Gadu-gadu, ale z kim, o czym i po co?
Komunikowanie się przez Internet ma sens tylko wobec tych ludzi, z którymi łączą nas więzi w rzeczywistości.
„Kiedy usłyszałem, że moja młodsza siostra ma chłopaka, z ciekawości spytałem, w jaki sposób zaproponował jej chodzenie ze sobą. Ona ze zdziwieniem odpowiedziała: <<Przez Gadu-Gadu, bo przecież wszyscy tak robią!>>”. Współcześnie dzieci i młodzież coraz częściej poprzez Internet banalizują sprawy bardzo ważne. Na popularnych portalach społecznościowych typu Facebook, Nasza-Klasa, Grono.net mnóstwo jest informacji o prywatnych sprawach i przeżyciach pisanych publicznie wobec dużej, często kilkusetosobowej grupy „znajomych”. Dużo jest również wpisów banalnych, których czytanie nic nie wnosi w życie tych, do których takie wpisy trafiają. Podobnie dzieci i młodzież chętnie umieszczają na tego typu portalach prywatne zdjęcia. Ostatnio popularne stało się także prowadzenie prywatnych „rozmów” w sposób publiczny, czyli w taki sposób, że kilkuset innych użytkowników może taką rozmowę przeczytać i włączyć się do niej. Mądrzy rodzice i wychowawcy wiedzą, że komunikowanie się przez Internet ma sens tylko w jednej sytuacji: jeśli służy do podtrzymywania i umacniania więzi utworzonej w rzeczywistości. W każdej innej sytuacji korzystanie z portali społecznościowych albo komunikatorów oznacza ucieczkę od prawdziwego życia.
Nie zrozumie się istoty problemu, jeśli nie weźmie się pod uwagę faktu, że człowiek jest nie tylko umysłem, który potrafi przekładać swoje myśli na ekran komputera, lecz jest osobą, czyli kimś, kto nie tylko myśli, ale też przeżywa i okazuje swoje przeżycia na tysiące różnych sposobów. Budowanie więzi przez komunikatory internetowe daje złudne poczucie porozumienia. Sprawia, że druga osoba ma wprawdzie szansę rozumieć to, co piszemy o naszym sposobie myślenia, ale w rzeczywistości nie ma pojęcia o tym, co przeżywamy, ani o tym, jakim spojrzeniem czy gestem reagujemy na to, co pisze. Rozmawiając przez Internet, nie można też okazać drugiej osobie czułości w sposób, jakiego pragnie, gdy mówi o tym, co ją boli, albo o tym, co ją szczególnie cieszy. To właśnie dlatego tylko kontakt indywidualny daje szanse na zbudowanie pięknych więzi, do szczęśliwego małżeństwa włącznie.
Mądrzy rodzice zachęcają dziecko do tego, aby jak najwięcej przebywało w towarzystwie swoich rówieśników, ale tylko takich, którzy sami są wychowywani w równie mądry sposób. Mądrzy rodzice pozwalają na korzystanie z komputera tylko w jasno określonym celu. Warto, aby przed zasiadaniem dziecka do komputera jasno określiło ono, w jakim celu to robi. Dużą pułapką jest włączanie komputera tylko po to, aby zobaczyć, czy coś nowego pojawiło się na GG albo w skrzynce mailowej.
Drugą podstawową zasadą, którą powinni respektować rodzice, jest troska o rozmowy między sobą oraz o rozmowy z dzieckiem. Największe szanse na zbudowanie trwałych więzi mają te dzieci, które nauczyły się rozmawiać o sprawach ważnych ze swoimi rodzicami i które zobaczyły, że dla ich rodziców to właśnie rozmowa jest metodą pogłębiania więzi i radosnego umacniania się wzajemną miłością.
Artykuł pochodzi z czasopisma "Sygnały troski" (luty 2011)

O trudnej sztuce "chodzenia ze sobą"
Kiedy mój syn, będąc w podstawówce, zjawił się w domu z radosną wiadomością o swoim pierwszym uczuciu, pomyślałam ze zdziwieniem: „Więc to już?”. A potem z ulgą: „Jak miło, że wybrał tak sympatyczną i mądrą dziewczynkę”. Następnie zadałam sobie pytanie: „Jaka wiedza ułatwiłaby mu przeżywanie stanu zakochania? Co może sprawić, że fakt ten nie stanie się przyczyną złych doświadczeń dla niego i osoby, którą wybrał? Co wreszcie uspokoiłoby nas, rodziców?”.
Dokładnie w rok po tym zdarzeniu nasza córka przyniosła podobną wiadomość i wtedy niepokoju i pytań było jeszcze więcej. No właśnie, przecież każdy z nas, będąc nastolatkiem, przeżywał romantyczną fascynację drugą osobą. Są to ważne stany, bez których trudno wyobrazić sobie młodość, szczęście. Pamiętamy zapewne, jak wyidealizowany obraz ukochanej czy ukochanego nosiliśmy w sobie, i emocje spędzające nam sen z powiek, które temu towarzyszyły. Będąc rodzicami, niepokoimy się o „stany zakochania” u naszych dzieci. Jest to bardzo naturalne, że z troską, ale i pewną ostrożnością przyglądamy się obiektowi westchnień córki lub syna.
Czego tak naprawdę boją się rodzice dorastających dzieci?
Chyba tego, że ich dzieci mogłyby dokonać niewłaściwych wyborów oraz że wybrane przez nich osoby będą miały na nie zły, a nawet krzywdzący wpływ. Jeszcze kilkanaście lat temu posiadanie dziewczyny czy chłopaka nawet w liceum nie było zbyt powszechne, a teraz już w gimnazjum wielu młodych ludzi ma za sobą spore doświadczenia w tej kwestii. Niestety, nie zawsze są to dobre doświadczenia. Złe wzorce przenikające z popkultury oraz powszechność erotyki przyczyniają się do wielu zranień, kształtują niewłaściwe postawy u młodego pokolenia. Sztandarowe stają się: „niezostawianie nic na potem”, przekraczanie granic intymności już w wieku 13-14 lat oraz wspólne zamieszkiwanie przed ślubem. Wszystkie te zjawiska sprawiają, że czujemy rodzicielską powinność, aby się im przeciwstawić.
Co możemy zrobić jako rodzice?
W zależności od etapu dojrzałości naszego dziecka, na jakim przyjdzie mu się zmierzyć z pierwszym gorącym uczuciem, rola rodziców może być różna. Pierwsza miłość może zdarzyć się przecież już w przedszkolu… To stwierdzenie wydaje się odrobinkę zabawne, ale po chwili refleksji można zauważyć, że nie jest to może najgorszy moment na to, aby ukształtować w dziecku dobre postawy i nauczyć je szacunku wobec drugiej osoby. Wtedy bowiem „zakochanie się” nie niesie za sobą jeszcze zbyt wielu negatywnych konsekwencji. Wydaje mi się, że poważne potraktowanie uczuć przedszkolaka może dać dobre owoce na czas dojrzewania, kiedy to młodzież dużo trudniej dzieli się swoimi emocjami. A jest ich wtedy dużo więcej… Nie chodzi chyba o to, aby popadać w przesadę, ale by okazywać ciepłe i serdecznie zainteresowanie tym tematem. Podpowiadać dziecku, jak może grzecznie i godnie odnosić się do swojej sympatii i jakiego zachowania wobec siebie oczekiwać. Bardzo przydatna jest wiedza na temat tego, na jakie zachowania wobec siebie pozwalać, aby żyć w zgodzie z zasadami sumienia i jednocześnie nie doświadczać potem uczucia zawodu czy zranienia.
Kiedy w życiu naszej córki lub syna pojawiał się ktoś ukochany, zawsze chcieliśmy poznać bliżej tę osobę. Nawet jeśli dotyczyło to etapu przedszkolnego, lubiliśmy wiedzieć, kim są bliskie naszym dzieciom osoby. Liczyło się dla nas głównie to, jacy są, czym się interesują, czemu poświęcają czas. Słuszne wydawało nam się wygospodarowanie pewnej rodzinnej przestrzeni dla każdego obiektu uczuć naszych dzieci. Mam na myśli czas i miejsce na wspólne bycie z dzieckiem i jego sympatią. Staraliśmy się zapraszać znajomych naszych dzieci do wspólnych wypraw, wyjazdów wakacyjnych, gier, zabaw itd. Wszystko po to, aby poznać charakter ich znajomości i jednocześnie wyznaczyć jej mądre granice. Moim zdaniem inne zasady należałoby przyjąć odnośnie do chłopca, a inne wobec dziewczynki. Ma to związek zarówno z innym sposobem przeżywania miłości przez obie płci, jak i z różnymi konsekwencjami na wypadek źle zagospodarowanych uczuć. Najważniejszy jest chyba w tym kontekście aspekt przygotowania się do różnych ról, jakie w przyszłości będzie pełnić syn czy córka. Synowi powinniśmy podpowiadać, jak ma stawać się dżentelmenem i ochroniarzem wobec wybranej osoby, a córce, jak szanować swoją godność i zachowywać odpowiednią klasę.
A jak możemy rozpoznać, czy osoba, którą zafascynowało się nasze dziecko, jest odpowiednia?
Najłatwiej odpowiedzieć na to pytanie: „po tym, czy nasze dziecko jest szczęśliwe, czy odpowiednio dzieli czas między uczucie, szkołę i obowiązki”. Ważnym wyznacznikiem jest też fakt, czy relacje, jakie miało z rodziną, nie uległy zmianie na gorsze. Ale bardzo istotnym czynnikiem jest uznawany przez tę osobę system wartości.
Coś, co powinno nas zaniepokoić naprawdę i zmobilizować do uważniejszego przyglądania się znajomościom naszych dzieci, to pojawienie się nieodpowiedniego słownictwa, zmiany w stylu bycia, unikanie kontaktów z rodziną, znikanie z domu na wiele godzin, znaczne pogorszenie się ocen, zmiana priorytetów i wartości.
Częstym ostatnio problemem, z którym spotykają się rodzice (nawet w rodzinach katolickich), jest podejmowanie przez młodzież współżycia seksualnego oraz wspólne mieszkanie przed ślubem. Czasem wydaje się, że nie ma na to recepty, zwłaszcza gdy dotyczy pełnoletnich już dzieci. Wydaje mi się, że na ten temat należy rozmawiać mimo wszystko, długo i cierpliwie przekonując, że taki związek nie przynosi pełni relacji możliwych w prawowitym małżeństwie, nie gwarantuje prawnych zabezpieczeń. Ale jest coś, o czym najbardziej nie wolno zapominać: taki związek na pewno nie podoba się Panu Bogu. Nie możemy przewidzieć, która z fascynacji naszego dziecka okaże się poważna i przerodzi się w dorosłe uczucie.
Zadaniem rodziców jest więc kształtowanie nawyków takich zachowań, które są zgodne z trwałymi wartościami, jakie chcemy przekazać dziecku. Przypominanie, że czas tzw. chodzenia ze sobą jest czasem na mądrą przyjaźń i umiejętne zachowywanie dystansu wobec drugiej osoby, który uczy, że pełnia bliskości jest możliwa w małżeństwie. Młodzież nie zawsze chce pamiętać, że to właśnie dystans oraz powściągliwość seksualna są wyrazem prawdziwego szacunku i miłości wobec drugiej osoby. Bo to właśnie uczy, jak drugą osobę stawiać wyżej, ponad zaspokojenie własnych pragnień. Prawdziwa miłość powinna być ofiarna.
Mówi się, że „chodzenie ze sobą” to trudna sztuka, której trzeba się nauczyć. To prawda – chodzenie jest przygotowaniem do czegoś jeszcze trudniejszego: do dojrzałego bycia ze sobą w małżeństwie. Do porozumiewania się, kompromisów, wzajemnej empatii. Do wspólnej drogi ku szczęściu z dobrze wybranym i odpowiednim człowiekiem. Warto tego nauczyć młodzież, bo jak napisała kiedyś Małgorzata Musierowicz (ulubiona pisarka młodzieży): w ufnym, dobrym porozumieniu z drugim człowiekiem „jest jakiś odprysk wieczności, coś doskonałego i boskiego”.
Nela Niewadzi-Bargiełowska
Tekst pochodzi z magazynu "Sygnały Troski" nr 7-8/2011
Lew świętego Hieronima
„Lew Świętego Hieronima i inne opowiadania”
Justyna Kiliańczyk-Zięba
Jakim sposobem św. Werburga przywróciła życie gęsi?
Dlaczego św. Izydor dokarmiał ptaki zimą?
Jak Św. Makary zaprzyjaźnił się z hieną?
Wielkimi krokami zbliża się Dzień Dziecka. Z tej okazji prezentujemy Wam książkę, która może sprawić wiele radości maluchom, jaki i rodzicom/opiekunom/starszemu rodzeństwu. Zwłaszcza, że jest wspaniałą alternatywą dla uwielbianych przez pociechy odwiedzin… ZOO.
„Lew Świętego Hieronima i inne opowiadania” to zbiór historii o świętych. Nie są to jednak zwykłe opisy ich zasług, ale ich przygody ze zwierzętami! Wszyscy doskonale znamy miłość św. Franciszka do wszelkiego stworzenia i przekaz o jego rozmowie z wilkiem. A jednak nie tylko on nie tylko on rozumiał mowę istot żywych i nie tylko jego słuchały.
Opowieści przedstawiają sylwetki świętych, o których często nawet my, dorośli nie wiemy zbyt wiele (np. Św. Róża, Św. Izydor czy Św. Werburga). Ale możemy być pewni, że dzieci zapamiętają każde imię i opowieść. Książeczka oprócz swoich aspektów edukacyjnych i pedagogicznych (promujących naprawdę dobre wartości przyjaźni, pomocy drugiemu, wrażliwości na każde stworzenie), zawiera mnóstwo pięknych, przejrzystych ilustracji (ilustrowała Maria Gromek), które na pewno zapadną w pamięć czytelnikom.
Być Rodzicem
BYĆ RODZICEM - to autorski program czerpiący ze Szkoły dla Rodziców i Wychowawców, którego autorką jest p. Anna Zygmunt-Kucharska. Seria kursów dla rodziców BYĆ RODZICEM obejmuje trzy elementy:
1. BYĆ RODZICEM - ABC skutecznego rodzica
2. BYĆ RODZICEM - Start
3. BYĆ RODZICEM - Nastolatka i nie zwariować
Zapraszamy do zapoznania się z naszą propozycją. Zostań skutecznym rodzicem i ciesz się ze swego rodzicielstwa! Kursy odbywają się w Krakowie w Centrum Budowania Relacji (ul. Sławkowska 1/3b).
______________
BYĆ RODZICEM - ABC Skutecznego rodzica
Zajęcia mają charakter edukacyjny i są treningiem komunikacji z dzieckiem. Przeznaczone dla wszystkich rodziców, nauczycieli i opiekunów, dla których wartością jest budowanie relacji z dzieckiem, pogłębianie trwałej więzi, która posłuży dobremu porozumiewaniu się przez całe życie. Uzyskane umiejętności wpływają na poprawienie relacji z innymi nie tylko w rodzinie i szkole, pozwalają zadbać o własne potrzeby i czerpać satysfakcję z kontaktu z ludźmi.
Zawartość tematyczna:
• Relacja – jak budować i pogłębiać dobrą relację z dzieckiem
• Uczucia - jak akceptować i radzić sobie z trudnymi emocjami
• Współpraca - jak skłonić dzieci do wspólnych działań
• Dyscyplina - jak korygować niepożądane zachowania bez przemocy
• Samodzielność i odpowiedzialność- jak kierować a nie wyręczać
• Poczucie wartości dziecka - jak budować i rozwijać pozytywny obraz siebie i adekwatną samoocenę
Zajęcia odbędą się w cyklu sześciu 3-godzinnych spotkań.
Sugerowana darowizna: 200 zł od osoby (w przypadku małżeństw 300 zł) za cały kurs (18 godzin).
Najbliższe terminy kursu:
1. Grupa wieczorna: 27 II 2012 r. (poniedziałek), godz. 17.30-20.45 - ZAPISY
2. Grupa poranna: 29 II 2012 r. (środa), godz. 9.30-12.45 - ZAPISY
BYĆ RODZICEM - Start
Na ten kurs zapraszamy pary planujące dziecko, rodziców w ciąży oraz rodziców maluchów i wszystkich zainteresowanych rozwojem człowieka u początku jego życia.
Będzie tu można zdobyć wiedzę oraz przećwiczyć niektóre umiejętności związane z:
• prawidłową pielęgnacją niemowlęcia
• odczytywaniem potrzeb malucha i ich zaspokajaniem (np. w sferze ruchowej, emocjonalnej, poznawczej)
• komunikacją z niemowlakiem
• wychowaniem najmłodszych
• odnalezieniem się w roli rodzica
Odbędą się dwa 4-godzinne spotkania poświęcone rozważaniom na powyższe tematy.
Sugerowana darowizna: 90 zł od osoby (w przypadku małżeństw 160 zł) za cały kurs (8 godzin).
Najbliższy termin kursu:
1. Grupa weekendowa: 21 IV 2012 r. (sobota) - ZAPISY
UWAGA! Wszystkim zainteresowanym kursem polecamy również BYĆ RODZICEM - ABC skutecznego rodzica - wcale nie jest za wcześnie!
BYĆ RODZICEM - Nastolatka i nie zwariować!
Kurs przeznaczony dla rodziców nastolatków, a także dla nauczycieli i wychowawców pracujących z tą grupą wiekową.
Uczestnicy dowiedzą się:
• na czym polega specyfika okresu adolescencji i dlaczego bywa on tak trudny.
• co można zrobić, żeby zadbać o wzajemną więź w tym okresie.
• przećwiczymy umiejętności, które pomogą wesprzeć swoje dorastające dziecko, a samemu pozbyć się, tak nieznośnego, uczucia bezradności.
Spotkania będą poświęcone następującym tematom:
1. Co zrobić, by nie odszedł, jak zadziałać, by wrócił – o roli więzi.
2. Czuje, pragnie, potrzebuje – o roli uczuć w relacjach
3. Słuchaj, mów, rozmawiaj – o roli i sposobie rozmawiania
4. Umiem, chcę, działam – o budowaniu poczucia własnej wartości i motywacji do działania
5. Trudne tematy są trudne – używki/media/seks
6. Granice, normy, zasady – jak to zrobić z nastolatkiem
Terminy w trakcie ustaleń, ale nie wcześniej niż w kwietniu.
UWAGA! Wszystkim zainteresowanym kursem polecamy również BYĆ RODZICEM - ABC skutecznego rodzica - wcale nie jest za późno!
Ku pokrzepieniu
Bycie dobrym chrześcijaninem w dzisiejszych czasach to trudne zadanie. Ta prawda jest tak powszechnie znana, że wydaje się czczym banałem. A skoro tak się sprawy mają, cóż możemy na to poradzić? Czy mamy szansę zmienić świat kultury masowej i wartości, jakie ona propaguje? Czy świadectwo jednej osoby przekona miliony młodych ludzi, że czystość przedmałżeńska ma sens, a bycie człowiekiem dobrym jest o wiele cenniejsze od bycia bogatym? Prawdopodobnie nie. Jednak wysiłek, zmierzający do zanegowania szeroko rozpowszechnionych, a sprzecznych z etyką chrześcijańską trendów, niekoniecznie pozostanie bezowocny. Dzięki niemu może uda się przekonać niedowiarków, że budowanie życia w oparciu o wartości chrześcijańskie, choć niekoniecznie łatwe, jest jednak możliwe.
W doskonały (i naprawdę przekonywujący) sposób udowadniają to Monika i Marcin Gajdowie w swojej książce Rodzice w akcji. Mimo ogromnego bagażu doświadczenia – zarówno zawodowego (są psychoterapeutami), jak i prywatnego (wychowują czwórkę dzieci) – Gajdowie z pokorą i otwartością dzielą się z czytelnikami swoją wiedzą, nie roszcząc sobie przy tym praw do miana nieomylnych autorytetów. W jasny i czytelny sposób przedstawiają propozycje rozwiązań wielu problemów, jakie najczęściej stawiają przed rodzicami ich pociechy. Jak uporać się z niejadkiem? Czy zmuszać nastolatka do uczestniczenia we Mszy św.? Co zrobić, by nie poświęcić swego małżeństwa na szali rodzicielstwa? Czy wszystkie dzieci należy traktować równo? Sugerując możliwe odpowiedzi na te pytania, Gajdowie pokazują, w jaki sposób poprzez codzienne rodzinne życie można dzielić się z dziećmi swoją wiarą i przekazywać im najcenniejsze wartości. Bez przemocy, przymusu, krzyku.
Rodzice w akcji, choć z jednej strony mogą przerażać ilością wyzwań, jakich stają przed wszystkimi, podejmującymi trud wychowywania dzieci, z drugiej – stanowią wyraz wielkiej radości i wdzięczności autorów za dar rodzicielstwa.
Polecam – to naprawdę dobra książka!
Monika i Marcin Gajdowie, Rodzice w akcji. Jak przekazywać dzieciom wartości, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2010
Od niemowlaka do przedszkolaka
Czy jestem dobrą mamą?
Czy sprawdzam się jako ojciec?
Takie pytania zadaje sobie wielu rodziców. Zwłaszcza, gdy ich pociecha zdaje się zupełnie ignorować kierowane do niej polecenia, lub – po raz kolejny – nie zważając na tłum ludzi wokół, daje pokaz wytrzymałości swoich strun głosowych.
Niektórzy ludzie uważają, że zadbane dzieci są zawsze wesołe, uśmiechnięte, przyjaźnie nastawione do otoczenia. Ale oni raczej nie mają swoich pociech. Ci, którzy już tego szczęścia dostąpili, przyznają zapewne, iż choć ich życie znacznie się wzbogaciło, stało barwniejsze i radośniejsze, bywają chwile, gdy marzą o najkrótszym choćby urlopie. Czy to znaczy, że nie sprawdzają się w roli rodziców?
Oczywiście – nie! To, że dzieci marudzą (zwłaszcza podczas choroby), łamią zakazy, czasem nawet gryzą i szczypią, mają napady złości, niekoniecznie oznacza braki w wychowaniu (co innego gdyby takie zachowania powtarzały w starszym wieku). By się o tym przekonać, warto sięgnąć po książkę Bogny Białeckiej – Od niemowlaka do przedszkolaka. Rady dla rodziców i wychowawców. Opierając się na specjalistycznej wiedzy oraz własnym bogatym doświadczeniu (mama czwórki dzieci, w tym bliźniaków), autorka opisuje m.in. rozwojowe trudne (czyli nieprzyjemne dla otoczenia, ale zupełnie normalne i przejściowe) zachowania dzieci oraz radzi, jak wychodzić z podbramkowych na pozór sytuacji.
Jednak poradnik Bogny Białeckiej to nie tylko zbiór porad na momenty kryzysowe. Publikacja ta zawiera również propozycje wielu zabaw stymulujących rozwój malców na poszczególnych etapach ich rozwoju. Jak pobudzać zmysły i utwierdzać poczucie bezpieczeństwa niemowlaka? Które zabawy pomogą w kształceniu empatii? Czy istnieje sposób na umuzykalnienie dzieci? Jakie rozrywki będą atrakcyjne dla trzylatka, zmuszonego do dłuższego przebywania w domu? Co niezwykle cenne, książka zawiera także szereg rad, jak własnoręcznie (przy niskim nakładzie finansowym) wykonać zamienniki drogich zabawek, sprzyjających rozwojowi malców.
Serdecznie polecam, tym bardziej, że choć bardzo treściwa, jest to mała książeczka, która bez problemu zmieści się w torebce (można ją zatem czytać niemal wszędzie:).
Bogna Białecka, Od niemowlaka do przedszkolaka. Rady dla rodziców i wychowawców, Święty Wojciech, Poznań 2010.
Szczęśliwy początek
Jak można bawić się z noworodkiem? Co zrobić, by czas spędzany z maleństwem nie był monotonny i zrutynizowany? W niektórych kręgach (najczęściej męskich) wciąż pokutuje przekonanie, że dziecko zanim zacznie mówić, tak naprawdę niewiele rozumie i opieka nad nim ogranicza się właściwie do karmienia i przewijania. A przecież pierwsze miesiące życia to jeden z najintensywniejszych okresów rozwoju! Pełne wykorzystanie tego czasu może przynieść w przyszłości wspaniałe owoce. Jak tego dokonać?
Jak w wielu przypadkach i tu zapewne nieoceniona okaże się rodzicielska intuicja. W poszukiwaniu inspiracji warto jednak sięgnąć także po profesjonalną pomoc. Jest nią np. pozycja Smart start. Praktyczne ćwiczenia według metody „Udanego startu”. Opracowana przez Margaret Sasse, uznawanej za międzynarodowy autorytet w dziedzinie dziecięcej gimnastyki oraz założycielkę centrum aktywizacji małych dzieci, posiadającego filie na całym świecie, książka zawiera propozycje stymulujących ćwiczeń, pogrupowane według wieku malców. Dzięki temu ukazuje, w jaki sposób nieprzerwanie wspomagać rozwój swoich pociech od momentu ich narodzenia aż do szóstego roku życia. Dostosowanie zalecanych zabaw do poszczególnych etapów rozwoju, pozwala nie tylko na bezpieczne wykonywanie ćwiczeń, ale i na stymulowanie rozwoju dzieci w sposób najbardziej efektywny – zarówno w zakresie motoryki małej i dużej, jak i myślenia przestrzennego, postrzegania czasu, poczucia rytmu, zmysłu równowagi. Niezwykle cenne są również wszystkie zabawy, służące aktywizacji zmysłów, dzięki którym malec nie będzie jedynie widział, ale i spostrzegał, będzie słyszał, a nie tylko słuchał.
Ogromną zaletą ćwiczeń zebranych w Smart start jest ich duże urozmaicenie oraz fakt, że bez problemu można wykonywać je w warunkach domowych – nie wymagają wielkich nakładów finansowych (np. drogiego sprzętu) ani czasowych (by były efektywne wystarczy pogrupować je np. w dziesięciominutowe zestawy). Dzięki zrozumiałym opisom oraz zabawnym czarno-białym ilustracjom prezentowane ćwiczenia nie wydają się zbyt skomplikowane – przypominają raczej wesołą zabawę. I to zabawę atrakcyjną dla obydwu stron!
Margaret Sasse, Georges McKail, Smart start. Praktyczne ćwiczenia według metody “Udanego startu”, wyd. Jedność, Kielce 2010.
Wspólne odkrywanie świata
Pewna dziewczynka bardzo lubiła bawić się lalkami. Każda z jej zabawek, odpowiednio przystrojona, pełniła odrębną rolę. Była zatem lalka-mama, lalki-dzieci i lalka-tata. Przypisanie konkretnych zadań i słów poszczególnym postaciom nie stanowiło żadnego problemu – z wyjątkiem ostatniej lalki. Bo co właściwie robi tata? Po pewnym czasie dziewczynka znalazła rozwiązanie: ubierała lalkę-tatę w garnitur, udawała, że mówi: „wychodzę do pracy” i… chowała figurkę aż do końca zabawy.
Powyższa historia – autentyczne wspomnienia dorosłej już dziś kobiety – pochodzi z książki Kena Canfielda Wspólne odkrywanie świata. Dla ojców dzieci w wieku szkolnym. Jak łatwo się domyślić, opowieść ta została przytoczona jako przykład antywzoru ojca. Warto jednak podkreślić, że Canfield skupia się przede wszystkim na tym, co dobre i godne naśladowania, do negatywnych ilustracji odwołując się raczej rzadko. Niewielkie rozmiary publikacji, krótkie i poświęcone konkretnym zagadnieniom rozdziały oraz liczne przykłady, pochodzące z własnego doświadczenia (autor ma trzy córki i dwóch synów) bez wątpienia ułatwiają lekturę. Jednak – co trzeba podkreślić – jak wskazuje sam tytuł, książka adresowana jest do mężczyzn, czytelniczki mogłoby bowiem razić przypisywanie odpowiedzialności za intelektualny, emocjonalny i poznawczy rozwój dzieci niemal wyłącznie ojcom oraz stereotypizacja roli matki (jako tej, która skupia się przede wszystkim na „unikaniu kataru”). Jednak pomimo tych – z punktu widzenia kobiet – niedociągnięć, poradnik Canfielda to pozycja godna uwagi: dzięki niej wielu mężczyzn może odkryć (przypomnieć sobie?), jak istotne, wartościowe i satysfakcjonujące wyzwanie stanowi ojcostwo.
Bycie ojcem bez wątpienia nie jest łatwe. Ale czy niewymagające poświęceń, hartu ducha, odwagi i wytrwałości zadania przynoszą radość lub satysfakcję? I czy zasługują one na miano przygód?
Ken Canfield, Wspólne odkrywanie świata. Dla ojców dzieci w wieku szkolnym, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.
Bezpieczna bajka
Bezpieczna bajka, autorzy: Grażyna Bąkiewicz, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Beata Ostrowicka, Zofia Stanecka, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Dorota Suwalska, Agnieszka Tyszka, wyd. Nasza Księgarnia 2011
Po niezwykle dobrym przyjęciu antologii „Bajkoterapia, czyli dla małych i dużych o tym, jak bajki mogą pomagać” oddajemy w ręce czytelników kolejną książkę w serii. Tym razem jako temat przewodni wybraliśmy bezpieczeństwo.
„Bezpieczna bajka”, skierowana do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, a także do rodziców i opiekunów, zawiera bajki terapeutyczne znanych polskich pisarek na tematy takie jak: spotkanie z nieznajomym, znaleziony (niebezpieczny) przedmiot, zgubienie się, bezpieczeństwo w wodzie, wirtualny świat, samodzielność, bezpieczeństwo w domu, korzystanie z numerów alarmowych, uzależnienie i inne.
Zebranym w książce bajkom towarzyszą wskazówki i komentarze Katarzyny Klimowicz, które, mamy nadzieję, będą dla rodziców i dzieci pomocą, inspiracją do rozmowy, zabawy czy przede wszystkim wspólnego zastanowienia się nad prezentowanymi tematami. Dodatkowo każdą bajkę poprzedza wywiad z ekspertem. Do projektu zaprosiliśmy osoby, które dobrze orientują się w poruszanych tematach albo dzięki wykonywanej pracy, albo osobistym doświadczeniom. Wśród ekspertów znaleźli się między innymi: Mateusz Kusznierewicz, Jasiek Mela, Małgorzata Ohme, Małgorzata Ostrowska-Królikowska, Beata Pawlikowska, Piotr Pawłowski, Mariusz Sokołowski, Jakub Śpiewak.
„Bezpieczna bajka” to antologia pięknych i mądrych bajek dla dzieci, poradnik dla rodziców, a przede wszystkim świetny sposób na wspólne spędzenie czasu!
Źródło: Wyd. Nasza Księgarnia
WYGRAJ KSIĄŻKĘ w konkursie organizowanym z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka!
Pitu i Kudłata dają radę
Leszka K. Talko, Pitu i Kudłata dają radę, wyd. Nasza Księgarnia 2011
Współczesny Mikołajek i jego siostra nie pozwolą Wam się nudzić!
Leszek K. Talko, autor bestsellerów „Dziecko dla odważnych” i „Pomocy, jestem tatą!”, do tej pory opowiadał o świecie dzieci jako rodzic. W najnowszej książce postanowił odwrócić perspektywę i spojrzeć na świat rodziców oczami dzieci. Oddał głos Pitu i Kudłatej — niesfornemu rodzeństwu, które daje radę, mimo że dorośli są tacy dziwni…
Mam z kolegami ze swojej bandy bazę w lesie. Przynosimy tam różne rzeczy, które już nie są potrzebne naszym rodzicom. Czasem zapominamy zapytać. Tata się denerwował, że akurat taczka i jego stary laptop były mu potrzebne, no ale w bazie też ich potrzebowaliśmy. Taczką zwoziliśmy materiały, na przykład płytki od Maksia i poduszki od Frania, a laptop był do naszego biura w bazie. Szkoda, że się szybko zamoczył, bo niestety nie mamy dachu.
W bazie siedzimy z chłopakami, ale czasami pozwalamy siedzieć też dziewczynom. O ile nas nie wnerwią, ale to się zdarza bardzo rzadko. Wtedy je wypędzamy. Tata mówi, że dziewczynek nie bije się nawet kwiatem, więc nie bijemy ich kwiatami, tylko normalnie gałęziami albo rękami.
Lekarz, do którego przyszliśmy, był najfajniejszy na świecie, bo cukierki stały już w szatni. Nabrałam ich do kieszeni, ale przyszło mi do głowy, że Pitu pewnie będzie się chciał podzielić, więc podeszłam znowu i włożyłam więcej cukierków do drugiej i trzeciej kieszeni. Pana doktora wciąż nie było, pomyślałam sobie, że można przecież schować też cukierki do czapki i do buzi.
Kiedy wreszcie weszliśmy do gabinetu i tata opowiedział panu doktorowi, że boli mnie ucho, pan doktor zapytał, czy mogę otworzyć buzię. Pokiwałam głową, że tak, ale niestety wtedy te cukierki, które nie zmieściły się do czapki, wypadły mi z buzi. Tata powiedział, że czuł, że dzieje się coś podejrzanego, kiedy od kilku minut nic nie mówiłam.
Źródło: Wyd. Nasza Księgarnia
WYGRAJ KSIĄŻKĘ W KONKURSIE organizowanym z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka!
Wyszukiwarka
Ostatnio na Forum
-
-
- Mężczyzna i NPR
- 3 tyg., 3 dni temu
-
Tagi
Ostatnie komentarze
-
Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę…
Napisane przez Agnieszka Kowal
na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
-
Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo…
Napisane przez Ewa Maria
na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
-
Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-)
Napisane przez Maciej Kryczka
na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
-
Wspaniałe :)
Napisane przez Agnieszka Kowal
na wtorek, 20 marca 2012 22:23
-
Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku…
Napisane przez Agnieszka Kowal
na wtorek, 20 marca 2012 22:15