpliwość, życzliwość, delikatność (w postawie)
•        Słuchanie z empatią
•        Przytulenia
•        Pomoc
•        Wyręczanie w pracy
•        Wspólna praca
•        Czas sobie poświęcany
•        Spacery
•        Wspólne oglądanie TV
•        Prezenty


C.  Rytuały

( czynności powtarzane, ważne dla obojga)
•        Czułe pożegnania
•        Czułe powitania
•        Kawa, herbata, rozmowa
•        Codzienna wspólna toaleta wieczorna
•        Codzienne pisanie do siebie SMS-ów
•        Wspólne zakupy
•        Modlitwa
•        Liturgia


4. Świętość łoża małżeńskiego

(instrukcja obsługi łoża)

A.   Posiadanie łoża- trzeba je mieć. Najważniejszy mebel w małżeństwie.
B.    Spanie razem.
C.   Chodzenie spać razem, o jednej godzinie.
D.   Modlitwa małżeńska.
E.    „Ekologia”  łoża.


5. Fundament duchowy

A.   Modlitwa małżeńska
B.    Wspólny udział w Eucharystii
C.   Noszenie obrączki
D.   Świętowanie każdej rocznicy ślubu-odnawianie przymierza
E.    Nieustanna modlitwa za współmałżonka
F.    Wspólny udział w rekolekcjach
„Głównym celem małżeństwa nie jest seks albo szczęście. Nie jest nim nawet miłość. Najważniejszym celem małżeństwa jest to, by mąż i żona pomagali sobie nawzajem osiągnąć to, co Bóg przewidział dla każdego z nich”. W życiu małżeńskim obecność Chrystusa jest wielkim przywilejem. Kiedy prowadzę rekolekcje lub sesje małżeńskie, zawsze mam ze sobą ikonę Świętej Rodziny. Jest to znane przedstawienie Maryi, Józefa i małego Jezusa, szczególnie czczone przez „Domowy Kościół”. I wówczas zapraszam do spojrzenia na ukazaną ikonę i uświadomienia sobie, że jest ona też piękną ikoną sakramentu małżeństwa, którego istotą  jest bycie we troje. Do kościoła wchodzi dwoje- narzeczona i narzeczony, ale wychodzi troje: żona, mąż i Jezus! To jest wspaniała jedność trojga, będąca jednocześnie najdoskonalszą ikoną Trójcy Przenajświętszej. Zaproszenie Jezusa, dokonujące się z woli małżonków, rozpoczyna drogę do wieczności, na której nie może być przegranej.

Opublikowane w Małżeństwo
Czytaj więcej...
sobota, 21 listopada 2009 22:27

Randka małżeńska

Randka małżeńska

Randka, spotkanie, wspólne wyjście - jakkolwiek to nazwiemy, chodzi tylko o jedno: o bycie razem. Nie o takie bycie, które trzeba umieścić gdzieś wewnątrz odrabiania lekcji z dziećmi, gotowania obiadu i  pracy biurowej. Chodzi o bycie sam na sam, o bycie dla siebie, o bycie, które jest - jak to mówią Anglicy - quality time (czas dobrze wykorzystany, czas dobrej jakości).

 

Pomyślmy jeszcze: czy kiedyś rzeczywiście było łatwiej? Czy doba była dłuższa, czy tylko nam bardziej zależało? Kiedyś: to były nauka/praca, mieszkanie z rodzicami albo już bez nich, było wiele przyjaźni, obowiązkowych spotkań, były nasze pasje. Zawsze można było powiedzieć, że zostało jeszcze dużo nauki do sprawdzianu/matury/egzaminu, że trzeba pomóc rodzicom albo można by wziąć trochę nadgodzin. A jednak pomiędzy (z może raczej: ponad) tym wszystkim były godziny spędzone z drugą osobą. Z dzisiejszego punktu widzenia marnotrawione na siedzeniu, na słuchaniu, na rozmowach „o niczym", na wymianie spojrzeń. Ale to ten czas dawał motywację do pracy i nauki, dostarczał też siły do wszelkich kolejnych starań. To był czas, który procentował.

 

Taki dobry czas zawsze charakteryzuje to, że umacnia osoby spotykające się, zbliża je do siebie. Nie ma nic większego dla człowieka jak właśnie ta bliskość, która pozwala przetrwać wszelkie trudności, daje poczucie bezpieczeństwa i wprowadza pokój w serce. Człowiek, który czuje się akceptowany, a nawet - doceniany, podziwiany i adorowany (oczywiście w odpowiedni dla niego sposób: kobiety - za piękno, mężczyźni - za siłę) - jest dużo stabilniejszy emocjonalnie, bardziej odporny na stany lękowe, ma poczucie własnej wartości i sensu życia. Wie, że jest na dobrym miejscu.

 

Jednocześnie korzyści spływają nie tylko dla tych dwojga. W przypadku małżonków korzyści odczują dzieci, które obdarowane zostaną jeszcze większą miłością, czułością i delikatnością rodziców, a także widokiem ich miłości. Bo cóż największego może dać ojciec dzieciom? Musi kochać ich matkę. A co może dać im matka? Musi kochać ich ojca. Tak utrwalony w umyśle dzieci wzór miłości zaprocentuje w ich dorosłym życiu. Też zapragną takiego małżeństwa!

Opublikowane w Małżeństwo
Czytaj więcej...
poniedziałek, 22 lutego 2010 13:20

Jak zbudować udane małżeństwo?

Jak zbudować udane małżeństwo?

Z dr Elżbietą Sujak, psychiatrą i neurologiem, przez wiele lat zaangażowaną w poradnictwo rodzinne, rozmawia Cezary Sękalski.

Obecnie w Polsce rozpada się co czwarte małżeństwo. Dlaczego tak się dzieje?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba mieć na uwadze zarówno przyczyny, jak i skutki tego zjawiska. Małżeństwa się rozpadają, ponieważ współczesny człowiek nie pragnie trwałych więzów i chce sobie zagwarantować wolność. Często także decydujemy się na małżeństwo w sytuacji tak dużej niedojrzałości, że nawet nie wiemy, co przyrzekamy.

Czego zatem brakuje ludziom, którzy się pobierają?
Przede wszystkim zdolności pielęgnowania więzi międzyludzkich, a także gotowości do podjęcia ostatecznego wyboru decydującego o dalszej drodze życia. Brakuje umiejętności postawienia sobie celu konsekwentnie wiążącego i zobowiązującego do wierności. Dziś człowiek podejmujący wierność często ma poczucie, że stracił wolność.

Czy to znaczy, że wiele związków jest powierzchownych, opartych głównie na emocjach?
Związek często ma zaspokoić dojmująco aktualnie przeżywane potrzeby: akceptacji, bliskości, zdobycia drugiego człowieka na własność, ale tylko dopóki „ja ciebie chcę mieć”. Myślę, że jest to główna przyczyna późniejszego wycofywania się z tych relacji.

Ale przecież cała literatura pokazuje, że miłość jest wspaniałym sposobem na osiągnięcie szczęścia. Czy miłość między kobietą i mężczyzną nie zawiera tego elementu spełnienia?
Obawiam się, że miłość we współczesnym rozumieniu jest tylko doraźnym doznaniem, wzruszeniem, emocją przeżywaną na bieżąco. I dopóki trwa, dopóty jest nazywana miłością. Potem mówi się, że już jej nie ma, minęła, zgasła. Po prostu brakuje dziś właściwego rozumienia pojęcia miłości.

Jak w takim razie dobrze wybrać przyszłego współmałżonka?
Najpierw trzeba kształtować w sobie rozumienie słowa „miłość” i to nie tylko w oparciu o wzruszenia czy też chęć zawłaszczenia drugiego człowieka, otrzymania go w darze i zachowania dla siebie. Miłość nie może się także opierać na powierzeniu się komuś dla wzmocnienia swojego poczucia bezpieczeństwa albo własnej wartości. Przygotowanie do małżeństwa polega przede wszystkim na ukształtowaniu w sobie  właściwego rozumienia pojęć i włączenia ich do własnej hierarchii wartości.

Owo kształtowanie, jak sądzę, zawiera również pytanie: czy z mojego przyszłego małżeństwa chcę tylko czerpać, czy też coś w nie wnosić?
Przede wszystkim należy zastanowić się nad tą zdolnością do dawania, ponieważ przyjmowanie jest dla nas naturalne – od niemowlęctwa bierzemy. Z drugiej strony wydaje mi się, że współczesnemu człowiekowi brakuje marzenia o miłości. Dziś miłość postrzegamy głównie poprzez obrazy zawierające treści erotyczne. Wynika to z ogromnej siły oddziaływania mediów oraz innych współczesnych źródeł wiedzy, które pojęcie miłości zawężają zwykle tylko do tej sfery doznań. Brakuje nam marzeń o miłości rozumianej jako wartość.

Czy dobry wybór współmałżonka gwarantuje trwałość małżeństwa?

Na pewno tak. Tylko co oznacza sformułowanie „dobry wybór”? Na ile wybieramy, a na ile zostajemy wybrani? Wprawdzie mówi się o wyborze, ale im więcej jest nas na świecie, w im większym tłumie żyjemy, tym bardziej szanse wyboru się kurczą, choć wydawałoby się, że powinno być odwrotnie. Dzieje się tak, dlatego że wzajemne poznanie i kontakt są bardzo powierzchowne. Podstawowymi kryteriami wyboru często bywają walory estetyczne, łatwość nawiązania kontaktu i zdobycia drugiej osoby, a przecież te elementy w najmniejszym stopniu gwarantują trwałość związku.

Dobry wybór to podstawa, bo jeśli go brakuje, można samemu skazać się na wieczną wojnę w związku. Jak natomiast pracować nad trwałością małżeństwa?
Żeby związek w ogóle mógł powstać, najpierw walczy się o zdobycie wzajemnej przychylności. Trwałość związku bazuje na postrzeganiu małżonka jako równorzędnej osoby, czyli na szacunku. Jeśli go pominiemy, pozostaje tylko zdobywca i zdobycz, którą się porzuca z chwilą, kiedy zapragnie się czegoś innego. Małżeństwo musi być relacją dwóch równorzędnych osób, wolnych, pełnoprawnych.


Na jakie kryzysy najczęściej narażone są małżeństwa?
Istnieje łańcuch kryzysów ciągnący się przez całe życie. Każde z jego ogniw trzeba umieć przejść. Kiedy już powstał związek i dwoje ludzi żyje razem, pojawia się problem dominacji i podlegania. Zwykle następuje wtedy próba realizowania związku na tej samej zasadzie, na jakiej funkcjonował związek rodziców (notabene, dzieje się to w sposób podświadomy): kobieta, której matka była osobą dominującą w rodzinie, będzie dążyła do podobnej dominacji nad mężem; mężczyzna, który był synem dominującego ojca, też będzie dążył do dominacji. Dlatego warto przyglądać się rodzicom wybrańców i ich małżeństwu, ponieważ jest tam poniekąd zapisany problem, który trzeba będzie brać pod uwagę.

Jak długo trwa etap walki o dominację?
Czasem całe lata. Statystyki natomiast mówią, że składanie wniosków o rozwód następuje zwykle po dwóch latach. Można zatem przyjąć, że tego typu kryzys trwa przez kilka pierwszych lat małżeństwa.

Walkę o dominację można wygrać albo przegrać dla małżeństwa. Czy istnieje rada na osiągnięcie trwałego konsensusu?
Polska tradycja ludowa budowała ten konsensus poprzez podział terytorium wpływów: mężczyzna był odpowiedzialny za to, co jest poza domem, zaś kobieta zajmowała się domem i wychowaniem dzieci. To rozwiązanie jest trudniejsze do wprowadzenia we współczesnym wielkomiejskim świecie (gdzie na ogół małżonkowie pracują zawodowo), choć nadal możliwe. Na tej zasadzie funkcjonuje wiele małżeństw.
W innych wypadkach zwykle bywa tak, że osoba dominująca wygrywa, a jej partner to akceptuje. Wtedy jednak pozostaje napięcie, które będzie trwało przez lata. Los takiego małżeństwa zależy od tego, jak daleko posunięta jest dominacja. Traktowanie drugiej osoby w sposób instrumentalny często prowadzi do sytuacji granicznej: osoba podporządkowana nie jest w stanie dłużej akceptować przyjętego układu i po długoletnim cichym, cierpliwym znoszeniu władzy współmałżonka potrafi nagle się zbuntować, często w sposób ostateczny. Jak zatem widać, trudno z góry przewidzieć finał kryzysu danej pary.

Bywa, że kobieta godzi się na dominację mężczyzny. Z czasem jednak dojrzewa i przestaje tolerować dawny sposób funkcjonowania małżeństwa. Mężczyzna z kolei taką zmianę odbiera jako kobiecą fanaberię, bo przecież wcześniej było dobrze… Czy gdyby taka kobieta od początku sygnalizowała swoje potrzeby, później związek nie byłby tak bardzo zagrożony?
Myślę, że trwałość małżeństwa nie zależy od stopnia samozaparcia w podległości osoby zdominowanej. Ostateczna zgoda na bycie w pełni zdominowanym nie jest możliwa do zrealizowania. W dodatku ten układ w jakiś sposób deprawuje osobę dominującą: przyzwolenie na jej władzę utwierdza ją w przekonaniu, że skoro ona jest zadowolona, podobnie jest i z drugą stroną.
Sygnalizowanie niezadowolenia w takim związku to kwestia umiejętności pertraktacji. Trzeba się tego nauczyć już w okresie narzeczeństwa. Można zaczynać od wspólnego podejmowania decyzji o tym, do kogo jedziemy w niedzielę, dokąd na wycieczkę, jak duży ma być udział każdego z partnerów w danym przedsięwzięciu itp. Umiejętność pertraktacji to kwestia rozwijania pewnego talentu. W małżeństwie najtrudniejsze jest partnerstwo. Dlatego budowanie związku tylko na ćwiczeniu cierpliwości w nadziei, że zostanie to docenione, jest fatalnym błędem.

Ostatnie badania socjologiczne pokazują, że Polacy na ogół słabo radzą sobie w negocjacjach. A – jak Pani mówi – to podstawowa umiejętność w małżeństwie.
Myślę, że ta dziedzina naszego wychowania społecznego (realizowanego np. przez media) została zupełnie zaniedbana. Zamiast pertraktacji mamy manipulację, bo do tego typu zachowań jesteśmy skłonni spontanicznie. Manipulacja nastawiona jest na skuteczność oddziaływania, a nie na liczenie się z uprawnieniami i wolą drugiego. Stąd tak ważną kwestią jest uczenie ludzi negocjacji. Zadanie to stoi już przed wychowawcami pierwszej klasy szkoły podstawowej. Trzeba ludziom pozwolić na wybór. Wszelka totalitarna władza, nawet w rodzinie, deprawuje. Sugeruje bowiem, że jedyną drogą do skuteczności jest manipulacja. Tymczasem ona niszczy małżeństwo, ponieważ ustawia relację między dwojgiem ludzi na zasadzie zależności przedmiotu wobec podmiotu. Takie, instrumentalne traktowanie drugiej osoby (która ma zaspokoić moje potrzeby i to w sposób, jaki ja dyktuję) nie może długo panować w żadnym małżeństwie.

Jakie błędy najczęściej popełniają małżonkowie w obliczu kryzysu?
W obliczu trudności zwykle zwiększa się nacisk: próbuje się stosować dotychczasowe metody postępowania tylko z większym natężeniem. To pierwszy błąd, bo zwiększenie nacisku zwiększa napięcie. W tym miejscu należałoby rozpocząć negocjacje, zacząć nazywać swoje potrzeby i poznać potrzeby małżonka (każda frustracja i niezadowolenie to sygnał, że niektóre z nich nie zostały zaspokojone).
Niestety w naszej kulturze życia codziennego brakuje umiejętności nazywania naszych potrzeb i ich wyrażania. Często uważamy, że bliski nam człowiek ma obowiązek domyślania się ich. Tymczasem założenie niedomyślności jest podstawową zasadą wszelkiej komunikacji: nie mogę liczyć na zaspokojenie potrzeby, której nie wyraziłem. W sklepie też muszę powiedzieć ekspedientce, czego potrzebuję, aby to otrzymać.

Jak się nauczyć wypowiadania swoich potrzeb, jeśli ktoś nie wyniósł tej umiejętności z domu?
Trzeba sobie uświadomić, że druga osoba może mnie nie rozumieć, ponieważ wyrażam się niezrozumiale, a nie dlatego, że ona nie chce. Sygnalizuję swoje pragnienia w taki sposób, że nie dociera do niej treść mojego komunikatu. Wobec tego muszę nauczyć się mówić: ja potrzebuję, ja oczekiwałbym itp.

Zdarza się, że współmałżonek jest osobą zamkniętą w sobie. Próba sygnalizowania mu tego, co się przeżywa, bywa odbierana jako atak. Co wtedy robić?
W takim wypadku zwiększenie nacisku tylko wyostrzy reakcje obronne. Myślę, że wówczas trzeba cierpliwego powtarzania na co dzień: ja czekam, ja potrzebuję, ja chciałabym, mnie jest potrzebne. Zwyczajnie. Ten komunikat kiedyś dotrze do adresata, nawet jeśli najpierw musi przekroczyć próg reakcji obronnej, bo moja potrzeba może naruszać jakiś stereotyp życia drugiego człowieka. W końcu druga osoba zajmie w tej sprawie jakieś stanowisko. Nie ma innej drogi.
Podam przykład: znałam małżeństwo, w którym osoba dominująca nagle dostrzegała, że współmałżonek był zniewolony i stworzył sobie azyl w postaci hobby. Zaczął pisać książkę, która osiągnęła już ponad tysiąc stron. Kiedy żona zaczęła to spokojnie akceptować, a potem nawet pomagać, poczuła, że to ich do siebie zbliża. Teraz jest to wzruszające sędziwe małżeństwo.

Czy istnieją złote zasady postępowania w obliczu kryzysu małżeńskiego?

Po pierwsze, trzeba przyjąć do wiadomości, że kryzys jest szansą na rozwój, bo kwestionuje status quo. To mobilizuje do szukania wyjścia z trudnej sytuacji pod warunkiem, że nie polega na wzajemnych oskarżeniach i poszukiwaniu winnego, ale na uczciwym nazwaniu sytuacji.
Drugi etap to wzajemna sygnalizacja potrzeb i emocji z tym związanych bez dyktowania natychmiastowego rozwiązania. Niech druga osoba ma możliwość stopniowego zrozumienia mojej sytuacji i zaproponowania własnych rozwiązań.
To najważniejsze dwa etapy.
Warto też uświadomić sobie, że kryzys więzi zwykle jest zjawiskiem wtórnym, wynikającym z kryzysu komunikacji. Żeby się wzajemnie nie ranić, trzeba koniecznie nauczyć się właściwego komunikowania swoich odczuć, a zwłaszcza problemów. Trzeba przyznawać się do gniewu, do rozczarowania, umieć nazywać to, co nas wyprowadza z równowagi, ale nie obwiniać za wszystko drugiej osoby. Potem należy wzajemnie poszukać sposobów wyjścia z trudności. Na ogół małżeństwa po przejściu przez kryzys kochają się bardziej aniżeli przed nim.

Czy można powiedzieć, że umiejętne rozwiązywanie kryzysów to sposób na duchowy i osobowy rozwój w małżeństwie?
To olbrzymia szansa rozwoju: później następuje rozwój miłości, więzi oraz osobowości każdego z uczestników kryzysu. Małżeństwo jest wspaniałą drogą rozwoju daną przez Boga.

 

Fragment książki: Jestem od zamiatania drogi do Kościoła. Z Elżbietą Sujak rozmawia Cezary Sękalski, Wydawnictwo Serafin (www.e-serafin.pl), Kraków 2009.

Opublikowane w Małżeństwo
Czytaj więcej...
wtorek, 13 grudnia 2011 12:19

Komu polecam małżeństwo?

Komu polecam małżeństwo?

Tuż po (naszym) ślubie, prawie każdy spotkany (przez nas) znajomy zaczynał rozmowę w ten sposób: „Jak tam w małżeństwie?” albo „I jak po ślubie?”. Mieliśmy wtedy w zwyczaju odpowiadać: „Świetnie. Polecamy”. Spodobała się nam ta formuła i wydawała się sympatyczną alternatywą dla wyświechtanego: „Dobrze, dziękujemy”. Zastanawiam się jednak, na ile ta odpowiedź była przemyślana. To, że małżeństwo jest godne polecenia to pewne, ale czy każdemu?

 

Teraz już nikt nam tego pytania nie zadaje. A szkoda, bo przecież z każdym dniem doświadczenia przybywa i moglibyśmy dzielić się coraz ciekawszymi spostrzeżeniami. Jesteśmy po ślubie blisko dwa i pół roku. Małżeństwo nam się nie znudziło, raczej nie popadliśmy w rutynę, nie mamy siebie dość. Z tej perspektywy chciałabym odpowiedzieć na to przewrotne pytanie: komu polecam małżeństwo?

 

Zdecydowanym. Mam tu na myśli różne znaczenia słowa „zdecydowany”. Choć może się to wydawać nie do pomyślenia szaleńczo zakochanym, to wokół nich jest całkiem sporo par, które decydują się na ślub, bo wypada już być zaobrączkowanym, bo jakoś tak wyszło, bo nie mamy innego pomysłu, bo boimy się rozstać... Takie motywacje na pewno nie będą dobrym sprzymierzeńcem trwania wiernie małżeńskiej przysiędze. Decydując się na ślub, trzeba być zdecydowanym nie tylko na tą drugą osobę, że to właśnie z nią chcę spędzić resztę życia, ale także zdecydowanym na pewien styl życia. Gdyż małżeństwo zmienia styl życia. Nie jesteśmy już odpowiedzialni tylko za siebie, ale także za tę drugą osobę. Wspólnie musimy troszczyć nie tylko o nasz budżet, ale także czas wolny. Tak, czas wolny. W małżeństwie (jak w całym dorosłym życiu) łatwo zapomnieć o tym, że razem powinniśmy się bawić, odpoczywać i randkować. Przede wszystkim trzeba być zdecydowanym, aby małżeństwo zawsze stawiać na pierwszym miejscu w swoim życiu – przed pracą, przed dalszą rodziną, przed znajomymi, przed własnym hobby. Wbrew pozorom, nie zawsze jest to takie oczywiste i proste.

 

Konsekwentnym. Decyzja o małżeństwie jest chyba jedyną decyzją w życiu, która wymaga aż takiej konsekwencji. W dniu ślubu tak naprawdę mówimy sobie: będę z Tobą zawsze, choćby nie wiem co! Ta decyzja jest tym, czego powinniśmy się chwycić w trudnych chwilach. Nie emocje, uczucia, które mogą ulecieć lub ucichnąć w sytuacji kryzysowej. W małżeństwie każdego dnia, z żelazną konsekwencją, wypełniamy decyzję podjętą w tej szczególnej chwili. Raz będziemy to robić z uśmiechem na ustach, raz przez łzy. Najważniejsze, aby się nie poddawać.

 

Elastycznym. Małżeństwo sprawia, że stajemy się współzależni od drugiej osoby. (Choć to podobno nic, przy tym co z naszym życiem wyprawia dziecko). Nagle większość naszych planów należy dostosować do drugiej osoby. Oczywiście, w narzeczeństwie czy nawet wcześniej też zdarzały się takie sytuacje. Jednak w małżeństwie nie ma już możliwości odpoczęcia od siebie, dnia wolnego. Warto mieć tego świadomość, ponieważ brak elastyczności może prowadzić do ciągłych napięć czy konfliktów. Od tego, na ile jesteśmy elastyczni, będzie również zależało rozwiązanie, jakie znajdziemy dla problemu. Przykładowo: on uwielbia zwiedzać podczas urlopu, ona chciałaby cały dzień leżeć na plaży. Jeżeli każde z nich jest elastyczne to znajdą rozwiązanie, dzięki któremu będą mogli razem spędzać czas, a jednocześnie nie będą sfrustrowani. Brak elastyczności sprawi natomiast, że jedno będzie wciąż niezadowolone, ponieważ będzie się zmuszało to tego, czego nie lubi albo będą musieli spędzić urlop praktycznie oddzielnie (ona na plaży, on wśród zabytków).

 

Wierzącym. Dlaczego? Bo wydaje mi się, że wiara w Boga wyjątkowo spaja małżeństwo. Być może wspólny system wartości czy idee również. Jednak przekonanie, że nasze małżeństwo oparte jest na Bogu, znacznie je umacnia. Jeżeli obie osoby są wierzące to prawdopodobnie mają również podobny sposób rozumienia i postrzegania małżeństwa. Wyjątkowo ważną kwestią jest tutaj nierozerwalność związku. Jeśli jedno ma z tyłu głowy myśl: „Zawsze, gdyby coś się działo, możemy się rozwieść” to będzie to rzutować na sposób budować relacji.

 

Nie chcę przez to powiedzieć, że pary, których nie charakteryzują się powyższymi cechami, są skazana na małżeńskie niepowodzenie. Po prostu osobom zdecydowanym, konsekwentnym, elastycznym i wierzącym mogę polecić małżeństwo z czystym sumieniem.

Opublikowane w Małżeństwo
Czytaj więcej...
piątek, 02 stycznia 2009 13:32

Nić porozumienia

Nić porozumienia

Dialog i porozumienie – słowa, które brzmią bardzo wzniośle. Dla nas-ludzi dobra komunikacja to przede wszystkim podane dłonie, a może nawet uściski i objęcia. Coś zewnętrznie bardzo spójnego i spokojnego. Bez zgrzytów. Tymczasem porozumienie to też, a może przede wszystkim, mała nitka - niteczka cienka, czasem niezauważalna, ale przecież istniejąca. Niteczka, której nie można zerwać, a gdy jest mocno trzymana, nie może być zgubiona. Taka to nić porozumienia łącząca dwa światy. Spajająca je w jeden nowy.

 

Kobiety nie mogą zrozumieć mężczyzn. Dlaczego on ciągle patrzy w okno, kiedy do niego mówię? Dlaczego zawsze przytakuje, zamiast odpowiedzieć? Dlaczego nie lubi powtarzać tego, co raz już powiedział? Dlaczego ciągle chce gdzieś wychodzić? Mężczyźni nie są nic dłużni w pytaniach. Dlaczego one ciągle gadają i nie ważą słów? Dlaczego najpierw powiedzą, a potem pomyślą – albo i nie pomyślą? Dlaczego paplają z przyjaciółkami o takich bzdetach i jeszcze zamęczają nimi mężczyznę? Dlaczego podejmują decyzję, a potem twierdzą, że proszą przecież o radę? Mówimy innymi językami?

 

Sprawa wydaje się czasem nie do przejścia. Jesteśmy tak diametralnie różni w naszym myśleniu i postępowaniu. Tymczasem większość kłótni i nieporozumień to efekt niezrozumianych, niezaakceptowanych i nieprzyjętych różnic. Po kilku miesiącach życia małżeńskiego wiele osób stwierdza, że ich decyzja była pomyłką, bo... „bo my się tak różnimy”! Dzięki Bogu, różnimy się! I tego nie przeskoczą nawet zagorzałe feministki. Jesteśmy inni i to jest największy prezent, jaki dostajemy od drugiej osoby – obietnicę pełni.

 

Oczywiście różnice, o których mowa, są naturalnym następstwem naszej płciowości. Cechy, które nas zadziwiają, wypływają z naszej kobiecości lub męskości, a wszystkie inne cechy osobowe, temperament, wszelkie zalety i wady mogą być naprawdę różnorodnie obdzielone. Ale ta naczelna kobiecość/męskość jest stała. Tylko czy na pewno? Czy podział nie jest nazbyt przejaskrawiony?

 

Problem zaczyna się wtedy, kiedy kobieta nie zachowuje się kobieco. (I analogicznie: mężczyzna nie zachowuje się męsko.) Wynikałoby z tego, że jest jakiś schemat. No cóż. Na pewno jest przypisany wzorzec, bowiem uproszczenia i średniki są tym, co naukowcy lubią bardzo, a co przeciętni ludzie przejmują za oczywiste niebywale często. Jeśli jednak popatrzeć na historię ludzkości, to już w dawnych czasach kobiecość i męskość były definiowane symbolicznie bardzo jednoznacznie i biegunowo. Kobieta była księżycem i ziemią, mężczyzna – słońcem i niebem. Ona – łączona z emocyjnością i materialnością, on – z duchowością i intelektem itd. Widać więc różnice na wskroś. Te biegunowe cechy zauważono już tysiące lat temu i opisano, nazwano je innościami, które muszą łączyć się, by ustanowić pełnię. Oczywiście, o ile północ i południe zaakceptują: i siebie, i drugą osobę, i ich „wspólnotę”.

 

Wracam więc do pytania: jak wobec różnic w odczuwaniu, spostrzeganiu, mówieniu – porozumiewać się? Zwróciłabym tu uwagę na trzy punkty: świadomość, rozmowę i miłość.

 

Świadomość


Świadomość, czyli łacińskie conscientia pochodzi od con – „z” i scientia – „wiedza”. Conscientia oznaczało więc wiedzę dzieloną z kimś, a metaforycznie może też oznaczać wiedzę dzieloną z samym sobą. Mam tu zatem na myśli świadomość jako wiedzę zdobytą i dzieloną we dwoje. Jako poznanie cech przynależnych własnej płciowości i płciowości drugiej osoby, czyli zbliżenie się do tego, co jest nam bardzo inne. W tak postawionej sprawie naturalnie powinno rodzić się głębsze zrozumienie różnic i problemów, także tych wynikłych trudności w komunikacji. Może okazać się, że całe zawikłanie nie wynika z posiadania innych narzędzi, powiedzmy – z innych telefonów, operatorów sieci, ale z nieco odmiennego używania ich, podejścia do nich. I podobnie – nieprawdą jest, że nadajemy na innych łączach, ale po prostu mówimy inaczej. Rozumiemy inaczej. Czego innego potrzebujemy. A cała podstawa teoretyczna jest wielkim niszczycielem mitów, wspaniałym doradcą i doraźną pomocą. Zwłaszcza dla dzisiejszych ludzi spragnionych racjonalności. Proszę, oto nauka. Od niej zaczynajcie rozmowę. Choćby ze śmiechem: ‘no przecież wiem, że tak po prostu mówisz’.

 

Rozmowa


Rozmowa jest podstawą porozumienia. Ale oczywiście tylko ta, która jest dialogiem, czyli wzajemnym słuchaniem i wzajemnym mówieniem, a do tego jest otoczona szacunkiem. Wielkim błędem jest ograniczanie rozmów w okresie narzeczeńskim. To właśnie wtedy poznawanie swoich marzeń, przekonań i całej prawdy, którą można zawrzeć tylko w słowach, w przekazie – jest tak cenne. A często ograniczane kosztem wspólnych zabaw, przyjemności i omijania ‘trudnych tematów’. Małżeństwo jako wyższy stopień relacji jest niemal wołaniem o dialog w każdej sytuacji. Nie można przeskoczyć problemów, trzeba je razem zobaczyć, obejrzeć ze wszystkich stron, podnieść i przenieść. Oczywiście, istnieją różne wyrazy komunikacji. Można pisać smsy i maile, można ‘dać komunikat’ poprzez gest, uśmiech, przytulenie czy nawet w akcie małżeńskim. Ale to nie Ta rozmowa. Niezastąpiona. Piękną pomocą w nauce dialogowania są organizowane spotkania i warsztaty jak choćby te organizowane przez program Spotkań Małżeńskich (patrz: www.spotkaniamalzenskie.pl). Bo dialogowanie to wielka sztuka, trudna nie tylko dla mężczyzn z natury bardziej milczących, ale też dla zbyt rozgadanych i nie zawsze umiejących słuchać kobiet.

 

Miłość


O niej piszę na koniec, bo jest spoiwem wszystkiego, co powyżej. Bez miłości nie ma mowy o nici porozumienia. Bez niej nie ma woli i ochoty podtrzymywania, i czucia tej nici. Miłość – oczywiście rozumiana tu nie jako uczucie, ale jako postawa, decyzja i obietnica. Ona jest zawsze ze względu na osobę kochaną. Stąd komunikacja postrzegana jako najkorzystniejsza dla obojga – staje się drogą, której miłość pozwala wytrwać, przezwyciężyć lenistwo, opory, dumę. Miłość współweseli się z prawdą.

 

Nić porozumienia – możliwa, trwała. Kiedy już oplata dwoje ludzi pozwala na wiele cudów.

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
środa, 29 kwietnia 2009 13:13

Wierność - niewierność

Wierność - niewierność

Kobiety są wierne (nie, nie jak rzeka, ale tak naprawdę!), mężczyźni często zdradzają. One są równocześnie strasznie humorzaste, przypominają pogodę znaną jedynie meteorologom (a i nie zawsze), a dla przeciwwagi oni są bardzo stonowani, w jednym nastroju, są przewidywalni. I znów sieci uogólnień, stereotypy z ziarenkami prawdy. Jak to jest z nami?

 

Kobieta a wierność


One są uparte, więc kiedy kochają, wkładają w to całe serce (wraz ze swoimi idealistycznymi wyobrażeniami o księciu z bajki). Są zdolne do wielkich poświęceń, do heroizmu. Widać też ich stronę mniej chwalebną – kobiety mogłyby zrobić wszystko, dać największe dowody miłości, a nawet zapomnieć o honorze i po stokroć wybaczać pomimo wielokrotnych zranień albo upaść nisko. Dla nich miłość z jednej strony jest więc emocją, ale z drugiej – postawą, toteż potrafią latami trwać przy tym, kogo wybierają. Ale… No właśnie.

Dziś świat znów czyni akrobacje i staje do góry nogami. Czy lansujemy wzór kobiety wiernej (tej idealnej, Penelopy czekającej na Odysa, tkającej kobierce i niszczącej je co noc)? Zdecydowanie nie. Dziś dziewczyny prześcigają się w „zaliczaniu” chłopaków, same siebie uprzedmiotawiają, tak jak i czynią z facetów przedmiot użytku. Doskonałe przeniesienie z filmu „Lejdis”, który wpierw wzbudził we mnie bunt: one przecież takie nie są! A po kilku obserwacjach opamiętanie: tak przecież jest! Zatem wierność została zdecydowanie podważona, ale też upodlona w okrutny sposób. Nie jest modna. A ja powiem coś więcej i coś odwrotnie: to (w sensie: wierność) jest bardzo kobiece (i bardzo osobowe). Jest elementem przysięgi („i ślubuję ci…”), więc jest nie tyle pochopną decyzją czy jakimś prezentem, który komuś się trafił. Wierność i dla kobiety bywa trudna, ale możliwa do utrzymania. I jest piękna, ozdobna, rodzinna.



Mężczyzna a niewierność


Mężczyznom jest trudniej o wierność. Mają przecież większą potrzebę wolności, silniejszy popęd seksualny i generalnie szukają nowych wrażeń. Ile w tym prawdy? Raczej niemało. Jednak korzenie takich zachowań tkwią nie tylko w naturze męskiej, ile we wszystkich wydarzeniach, w całym otoczeniu. Facet naprawdę spełniony, kochany i doceniany może być tak samo wierny jak kobieta. Może nawet bardziej. Wszak też ślubuje! Kiedy ukochana kobieta nie przestaje fascynować, być z jednej strony ciągłą zagadką, z drugiej nieustannym wyzwaniem, mężczyzna nie musi szukać innej. Wie, gdzie jest jego miejsce, gdzie musi stać na straży. Ciekawe przeniesienie męskich tęsknot do Tej Jedynej pojawia się w filmie „Testosteron”. Faceci, nie owijając w bawełnę, nie kryjąc ułomności, potrafią śmiało mówić, jak bardzo  kochają swoje żony, mówić o nich pięknie, zachwycać się nimi. („Wszystkie są dziwkami, oprócz mojej żony.”) Może jest to lekka przesada, ale ukazuje, jak wielkie bywa pragnienie posiadania swojej Oazy, domu, miejsca, gdzie można odpocząć, ale też naładować baterie.

Ponadto istnieje coś tak bardzo ważnego jak męski honor. To on hamuje mężczyznę przed wieloma namiętnościami. Facet musi dokładnie wyliczyć, czy opłaca mu się w coś wchodzić. On także nie będzie długo rozmyślał nad zakończeniem związku, który nadszarpnął jego godność. Bóg, Honor, Ojczyzna… Miłość, Honor, Dom.

 

Kobieta a zmienność


Kobieta zmienną jest niczym piórko na wietrze – pisał Wergiliusz. I jak się z nim nie zgodzić? Niedobrze, kiedy tę cechę traktujemy jako wadę lub jako coś determinującego całą osobę. Źle też, gdy próbujemy temu zaprzeczać (szczególnie same panie ujawniają taką tendencję: wcale nie jestem humorzasta!).

 

Skąd ta zmienność? Właśnie z głębi kobiecości! Z natury cykliczności organizmu, który wydziela naprzemiennie hormony, w stałych proporcjach i sprawia, że raz czujemy się tak dobrze, że możemy zdobyć wszystko, a za jakiś czas warczymy, płaczemy bez powodu, złościmy się i cały świat jest szary. Idziemy w zgodzie z fazami księżyca: raz obfitując, a potem znów ubożejąc. To niezrozumiałe często dla samych dziewcząt, a jakże pomocne przy planowaniu pracy, przy zwykłych czynnościach. Kiedy wiem, że czekają mnie naprawdę złe dni, nie stawiam sobie wielkich zadań, nie umawiam się na ważne spotkania, unikam męczących wydarzeń i nie podejmuję odpowiedzialnych, najważniejszych decyzji. I co najważniejsze: staram się być dla siebie wyrozumiała. Ale czy całe otoczenie widzi tą kobiecą zmienność? Zdarza się. Niekiedy trudno to ukryć, choć chciałoby się… Fajnie, gdy chłopak wie, jak funkcjonuje Twój organizm. Wtedy potrafi być naprawdę wyrozumiały i wspaniałomyślny. Zabierze Cię na lody i na spacer, kupi Ci różę i wysłucha najgorszych skarg na świat i na życie, nie wyśmiewając ich. Cóż, może nigdy nie zrozumie, ale za to jak bardzo próbuje!

Zmienność kobiety jest piękna. A dokładniej mówiąc: jej cykliczność. W dawnych czasach kobiety były uważane za sojuszniczki Matki Ziemi i Natury. Już wiadomo dlaczego.



Mężczyzna a stałość


Mężczyzna nie ma tak skomplikowanego układu hormonalnego, jest on niemalże zawsze na tym samym poziomie, co powoduje, że facet jest zwykle tak samo trzeźwo myślący i racjonalny. Każdego dnia prezentuje podobną formę. Potrafi ocenić słusznie sytuację i jeśli ma „gorszy dzień”, to nie z własnej przyczyny, z wnętrza swojej osoby, ale gdzieś z problemów zewnętrznych. W sporach dziewczynki protestują: Wcale nie jesteście mądrzejsi! Wcale nie jesteście silniejsi! A jednak są. Są mądrzejsi, to znaczy zawsze tak samo gotowi do wyzwań, do trudnych operacji myślowych i czynnościowych, i są silniejsi przez to emocjonalnie i intelektualnie. Czyż to nie wspaniałe uzupełnienie kobiecej cykliczności? Kiedy ona wie, że ma u boku kogoś tak odpowiedzialnego i gotowego unieść ciężary codzienności (daj Boże!)?

 

Stałość męska jest dobrą przesłanką do wierności, co przeczyłoby wyżej opisanym stereotypom. Tutaj trzeba by odróżnić cykliczność od wybuchowości i namiętności. Mężczyźni bywają przecież porywczy, agresywni (i nie co innego, jak hormony grają tutaj główną rolę), ale jest to zmienność niezależna od dni, od fazy, ale od sytuacji. I zwykle trwa krócej, nie odbijając się na całym świecie.

 

Dobrze, gdy wiemy o naszych stałościach i zmiennościach, o wierności i niewierności, gdy wyczuwamy granice i różnice. I dobrze, kiedy potrafimy ślubować świadomie „wierność… aż do śmierci” (czyli nawet w czasie złych dni ona kocha i on ją kocha! I kiedy ona nie wie, który proszek do prania wybrać, a on za nic nie chce zmienić zdania… Mimo wszystko zatem!).

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
wtorek, 09 czerwca 2009 13:19

O naszych słabościach

O naszych słabościach

Spytaj faceta, co jest jego słabością. Jeśli nie jesteś Tą Jedyną, odpowie, że nie ma takich. (Jeśli nią jednak jesteś – stwierdzi, że Ty, migając się nieco od odpowiedzi i będąc usatysfakcjonowanym, że znów cię zdobywa). Spytaj kobietę o jej słabości, a wymieni cały wachlarz, lekko zawstydzona, ale i podekscytowana. Dziś nie będzie o słabych stronach, ale o naszych damskich i męskich słabościach, małych uzależnieniach i pasjach.

Ona – pani domu

Roboczo nazywam jej słabości pełnym kompleksem „pani domu”. Każda bowiem cecha znajduje odzwierciedlenie w innym pokoju.
Po pierwsze, mamy do czynienia z królestwem gospodyni – z kuchnią. Kobieta uwielbia jeść (pomijając liczne co prawda przykłady niejadków i pań na diecie – ale to już inne pomieszczenie). Dochodząc do sedna, można sprecyzować: ona uwielbia słodycze. Dlaczego kobiecie daje się czekoladki? Ze względu na ich działanie, a więc podwyższanie poziomu estrogenu, dzięki czemu nawet w najgorszym dniu, może stać się milsza… Jej wyczulenie na słodycz jest także umotywowana przez dawne czasy, kiedy to kobiety zostając przy domu z potomstwem, zbierały słodkie owoce i oczywiście, musiały próbować je  przed podaniem dzieciom. One są po prostu do nich przyzwyczajone. Specjalistki od słodkości.

Dla przeciwwagi mamy łazienkę, sypialnię i garderobę, gdzie kobieta usilnie zabiega o ekspozycję swojego piękna. Malowanie się, przebieranie, komponowanie elementów stroju, nakładanie na twarz różnych mikstur, zabiegi kosmetyczne, a przy tym często przejawiający się odruch zakupoholizmu – zatem nadmiar torebek, butów, spinek do włosów i innych części. Dlaczego kobieta dostaje kwiaty? Ano właśnie, z powodu piękna i wdzięku –i jej, i tych roślin!

 

Kolejnym miejscem są pokoje: dziecięcy i gościnny. Od dzieciństwa kobieta bawi się lalkami. Najczęściej wraz z lalką pojawia się maleńki wózek, tysiąc ubranek, plastikowa zastawa kuchenna itd. Kobieta przygotowuje się do macierzyństwa już wtedy, kiedy pojawiają się w niej odruchy opiekuńczości, czułości i odpowiedzialności, Również nastolatki często zauważają, że mają słabość do dzieci – czy to tych na ulicy, czy tych u sąsiadów, czy gdziekolwiek na zdjęciu. Dlaczego kobiety standardowo dostają od mężczyzn pluszowe misie? Właśnie dlatego, że są zauroczone ich puszystością i okrągłością. Miś w swoim kształcie przypomina bardzo małe dziecko – z dużą główką w stosunku do ciała i dużymi oczami. Ot, cały sekret.

On – prawie mały chłopiec

Wspomniana we wstępie możliwość tego, że to kobieta jest słabością mężczyzny (jako Ta Jedyna) jest punktem wyjścia.

Mężczyźni rzeczywiście kochają, podziwiają, ulegają… Jednak ze swoich pasji mężczyzna zdaje się nie wyrastać szybko, może nigdy. Co jest podstawową zabawką chłopca? Oczywiście samochód. Do czego chłopcy lgną dużo prędzej od dziewczynek. Oczywiście do wszelkich sprzętów elektronicznych i mechanicznych. Co chłopcy chętnie robią wieczorami? – Kopią piłkę. Otóż to wszystko razem zebrane tworzy obraz słabości dorosłego nawet faceta (oczywiście, jak zawsze tutaj, schematycznie).

Pojazdy czterokołowe (ale też dwu, jak najbardziej) stają się większe i jeszcze cenniejsze. Auto może być oczkiem w głowie każdego mężczyzny. Przejechać się nim, pochwalić się innym, porównać… Ale też popatrzeć na inne samochody na ulicach czy w gazetach. Kiedy kobieta patrzy na kolor, on patrzy na markę, na siłę silnika i inne parametry.
Podobnie wygląda sprawa mechaniki i elektroniki. Chłopcy mali i duzi uwielbiają rozkręcać maszyny, oglądać ich wnętrze, rozumieć, jak co działa i po co. Synowie chętnie pracują z ojcem, uczą się od niego, dlatego wielka jest rola taty i dziadka, i całej linii męskiej.  Uwielbiają coś naprawić, bo czują się naprawdę potrzebni i wykwalifikowani. Umysł logiczny, ambicja, precyzja, zaprzyjaźnienie z rzeczami martwymi (to oczywiście przenośnie) pozwalają im stać się specjalistami od tych spraw. I błędem byłoby przyjmowanie takich ról przez kobiety.
Sport to kolejna pasja faceta. Zwykle jest to piłka nożna, ale nie tylko. Chłopcy realizują się i w lekkoatletyce, i w grach zespołowych. Młodzi marzą o zdobyciu medali, podziwiają słynnych sportowców, chodzą na mecze. Starsi orientują się dokładnie w odbywanych rozgrywkach, pozycjach klubów i wszelkich nowinkach. W czasie ważniejszych imprez organizują spotkania przy piwie (często z szalikami). Piwo jest de facto dla mężczyzny większą pokusą od czekolady. Piwo – czyli smak gorzki, przypominający o odbywanych niegdyś polowaniach. Tak oto mężczyzna nie jest całkiem wolny od ludzkich słabości.

A w praktyce…


Poniżej tych wszelkich schematów i uogólnień (ale jakże nie zgodzić się z nimi?), dodaję, że istnieje dużo więcej wyjątków od reguł. Ileż to kobiet kopie piłkę i bawi się w elektryka? Iluż to mężczyzn piecze znakomite ciasta i ma wspaniały kontakt z dziećmi?
Nasze pasje-słabości nie wynikają z płci, ale są z nią bardzo powiązane. Kończę, dopijając gorącą czekoladę i właśnie wychodząc na zakupy.

Opublikowane w Ona&On
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 2

Wyszukiwarka

Ostatnio na Forum

    • Mężczyzna i NPR
    • Last post by Kami79
    • 3 tyg., 3 dni temu

More Topics »

Tagi

aborcja antykoncepcja bajka Biblia blog czystosc duchowosc dylematy dzieci dziecko film kobieta komunikacja konkurs ksiazka ksiazki malzenstwo meskosc mezczyzna milosc Mloda Para narzeczenstwo NPR piekno plodnosc polecamy poradnik rodzicielstwo rodzina roznice seksualnosc slub teologia ciala warsztaty wesele wiadomosci wiara wychowanie zakochanie zwiazek

Ostatnie komentarze

  • Agnieszka Kowal Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę… Napisane przez Agnieszka Kowal na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
  • Ewa Maria Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo… Napisane przez Ewa Maria na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
  • Maciej Kryczka Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-) Napisane przez Maciej Kryczka na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
  • Agnieszka Kowal Wspaniałe :) Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:23
  • Agnieszka Kowal Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku… Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:15

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane