Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Rodzina » Rodzina » Wyświetla wpisy wg etykiety: NPR
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Miłość szczęśliwa. Czy to normalne, czy to powszechne, czy to pożyteczne - co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?" (Wisława Szymborska)
"Miłość oznacza być zupełnie blisko siebie, jednak bez chęci zawładnięcia drugim." (Phil Bosmans)
"Miłość oznacza rozprowadzać ciepło, nie dusząc się przy tym wzajemnie. Miłość oznacza być ogniem, ale wzajemnie się nie spalać." (Phil Bosmans)
"Miłość jest jak słońce. Ten, którym zawładnęła, może zrezygnować z wielu spraw. Komu jej brakuje, temu brakuje wszystkiego." (Phil Bosmans)
"Dzięki miłości biedny jest bogaty. Z braku miłości bogaty jest biedny." (łacińskie)
"Jedna tylko droga do drugiego człowieka: droga serca. Wszystkie inne to bezdroża." (Phil Bosmans)
"Prawdziwą miłość poznaje się nie po jej sile, lecz po czasie jej trwania" (Robert Paulet)
"Serca przepełnione miłością nigdy daleko od siebie nie odejdą" (Elen White)
"Ach, co za oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia!" (Jan Kamyczek)
"Jedno jest w życiu szczęście - kochać i być kochanym." (George Sand)

Wyświetla wpisy wg etykiety: NPR
Subskrybuj RSS
piątek, 10 lipca 2009 22:01

Anty-antykoncepcja

Anty-antykoncepcja

Nie jest łatwo być dziś po tej stronie anty antykoncepcji (czasem jak samotna wyspa, nawet często), samemu sobie stawiając wiele pytań. Ale jest jakiś fenomen antykoncepcji bardzo nachalny, medialny, „nowoczesny”. Staje się ona bowiem ideologią, stylem życia, filozofią przesiloną niezależnością i wolnością (?) kobiet. Hmm.

 

Istnieje nawet coś takiego jak Światowy Dzień Antykoncepcji, bodaj 26 września! Po to, aby promować  wiedzę o regulacji poczęć. (W wiadomym Internautom miejscu, można znaleźć wspaniałe spoty reklamujące akcję... Linków jednak nie podaję, co by im liczby wejść nie zwiększać, choć może warto zerknąć). Swoją drogą, ciekawe, czy wymyślą Światowy Dzień Aborcji? Znalazłam wspaniałe kwiatki (już nie co przestarzałe, ale że sztuczne, to nadal się trzymają) jeszcze a propo  plastrów, które były/są… po prostu na topie.

 

„Cienki, beżowy elastyczny plasterek w kształcie kwadratu o wymiarach 45mm na 45 mm. Ten mały element na pozór niezwiązany z modą, stał się ostatnio jej prawdziwym hitem. Śmiało eksponowany nie tylko przez trzy znane kobiety, lecz chętnie noszony przez coraz więcej młodych dziewczyn. Z plasterkiem na ramieniu pokazują się kobiety w klubach, kawiarniach, dyskotekach. Antykoncepcja staje się trendy.”

 

Pewnie wiadomo o jakich „gwiazdach” mowa, ale przypomnę: Kaja Paschalska, Reni Jusis, Patrycja Markowska, Katarzyna Skrzynecka, Joanna Horodyńska. Chciałoby się powiedzieć, że faktycznie „do twarzy im”, ale jakoś w to wątpię. Czy to oby faktycznie twarzowe. I dalej:

 

„Ich pojawienie się z widocznym plasterkiem na ramieniu wywołało poruszenie i pokazało, że antykoncepcja nie musi być tematem tabu. Plaster antykoncepcyjny wybrały ze względu na bezpieczeństwo i wygodę, jakie zapewnia stosowanie plastra raz w tygodniu - zwalnia z codziennego pamiętania o antykoncepcji. Plaster stał się także częścią ich ubioru, elementem wizerunku i manifestem stylu życia.(…) Plastrem inspirują się projektanci…”

Mam w rękawie jeszcze całą talię złośliwości i złości, ale zakończę nurtującym mnie pytaniem całkiem nieproszącym o odpowiedź:

Jak to jest, że Bóg jeszcze podtrzymuje nasz świat ‘przy życiu’?

i drugim zachęcającym do odzewu (bo też się nad tym głowię) :

Jak daleko sięga "(nie)tolerancja"?

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
poniedziałek, 09 listopada 2009 23:20

NPR - ortodoksja?

NPR - ortodoksja?

NPR - dla wielu osób skrót całkiem niezrozumiały, mogący oznaczać np. „Narodowy Plan Rozwoju” czy coś innego. Dla obeznanych od razu jasny. Dla znających i wątpiących - skrót kościelnych pomysłów. Albo odwrotnie: skrót metody, która wcale nie jest kościelna. Czysta ekologia.

 

Zadziwiające jest jedno (a może i nie jedno,): NPR kojarzy się z ortodoksją. Kojarzy się tak również chrześcijanom i katolikom. A zatem: wielu [katolików] NPR nie powinno obchodzić. Ich to nie dotyczy. I dalej czują się katolikami prawie-orto. No, bo przecież nie mogą przesadzać…

 

Taka mała refleksja.

 

KM

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
czwartek, 03 czerwca 2010 15:12

Teoria a praktyka

Teoria a praktyka

Często spotykam się z zarzutem, że teoria i praktyka to dwie zupełnie różne, nieprzystające do siebie kwestie. Odnoszę się tu do spraw bardzo delikatnych, np. czas poporodowy, odrzucanie antykoncepcji i odkładanie poczęcia albo wielkie pragnienie poczęcie dziecka i rysująca się jedyna możliwość – in vitro, i tak dalej… I wszelkie związane z tym wyłomy w pięknej teorii.

 

Teza intelektualizmu etycznego Sokratesa mówiła, że kiedy człowiek wie, co jest dobre, to umie postępować dobrze i  tak też czyni. Taaak, mocne postawienie sprawy przez filozofa z innej, zupełnie innej epoki, czy  też zupełnie nierealne?

 

Zastanawia mnie podejście sceptyczne i łagodzące: „Teraz masz swoją silną i skrajną teorię, ale zobaczysz, co będzie, jak staniesz przed tą sytuacją”. Ja też się zastanawiam, co zobaczę. I właśnie ponieważ się zastanawiam, dlatego mam swoje konkretne zdanie, swoją teorię, którą staram się nadbudowywać, umacniać, obwarowywać nowymi argumentami, czasem mocować się z nimi długo i z bólem. Właśnie po to, żeby w chwilach trudnych ta moja wiara w jej prawdziwość i prawość była nie do zburzenia.

 

Może ze względu na zajmowanie się filozofią, uważam, że teoria jest podstawą do działania. To właśnie ona nadaje cel, ona pokazuje „za” i „przeciw”, ona jest motywatorem. Jasne, że teoria nie może poprzestać na swoim obecnym stanie, zwłaszcza, gdy jest słaba, gdy jest byle jakim przekonaniem. Takie byle jakie przekonanie łatwo upada w sytuacjach kryzysowych. Teoria-wiedza-postawa (jakkolwiek to określimy) musi być rozbudowywana przez rozum, przez doświadczenie, przez przekonanie, przez mocowanie się. W sytuacjach bardzo trudnych jest się do czego odwołać, jest coś, nas ukształtowało, coś, w co uwierzyliśmy. Jest jakiś ideał.

 

Jak na przykład jest z wiarą? (Odwołam się do wiary mi najbliżej, ale to może dotyczyć każdej) Skoro poznałam Boga jako dobrego i kochającego, jako dawcę życia, czy mam prawo zwątpić w Niego i w te Jego przymioty, kiedy odchodzi bliska osoba? Kiedy dzieje się coś złego? Czy to, od czego wychodzę, a więc wiara nie jest tym, do czego trzeba powracać?

 

Dlatego właśnie sama tak sceptycznie spoglądam na pytania o sytuacje kryzysowe, kiedy moje przekonanie o prawowierności nauki o czystości czy o Bogu jako dawcy życia ma być rzekomo niewystarczające.

 

Bo jeśli wszystko faktycznie jest tak względne, to nie istnieje żadna Prawda. A kiedy człowiek nie jest w stanie wytrwać w swoich ugruntowanych postanowieniach, to nie jest on naprawdę stworzony przez Boga jako imago dei, i nie jest odkupiony. Wątpię i w jedno, i w drugie.

 

KM

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
czwartek, 17 lutego 2011 14:06

Naturalnie karmię

Naturalnie karmię

Iwona Koprowska, Naturalnie karmię, wyd. Rubikon, Kraków 2011


Chciałoby się powiedzieć, apetyt rośnie w miarę… czytania. Na karmienie naturalne, oczywiście.

Poradnik, świetnie przygotowany merytorycznie, ma wiele atutów: Zrozumiale, ciepło, kompetentnie przekazana wiedza o karmieniu piersią przez osobę doświadczoną jako doradca i spełnioną jako mama. Mnóstwo cennych praktycznych wskazówek przydatnych mamom i całej rodzinie. Wygodny format i ciekawa szata graficzna. Wiele pozycji z załączonej literatury godnych przeczytania.
Polecam!

Elżbieta Bartha
Międzynarodowy Konsultant Laktacyjny (IBCLC)

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
środa, 09 lutego 2011 12:09

Chrześcijaństwo (katolicyzm) w wersji light?

Chrześcijaństwo (katolicyzm) w wersji light?

„Powstała osobliwa sytuacja: Kościół jest nieustannie atakowany za coś, czym nie żyje już znaczna część jego członków.” (Gabriele Kuby, Rewolucja genderowa. Nowa ideologia seksualności)


Atak, o jakim pisze autorka „Rewolucji…”, to atak na „konserwatywną” katolicką naukę o czystości i szacunku dla życia, którą Paweł VI potwierdził w encyklice Humanae Vitae w latach rewolucji seksualnej (1968r!) wbrew oczekiwaniom wielu (w tym także ludzi Kościoła), a co wytłumaczył i rozwinął jego następna Jan Paweł II w tzw. teologii ciała.

 

Osobom z kręgów bardzo bliskich Kościołowi czasem wydaje się, że problem nie istnieje. „Problemu porno-normy nie ma” – jak napisał ktoś w komentarzu. A ja wchodzę na pierwsze lepsze forum i widzę, że problem jest. I co więcej, nikt nie widzi w tym problemu. Bo to jest norma. Nie jakiś tam grzech czy nieczystość. Te słowa nie istnieją. Nie ma co mnożyć bytów ponad miarę. Załóżmy, że w dyskusji tej bierze udział 40 osób. Statystycznie prawie 36 z nich to ochrzczeni katolicy (katolicy w Polsce to blisko 90% społeczeństwa). Przeglądam gazetę czy włączam telewizor i widzę, czym żyje młodzież i ich rodzice. Co nas karmi. Nie dziwię się, że problem (nie nazywany problemem) jest.


Momentem, który wiele osób zaangażowanych w Boże sprawy „uświadamia” o wadze nie-czystości, mogą być studia, czyli zmiana środowiska. Obracanie się w kręgu studentów pozwala poznać ich myślenie o moralności, o czystości, o mieszkaniu przed ślubem, a także zaobserwować ich styl życia. I tu bywa różnie: jedni nie wytrzymują presji, inni stanowią piękny znak dla studenckiego świata. Jedni jak kameleon, nawet nie zmieniając swoich poglądów, wpasowują się w środowisko, inni nawet za cenę wyśmiania i niezrozumienia (ale często też podziwu!) powiedzą, co sądzą i pokażą, jak żyją.

 

W badaniach przeprowadzonych przez bliską mi osobę na kursach przedmałżeńskich wyszło, że 65% narzeczonych (chcących wziąć ślub po katolicku w najbliższym czasie!) nie widzi żadnego problemu w stosowaniu antykoncepcji. Co więcej, to wcale nie oznacza, że 35% zamierza postawić na katolicką etykę seksualną. Wielu jest  niezdecydowanych.

 

Myślę, że nie dostrzegamy wagi sprawy. Nie wiemy, jak ogromny wpływ na nasze relacje mają wybory w dziedzinie seksualności. I często – nie chcemy wiedzieć, trzymając się zasłyszanych stereotypów, modeli podanych przez media, jednocześnie uznając, że przecież z Kościoła wcale nie trzeba odchodzić, kiedy coś nam nie pasuje (tak jak i innym tuż obok nas). Bo przecież nie warto się trudzić, lepiej kombinować.

 

W swojej analizie Kuby pisze dalej: „Jednak ten wielki eksperyment nieposłuszeństwa wobec Urzędu Kościoła nie powiódł się. Chrześcijaństwo w wydaniu light nie funkcjonuje. Jedyną rzeczą, jaką powoduje, jest masowe odchodzenie ludzi od wiary i dramatyczny spadek liczby powołań do życia konsekrowanego. Seks przedmałżeński, seks pozamałżeński, wspólne życie bez ślubu, sztuczna antykoncepcja, homoseksualizm, pornografia na co dzień – wszystko dzisiaj całkiem normalne – przeszkadzają w osobistej, żywej relacji z Jezusem Chrystusem. Kto żyje w nieuporządkowanej seksualności, musi selektywnie traktować przesłanie Jezusa. Kto zaś selektywnie traktuje przesłanie Jezusa, nie może Go naśladować – zawsze jednak, do ostatniego tchnienia, może się nawrócić.”


Lubię rozmawiać z osobami zagubionymi w całym tym medialnym bałaganie, którzy potrafią zapytać: to jak to jest? Po co nam czystość przed ślubem? Po co nam w ogóle dziś czystość?  Co jest złego w antykoncepcji? I o co chodzi w NPR? Ale tylko wtedy, gdy są otwarci na prawdę, gdy potrafią słuchać, a nie krzyczeć. Gdy są otwarci na prawdziwe dane z wiarygodnych badań i prawdziwe świadectwa ludzi, a nie na niepotwierdzone, rzucone gdziekolwiek informacje. Sama lubię odnajdywać nowe sposoby myślenia i nowe formy odpowiedzi na stare pytania.

 

I oby takich poszukujących przybywało tu jak najwięcej.

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
piątek, 23 września 2011 13:53

Po co kobietom wiedza...

Po co kobietom wiedza...

Po co kobietom wiedza...

…o nich samych?!

 

„This is pro religion and anti science. A back ward step for man kind. Go back to the middles ages and live there. In our modern world women do not need this kind of information.” [To jest religijne i nienaukowe. Krok wsteczny dla ludzkości. Wracajcie do średniowiecza i żyjcie tam. We współczesnym świecie kobiety nie potrzebują takich informacji.]

 

/Tak w nawiasie i na marginesie - choć tu marginesów nie ma - ostatnie zdanie skojarzyło mi się z piosenką "Na co komu dziś wczorajsza miłość..." Piosenka jest tak mało wartościowa, że nieskromnie owe skojarzenie uznaję za trafne!:-) /

 

Zgadniecie może, pod czym pojawił się taki komentarz?... Pod filmikiem, który prezentuje działanie tabletki antykoncepcyjnej. Niby tytuł wskazuje, że będzie o działaniu poronnym tabletki (i tu, mówiąc językiem naukowym, trzeba powiedzieć, że działanie to jest anty zagnieżdżeniowe, a nie poronne, choć dla tych, którzy uznają istnienie człowieka od poczęcia, nie ma to żadnej różnicy), jednak film w bardzo prosty sposób pokazuje działanie sztucznych hormonów i to, że przez ich zawodność może dojść do poczęcia dziecka, które jednak nie będzie mieć odpowiednich warunków do zagnieżdżenia się w macicy matki. Ale skupiam się tu przede wszystkim na komentarzu, nie na filmiku. To nie był odosobniony wpis, a właściwie ten jeden z "głównego nurtu".

 

Czy kobiety współczesne rzeczywiście nie potrzebują wiedzy po pierwsze: o tym, jaka jest ich płodność, jak zostały stworzone do tego, by być matkami? Kiedy są płodne i co na to wskazuje, a kiedy nie są płodne (wciąż spotykam dorosłe osoby, które uważają, że w ciążę można zajść cały, cały czas! W każdym dniu cyklu. Czy nie jest to sukces np. dla producentów prezerwatywy i tabletek "po"?) A te współczesne panie, z akcentem na działaczki ruchów ekologicznych, zagorzałe fanki zdrowego stylu życia - czy one naprawdę też uważają to za średniowiecze?

 

Po drugie: czy kobiety nie powinny (bo potrzebują) mieć wiedzy na temat działania tabletek antykoncepcyjnych? Jedna wspaniała dziewczyna opowiedziała mi kiedyś o swojej pierwszej wizycie u ginekologa w celu uzyskania recepty na tabletki. Zebrała wcześniej informacje o tym, co lekarz powinien zbadać i sprawdzić przed wybraniem odpowiednich "antyków", ale pani doktor od razu "wiedziała", co przepisać. Na pytanie pacjentki: jak te hormony działają, opowiedziała tylko o skutkach ubocznych, a więc o powiększonych piersiach i pięknej cerze. A gdy dziewczyna spytała o to, jak one działają na jej organizm, ginekolog odparła, że nie będzie opowiadać, bo ona tego i tak nie zrozumie. Osoba ta sama dotarła do tego, jak działają tabletki i jak pięknie stworzony jest jej organizm, i... i nigdy ich nie wzięła!

 

Czy więc my kobiety nie zasługujemy (a niech tak trochę feministycznie zabrzmi o naszych prawach;-) na to, aby wiedzieć o sobie i o tym, co się nam proponuje (a czasem nie proponuje, tylko nachalnie w nas wrzuca)? Czy w XXI wieku, kiedy zdobyliśmy Kosmos, powietrze i docieramy do mini cząsteczek niewidzialnych gołym okiem, wiedza nie jest czymś "na topie"? Czy wiedza o nas samych może być przerażająca? Czy wiedza o wytworach człowieka nie jest czymś koniecznym, nawet gdy okazuje się być fatalnym wynalazkiem?

 

Ale nie ma co ograniczać wiedzy! Nie tylko my kobiety mamy prawo i nawet powinność poznawać siebie i opcje proponowane przez świat, aby wybrać co-naprawdę-dobre. Podobnie powinni czynić mężczyźni, szczególnie ci, którzy kochają swoje dziewczyny, narzeczone i żony.

 

I na koniec cudowny cytat, który bardzo przykuł moją uwagę. Tak dla refleksji, szczególnie dla tych, co to wciąż nie dowierzają...

To fragment tekstu "Prawda o antykoncepcji" dra Macieja Barczentewicza z czasopisma "Zbliżenia" (nr 3):

 

"...pyta, czy mógłbym jej przepisać tabletkę antykoncepcyjną. (...) przyjmuje już taką tabletkę, czy to w celach antykoncepcyjnych, czy dlatego że ma trądzik i problemy z samooceną i nie jest zadowolona ze swego wyglądu, czy też lekarz przepisał jej tabletkę antykoncepcyjną jako lekarstwo, bo albo nie miesiączkowała, albo miesiączkuje za często, krwawienia są zbyt bolesne lub za bardzo obfite. (...) W swojej praktyce lekarskiej zdarzyło mi się raz przepisać tabletkę antykoncepcyjną, i to zakonnicy. Przepisanie tabletki antykoncepcyjnej przez lekarza w celach leczniczych jest zupełnie niepotrzebne, gdyż tabletka ta nie jest lekiem. Tabletka antykoncepcyjna to preparat, który niczego nie leczy, ponieważ nie jest przeznaczony do leczenia. Wręcz przeciwnie, jest to preparat przeznaczony do tego, aby niszczyć zdrowie."

 

Niszczy zdrowie (płodność) a także niszczy życie (zdrowie kobiety i życie poczętego dziecka). Parafrazując internautę:  "na co kobietom dziś ta wiedza?" No właśnie, czyż nie na Coś-Wielkiego i Ważnego?

Opublikowane w .:BLOG:. Z pamiętnika Księżniczki
Czytaj więcej...
wtorek, 25 stycznia 2011 21:46

Małe dziecko a mierzenie temperatury

Małe dziecko a mierzenie temperatury

Czy możliwe jest mierzenie temperatury poprzebudzeniowej, gdy wstajemy nocą do dziecka?

 

Zmęczenie… kiedy to minie? Niewyspanie… kiedy ja się wreszcie wyśpię? A tu jeszcze muszę pamiętać, aby każdego dnia mierzyć temperaturę poprzebudzeniową, gdy stosujemy NPR…


Często można usłyszeć takie słowa od kobiet z maleńkim dzieckiem. Ba, nawet nie z takim już małym.

 

Tak drogie mamy, tak to jest, że nasze macierzyństwo wymaga od nas wielu poświęceń. I ja też mam chwile kryzysu psychicznego i fizycznego, że mam już po prostu dość. Ale czego się nie robi z miłości do dzieci. Z miłości do męża. Z miłości do Boga. Co do mierzenia temperatury, to dziwi mnie, że dużo dziewczyn mówi, że nie mierzy temperatury, kiedy karmi w nocy dziecko, bo to nie jest miarodajne. Nieprawda. Musimy tylko wiedzieć, jak powinno wyglądać to mierzenie. Czyli według zasady: notować na karcie np. ile razy wstawałyśmy w nocy i w jakich godzinach (ale to na początku, bo potem wpada się już w rytm).

 

Analizowano kilka tysięcy takich przypadków i okazuje się, że nawet trzykrotne lub częstsze wstawanie w nocy do dziecka nie zakłóca pomiarów temperatury. Ja również potwierdzam to własnym doświadczeniem. Gdy wstawałam do pierwszej córeczki co 2 godziny, mierzyłam temperaturę rano i wszystko było ok. Teraz przy drugiej córce karmię ją o godz. 18, 21, 4, 5.30, czasem jeszcze ok. 2 w nocy, a pomiaru dokonuję, jak tylko się obudzi, czyli między 5.30 a 6.00. Kiedy usłyszę, że wstała i płacze, wołając mnie do siebie do pokoiku, nie wstaję od razu z łóżka i nie biegnę, tylko biorę termometr (trzymam go pod poduszką :-) i mierzę temperaturę w ustach pod językiem (to jeden ze sposobów, ust nie można otwierać, a końcówka termometru musi być pod językiem jak najgłębiej, nie przy zębach). Mierzenie takie trwa ok. 20-30 sekund, więc dziecko może poczekać tę chwilkę, a ja mam rzetelne dane. Ważne jest jednak, aby co najmniej godzinę spać przed pomiarem, więc do tego trzeba przeanalizować swój rytm wstawania i ustalić, kiedy chcę dokonywać pomiaru. Należy pamiętać, żeby mierzenie odbyło się najpóźniej o godzinie 7.30 i przed wykonaniem jakiejkolwiek czynności.  Przedział mierzenia temperatury powinien być max 1,5 godz. Czyli na karcie zapisujemy sobie np. między 5.00 a 6.30 (np. ja tak mam). Ale wiem, że mniej więcej o 6.00 mierzę, bo tak też się budzi Emilka. Oczywiście jeśli zdarzy mi się zerwać z łóżka i zapomnę zmierzyć się przed wstaniem, to mierzę po wstaniu, tylko notując przy pomiarze zakłócenie, czyli w tym przypadku „pw - po wstaniu”. Kiedyś sprawdzałam, jaką mam temperaturę od razu po przebudzeniu, a jak się zmienia, kiedy przejdę do pokoju obok i wrócę. Stąd wiem, jakiego odchylenia się spodziewać.  Mogą pojawić się też inne zakłócenia:  „póź – późna pora pójścia spać”- mniej więcej wiesz, jaki jest twój rytm chodzenia spać. Ja kładę się ok. godz. 22. Więc jeśli zdarzy mi się położyć o 23 czy 24, to notuję już, że poszłam późno spać. Inne zakłócenia to: „alk – wypicie alkoholu”, „choroba”, „silny stres”, „wyjazd”.

 

Tak więc drogie mamy zachęcam do mierzenia temperatury poprzebudzeniowej, pomimo nocnych karmień.

Opublikowane w .:BLOG:. Super mamą być
Czytaj więcej...
sobota, 05 lutego 2011 09:56

Kobieta zmienną jest!

Kobieta zmienną jest!

Wpływ przemian hormonalnych w cyklu na relacje w małżeństwie, czyli kobieta zmienną jest!


Młodzi ludzie stający na ślubnym kobiercu przyrzekają sobie dozgonną miłość, wierząc, że ich uczucie jest wieczne. Lecz czy są w pełni świadomi, jak głęboki wpływ na ich wzajemne relacje mogą mieć przemiany fizjologiczne zachodzące w organizmie kobiety?

 

„Kobieta zmienna jest” zauważył już starożytny pisarz, a do dziś potwierdza to spostrzeżenie miliony mężów na całym świecie. Każdy człowiek miewa tzw. „gorszy dzień” czy przeciwnie, poprawę nastroju, zależnie od wielu czynników fizycznych, psychicznych, pogodowych. A jednak na sferę emocjonalną i psychiczną większości kobiet przemożny wpływ mają zmiany poziomu hormonów zachodzące w trakcie cyklu miesiączkowego.

 

Zatem jak poradzić sobie z ową zmiennością? Czy da się ją zrozumieć, okiełznać, zamknąć w jakieś logiczne ramy? Zapewne racjonalny umysł męski do takiego usystematyzowania tej zmienności dąży. Co wydaje się być sprzecznością samą w sobie. Ale tylko pozornie.

 

Z pomocą przychodzi, ku zdziwieniu wielu, umiejętność obserwacji przemian hormonalnych, zwana Metodami Naturalnego Planowania Rodziny lub Metodami Rozpoznawania Płodności. Gdy zerkniemy na wykres takich przemian, nieodparcie skojarzy nam się on z pasmem górskim, w którym szczyty przeplatają się z dolinami i przełęczami. Generalnie możemy podzielić kobiecy cykl na dwie fazy, w których zmienia się samopoczucie kobiety, ale także i jej sposób postrzegania siebie, świata zewnętrznego oraz relacji z bliskimi.

 

Dwie fazy

 

W fazie dojrzewania komórki jajowej wpływ na organizm kobiety mają estrogeny, grupa hormonów, nazywana często „hormonami kobiecości”. Dlaczego tak, skoro zawsze chodzi o hormony kobiece? Ponieważ w tym okresie większość kobiet ujawnia cechy identyfikowane jako atrybuty kobiecości, czyli: ciepło wewnętrzne, cierpliwość, łagodność, troskliwość, czułość. Kobiety w tym czasie zwykle odczuwają przypływ pozytywnej energii i chęci do życia.

 

Natomiast w fazie ciałka żółtego, czyli po jajeczkowaniu organizm kobiety skupia się na jednym wyjątkowym zadaniu: przygotowaniu środowiska dla ewentualnie poczętego nowego życia i zapewnienia mu warunków rozwoju. Często ta faza objawia się spadkiem nastroju i sił witalnych, a zwłaszcza pod koniec cyklu drażliwością, czasem dochodzącą aż do stanów depresyjnych czy wybuchowych włącznie.

 

Jaki to ma sens?

 

To bardzo uproszczony schemat tych przemian. Ale ich znajomość może oddać nieocenione usługi poprawie i budowaniu relacji małżeńskich. Z pewnością dużo łatwiej jest mężczyźnie zaakceptować przemiany pierwszej fazy. Gdy żona nie tylko jest łagodniejsza i bardziej wyrozumiała, ale również często w jego oczach atrakcyjniejsza fizycznie. Przy wysokim poziomie estrogenów skóra kobiety jest jędrniejsza i bardziej elastyczna, oczy większe i bardziej błyszczące, głos wyższy i łagodniejszy, a ciało wydziela zapach podświadomie przyciągający uwagę mężczyzny. To dobry czas na poprawę kontaktów, na porozumienie w kontrowersyjnych kwestiach, na budowanie ciepłych relacji. Mąż lepiej znosi lekką krytykę od żony będącej w fazie okołoowulacyjnej. Warto więc odłożyć małe pretensje na tę właśnie fazę. Można powiedzieć, że to dobry czas na spontaniczne okazywanie uczuć. Ale nie traćmy czujności i nie popadajmy w pewną melancholię, gdyż zmiana stoi u drzwi. Oczywiście kobiety są różne i z różnym natężeniem odczuwają swoją zmienność hormonalną. Lecz zazwyczaj w mniejszym czy większym stopniu, ona nadchodzi.

 

Wraz ze wzrostem poziomu progesteronu, zmienia się samopoczucie, cera, ale i wizja otaczającego świata. Progesteron, zwany hormonem macierzyństwa, usposabia kobietę do ochrony życia, które mogło się począć w tajemnicy jej ciała, do zapewnienia mu spokojnego rozwoju. Paradoksalnie wiele kobiet staje się wówczas bardziej nerwowymi i niecierpliwymi, rozdrażnionymi. Jakby szczególnie w tym okresie one oczekiwały od świata zewnętrznego wyrozumiałości i cierpliwości jakiej jeszcze kilka dni temu same w sobie wiele miały. Cóż, ten trudny emocjonalnie czas, to papierek lakmusowy męskiej miłości i cierpliwości. Nie tak już łatwo i nie tak fascynująco jest żyć z ukochaną pod jednym dachem. Warto się nieco uodpornić na nerwowe uwagi, skłonność do pretensji czy wyciągania starych żalów. Panowie, odwagi!

 

Pamiętajcie, że ten czas minie i znów znajdziecie swoje ukochane jako ciepłe i wyrozumiałe. Lepiej w tym czasie nie ulec pokusie zbędnych dyskusji i roztrząsania racji, a raczej unikać eskalacji emocji. Bukiet kwiatów, ciepła kąpiel, kolacja przy świecach zakończona w sypialni przy romantycznej muzyce więcej zdziała, niż roztrząsanie nieuzasadnionych (zdaniem męża) pretensji żony. Wiedzcie, że macie pole do popisu w tej kwestii przemian hormonalnych. Kontakt seksualny dostarcza kobiecie cały wachlarz substancji tak pozytywnie ją nastrajających. Ale pamiętajcie: dla kobiety akt seksualny zaczyna się od porannego pocałunku, a przygotowanie do niego trwa cały dzień. Dlatego w tej fazie dbanie o miłe gesty i puszczanie mimo uszu nieprzyjemnych uwag jest szczególnie wskazane.

 

Wspomniałam na początku o pomocy, jaką w tej kwestii mogą stanowić metody obserwacji cyklu. Sprawa prosta, a jakże przydatna. Mąż odpowiednio wyedukowany bez trudu odczyta wykres i rozpozna przejście z jednej fazy do drugiej. Będzie miał czas na „opracowanie odpowiedniej strategii” i przygotowanie się do owej zmienności.

A jestem przekonana, że odpowiednie męskie podejście i wysiłek na pewno się opłacą.

Opublikowane w Kobieta
Czytaj więcej...
niedziela, 04 stycznia 2009 20:18

Więcej niż przyjemność

Więcej niż przyjemność

Jak wiemy (a jeśli nie wiemy, to zachęcam do zajrzenia do literatury), w cyklu fizjologicznym kobiety jest kilka dni płodnych. Jeżeli nie potrafiłbym tych kilku, nawet dziesięciu, dni przeżyć bez seksu, to ja nie jestem facet! Jeżeli wciąż „muszę”, to znaczy, że jestem uzależniony od seksu. I tak właśnie rozumiem „seks bez barier”

 

Agnieszka i Tomek


— Współżycie z Tomkiem jest dla mnie nie tylko źródłem przyjemności — mówi na jednym z naszych spotkań Agnieszka — czerpię z niego radość. Jest ono przypieczętowaniem tego, że już dziesięć lat jesteśmy razem, że siebie nadal odkrywamy. Jest znakiem, że chcemy dzielić ze sobą życie. Zbliżenie daje mi poczucie bezpieczeństwa, poczucie, że jestem kochana, i sprawia, że codzienność staje się świętem.

 

— W naszym współżyciu — kontynuuje Tomek — zbiegają się wszystkie wątki naszego małżeństwa. Na jakość współżycia ma wpływ jakość codziennych spotkań: to, czy uda nam się ustalić bieżące sprawy, spotkać po pracy i porozmawiać, zastanowić się, czy nie ma między nami jakiegoś konfliktu.

 

— Ufam Tomkowi w sytuacjach intymnych, bo ufam mu w różnych innych sprawach — dzieli się dalej z nami Agnieszka. — Gdybym mu nie ufała w sprawach życiowych, to sądzę, że nie czułabym się bezpiecznie w sferze życia intymnego. Doświadczyliśmy, że ta zależność działa również w drugą stronę: jeśli któreś z nas ma niewypowiedziane żale, dotyczące sfery intymnej. Jeśli coś jest ukryte, natychmiast przekłada się to na codzienność; jeśli tu coś „nie gra”, trudno tego nie zauważyć przy śniadaniu. A jeśli zbliżenie jest satysfakcjonujące, radosne i „dogadane”, łatwiej nam jest podejmować trudy codzienności.

 

małymi krokami


Pogląd o tzw. niedopasowaniu seksualnym uważam za mit. W pierwszym okresie małżeństwa współżycie seksualne może niekiedy przysparzać trudności, które zazwyczaj ustępują. Jest to często kwestia różnic w temperamentach czy pozostałość jakichś wcześniejszych zranień. W stopniowym uczeniu się siebie i poznawaniu się, potrzebna jest cierpliwość, delikatność i czułość.

 

Sfera seksualna jest niezwykle ważną płaszczyzną dialogu. Wsłuchanie się w siebie, rozumienie i dzielenie się swoimi uczuciami sprzyja pogłębieniu więzi osobowej małżonków. Potrzebne jest odnajdywanie delikatnego słownictwa, ważna jest umiejętność nazywania swoich uczuć. Wzajemna wrażliwość w dziedzinie intymności, połączona z wyrozumiałością i cierpliwością, powodują, że więź seksualna staje się źródłem radości i pogłębienia jedności małżeńskiej. Nam z żoną szło to bardzo opornie, na początku nie potrafiliśmy o tym rozmawiać. Podobnie było w małżeństwie Moniki i Przemka.

 

to taka delikatna mgiełka...


— Wzajemnej bliskości uczymy się z Przemkiem cały czas — stwierdza Monika. — Wymaga to niekiedy heroicznej cierpliwości, a zawsze delikatności w mówieniu o swoich potrzebach i w nazywaniu uczuć. Wymaga też wrażliwości i uważnego wsłuchiwania się w drugą osobę. Kiedy jesteśmy pokłóceni, coś się nie układa między nami lub wydarza się coś trudnego w naszym życiu, trudno jest mi nawet pomyśleć o zbliżeniu. Przemek natomiast przeżywa takie sytuacje inaczej — właśnie wtedy potrzebuje bliskości fizycznej. Odkryliśmy i zrozumieliśmy to właśnie poprzez rozmowę. Bardzo wiele czasu zajęło mi, aby odważyć się otwarcie rozmawiać o naszym życiu seksualnym, aby przełamać lęk, wstyd, niepewność, a jednocześnie otworzyć się na to, co powie mi Przemek. Mimo wielu trudności udało nam się uniknąć wzajemnego oskarżania się i obarczania winą za problemy, które pojawiają się w naszym współżyciu seksualnym.

 

— Współżycie seksualne kojarzy mi się przede wszystkim z odpowiedzialnością za Monikę — mówi Przemek. — Ja odpowiadam za to, co podczas niego dzieje się z Moniką, z jej uczuciami, a nie tylko z ciałem. Staram się myśleć bardziej o Monice niż o sobie. Nie jest to łatwe, ale dążenie do stawiania na pierwszym miejscu dobra kobiety w tej dziedzinie jest po części dążeniem do świętości. Jest to ważne ze względu na przeżywanie uczucia rozkoszy. Tak jak z każdym darem Bożym, tak i z tym możemy uczynić coś, co przyniesie dobro albo go zepsuje.

 

— Bez wspólnych rozmów, nie tylko na temat seksualności, ale wielu innych spraw, niełatwo nam było przeżywać zbliżenia seksualne — mówi dalej Monika. — Przełomowym momentem było dla mnie poczęcie i narodzenie się naszego syna. Wcześniej różniliśmy się w naszych pragnieniach, związanych z posiadaniem dziecka. Ja marzyłam, aby mieć dziecko szybko po ślubie, a Przemek potrzebował na podjęcie tej decyzji o wiele więcej czasu. Trudno mi było zaakceptować pragnienia męża i przenosiło się to na sferę seksualną. Nie potrafiłam otworzyć się na Przemka i mu zaufać. Mogę powiedzieć, że fakt narodzin naszego syna uleczył rany, jakie sobie wzajemnie zadawaliśmy. Otwartość i miłość, z jaką Przemek przyjął nasze dziecko, spowodowały, że wtedy dopiero zaczęłam odczuwać pełnię i widzieć piękno naszego współżycia małżeńskiego. Współżycie seksualne jest dla mnie bardzo silnym przeżyciem. Angażuje tak wiele emocji i jest tak silnym doświadczeniem, że potrzebuję od Przemka prawdziwego zrozumienia, delikatności, czułości, subtelności — to taka delikatna mgiełka, którą łatwo zniszczyć nierozważnym gestem czy słowem.

 

kogo „zawodzą” metody?


Akt seksualny jest ukierunkowany na życie. Możemy i mamy prawo czerpać z niego radość i satysfakcję, ale zachowując i respektując pierwotne przeznaczenie tego aktu. Podejmując współżycie, zawsze musimy liczyć się z ewentualnością poczęcia dziecka, choćby prawdopodobieństwo było znikome. Tego wymaga pierwotny cel zjednoczenia seksualnego. Takie postawienie sprawy wywołuje zazwyczaj burzę. Mówiący o tym są oprawiani w ramki „niedzisiejszych”, zacofanych, „kościółkowych” itp. Bo przecież: nie sposób codziennie mierzyć temperaturę o tej samej porze, bo są cykle nieregularne, bo jak się pracuje na zmiany..., bo..., bo...; a tak w ogóle to metody naturalne są zawodne. Więc tylko pigułka, a jeżeli ona jest szkodliwa, to przecież jest gumka, którą nikogo nie skrzywdzimy, pod warunkiem, że się oboje na nią zgodzimy...

 

Takie opinie są na ogół wynikiem braku wiedzy o metodach rozpoznawania płodności lub ulegania stereotypom lansowanym w prasie i telewizji. Tymczasem w ostatnich latach dokonał się w tej dziedzinie ogromny krok naprzód. W tyle pozostają mass media, które nadal bardzo często utożsamiają naturalne metody rozpoznawania płodności z tzw. kalendarzykiem małżeńskim i na tej podstawie dezawuują sens metod naturalnych. Otóż kalendarzyk małżeński jest metodą mającą już dziś znaczenie wyłącznie historyczne. Istnieją metody, których stosowanie jest coraz łatwiejsze, coraz bardziej dostosowane do wymogów współczesnego życia. Ogromny postęp dokonał się w dziedzinie interpretacji wykresów, obserwacji śluzu i innych objawów zmienności fizjologicznej.

 

Nie chodzi tu jednak tylko o skuteczność metod — pozostaje problem etyczny. Wszystkie metody są mniej więcej jednakowo „skuteczne”, a jeżeli są różnice, mogą one bardzo szybko zostać zniwelowane przez medycynę. Jestem przekonany, że metody naturalne „zawodzą” przede wszystkim tych, którzy chcą zarobić na przemyśle antykoncepcyjnym.

 

on czeka i tęskni


Wiele kobiet mówi, że najbardziej pragnie zbliżenia w okresie płodnym. I co wtedy robić? To pragnienie jest bardzo piękne, bo oznacza naturalne wewnętrzne dążenie do spełnienia tego, do czego akt seksualny jest pierwotnie przeznaczony — do poczęcia dziecka. Jeżeli nie chcemy, aby dziecko się poczęło, to nie budzimy uczucia pożądania i namiętności, ale narzucamy sobie nieco ascezy. Ostatecznie najważniejszym organem seksualnym jest mózg.

 

To właśnie w okresach płodnych, także i ja w pierwszych latach małżeństwa dążyłem do współżycia. Odczuwałem wtedy wielką serdeczność Irenki, jej bliskość i nastawienie na mnie, podczas gdy tydzień później „warczała” na mnie. Nie byłem wówczas świadomy przyczyn tej zmienności. Trudności w naszym codziennym dialogu kusiły mnie do wykorzystywania tych dni, kiedy kontakt okazywał się łatwiejszy. Ale mogę powiedzieć, że w okresach bezpłodnych nasze współżycie było także bardzo piękne i bardzo jednoczące, wymagało tylko z mojej strony nieco więcej starań. To, że kobieta jest oziębła w okresach niepłodnych, także uważam za mit. Warto wszakże, aby wiedziała, że mąż na nią czeka. Czeka, żeby była otwarta na niego, żeby była serdeczna i czuła. To także jeden z przejawów miłości, która jest aktem woli.

 

— Gdy czuję się pobudzony seksualnie, ale nie decydujemy się na współżycie — mówi na jednym z naszych spotkań Bogdan — staram się przetworzyć moją aktywność seksualną na gesty czułości i delikatności. Okresy wstrzemięźliwości są dla nas okazją do twórczości w innych sferach niż seksualna, co uatrakcyjnia naszą więź.

 

— Miło mi — dodaje jego żona Monika — gdy niespodziewanie otrzymuję od Bodzia kwiatek albo gdy w łazience zastaję ułożony z pałeczek higienicznych napis „Kocham Cię”. Wiem, że czeka i tęskni...

 

bez żadnych sztuczności


W naszym małżeństwie więź fizyczna zmieniała się, w miarę jak zmieniało się porozumienie między nami. Działało tu pewne sprzężenie zwrotne: im bardziej akceptowaliśmy siebie nawzajem, im bardziej odkrywaliśmy siebie na nowo, tym więcej delikatności i spokoju było w naszej więzi seksualnej. I odwrotnie — jednoczące współżycie przynosiło następnego dnia większą wzajemną życzliwość i wyrozumiałość.

 

Nie stosowaliśmy żadnych środków antykoncepcyjnych. Ja rozumiałem to w ten sposób: jeżeli naprawdę mamy być jednym ciałem, to nie możemy stawiać między siebie żadnych przegród, żadnych sztuczności, barier, czyli — żadnych prezerwatyw czy pigułek. Jeżeli akt seksualny ma być wyrazem miłości, a nie samym rozładowaniem napięcia seksualnego, to nie ma między nami miejsca na sztuczność — byłby to jakiś fałsz. Jak wiemy (a jeśli nie wiemy, to zachęcam do zajrzenia do literatury), w cyklu fizjologicznym kobiety jest kilka dni płodnych. Jeżeli nie potrafiłbym tych kilku, nawet dziesięciu, dni przeżyć bez seksu, to ja nie jestem facet! Jeżeli wciąż „muszę”, to znaczy, że jestem uzależniony od seksu. I tak właśnie rozumiem „seks bez barier”.

 

Artykuł pochodzi z miesięcznika katolickiego LIST 2004/09 „Seks — problem aż do skończenia świata”

www.list.media.pl

Opublikowane w Seksualność
Czytaj więcej...
niedziela, 26 kwietnia 2009 22:58

Okiem Weterynarza

Witajcie po małej przerwie (buźka z mrugnięciem prawym okiem - jeśli nie wiesz czemu nie używam buziek przeczytaj mój pierwszy wpis na blogu)!

Dzisiaj będzie kilka refleksji o weterynarzach, czystości, NPR i antykoncepcji.

Pierwsze PRIMO - o antykoncepcji

Płodność człowieka jest darem, czymś naturalnym, świadczy o zdrowym funkcjonowaniu organizmu. Antykoncepcja jest zaś czymś, co walczy z płodnością - z płodnością, która jest zdrowa. To tak jakbym założył gips na zdrową nogę, hmmm no cóż, jak ktoś lubi takie formy przyjemności...
NPR nie jest środkiem antykoncepcyjnym. Pomaga w odpowiedzialnym podejściu do Miłości i płodności. Proszę mi nie mówić, że sieje tu jakiś rodzaj propagandy czy kościelnej gadki o tym, jak zła jest antykoncepcja. Nie mówcie, że Kościół sieje dziwną propagandę, która ma pozbawić nas przyjemności.
Powiem tyle: Kościół chce, byście czerpali jak najwięcej z SEXu i że ma być przyjemnie. Ale trzeba umieć korzystać z tego daru.
Hipokryzją i propagandą jest skreślanie z góry NPR, statystyki, świadectwa ludzi mówią same za siebie, lepiej chyba upierać się na nich niż na reklamach w tv i wspaniałych gazetach pokroju Bravo czy Popcorn. Tak na marginesie: Ostatnio byłem z Kasią na spotkaniu z Dawn Eden. Polecam poczytać jej książkę: "Dreszcz czystości". Dawn nawróciła się jak miała ok. 30 lat. Wcześniej żyła na pełnych obrotach, używała ile wlezie, zaliczała, była zaliczana, bynajmniej nie do grzecznych dziewczynek. Dziś po swoim nawróceniu mówi o tym, czym jest czystość i jak może być piękna . Jedna ze studentek zapytała ją, czy nie lepiej jest przeżyć życie tak, jak ona, by samemu wyciągnąć wnioski. Dawn odpowiedziała, że oczywiście nie jest tak. Czy lekarz musi być chory na żółtaczkę, by wiedzieć jak się nią leczy? Oczywiście, że nie. Poza tym dodała, że ona straciła tą szansę, by wiedzieć czym jest dziewictwo przed ślubem. 

Drugie PRIMO - o weterynarzach

Wiecie, że większość weterynarzy nie chce wypisywać hormonalnej antykoncepcji zwierzętom?
Wiedzą, jak destruktywnie wpływają na organizm takie leki. No, ale w dzisiejszym świecie nie ma najmniejszych problemów, by stosować antykoncepcję hormonalną. Zostawiam do refleksji.

Trzecie PRIMO - cała prawda o propagandzie

Antykoncepcja jest tak wspaniała, że większość inteligentnych ludzi wybiera ją pomimo tego, że badania, testy, sondaże mówią zupełnie coś innego.
Jak byliśmy na Kursie Przedmałżeńskim i padło słowo NPR to dało się słyszeć w tle hasła: "o Boże", "nie mogę tego słuchać".
Powiem tyle:
To się nazywa propaganda i hipokryzja. Siedzi ekipa, większość już ma za sobą swój pierwszy raz, niektóre panny mają nieco większy brzuszek.
Antykoncepcja jest prostsza, nie trzeba wysiłku, pełen luz. Reklamy są super!
A za antykoncepcją stoi super biznes, wielowymiarowy.
Tylko nie mówcie mi proszę, że jestem facetem i to nie ja muszę rodzić. Rzygać mi się chce, jak to słyszę (przepraszam za brutalność). 
Zachęcam do szukania, warto!

Czwarte PRIMO - czystość nie-utracona

Warto dziś podjąć na nowo refleksję nad czystością. Chodzi mi o to, że warto dziś mówić o tym, że jeżeli już zdarzył się ten pierwszy (albo i następny) raz, zawsze można wejść na drogę czystości. Czystość nie jest tylko dla prawiczków i dziewic. Każdy może żyć w czystości. I jeszcze jedno. Czystość to nie jest wstrzemięźliwość. Ale o tym już w następnym wpisie..

Pozdrawiam!

Opublikowane w .:BLOG:. Z rycerskiego szlaku
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  3 
  •  4 
  •  5 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 5

Wyszukiwarka

Ostatnio na Forum

    • Mężczyzna i NPR
    • Last post by Kami79
    • 3 tyg., 3 dni temu

More Topics »

Tagi

aborcja antykoncepcja bajka Biblia blog czystosc duchowosc dylematy dzieci dziecko film kobieta komunikacja konkurs ksiazka ksiazki malzenstwo meskosc mezczyzna milosc Mloda Para narzeczenstwo NPR piekno plodnosc polecamy poradnik rodzicielstwo rodzina roznice seksualnosc slub teologia ciala warsztaty wesele wiadomosci wiara wychowanie zakochanie zwiazek

Ostatnie komentarze

  • Agnieszka Kowal Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę… Napisane przez Agnieszka Kowal na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
  • Ewa Maria Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo… Napisane przez Ewa Maria na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
  • Maciej Kryczka Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-) Napisane przez Maciej Kryczka na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
  • Agnieszka Kowal Wspaniałe :) Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:23
  • Agnieszka Kowal Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku… Napisane przez Agnieszka Kowal na wtorek, 20 marca 2012 22:15

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane