Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Rodzina » Rodzina » Wyświetla wpisy wg etykiety: duchowosc
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Człowiek najpełniej afirmuje siebie, dając siebie. To jest pełna realizacja przykazania miłości" (Jan Paweł II)
"Najgłębszym pragnieniem w sercu każdego człowieka, przed pragnieniem życia, jest pragnienie kochania i poczucie, że jest się kochanym." (M. Quoist)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Miarą miłości jest miłość bez miary" (Św. Franciszek Salezy)
"Miłość oznacza rozprowadzać ciepło, nie dusząc się przy tym wzajemnie. Miłość oznacza być ogniem, ale wzajemnie się nie spalać." (Phil Bosmans)
"Kochamy wciąż za mało i na próżno." (Ks. Jan Twardowski)
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi." (Stefan Wyszyński)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Miłość w najgłębszych pokładach mojej istoty była tą nadzwyczajną energią, która kazała mi chodzić, biegać,walczyć, żyć." (Michel Quoist)
"Kochać kogoś to znaczy widzieć w nim cuda dla innych niedostrzegalne" (Francois Mauriac)

Wyświetla wpisy wg etykiety: duchowosc
Subskrybuj RSS
piątek, 05 listopada 2010 22:00

Boże, do stołu z nami siądź

Boże, do stołu z nami siądź

Codzienna bieganina, pośpiech, sprawy, które nie mogą czekać, telefony, które trzeba odebrać, zakupy, praca na wczoraj – to zaledwie kilka elementów składających się na naszą codzienność. Niemal we wszystkim liczy się tempo. Trudno się temu nie poddać, w końcu każdy chce mieć szybki Internet, szybką obsługę, szybkie jedzenie. Świat nie ćwiczy nas w cierpliwości, wręcz przeciwnie – wychodzi naprzeciw naszym oczekiwaniom i potrzebom, a nawet je wyprzedza. Jak grzyby po deszczu powstają bary szybkiej obsługi, fast foody, w których zaspokajamy naszą podstawową potrzebę bez zastanawiania się nad tym, co jemy, ile jemy, po co i z kim (zazwyczaj z kimś, kogo widzimy pierwszy raz w życiu). Z drugiej strony, jedzenie stało się w pewnych kręgach, wśród bardziej wymagających konsumentów, obiektem pożądania. Wyszukane potrawy, wykwintne smaki łechcą podniebienia smakoszy-koneserów, programy kulinarne podbijają oglądalność, a kolejne diety cud zdobywają nowe rzesze „wyznawców”.

 

Może nie byłoby w tym nic złego, w końcu sama czasami „zawieszę” oko na jakimś ciekawym programie o gotowaniu, zjem szybkiego hamburgera czy westchnę na widok smakowitego deseru, gdyby nie fakt, że coraz rzadziej posiłek jest miejscem spotkania wszystkich domowników, miejscem spotkania z Bogiem. Posiłek i wspólne zasiadanie przy stole miało dla Jezusa szczególne znaczenie. Wyrazem tego jest wiele biblijnych opisów uczt i wieczerzy, a wśród nich najważniejszej, podczas której została ustanowiona Eucharystia. Dla chrześcijanina posiłek ma więc szczególną wartość. Życie chrześcijanina toczy się wokół stołu w sensie dosłownym (w życiu rodzinnym) i symbolicznym (wokół stołu eucharystycznego). Posiłek nie powinien być więc zredukowany do aktu zaspokojenia głodu czy smakowej podniety. Ale jeśli już popadać w krytycyzm, to najlepiej zacząć od siebie. Kuszące jest jedzenie poza domem i istnieje wiele powodów, dla których to robimy, chociażby z oszczędności czasu (na inną oszczędność nie ma co liczyć), dla uczczenia ważnych wydarzeń w miłej romantycznej atmosferze (np. rocznicy ślubu), w chwilach zmęczenia codziennymi domowymi obowiązkami (odpoczywamy od całej krzątaniny związanej z przygotowywaniem posiłku, a później sprzątaniem po nim).

 

Długo można by wymieniać powody, dla których korzystamy z tej niewątpliwie luksusowej i wygodnej opcji. Wszystko jest w porządku, jeśli jak we wszystkim zachowamy umiar. Problem powstaje wtedy, gdy nasze życie rodzinne przenosi się całkowicie poza dom. Brakuje wówczas przestrzeni, w której w atmosferze zaufania, wzajemnego zrozumienia można budować wzajemne relacje. Dom rodzinny, a w szczególności stół, zwołuje nas i scala. Tu możemy być sobą, rozmawiać o trudnych sprawach i dzielić się nawzajem radością bez bycia narażonym na ciekawskie spojrzenia innych gości restauracji lub uwag na temat hałaśliwości naszych dzieci. Dla nas posiłki w domu są podstawą. Wspólne przyrządzanie obiadu czy kolacji jednoczy, uczy współpracy i zachęca niejadków do zjedzenia własnoręcznie uformowanego kotleta. Co prawda, robienie pierogów z dwulatkiem wymaga pewnej determinacji, cierpliwości i poczucia humoru (mąkę można znaleźć wszędzie, nawet w butach), ale efekty są warte wysiłku. Dzieci w miarę dorastania same proponują swoją pomoc. Wiedzą, że przygotowanie posiłku wymaga trudu i zaangażowania, ponieważ same w tym uczestniczą, szanują więc pracę swoją i swoich rodziców.

 

Wspólny posiłek to czas, żeby się zatrzymać, porozmawiać, pobyć ze sobą, pogłębić więzi. Taką rolę pełnił również za czasów Jezusa – rodzina zbierała się przy stole i zapraszała do niego przyjaciół. Dlatego stół powinien pełnić ważną rolę w życiu rodziny. W naszej rodzinie, odkąd pamiętam, celebrowano wspólne posiłki, szczególnie te świąteczne, okolicznościowe i niedzielne. Czas spotkania ze sobą na rozmowie był i jest dla nas ważny. Czasami osoba, która z racji małżeństwa stawała się częścią naszej rodziny, dziwiła się: „Jak można tak długo jeść obiad?”. Jednak to nie opieszałość, ale chęć przebywania ze sobą powodowała, że wspólne posiłki przeciągały się, a czas jakby zwalniał. Święta były i są dla nas czasem szczególnym. Zawsze obowiązuje odświętność w ubiorze, wystroju stołu i domu, chociaż i tak najistotniejszy jest „porządek” w duszy.

Zachowanie tradycji i świątecznych zwyczajów to jednak nie wszystko. Zaproszenie do wspólnego stołu Jezusa – osoby, która ma dla nas szczególne znaczenie, od której pochodzi nasze życie oraz dary, które będziemy spożywać – jest najważniejszym elementem posiłku. Podziękowanie za dary oraz prośba o błogosławieństwo to nie tyle rutynowa czynność, co wyraz naszej wiary i miłości do Boga. Jest to również znak tego, że chcemy, aby Bóg towarzyszył nam w każdym momencie. Oczywiście słowa modlitwy mogą być spontanicznie wypowiedziane, nie tylko te powszechnie znane i używane. Nasza modlitwa jest różnorodna i przybiera różne formy, także śpiewaną i pokazywaną (tę najbardziej lubią dzieci).

 

Byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że na co dzień daleko nam do ideału. Ulegamy pośpiechowi, chociaż wiemy, że modlitwa wycisza, pozwala nam się skupić na tym, co aktualnie robimy, cieszyć się wspólną obecnością i obecnością Jezusa w naszym życiu. Mimo że wychowani zostaliśmy w domach, w których kreślono znak krzyża na bochenku chleba i całowano kromkę, która upadła, zdarza się, że zapominamy o znaku krzyża przed posiłkiem. Syndrom naszych czasów czy zwykłe lenistwo duchowe? Pewnie i jedno, i drugie po trosze. Wiedzieć to za mało, potrzebna jest jeszcze wewnętrzna dyscyplina oraz świadomość, że jesteśmy żywym przykładem dla naszych dzieci w każdym momencie („po owocach ich poznacie”). Przed nami jeszcze sporo pracy, ale na szczęście wiemy, jaki jest właściwy kierunek. Daleko nam do postawy mojego szwagra, dla którego znak krzyża przed posiłkiem jest tak oczywistą i czasem wręcz nieuświadomioną czynnością, że kreśli go, nawet częstując się ciastkiem. Podziwiam, zazdroszczę i chcę naśladować. Na szczęście nigdy nie jest za późno na zmiany. Przecież swoich przyjaciół – a Jezus do nich należy – zapraszamy do stołu każdego dnia, nie tylko od święta.

 

Sygnały Troski nr 11/2010

www.sygnalytroski.pl

Opublikowane w Rodzina
Czytaj więcej...
niedziela, 30 listopada 2008 21:23

Duchowość kobiety

Duchowość kobiety

red. Józef Augustyn SJ, „Duchowość kobiety”

wydawnictwo WAM, Kraków 2007


Kobieta niejedno ma imię, a równocześnie (i paradoksalnie) bycie Nią oznacza pewien szczególny wymiar wrażliwości, pewną głębię duchowości, którą współcześnie albo próbuje się zagłuszyć i zepchnąć, albo całkiem przeformułować na sposób ezoteryczny i parapsychologiczny. Tak nie godzi się patrzeć.

 

Wokół tego stanowiska skupiają się publikacje (ukazujące się wcześniej w „Życiu duchowym”) zebrane w tomiku „Duchowość kobiety”. I, co warte podkreślenie, jak pisze redaktor (Józef Augustyn SJ) we wstępie: „o duchowości kobiety można przecież mówić jedynie w kontekście duchowości mężczyzny i odwrotnie”, dlatego uzupełnieniem tej książki jest „Duchowość mężczyzny”, o której piszemy w innym artykule.

 

Jak teologia mówi o kobiecie? Gdzie jest miejsce kobiecości w obrazie Boga? Jakie były uczennice Chrystusa? Jak rozumieć piękno kobiecości Maryi i innych święte kobiety? Jakie jest Jej miejsce w Kościele? Czy kobiety są bardziej pobożne? Co oznacza macierzyństwo? Jak mężczyzna spostrzega jej miejsce w rodzinie? Jaka szczególna relacja łączy matkę i córkę? Jaki obraz kobiecości „serwują” dzisiejsze media? Na te oraz na wiele innych kwestii odpowiadają autorzy artykułów.

 

Książka posiada pewien wymiar pokrzepienia, przypomnienia o miejscu kobiety w samym sercu teologii i nauczania Kościoła, w centrum życia rodzinnego i społecznego. Kobieta jawi się jako dar, a jej duchowość jako głębia Mądrości i Wrażliwości uzupełniająca duchowość mężczyzny, by stworzyć Pełnię na wzór boski. Ciekawa pozycja, znakomici autorzy i wielka radość czytania.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
piątek, 05 grudnia 2008 21:39

Najpiękniejsza historia miłości

Najpiękniejsza historia miłości

Ks. Marek Dziewiecki, „Najpiękniejsza historia miłości”

wyd. eSPe, Kraków 2005

 

„Miłość Józefa do Maryi dojrzewała pod działaniem Ducha Świętego i pozwoliła obojgu małżonkom na przeżywanie miłości bardzo podobnej do więzi, jakie łączą ludzi, którzy są już w niebie, czyli żyją twarzą w twarz...”

 

„Najpiękniejsza historia miłości” autorstwa ks. Marka Dziewieckiego to książeczka-medytacja. Zawiera zbiór rozmyślań o niezwykłej Parze, która bywa jednak czasem pomijana jako „niedzisiejsza” albo pojmowana błędnie jako para innej kategorii lub jako ideał zbyt idealny. Nieosiągalny, a więc nie warty do przybliżenia.

 

Maryja i Józef – główni bohaterowie tak bliscy, a tak nieznani. Ukryci i skromni, a jakże sławni! A przecież to ludzie prawdziwi, z krwi i kości. Mąż i żona. Ludzie, którzy stworzyli najpiękniejsze małżeństwo. Wzorcowe. Czego mogą nas nauczyć? Jaka jest droga męskości i ojcostwa Józefa? Jaka jest droga kobiecości i macierzyństwa Maryi? Jaka jest ich wspólna droga? Warto pochylić się nad Tą Tajemnicą wraz z autorem. Wielkimi rzeczami warto się zachwycać.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
piątek, 16 stycznia 2009 21:52

Kobieta. Kapłaństwo serca

Kobieta. Kapłaństwo serca

Jo Croissant, „Kobieta. Kapłaństwo serca”

Wyd. W drodze, Poznań 2003

 

Niejedna już mała dziewczynka chciała zostać księdzem. Bo przecież on obcuje tak blisko Boga! Bo on bierze udział w takich cudach, bo... Czy Bóg wyróżnił mężczyzn przez dar kapłaństwa? Czy nic nie zostawił kobietom?

Oj, zostawił. I to nie byle jakie kapłaństwo, ale kapłaństwo serca. – Obcowanie z wieloma tajemnicami, uczestniczenie w wielkich wydarzeniach zbawienia i w mało-wielkich historiach codzienności. Jo Croissant w kapitalnym stylu odkrywa serce kobiety jako miejsce szczególnego wybraństwa. Książkę zaopatruje w bardzo mocne i prawdziwe świadectwa wielu bliskich jej osób oraz w głębokie refleksje teologiczne, oparte na badanych Pismach. Prawdziwa uczta dla duszy zgłodniałej tak wielkich odkryć! Piękny traktat o godności kobiety. O jej wybraństwie. O jej kapłaństwie, dla którego nie trzeba złudnego i zubożającego „uprawnienia płci”. Kobieto, bierz udział w tych dziełach.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
niedziela, 18 grudnia 2011 18:05

Gwiazdka "po Bożemu"

Gwiazdka "po Bożemu"

Po co są Święta Bożego Narodzenia? Żeby najeść się pyszności, posłuchać kolęd, poddać się nastrojowi już od listopada „podkręcanemu” przez reklamy i sklepowe dekoracje? Żeby obdarować swoich bliskich prezentami? Żeby pobyć ze sobą? W zasadzie każdy z tych elementów jest istotny i jak najbardziej potrzebny, ale pod jednym warunkiem – jeśli nie przysłania tego, co najważniejsze. Bo Boże Narodzenie jest przede wszystkim jednym z najdonioślejszych wydarzeń w roku liturgicznym; świętem podczas którego – jak sama nazwa wskazuje – wspominamy przyjście Jezusa na ziemię w ludzkiej postaci.

 

Każdy przeżywa te Święta na swój własny sposób. Jednak żyjąc w rodzinie, powinno się mieć w tym czasie na uwadze nie tylko siebie, ale także uczucia i potrzeby pozostałych członków. Dobrze jest postawić sobie pytanie, w jaki sposób poprzez wspólne świętowanie można umocnić zarówno swoją wiarę, jak też wzajemne relacje. A te Święta naprawdę stwarzają mnóstwo okazji do tego, żeby je w Bożym duchu pogłębić. Nie bez powodu poprzedzone są czterotygodniowym okresem Adwentu, w którym mamy się wewnętrznie przygotować do świadomego i radosnego ich przeżycia.

 

Tak naprawdę bowiem to już wtedy rozpoczyna się rodzinne obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia. Czy się ten czas owocnie wykorzysta, dużo zależy od postawy przyjętej przez rodziców. Już małe szkraby bardzo chętnie będą uczestniczyć w Roratach, zwłaszcza, gdy mama czy tata pomogą w wykonaniu lampionu. Msze roratnie są też wspaniałym pretekstem, aby w przystępny sposób wprowadzać dzieci w świat głównych prawd wiary. Uczą też wyrzeczeń – nierzadko trzeba przecież bardzo wcześnie wstać! (Aczkolwiek oprócz tradycyjnych Rorat „o świcie”, często są również specjalne dla dzieci – po południu lub wieczorem). Dodatkowo księża zachęcają wtedy do podjęcia adwentowych postanowień, co wpływa nie tylko na jakość przeżycia Świąt, ale też ćwiczy cierpliwość, silną wolę oraz znakomicie kształtuje charakter. Ponadto w wielu parafiach panuje zwyczaj wypisywania przez dzieci (na karteczkach, serduszkach) swoich dobrych uczynków i składania ich np. w pustym jeszcze żłóbku. Zbierane są też dary dla najuboższych rodzin – można podzielić się swoimi rzeczami, zabawkami. Szkoda „przespać” ten czas, dlatego szczerze zachęcam do zadbania także o tę stronę przygotowań do Świąt – chociażby podczas tych paru ostatnich dni, które nam jeszcze pozostały.

 

Kolejną istotną sprawą są świąteczne porządki, dekoracje, pieczenie, gotowanie itd. Pozostawienie wszystkiego na głowie jednej osoby (przeważnie mamy) jest nie tylko dość okrutne i niesprawiedliwe, ale też zupełnie bezsensowne, żeby nie powiedzieć: głupie, pozbawia bowiem resztę rodziny wielu przyjemności. Brzmi to może cokolwiek dziwnie, ale… wystarczy pomyśleć, jak wiele uciechy może dać wspólne robienie ozdób na choinkę, zawieszanie światełek, wykrawanie pierników! Zwykłe ścieranie kurzu, pastowanie podłogi czy zmywanie stosu naczyń nabiera zupełnie innego znaczenia, gdy robi się to wraz ze swoim mężem, żoną, córką, synem, mamą, tatą… Wiadomo, że nie wszyscy mogą w równym stopniu włączyć się do każdej ze świątecznych prac – nie wymagajmy od kilkulatka, aby np. gotował wymyślne potrawy czy prasował. Nie o to przecież chodzi. Sęk w tym, aby każdy w miarę swoich możliwości miał swój wkład. Grunt to rozsądny podział – wtedy nikt nie czuje się wykorzystywany i zmęczony, a wszyscy mogą poczuć radość i satysfakcję. Przedświąteczne czynności naprawdę nie muszą wiązać się z pośpiechem i zdenerwowaniem, a taka wspólna praca bardzo scala rodzinę.

 

Jeśli chodzi o przeżycie samych Świąt, to według mnie wszystko, co najważniejsze, zawiera się we fragmencie książki Małgorzaty Musierowicz pt. Noelka (przy okazji – gorąco polecam lekturę całości!):

 

W miłym gwarze i hałasie cała rodzina nadciągała wolniutko do stołu. Przynoszono dodatkowe nakrycia, brzękano dodatkowymi sztućcami, dostawiano krzesła, żeby dla wszystkich starczyło miejsca przy stole. Truchtem przebiegła przez pokój Pyzunia, krzycząc: – A gdzie sianko, a gdzie sianko?! – i pojawiła się w chwilę potem z garścią suchych traw, które złożyła na serwetce pośrodku stołu (omal nie wylewając zawartości wazy z kompotem). Na sianku umieściła paczkę opłatków, a tu właśnie nadeszły z kuchni obie mamy, zdejmując fartuszki i meldując, że wszystko gotowe.


Patrycja […] wetknęła do magnetofonu kasetę z kolędami w wykonaniu zespołu „Mazowsze”. […] Kiedy gwar już umilkł, wstał ojciec Borejko, chrząknął uroczyście i długo grzechocząc zapałkami wykrzesał wreszcie płomyk, niezbędny do zapalenia świecy na stole. Następnie stwierdzono, że potrzebne w tym właśnie momencie Pismo Święte gdzieś się zapodziało i odbyło się krótkie śledztwo w tej sprawie. Biblię odnaleziono na fotelu, ojciec brzęknął widelcem w talerz i poprosił o ciszę. Jak zwykle w Wigilię u Borejków głos miało dziecko. […] Zgaszono światło, zapalono świeczki na choince. […] Pyza otworzyła książkę na stronicy założonej wstążeczką.

– Narodzenie Jezusa – przeczytała głosem zasapanym z przejęcia. – W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta...

Elka zupełnie niespodziewanie poczuła, że ma łzy w oczach. Nie rozumiała, dlaczego. Zwykły wieczór wigilijny. Zwykła rodzina. […] Mama Borejko też miała łzy w oczach.

Jak co roku w tej właśnie chwili. Oto cała jej rodzina zgromadziła się wokół stołu, wszyscy zdrowi, wszyscy – wciąż jeszcze razem.

Jak długo?... Świeca płonęła chybotliwie, oświetlając kochane twarze, pachniało choinką i pomarańczami, a cienki, przejęty głosik, jak co roku, od tylu już lat – niezależnie od tego, które z dzieci właśnie wybrano do czytania – ciągnął odpowiedzialnie, zacinając się – jak zwykle – zawsze w tym samym miejscu:  –Udał się także Józef z Gali - galili - galali - galilei, z miasta Nazaret...

Dziękuję - przemknęło przez głowę mamie Borejko. - Dziękuję. Za to całe szczęśliwe życie.

 

Jaki jest zatem sekret udanej Wigilii? Po prostu – Miłość. Radość z tego, że jest się razem, przy jednym stole. Chwile wzruszenia podczas dzielenia się opłatkiem – podziękowanie sobie nawzajem za pomoc, dobro oraz obecność w dobrych i złych chwilach, przeproszenie za to, co było nieudane, przebaczenie uraz. No i przede wszystkim niezapominanie o Tym, Który jest (nie tylko zresztą tego dnia) najważniejszy. Dlatego tak istotna jest wspólna modlitwa, odczytanie fragmentu z Ewangelii św. Łukasza, śpiewanie czy słuchanie kolęd, pójście na Pasterkę. Cała piękna oprawa – biały obrus, choinka, świece itd., powinny być traktowane nie jako cel, lecz środek do przeżycia czegoś większego i głębszego. Dopiero wtedy, gdy całą rodziną zaprosi się Boga do wigilijnego stołu, Święta będą przeżyte w najpiękniejszy i najwłaściwszy sposób.

 

Nie warto marnować tych magicznych chwil na siedzenie przed telewizorem i oglądanie po raz kolejny tych samych programów, kiedy można ten czas wykorzystać dużo lepiej. Jak? Każda rodzina ma swoje własne rytuały i zwyczaje. Osobiście z prawdziwym sentymentem wspominam Gwiazdki, kiedy z rodzicami i siostrą graliśmy w gry planszowe i układaliśmy olbrzymie puzzle. W zaprzyjaźnionej, muzykalnej rodzinie wspólnie wykonuje się kolędy – każdy gra i śpiewa! W innej z kolei ogląda się wtedy rodzinne zdjęcia, slajdy czy filmy i wspomina wydarzenia z dalekiej i bliskiej przeszłości – śluby, chrzciny, komunie, wakacje… W codziennym zabieganiu nie zawsze jest czas, aby spokojnie porozmawiać, pośmiać się, podokazywać z dziećmi. Gwiazdka daje do tego szansę.

 

Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji o prezentach. Nieodłącznie wpisują się w tradycję i także budują gwiazdkowy klimat. Niestety, w dobie powszechnej komercjalizacji często gubi się ich podstawowy sens, jakim było i być powinno sprawienie przyjemności osobie obdarowanej i zaznaczenie, że się o niej pamięta oraz że jest dla nas ważna. A więc trafiony prezent niekonieczne musi wiązać się z olbrzymimi kosztami! Liczy się pomysł, szczerość, chęć trafienia w upodobania oraz spełnienie marzeń. Dlatego zakupu świątecznych upominków nie powinno się zostawiać na ostatnią chwilę, bo zwiększa to ryzyko przypadkowości oraz poddania się presji czasu i perswazji reklam.


W potocznym, „świeckim” wymiarze grudniowe święta kojarzą się bardzo ciepło i pozytywnie – z choinką, śniegiem, jasnymi światełkami rozjaśniającymi mroki nocy, świętym Mikołajem i prezentami. Jednak dla ludzi wierzących istota Gwiazdki na tym się nie kończy. Z jednej strony – przeżywanie radości z narodzin Bożej Dzieciny oraz doświadczenie miłości Boga i człowieka, z drugiej natomiast – przygotowywanie się na nie i dzielenie się nimi w gronie najbliższych – oto prawdziwa i główna treść tych Świąt.

Opublikowane w Rodzina
Czytaj więcej...
niedziela, 04 września 2011 12:37

Czytania ślubne (2)

Czytania ślubne (2)
Tekst o czytaniach ślubnych ze Starego Testamentu cieszy się ogromną popularnością. Cieszy nas fakt, że oprawa liturgiczna ceremonii ślubnej nie jest Wam obojętna. Prezentujemy dziś komentarze Pauliny Zapasek do czytań ślubnych z Nowego Testamentu.

  1. Rz 8,31b-35.37-39

 

Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

 

Komentarz: Częstym argumentem przeciwko zawieraniu sakramentalnego małżeństwa jest liczba rozpadających się małżeństw oraz piętrzące się trudności. Św. Paweł stawia sprawę w inny sposób. Jeśli więc fundamentem naszej relacji jest Bóg, który ukochał człowieka ponad wszystko, tak iż nie oszczędził własnego Syna, a następnie uczynił cud zmartwychwstania, to czy nasza miłość może się nie ostać?

Trzeba więc zapytać siebie za autorem listu. Co może nas odłączyć od źródła miłości - od Jezusa Chrystusa?

 

2. Rz 12,1-2.9-13


Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. Miłość niech będzie bez obłudy! Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem! W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi! W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie! Nie opuszczajcie się w gorliwości! Bądźcie płomiennego ducha! Pełnijcie służbę Panu! Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie - wytrwali! Zaradzajcie potrzebom świętych! Przestrzegajcie gościnności!

 

Komentarz: Nie brać wzoru z tego świata, to nie ulegać zmiennym emocjom, żądzom czy namiętnością. Alternatywą dla modelu życia promowanego przez świat jest rozumna służba. Rozpoznając wolę Bożą, którą jest życie dla miłości, jesteśmy powołani, aby dzielić się nią z naszymi braćmi i siostrami. Jesteśmy wezwani, aby podjąć decyzję i być w niej wytrwałymi i cierpliwymi.

 

2. 1 Kor 6,13c-15a.17-20


Bracia: Ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. Bóg zaś i Pana wskrzesił i nas również swą mocą wskrzesi z martwych. Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!

 

Komentarz: Właściwe podejście do spraw ciała wynika z prawdy, że nasze ciało zostało stworzone przez Boga, a to, co On stworzył, było i jest dobre. Kolejnym argumentem potwierdzającym świętość naszego ciała jest fakt, że Jezus Chrystus przyszedł na ziemię jako człowiek i nawet po zmartwychwstaniu ukazywał się Apostołom w ciele. Pamiętajmy, że od momentu chrztu jesteśmy świątynią Ducha Świętego.

 

4. 1 Kor 12,31 - 13,8a


Bracia: Starajcie się o większe dary: 
a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. 
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, 
a miłości bym nie miał, 
stałbym się jak miedź brzęcząca 
albo cymbał brzmiący. 
Gdybym też miał dar prorokowania 
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę, 
i wszelką możliwą wiarę, 
tak iżbym góry przenosił, 
a miłości bym nie miał, 
byłbym niczym. 
I gdybym rozdał na jałmużnę 
całą majętność moją, 
a ciało wystawił na spalenie, 
lecz miłości bym nie miał, 
nic bym nie zyskał. 
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. 
Miłość nie zazdrości, 
nie szuka poklasku, 
nie unosi się pychą; 
nie dopuszcza się bezwstydu, 
nie szuka swego, 
nie unosi się gniewem, 
nie pamięta złego; 
nie cieszy się z niesprawiedliwości, 
lecz współweseli się z prawdą. 
Wszystko znosi, 
wszystkiemu wierzy, 
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma. 
Miłość nigdy nie ustaje.


Komentarz: W przypadku hymnu do miłości, komentarz wydaje się zbędny... To jedno z najczęściej wybieranych czytań ślubnych.

 

5. Ef 5,2a.25-32

 

Bracia: Postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus nas umiłował i samego siebie wydał za nas. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany.  Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.

 

Komentarz: Relacje między mężem i żoną zostają porównane do relacji Chrystusa i Kościoła. Jezus oddał Swoje życie, aby zgładzić grzechy i dać wspólnocie Swoich uczniów nowe życie - nieustannie dając Siebie w darze Komunii Świętej.

Jesteśmy powołani, aby naszą miłość budować wpatrując się w Jezusa Chrystusa.


6. Kol 3,12-17


Bracia: Jako wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego.

 

Komentarz: Fragment z listu świętego Pawła do Kolosan daje wiele cennych wskazówek odnośnie budowania relacji międzyludzkich. Wskazuje on na to przede wszystkim, aby zwracać większą uwagę na wypowiadane słowa. To one w dużej mierze budują więzy, mają również moc je zniszczyć. Dlatego tak ważne jest, aby nieustannie karmić się słowem Pana i dbać, żeby było ono żywe w nas.

 

7. 1 P 3,1-9


Żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki, przez samo postępowanie żon zostali dla wiary pozyskani bez nauki, gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu bojaźni, świętemu postępowaniu. Ich ozdobą niech będzie nie to, co zewnętrzne: uczesanie włosów i złote pierścienie ani strojenie się w suknie, ale wnętrze serca człowieka o nienaruszalnym spokoju i łagodności ducha, który jest tak cenny wobec Boga.  Tak samo bowiem i dawniej święte niewiasty, które miały nadzieję w Bogu, same siebie ozdabiały, a były poddane swoim mężom. Tak Sara była posłuszna Abrahamowi, nazywając go panem. Stałyście się jej dziećmi, gdyż dobrze czynicie i nie obawiacie się żadnego zastraszenia. Podobnie mężowie we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym! Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski, to jest życia, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom. Na koniec zaś bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący, pełni braterskiej miłości, miłosierni, pokorni! Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo.

 

Komentarz: To co sprawia, że mężczyzna pragnie uczynić kobietę swoją żoną, to nie  sprawy zewnętrzne jak: wyszukane ozdoby czy modne stroje, ale piękne wnętrze - nienaruszony spokój i piękne wnętrze. Poprzez swoje talenty kobiety mają dbać o duchowy rozwój męża i rodziny. Mężczyzna natomiast, dostrzegając i zachwycając się pięknem ukochanej kobiety, jest wezwany do oddawania czci wobec żony.

 

8. 1 J 3,18-24


Dzieci, 
nie miłujmy słowem i językiem,
ale czynem i prawdą.
Po tym poznamy,
że jesteśmy z prawdy, 
i uspokoimy przed Nim nasze serce. 
A jeśli nasze serce oskarża nas, 
to Bóg jest większy od naszego serca 
i zna wszystko. 
Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, 
mamy ufność wobec Boga, 
i o co prosić będziemy, 
otrzymamy od Niego, 
ponieważ zachowujemy Jego przykazania 
i czynimy to, co się Jemu podoba. 
Przykazanie zaś Jego jest takie, 
abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, 
i miłowali się wzajemnie tak, 
jak nam nakazał. 
Kto wypełnia Jego przykazania, 
trwa w Bogu, a Bóg w nim; 
a to, że trwa On w nas, 
poznajemy po Duchu, którego nam dał.

 

Komentarz: Miłość to słowo mające ogromną moc. Kiedy słyszymy „kocham Cię”, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli słowo to nie znajduje potwierdzenia w codzienności staje się pustym i bezwartościowym. Wzorem miłości, którą mamy się obdarowywać, jest Jezus Chrystus, który z miłości do nas wybrał drogę krzyża.

 

9. 1 J 4,7-12


Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, 
ponieważ miłość jest z Boga, 
a każdy, kto miłuje, 
narodził się z Boga i zna Boga. 
Kto nie miłuje, nie zna Boga, 
bo Bóg jest miłością. 
W tym objawiła się miłość Boga ku nam, 
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, 
abyśmy życie mieli dzięki Niemu. 
W tym przejawia się miłość, 
że nie my umiłowaliśmy Boga, 
ale że On sam nas umiłował 
i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną 
za nasze grzechy.
Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, 
to i my powinniśmy miłować się wzajemnie. 
Nikt nigdy Boga nie oglądał. 
Jeżeli miłujemy się wzajemnie, 
Bóg trwa w nas 
i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.


Komentarz:  Wszelka miłość bierze swój początek z Boga, który sam, będąc miłością, obdarza nią człowieka. Jednak Jego postępowanie zadziwia. Stwóra daje swojego Syna pomimo tego, że stworzenie nieustannie decyduje się iść własną drogą. Fragment z listu św. Jana poucza, że jeśli pragniemy obdarzać miłością drugą osobę, musimy zaczerpnąć jej ze źródła czyli z Boga.

Opublikowane w Ślub
Czytaj więcej...
niedziela, 15 lutego 2009 20:31

Przepis na miłość

Przepis na miłość

Cezary Sękalski: Przepis na miłość. PORADNIK DUCHOWY dla początkujących i zaawansowanych

wyd. Serafin 2009

 

Przepis na miłość to książka, która zachęca. Do poszukiwania, do popracowania nad sobą i nad miłością, do pokochania i zrozumienia. Autor, pisząc prawdziwy poradnik duchowy nie zatrzymuje się jedynie na rzeczach zewnętrznych, ale dociera do głębi i w doskonały sposób łączy sfery: duchową i cielesną. Jednak sposób przekazu jest bardzo jasny i nie pozbawiony poczucia humoru (szczególnie ciekawe pod tym względem są rysunki) . W książce można znaleźć coś unikalnego: pełno odniesień do utworów muzycznych, do literatury i filmu, co przybliża omawiane kwestie i wprowadza w świat przykładów i ludzkich przeżyć.

 

A konkretnie z książki można dowiedzieć się m.in. o:

- problemach dorastających dziewcząt i chłopców

- zdrowym podejściu do seksualności

- komunikacji erotycznej

- sposobach pracy nad wiernością

- różnych obliczach „singlowania"

Oraz o wielu innych sprawach.

 

Polecam.

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
środa, 03 marca 2010 07:52

Tosty i posty

Tosty i posty

Tosty i posty, Ewa Awdziejczyk, Jan Bereza OSB, wyd. ZNAK 2010

www.znak.com.pl


A właściwie: TOSTY i posty. Przewodnik dla zniechęconych odchudzaniem. / POSTY i tosty. Dla zniechęconych poszczeniem. (Książka podwójna)


Czy każdy kij ma dwa końce?


Mówienie o ciele nie jest łatwe w dzisiejszych czasach, podobnie jak mówienie o jedzeniu, które łączy się ściśle z pierwszą trudnością. Każdy z nas ma ciało, każdy musi się odżywiać i przy tym  podejmować mnóstwo decyzji każdego dnia właśnie z tym związanych. Na jednym końcu mamy więc świat ideałów wizualnych, kanonów cielesnych, wymogów kultury i psychiki. Na drugim znajduje się walka ze słabościami ducha poprzez umartwienie ciała. A więc tak jak mówi tytuł: „Tosty i posty”, czyli o odchudzaniu i o poszczeniu.

 

Książka dwóch autorów tworzy jakby odrębne całości, dwa duże rozdziały. Ewa Awdziejczyk erudycyjnie i bardzo mądrze opisuje dzieje ciała ludzkiego przez pryzmat ideałów, dzieje odchudzania, świat diet i współczesnych chorób związanych z nimi. Pokazuje, jak wielki wpływ na postrzeganie piękna i samoakceptację mają media, stanowisko społeczne, praca, udany związek i… czasy, w jakich przyszło nam żyć.

 

Tymczasem Jan Bereza OSB przedstawia dzieje poszczenia, odkrywając przed czytelnikiem tajemnice ascezy (niejednokrotnie bardzo zaskakujące i rozmijające się z naszym pojmowaniem np. mnisich postów!). Pokazuje tę praktykę w wielu religiach, nie tylko w znanej chrześcijanom postaci postu wielkopiątkowego. Podaje też wskazówki cenne dla każdego, kto chciałby spróbować tej praktyki, zwłaszcza dla każdego zniechęconego.

 

„Tosty i posty” to wspaniała inspiracja do zastanowienia się nad sobą, nad swoim postrzeganiem ciała i relacjami z otoczeniem. To także zachęta do działania.

 

Zatem polecam! W Wielkim Poście (i nie tylko).

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
sobota, 18 grudnia 2010 12:38

W klapkach na Giewont

W klapkach na Giewont

O ekstremalnych górskich wędrówkach, miłości do końca i konkubinacie z ks. Jackiem Rogalskim rozmawia Jarek Kumor.

 

Skąd pomysł na rekolekcje o górach skoro sam ksiądz przyznaje, że alpinista z księdza żaden?

 

Rzeczywiście nie lubię zbytnio chodzić po górach, co nie znaczy, że ten temat nie jest mi bliski. Góry, o których mówię, pojawiają się w życiu każdego człowieka i mają zdecydowanie bardziej znaczenie duchowe niż turystyczne. Każdy musi na nie wejść, bo na nich dokonuje się coś wielkiego.

 

Po co zatem wchodzić na Synaj?


Tam człowiek otrzymuje prawo moralne. Tu jest miejsce na podjęcie dużego wysiłku. Albo chcę tego prawa albo go nie chcę. Wiemy, że bez kręgosłupa moralnego niczego się nie zbuduje. Rani się siebie i innych. Człowiek potrzebuje też tego momentu, kiedy Mojżesz schodził z góry i wkurzony rozbił tablice. Zobaczył, że to, co jemu jest bardzo drogie, w czym jest zakochany, ci ludzie mają za nic. Oni to podeptali. Tu jest miejsce na pytanie: Czy ja widzę grzech innych? Czy potrafię płakać nad tym grzechem? W końcu na tej górze pojawia się też pewne niebezpieczeństwo ukrytej apostazji. Ludzie, którzy zostali na dole, gdy Mojżesz wszedł na szczyt, nie czcili nie wiadomo jakiego boga. Postanowili zrobić sobie wizerunek boga, który wyprowadził ich z Egiptu. To jest miejsce, w którym musimy pamiętać, że będą pojawiać się w naszym życiu momenty czczenia jakiegoś bożka. Będziemy twierdzić, że on nam pomaga. To może być praca, dziewczyna, chłopak, pieniądze. Możemy nakładać na to pobożną ideologię, ale to tak naprawdę odciąga nas od jedynego i prawdziwego Boga.

 

Którego możemy spotkać na Górze Przemienienia…


Tam możemy zobaczyć, że wysiłek, który człowiek podejmuje na sens. Jezus wziął uczniów na Tabor, by pokazać im, że końcem wszystkiego nie jest śmierć, lecz chwała zmartwychwstania. Młody człowiek musi wchodzić na Górę Przemienienia, by zobaczyć, że wysiłek, który podejmuje, który niekiedy jest jego krzyżem, na sens. W ostateczności nie czeka go klęska, ale coś pięknego i wspaniałego. Bóg to dla niego przygotował.

 

Ale sporo Go to kosztowało…


Otóż to. I wchodząc na Golgotę – ostatnią z tych trzech gór, widzimy ogrom Miłości. Jeżeli ja w życiu podejmuję jakieś wysiłki, chcę wiedzieć, dla kogo to robię. I tam, na Golgocie spotykamy Kogoś, kto kocha nas ponad wszystko, kto oddał za nas życie, kto oddał się całkowicie w nasze ręce. Tam poznajemy prawdziwego Boga, który nie jest Bogiem wielkim, odległym, silnym. Jest Bogiem pokornym, który na Golgocie, jak w soczewce, skupił całe swoje nauczanie. Musimy wejść na Golgotę, by poznać Chrystusa kochającego nas do tego spotkania, że oddał za nas życie. Bez wejścia tam, bez krzyża, nie ma zmartwychwstania. Warto zwrócić uwagę, że wszyscy uczniowie Jezusa uciekli w chwili próby. Tylko Jan został pod krzyżem i, co ciekawe, tylko Jan nie umarł śmiercią męczeńską. Młody człowiek, taki jak Jan, musi zobaczyć, że warto trzymać się krzyża, bo ten krzyż uwalnia go od wielu cierpień, które mogą go w życiu spotkać. Od zdrady, kłamstwa czy np. myśli o tym, że nie chce własnego dziecka. To krzyż nadaje sens wszystkiemu. Poza tym, młody człowiek musi wejść na Golgotę, bo nawet, jeśli nie wierzy, że Ten, kto umarł na krzyżu jest Synem Bożym, to Ukrzyżowany pokazuje, że ma sens przyjaźń, miłość. Że to wszystko może być bezinteresowne. Chrystus umarł za swoich przyjaciół. Mówił o tym. Zatem wejście na Golgotę nie jest tylko wejściem w świat Boga Zbawiającego, ale też w świat pięknych ideałów.

 

Jak to jest, że można być odrzucanym, opluwanym, a kochać do końca?

 

To jest dziś bardzo potrzebne, bo gdy człowiek jest odrzucony, opluty, natychmiast trzaska drzwiami i wychodzi. Dlatego małżeństwa się rozpadają. Ludzie nie umieją i nie chcą walczyć. Nie chcą podnosić z ziemi swojego krzyża tylko ciągle szukają wygody. Wydaje się pozornie, że jeżeli trzasnę drzwiami i wyjdę, to znajdę szczęście. Nie. Tam znajdę tylko ból, płacz i zgrzytanie zębów. Ludzie nie widzą swojego Egiptu, zniewolenia, tego, że mają problem. Mówią, że wszyscy tak żyją. To im zamyka oczy. A jeżeli chcemy się z kimś porównywać w życiu, to tylko z Bogiem, bo On jest święty. Mówi: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (Kpł 19,2). Problem polega na tym, że my nie porównujemy się ze Świętym, ale z tym złym, grzesznym tłumem. Nie widzimy swojego Egiptu, więc jak z niego wyjść?

 

 

Z księdza kazań rekolekcyjnych łatwo wywnioskować, że bliski jest księdzu temat konkubinatów. Mówi ksiądz o nich ostro i bez ogródek.


Jest to taki mój konik, ponieważ od 8 lat mieszkam w sercu miasteczka akademickiego. Boli mnie, że rozpusta, która się pojawiła wśród tych młodych ludzi, nie tylko niszczy ich duchowo, ale też fizycznie. Oni są zepsuci moralnie pod względem szóstego przykazania i stają się już nawet fizycznie brzydcy, tacy nieokrzesani. Te dziewczyny zamieniają się w czarownice, które nie potrafią pięknie mówić, nie potrafią marzyć. Nieuporządkowana cielesność, która prowadzi tylko do pożądania i tylko z nim się wiąże, niszczy człowieka i go upokarza. Kiedy komuś się wydaje, że jest wolny, to właśnie tylko mu się wydaje. A św. Paweł powiedział: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12). Kiedy na trasie mojej kolędy trafiają się ludzie żyjący w konkubinacie, to widzę, że już nawet nie otwierają drzwi, bo wiedzą, że na pewno tego tematu nie ominę. Uważam, że ksiądz musi być jak Eliasz czy jak Jan Chrzciciel, który idzie i mówi: nawracajcie się. Nie ma innej drogi do szczęścia. Albo człowiek się nawraca i idzie ku życiu wiecznemu albo tkwi w swoim grzechu i odwraca się od tej perspektywy. Bóg, przez usta św. Jana Apostoła, mówi: „Kto mnie miłuje, a nie zachowuje moich przykazań jest kłamcą i nie ma w nim życia” (1J 2,4).

 

Po co ludzie wchodzą w taką sytuację jak konkubinat? Jest to pewien rozdźwięk. Bywają to ludzie po konkretnej formacji np. oazowej, a pakują się w ewidentny grzech.


Pan Jezus mówił nieustannie do Apostołów: „Nawracajcie się”. To jest ciągły proces. Nie ma takiego momentu, w którym człowiek mógłby powiedzieć, że już się nawrócił. Nawracać się to znaczy zmieniać swój sposób myślenia, czynienia, swoje pragnienia. To zmieniać swoje życie, żeby ono było zgodne z tym, czego chce Pan Bóg. Jeżeli Jezus mówił: „nawracajcie się”, doskonale rozumiał, że będą takie momenty, w których nawet Apostołowie, jeśli nie będą zmieniać sposobu swojego myślenia, zaczną wybierać grzech. Zatem to, że ci ludzie byli w „Oazie” czy w „Odnowie” itd. nie jest gwarancją, że do końca życia będą zbierać z tego profity. Uczestnictwo w życiu jakiejś grupy religijnej nie jest składaniem kapitału do banku, gdzie ileś włożyłem i muszę z zyskiem odebrać. Grupa ma mi pomóc w nawracaniu i przeżywaniu pięknej relacji z Bogiem. Dobrze powiedziałeś, że ci ludzie BYLI w „Oazie” czy w „Odnowie” itd. Dziś są w konkubinacie. I gdyby coś się nagle stało, umierają w grzechu śmiertelnym. Jeśli nie idą do spowiedzi, do Komunii św., wybierają grzech śmiertelny, wybierają przyjaźń z diabłem, nie z Jezusem. Św. Jakub powiedział: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą'' (Jk 2,19). Więc jeśli ktoś uznaje istnienie Boga, chodzi do Kościoła, to jeszcze niczego nie zmienia. Grunt to być jak Maryja, która z wiary w Boga, przeszła na wiarę Bogu. To jest problem. Ludzie nie wierzą, że ten plan, który Pan nam wyznacza, to najpiękniejszy plan, jaki możemy dostać. Nie wierzymy, że tymi Słowami zapisanymi w Piśmie można żyć.

 

Konkubinat ma bolesne konsekwencje dla małżeństwa. Tymczasem słyszymy głosy, ze trzeba się dopasować itd…


Po pierwsze ludzie nie zdają sobie sprawy, że na grzechu szczęścia się zbuduje. Pan Jezus mówił, by budować dom na skale. Skałą jest Bóg. Oni zaczynają budować swój dom na piasku. Byle wicher to wszystko zniszczy. Najbardziej dziwi mnie, że mamy tylu trzeźwo myślących racjonalistów, którzy notabene nie ufają Bogu i mówią, że ksiądz nie rozumie świata. Tymczasem badania statystyczne pokazują zatrważające tendencje. Związki małżeńskie, które rozpadają się nie doczekawszy piątej rocznicy rodzą się jak grzyby po deszczu. Zdecydowana większość tych par żyła w konkubinacie. I oni nie wyciągają wniosków z tego, że być może sytuacja grzechu prowadzi do rozpadu. Po drugie człowiek żyje dziś bardzo płytko. Nie stawia sobie pytań, nie czyta poezji, nie wypływa na głębię. Nie jest tym obciążonym statkiem, który po woli płynie do portu. On jest motorówką. Pędzi jak szalony i jeśli po drodze kogoś rozbije, to specjalnie się tym nie przejmuje. Przy czym nagle motorówka może stracić swój tor i się sama rozbić. Znamy mnóstwo par, które się rozwodzą, zawarły już związek małżeński. Jest też cała rzesza par, które nie zdążyły wejść w ten związek i się rozpadły.

 

Co wynika z księdza doświadczenia? Czy ludzie często wychodzą z konkubinatów?

 

Są pary, które decydują się na to, ale z moich obserwacji wynika, iż jest to marginalna liczba. To pokazuje jak bardzo ci ludzie są zniewoleni. Jak oni mogą podjąć decyzję o ślubie, skoro pół roku przed ślubem nie są w stanie osobno mieszkać. To pokazuje, że są zniewoleni i takie pary szybciutko się rozpadają. Oczywiście, jakaś część przetrwa. Są wyjątki od reguły. Ludzie w konkubinatach, nawet, jeśli coś im świta, pytają: gdzie ja mam się teraz wyprowadzić? Są zniewoleni. Pozbawiają się możliwości wolnego działania. To jest wielkie nieszczęście tych ludzi, dlatego trzeba bić w dzwon, na alarm, zanim ktoś się zdecyduje w to wchodzić. To jest tak jak z ludźmi chodzącymi po bagnach, którzy nagle zaczynają się dziwić, ze toną. Część przejdzie, ale większość utonie. Na Giewont można wejść w klapkach. Są takie przypadki. Można się nieźle poharatać i nieraz się wejdzie. Ale rozsądek każe założyć porządne buty w góry. Też niekiedy się spadnie, ale jako człowiek inteligentny zawsze wybieram to, co mi daje większe możliwości. A ludzie wchodzą w klapkach i dziwią się, że spotkało ich nieszczęście.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

***

Ks. Jacek Rogalski – rekolekcjonista, diecezjalny duszpasterz akademicki Archidiecezji Poznańskiej, wikariusz Parafii Świętego Rocha w Poznaniu. Tegoroczny gość Diecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego w Kielcach, w którym wygłosił rekolekcje adwentowe zatytułowane „Kocham te góry”.

 

Artykuł pochodzi z portalu www.kielcelive.pl

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
wtorek, 13 grudnia 2011 20:01

Znaczenie postu

Znaczenie postu

Prawdopodobnie żadnej kobiecie nie było czy też nie jest obce stosowanie diety, doświadczenie diety różnego rodzaju i z różnej przyczyny. Ważne wydarzenia, w których wypadałoby się dostojnie zaprezentować w ulubionej sukience (np. studniówka) i olśniewająco wyglądać, dodatkowo motywowały, by stracić parę kilogramów… Rzeczywiście udawało się, a cena, którą niejednokrotnie płaciło się za owe efekty diety "cud" był efekt jo-jo.

 

Pragnienie, by dobrze wyglądać i mieć wysportowaną, smukłą sylwetkę wynika również z naszej kultury. Pogoń za modą, reklamą, model „kobiety idealnej” często budzi poważne wątpliwości w akceptacji siebie taką, jaką jestem. Dlaczego? Ponieważ nie dość-piękną i szczupłą? A może nieprzystającą do przyjętych, powszechnie panujących norm względem wyglądu?

 

Nie jest błędem dbanie o siebie, dobrze jednak, jeśli idzie to w parze z równowagą, a nie przesadną troską o swój wygląd. Ważne jest, aby rozeznać, jakie pożywienie mi służy? Jak się po nim czuję? I jaki przynosi ostateczny efekt zdrowotny. Nie bez kozery jest stwierdzenie w zdrowym ciele, zdrowy duch. Dla kobiety zwłaszcza istotnym jest, by czuć się dobrze w swoim ciele, a jednocześnie nie znęcać się nad sobą drakońskimi dietami.

 

Oczyszczanie organizmu z toksyn i zalegających składników chorych tkanek nie tylko niesie korzyść w postaci poprawy przemiany materii i zrzuceniu zbędnych kilogramów. Wpływa również na dobre samopoczucie, poprawia funkcjonowanie takich organów jak trzustka, pęcherzyk żółciowy, a także jest pomocne w stanach zapalnych żołądka. Nie należy jednak podejmować się oczyszczania organizmu przy przeciwwskazaniach typu: cukrzyca, nadczynności tarczycy, gruźlicy, chorobach nowotworowych, w wypadku innych (nie wymienionych) chorób przewlekłych bezwzględna jest konsultacja z lekarzem.

 

Oczyszczanie organizmu może przybierać wielorakie formy i wiąże się z sumiennością, wyrzeczeniem. Jedną z form, która nie tyle obejmuje głodówkę, co konkretne zalecenia żywieniowe w postaci owoców i warzyw, jest Post „Daniela”.

 

W pierwszych dniach od podjęcia postu czuje się dyskomfort, ból głowy i osłabienie. Wiąże się to z początkową fazą odtruwania organizmu z toksyn. Po pierwszych paru dniach postu pojawia się uczucie lekkości, coraz mniej doskwiera odczucie głodu. Przestawienie się z wcześniejszy nawyków żywieniowych zakłada odstawienie słodyczy, kawy i wszelkich dotychczas spożywanych produktów. Przez okres 14 dni jedynym pokarmem są warzywa (surowe i gotowanie) oraz owoce (grejpfrut, jabłka, cytryna) pozbawione dużej ilości cukru (fruktozy).

 

Brzmi to strasznie radykalnie? Wydaje się niewykonalne? W pierwszym odczuciu owszem, budzi niechęć, bo być może myślisz: „nie dam rady bez ulubionej, wyśmienitej kawy”, czy też „odstawić ciacho i przekąski - niemożliwe!!!”.

 

Wszystko zależy jednak od tego, jaki temu przyświeca CEL.

Z ludzkiego punktu widzenia pocieszeniem może być fakt, że jesz dowoli, kiedy tylko masz na to ochotę, a pomimo to Twoje ciało zmienia się. Szkodliwe złogi zostają wydalone, w efekcie czego wzrasta poprawa odporności. Nabierasz wigoru, bowiem energia zwykle spożywania na trawienie ciężkostrawnych pokarmów, pozostaje niewykorzystana.

 

Odróżnieniem diety czy zwykłego oczyszczania organizmu od Postu jest fakt, że ma on wymiar duchowy. Może on mieć w swoim założeniu:

- post, który jest uwolnieniem od węzłów zła i nałogów,

- post dla rozwiązania ważnych problemów i pokonania przeszkód,

- post dla odnowienia ducha i wyznania wiary,

- post dla zwycięstwa nad emocjonalnymi słabościami, dla duchowego zwycięstwa nad sobą samym,

- post przed ważnymi decyzjami.

 

Post jest ukazany w Biblii jako pomoc w poszukiwaniu Boga. W poszukiwaniu odpowiedzi na naglące pytania życia.


W Poście Daniela prócz wzmocnienia sił i podniesienia jakości zdrowia ważna jest intencja wyrzeczenia. Jeśli jest ona nacechowana wymiarem duchowym i przynosi wewnętrzną przemianę, wówczas odkryciem jest, że Post nie jest tylko działaniem „dla siebie”, dla swojego ciała, ale przede wszystkim zbliża do Boga.

 

_____________

Na temat postu polecamy książkę "Tosty i posty".

Opublikowane w Elementarz
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  3 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 3

Wyszukiwarka

Ostatnio na Forum

    • Mężczyzna i NPR
    • Last post by Kami79
    • 3 tyg., 3 dni temu

More Topics »

Tagi

aborcja antykoncepcja bajka Biblia blog czystosc duchowosc dylematy dzieci dziecko film kobieta komunikacja konkurs ksiazka ksiazki malzenstwo meskosc mezczyzna milosc Mloda Para narzeczenstwo NPR piekno plodnosc polecamy poradnik rodzicielstwo rodzina roznice seksualnosc slub teologia ciala warsztaty wesele wiadomosci wiara wychowanie zakochanie zwiazek

Ostatnie komentarze

  • Agnieszka Kowal Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę… Napisane przez Agnieszka Kowal na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
  • Ewa Maria Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo… Napisane przez Ewa Maria na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
  • Maciej Kryczka Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-) Napisane przez Maciej Kryczka na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
  • Agnieszka Kowal Wspaniałe :) Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:23
  • Agnieszka Kowal Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku… Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:15

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane