Gwiazdka "po Bożemu"
Po co są Święta Bożego Narodzenia? Żeby najeść się pyszności, posłuchać kolęd, poddać się nastrojowi już od listopada „podkręcanemu” przez reklamy i sklepowe dekoracje? Żeby obdarować swoich bliskich prezentami? Żeby pobyć ze sobą? W zasadzie każdy z tych elementów jest istotny i jak najbardziej potrzebny, ale pod jednym warunkiem – jeśli nie przysłania tego, co najważniejsze. Bo Boże Narodzenie jest przede wszystkim jednym z najdonioślejszych wydarzeń w roku liturgicznym; świętem podczas którego – jak sama nazwa wskazuje – wspominamy przyjście Jezusa na ziemię w ludzkiej postaci.
Każdy przeżywa te Święta na swój własny sposób. Jednak żyjąc w rodzinie, powinno się mieć w tym czasie na uwadze nie tylko siebie, ale także uczucia i potrzeby pozostałych członków. Dobrze jest postawić sobie pytanie, w jaki sposób poprzez wspólne świętowanie można umocnić zarówno swoją wiarę, jak też wzajemne relacje. A te Święta naprawdę stwarzają mnóstwo okazji do tego, żeby je w Bożym duchu pogłębić. Nie bez powodu poprzedzone są czterotygodniowym okresem Adwentu, w którym mamy się wewnętrznie przygotować do świadomego i radosnego ich przeżycia.
Tak naprawdę bowiem to już wtedy rozpoczyna się rodzinne obchodzenie Świąt Bożego Narodzenia. Czy się ten czas owocnie wykorzysta, dużo zależy od postawy przyjętej przez rodziców. Już małe szkraby bardzo chętnie będą uczestniczyć w Roratach, zwłaszcza, gdy mama czy tata pomogą w wykonaniu lampionu. Msze roratnie są też wspaniałym pretekstem, aby w przystępny sposób wprowadzać dzieci w świat głównych prawd wiary. Uczą też wyrzeczeń – nierzadko trzeba przecież bardzo wcześnie wstać! (Aczkolwiek oprócz tradycyjnych Rorat „o świcie”, często są również specjalne dla dzieci – po południu lub wieczorem). Dodatkowo księża zachęcają wtedy do podjęcia adwentowych postanowień, co wpływa nie tylko na jakość przeżycia Świąt, ale też ćwiczy cierpliwość, silną wolę oraz znakomicie kształtuje charakter. Ponadto w wielu parafiach panuje zwyczaj wypisywania przez dzieci (na karteczkach, serduszkach) swoich dobrych uczynków i składania ich np. w pustym jeszcze żłóbku. Zbierane są też dary dla najuboższych rodzin – można podzielić się swoimi rzeczami, zabawkami. Szkoda „przespać” ten czas, dlatego szczerze zachęcam do zadbania także o tę stronę przygotowań do Świąt – chociażby podczas tych paru ostatnich dni, które nam jeszcze pozostały.
Kolejną istotną sprawą są świąteczne porządki, dekoracje, pieczenie, gotowanie itd. Pozostawienie wszystkiego na głowie jednej osoby (przeważnie mamy) jest nie tylko dość okrutne i niesprawiedliwe, ale też zupełnie bezsensowne, żeby nie powiedzieć: głupie, pozbawia bowiem resztę rodziny wielu przyjemności. Brzmi to może cokolwiek dziwnie, ale… wystarczy pomyśleć, jak wiele uciechy może dać wspólne robienie ozdób na choinkę, zawieszanie światełek, wykrawanie pierników! Zwykłe ścieranie kurzu, pastowanie podłogi czy zmywanie stosu naczyń nabiera zupełnie innego znaczenia, gdy robi się to wraz ze swoim mężem, żoną, córką, synem, mamą, tatą… Wiadomo, że nie wszyscy mogą w równym stopniu włączyć się do każdej ze świątecznych prac – nie wymagajmy od kilkulatka, aby np. gotował wymyślne potrawy czy prasował. Nie o to przecież chodzi. Sęk w tym, aby każdy w miarę swoich możliwości miał swój wkład. Grunt to rozsądny podział – wtedy nikt nie czuje się wykorzystywany i zmęczony, a wszyscy mogą poczuć radość i satysfakcję. Przedświąteczne czynności naprawdę nie muszą wiązać się z pośpiechem i zdenerwowaniem, a taka wspólna praca bardzo scala rodzinę.
Jeśli chodzi o przeżycie samych Świąt, to według mnie wszystko, co najważniejsze, zawiera się we fragmencie książki Małgorzaty Musierowicz pt. Noelka (przy okazji – gorąco polecam lekturę całości!):
W miłym gwarze i hałasie cała rodzina nadciągała wolniutko do stołu. Przynoszono dodatkowe nakrycia, brzękano dodatkowymi sztućcami, dostawiano krzesła, żeby dla wszystkich starczyło miejsca przy stole. Truchtem przebiegła przez pokój Pyzunia, krzycząc: – A gdzie sianko, a gdzie sianko?! – i pojawiła się w chwilę potem z garścią suchych traw, które złożyła na serwetce pośrodku stołu (omal nie wylewając zawartości wazy z kompotem). Na sianku umieściła paczkę opłatków, a tu właśnie nadeszły z kuchni obie mamy, zdejmując fartuszki i meldując, że wszystko gotowe.
Patrycja […] wetknęła do magnetofonu kasetę z kolędami w wykonaniu zespołu „Mazowsze”. […] Kiedy gwar już umilkł, wstał ojciec Borejko, chrząknął uroczyście i długo grzechocząc zapałkami wykrzesał wreszcie płomyk, niezbędny do zapalenia świecy na stole. Następnie stwierdzono, że potrzebne w tym właśnie momencie Pismo Święte gdzieś się zapodziało i odbyło się krótkie śledztwo w tej sprawie. Biblię odnaleziono na fotelu, ojciec brzęknął widelcem w talerz i poprosił o ciszę. Jak zwykle w Wigilię u Borejków głos miało dziecko. […] Zgaszono światło, zapalono świeczki na choince. […] Pyza otworzyła książkę na stronicy założonej wstążeczką.
– Narodzenie Jezusa – przeczytała głosem zasapanym z przejęcia. – W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta...
Elka zupełnie niespodziewanie poczuła, że ma łzy w oczach. Nie rozumiała, dlaczego. Zwykły wieczór wigilijny. Zwykła rodzina. […] Mama Borejko też miała łzy w oczach.
Jak co roku w tej właśnie chwili. Oto cała jej rodzina zgromadziła się wokół stołu, wszyscy zdrowi, wszyscy – wciąż jeszcze razem.
Jak długo?... Świeca płonęła chybotliwie, oświetlając kochane twarze, pachniało choinką i pomarańczami, a cienki, przejęty głosik, jak co roku, od tylu już lat – niezależnie od tego, które z dzieci właśnie wybrano do czytania – ciągnął odpowiedzialnie, zacinając się – jak zwykle – zawsze w tym samym miejscu: –Udał się także Józef z Gali - galili - galali - galilei, z miasta Nazaret...
Dziękuję - przemknęło przez głowę mamie Borejko. - Dziękuję. Za to całe szczęśliwe życie.
Jaki jest zatem sekret udanej Wigilii? Po prostu – Miłość. Radość z tego, że jest się razem, przy jednym stole. Chwile wzruszenia podczas dzielenia się opłatkiem – podziękowanie sobie nawzajem za pomoc, dobro oraz obecność w dobrych i złych chwilach, przeproszenie za to, co było nieudane, przebaczenie uraz. No i przede wszystkim niezapominanie o Tym, Który jest (nie tylko zresztą tego dnia) najważniejszy. Dlatego tak istotna jest wspólna modlitwa, odczytanie fragmentu z Ewangelii św. Łukasza, śpiewanie czy słuchanie kolęd, pójście na Pasterkę. Cała piękna oprawa – biały obrus, choinka, świece itd., powinny być traktowane nie jako cel, lecz środek do przeżycia czegoś większego i głębszego. Dopiero wtedy, gdy całą rodziną zaprosi się Boga do wigilijnego stołu, Święta będą przeżyte w najpiękniejszy i najwłaściwszy sposób.
Nie warto marnować tych magicznych chwil na siedzenie przed telewizorem i oglądanie po raz kolejny tych samych programów, kiedy można ten czas wykorzystać dużo lepiej. Jak? Każda rodzina ma swoje własne rytuały i zwyczaje. Osobiście z prawdziwym sentymentem wspominam Gwiazdki, kiedy z rodzicami i siostrą graliśmy w gry planszowe i układaliśmy olbrzymie puzzle. W zaprzyjaźnionej, muzykalnej rodzinie wspólnie wykonuje się kolędy – każdy gra i śpiewa! W innej z kolei ogląda się wtedy rodzinne zdjęcia, slajdy czy filmy i wspomina wydarzenia z dalekiej i bliskiej przeszłości – śluby, chrzciny, komunie, wakacje… W codziennym zabieganiu nie zawsze jest czas, aby spokojnie porozmawiać, pośmiać się, podokazywać z dziećmi. Gwiazdka daje do tego szansę.
Nie sposób nie wspomnieć przy tej okazji o prezentach. Nieodłącznie wpisują się w tradycję i także budują gwiazdkowy klimat. Niestety, w dobie powszechnej komercjalizacji często gubi się ich podstawowy sens, jakim było i być powinno sprawienie przyjemności osobie obdarowanej i zaznaczenie, że się o niej pamięta oraz że jest dla nas ważna. A więc trafiony prezent niekonieczne musi wiązać się z olbrzymimi kosztami! Liczy się pomysł, szczerość, chęć trafienia w upodobania oraz spełnienie marzeń. Dlatego zakupu świątecznych upominków nie powinno się zostawiać na ostatnią chwilę, bo zwiększa to ryzyko przypadkowości oraz poddania się presji czasu i perswazji reklam.
W potocznym, „świeckim” wymiarze grudniowe święta kojarzą się bardzo ciepło i pozytywnie – z choinką, śniegiem, jasnymi światełkami rozjaśniającymi mroki nocy, świętym Mikołajem i prezentami. Jednak dla ludzi wierzących istota Gwiazdki na tym się nie kończy. Z jednej strony – przeżywanie radości z narodzin Bożej Dzieciny oraz doświadczenie miłości Boga i człowieka, z drugiej natomiast – przygotowywanie się na nie i dzielenie się nimi w gronie najbliższych – oto prawdziwa i główna treść tych Świąt.
WielkaNoc Miłości cz.2
Święta i nieskalana…
Żona jak Eklezja
W pierwszej części rozważań z cyklu „WielkaNoc Miłości” zwróciliśmy uwagę na ofiarną miłość Chrystusa, który w nauczaniu św. Pawła staje się wzorem dla mężczyzn. Teraz natomiast pochylimy się nad przekazanym w Liście do Efezjan obrazem Eklezji, z którego płynie przykład dla kobiet.
W omawianym fragmencie Listu do Efezjan znajduje się zdanie, które bardzo wyraźnie wskazuje kobietom Eklezję jako wzór do naśladowania. Ale jak Eklezja podporządkowuje się Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim (Ef 5, 24). Poza uległością Apostoł oczekuje jeszcze od żon szacunku wobec mężów. Grecki czasownik fobeo, którym określona została właściwa postawa żony wobec męża, oznacza tutaj nie tyle postawę lęku czy strachu, co raczej wzywa do okazywania czci i poważania. Nie ma tu jednak mowy o szacunku bezwarunkowym. Paweł Apostoł pisze o nim w kontekście miłości okazywanej żonie przez męża: niechaj każdy z was miłuje swoją żonę, jak siebie samego, żona zaś niech szanuje męża (Ef 5, 33). W takim ujęciu postawa żony jest odwzajemnieniem miłości.
Mąż, wzorując się na Chrystusie, powinien poświęcać żonie siebie samego. Małżonka powinna umieć to poświęcenie zauważyć i docenić. W praktyce życia małżeńskiego ofiara, którą składa mąż, najczęściej przejawia się w pełnieniu codziennych obowiązków związanych z wykonywaną pracą i utrzymaniem rodzinnego domu. Niejednokrotnie to właśnie te codzienne zajęcia wymagają od mężczyzny największej ofiary. Żona powinna o tym wiedzieć, powinna uszanować miłość wyrażającą się w prostym, powszednim poświęceniu.
List do Efezjan ukazuje, jak miłość Chrystusa uświęca Eklezję. Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Eklezję i wydał za nią siebie samego, aby ją uświęcić przez oczyszczenie kąpielą wody w słowie, aby postawić przy sobie Eklezję jako dostojną, nie mającą plamy, lub zmarszczki, czy czegoś takiego, ale aby była święta i nieskalana (Ef 5, 25-27). Jeśli umiłowana przez Chrystusa Eklezja ma być przykładem dla żon, to każda musi sobie teraz postawić pytanie o świętość. Czy troszczysz się o swoją wewnętrzną czystość? Pewnie dbasz o swój wygląd zewnętrzny, ale jakie jest Twoje serce? Czy Twoja duchowa szata nie wymaga zastosowania odplamiacza?
W Apokalipsie opisana została radość tryumfujących chrześcijan, którzy na widok Oblubienicy Chrystusa intonują pieśń: Radujmy się i weselmy, i oddajmy Mu chwałę, bo nastało wesele Baranka i żona Jego się przystroiła. I dane zostało jej, by odziała cienki len, błyszczący, czysty, bowiem cienki len jest sprawiedliwymi czynami świętych (Ap 19, 7-8). Symboliczna szata z delikatnego lnu ma być także Twoją ozdobą i okryciem. Czy Twoje postępowanie wobec męża lśni świętością?
Być może dostrzegasz na swej duchowej sukni jakieś zagniecenia lub plamy. Warto byś zwróciła się wówczas do Chrystusa, który przygotował dla Ciebie oczyszczającą kąpiel. Krew spływająca z ran Baranka ma moc, by opłukać i wybielić Twoją szatę. On pragnie, byś dla swego męża była święta i nieskalana.
Rozważania wokół tematu prowadzone przez Kasię i Mariusza Marcinkowskich:
Zapraszamy do dzielenia się swoimi refleksjami wokół tematu poniżej w komentarzach, a także na fb.
3-latek jak malowany
Wywiad z psychologiem dziecięcym Aleksandrą Rak
Czego możemy oczekiwać od trzylatka? Jakich zachowań możemy się po nim spodziewać i co powinien już umieć taki maluszek?
Już z trzylatkiem powinniśmy się porozumieć i najczęściej tak właśnie jest. Jeżeli jednak jest inaczej, czyli dziecko nic jeszcze nie mówi, to wtedy należy znaleźć przyczynę problemu. Trzeba się z nim udać do psychologa albo do logopedy. Ale w prawidłowym rozwoju trzyletnie dziecko już mówi, używa czasem nawet złożonych wypowiedzi. Mówi raczej gramatycznie. W tym wieku zaczyna się tworzyć obraz siebie, więc dziecko mówi też w pierwszej osobie „ja”, chociaż czasami się jeszcze zdarza w trzeciej, np. „Zuzia coś tam zrobiła”. W rozwoju fizycznym ruchy dziecka już coraz bardziej zaczynają przypominać ruchy dorosłego człowieka. Wiadomo, że takie dziecko częściej się przewróci, jeszcze jest widoczna chwiejność w jego ruchach, ale i tak są one już zgrabniejsze. Jest to dobry czas, żeby dziecku wprowadzać jakiekolwiek obowiązki. Na przykład żeby posprzątało po sobie, czy nawet można mu dać ściereczkę, żeby powycierało kurz. Oczywiście ten kurz nie będzie starty, ale zawsze ma jakieś zadanie i jest to przyzwyczajanie go do obowiązków.
Czym możemy już takie dziecko zainteresować? Na co kierować jego uwagę? Trzylatek jest przecież ciekawy świata, chce wiele zobaczyć i wiele poznać.
Takie dzieci zaczynają się już bawić w naśladownictwo. Często naśladują dorosłych. Ich myślenie rozwija się tak, że potrafią bawić się i udawać, że na przykład klocek jest filiżanką. Naśladują po prostu dorosłych w ich czynnościach, czyli bawią się w lekarza, fryzjerkę... Już zaczynają takie zabawy, chociaż na razie są one, jak zahaczymy o rozwój społeczny, bardziej indywidualne. Rzadziej bawią się z innymi dziećmi. Jeśli już, to te zabawy są najczęściej równoległe, czyli jedno dziecko bawi się samo klockami, a obok drugie bawi się czymś innym. Ale zaczynają się w takich dwu czy trzyosobowych grupkach bawić. Są to jeszcze nietrwałe grupki.
Powiedziałaś, że raczej bawią się obok siebie niż ze sobą. Czy w takim razie powinniśmy nasze dzieci zachęcać, żeby bawiły się razem?
Nie, nie. Na pewno nie zmuszać. Dzieci będą czuły, czy chcą się razem pobawić. Jak dziecko ma 3 lata, to dopiero zaczyna tworzyć więzi. Czterolatek czy pięciolatek już bardziej bawi się z innymi dziećmi, ale jeszcze trzylatki najczęściej bawią się same. No chyba, że z opiekunem, ale to inna relacja.
Jak można takie dziecko nauczyć współpracy z drugim dzieckiem? Mowa tu szczególnie o jedynakach, które nie mają na co dzień kontaktu z innymi dziećmi.
Samo to, że dziecko na przykład będzie miało kontakt z innym maluchem, innym dzieckiem. One same po prostu jak będą miały ochotę, to będą się razem w coś bawić. A jak nie, to będą się bawić oddzielnie, ale obok siebie. Często właśnie ta zabawa jest po prostu równoległa. Dzieci bawią się trochę same, ale trochę ze sobą. Ale to nie jest jeszcze na przykład wspólna zabawa w dom. Na to jest jeszcze trochę za wcześnie. Powolutku tak. Powolutku to wkracza. Może być tak, że dzieci szybciej zaczynają bawić się razem. Szczególnie te bardziej uspołecznione, które mają kontakt z innymi dziećmi, na przykład w przedszkolu. Ale też nic się takiego nie dzieje, jeśli dziecko bawi się samo na początku, bo tak jest. I to drugie dziecko jest czasem takim trochę rywalem, który ma zabawkę, którą ja chcę mieć. I to też nie jest nic złego w tym wieku.
A jeśli chodzi o rozwój zdolności manualnych, to co poleciłabyś dla trzylatka? Jakie ćwiczenia z takim dzieckiem możemy już wykonywać?
Trzylatki na przykład bardzo lubią układać klocki. Powoli zaczynają układać puzzle, takie większe. Także malowanie czy lepienie z plasteliny, żeby jakoś paluszki wzmacniać. Czy teraz, kiedy idą święta, można robić z nimi jakieś ozdoby na choinkę, łańcuchy. Dzieci już potrafią coś kleić, mogą posługiwać się nożyczkami, czyli coś wyciąć. Także mnóstwo różnych rzeczy. Tak naprawdę to zależy od pomysłowości rodziców.
Oprócz robienia ozdób na choinkę, jak dziecko wprowadzać w nastrój świąteczny? Jak w ogóle wytłumaczyć, czym są święta? Zakładam, że trzylatek jest już w stanie wiele rozumieć i coś tam można mu już „przemycić”.
No tak. Już zrozumie, że są święta. Tak naprawdę to zależy od rodziców, co chcą dziecku przekazać. Czym dla tych rodziców są święta. Wiadomo, że to trzeba przekazać w języku przystępnym dla dziecka. Używając takich słów, żeby ono zrozumiało, o co chodzi. Sama taka atmosfera świąteczna, że włącza się dziecko w przygotowania, może wiele rozjaśnić. Na przykład dziecko pomaga coś przynieść lub idziemy razem do sklepu i robimy świąteczne zakupy, lub ubieramy razem choinkę... Są to wszystko symbole, które dziecko załapuje już w tym wieku.
Święta to czas, kiedy w wielu rodzinach opowiada się dzieciom bajki o tym, że Mikołaj przynosi prezenty albo też pojawiają się inne bajkowe postacie. Więcej jest wad czy zalet opowiadania tych historii?
W tym wieku dzieci na razie jeszcze wierzą w takie rzeczy. To dla nich sama radość, że przychodzi Mikołaj. Są to dla nich pozytywne akcenty i to dla dziecka nie jest nic złego. Dziecko uwielbia też bajki. W jego główce jest dużo fantastyki. Dla dzieci jest to super sprawa. Później wyrasta się z tego jakby naturalnie. To nie jest jakiś szok w większości przypadków. Dzieci wręcz chcą w to wierzyć i jest to dla nich dobre.
To oznacza, że w ten sposób możemy rozwijać wyobraźnię dziecka?
Tak, jasne! Tak samo jak różnymi bajkami.
A skoro o bajkach: czy trzylatkowi możemy już je udostępniać, o ile w dzisiejszych czasach można dziecko jeszcze w ogóle od nich „uchronić”. W końcu bajek w telewizji jest mnóstwo, są specjalne kanały dla dzieci, do wielu poradników dla młodych mam dołączane są płyty z kreskówkami... Jak to jest z tymi bajkami?
Bajki dla dzieciaków są super, szczególnie te mądre. To już zależy od rodzica, czy on obejrzy ją wcześniej, czy wie, o co w niej chodzi. Szczególnie byłoby to dobre, jeśli chodzi o te nowe, w których czasem nie wiadomo, co dziecku jest przemycane. Ważne, żeby bajki nie były straszne. Agresji, to wiadomo, że nie może być. Ale też jakichś strasznych rzeczy, na przykład ciemności czy złych czarownic. Dobrze, żeby te bajki były raczej pozytywne i pojawiało się w nich dobro.
Obecnie jest też wiele innych możliwości. Nie tylko telewizor czy internet, ale także kino i teatr. Czy trzylatka można już zabrać na przykład do teatru?
Może to być trudne. Dziecko jest jeszcze małe i niełatwo jest mu wysiedzieć w jednym miejscu przez tak długi czas. Nawet oglądając bajkę, jest mu czasem ciężko skupić uwagę. Nawet godzina to może być dla niego za długo. W domu ma możliwość albo się przejść, albo zrobić coś innego. Nawet w przedszkolu nie jest tak, że musi siedzieć i tylko oglądać na krzesełku tę bajkę. Więc bardziej z tych względów, że ono jeszcze tak długo nie potrafi utrzymać uwagi, to raczej bym jeszcze nie polecała teatru albo kina. A jeżeli ktoś by już chciał próbować, to musi się liczyć z tym, że trzeba będzie z tym dzieckiem wyjść.
A co z przedszkolem? Mówiłaś wcześniej, że dzieci, które chodzą do przedszkola, są bardziej „uspołecznione”. Czy powinniśmy trzylatka już wysłać do przedszkola? Czy nie jest to jeszcze za wcześnie dla takiego malucha? Mowa oczywiście o sytuacji, gdy nie musimy, ale możemy zdecydować się na przedszkole.
Moim zdaniem to bardzo zależy od samego dziecka. Często trzyletnie dzieci są jeszcze bardzo związane z mamą i dla nich może to być straszny szok. Chociaż dla dzieci, które nie mają kontaktu z rówieśnikami, to też jest duża możliwość wejścia w jakieś reguły przedszkolne i właśnie kontaktu z innymi dziećmi. Więc to ma tak naprawdę trochę plusów, trochę minusów. Wiadomo, że na początku takim dzieciom jest trudno się przyzwyczaić do przedszkola i często płaczą, że chcą do mamy. Można na przykład na początku wysłać dziecko do przedszkola na cztery godziny. I tak powolutku zwiększać ten czas. Nie musi być tak, że od razu jest od 8 do 15. Trzeba też patrzeć na to dziecko. Wiadomo, że czas spędzony z rodzicami jest dla niego też bardzo ważny. Ale wydaje mi się, że też wartościowe jest dla dzieci wprowadzanie go w ten świat przedszkolny, w zasady w grupie, możliwość rozpoczęcia zabawy z innymi dziećmi. Wydaje mi się, że można spróbować. Zauważam w przedszkolu już dwuipółletnie dzieci i to jest, tak mi się wydaje, jeszcze za wcześnie. Bo takie dziecko nie rozumie jeszcze tego, że mama może przyjść po nie za parę godzin. Dziecko jeszcze nie ma takiego pojęcia czasu. Trzylatek już coraz bardziej. Nawet dla jego dobra jest przedszkole i kontakt z innymi dziećmi. Tylko powoli, stopniowo. Zauważam, że jednak dzieci trzyletnie bardzo potrzebują takiego kontaktu w przedszkolu. Bardzo dużo dzieci zaczyna przedszkole w tym wieku. Później mają one łatwość w kontaktach z rówieśnikami. I nawet jak dziecko pójdzie na parę godzin, od 8 do 12, to jest dla niego dobre, wartościowe i rozwijające, bo mu pomaga potem. Dzieciom, które później przychodzą do przedszkola, na pewno jest trudniej się zaaklimatyzować niż tym młodszym. Dzieci mają oczywiście różny okres przyzwyczajania się do przedszkola. Jedne popłaczą tydzień czy dwa, a inne nawet miesiąc czy dwa miesiące. Jest okres, kiedy trzeba im na to pozwolić. To nie jest nic złego, pomimo że się podchodzi do tego dziecka, a ono się pręży całe. Trzeba też przeczekać ten moment i to jest naturalne, że dziecko się powoli przyzwyczaja. Gdy nie jest to zbyt wcześnie, nie jest jakaś wielka trauma dla dziecka.
Jak w takim razie przyzwyczajać dziecko do tego, że lada moment będzie musiało pójść do przedszkola?
Z dzieckiem trzeba na pewno o tym rozmawiać. Można też chodzić na przykład na plac zabaw czy w inne miejsca, gdzie bawią się dzieci. Żeby to nie był potem jego pierwszy kontakt z dziećmi. Niech to będzie przyzwyczajanie dziecka do kontaktu z innymi dziećmi, do takich reguł społecznych. A potem powoli. Najpierw trzeba puścić to dziecko do przedszkola na parę godzin, a potem to zwiększać stopniowo i w miarę możliwości rodzica.
Załóżmy, że mamy problem z dzieckiem. Jest niegrzeczne, nieposłuszne. Jak wyegzekwować posłuszeństwo od trzylatka?
Na pewno bycie konsekwentnym jest bardzo ważne. I uczenie tego, żeby na przykład posprzątało zabawki, jak skończy zabawę, bo potem nie będzie mogło się nimi pobawić. I wtedy schowamy takie zabawki, żebyśmy byli konsekwentni, że wtedy na jakiś czas dziecko rzeczywiście nie może bawić się nimi. Emocje w tym wieku są jeszcze bardzo rozchwiane. Dziecko wybucha płaczem, a potem zaraz się uspokoi, coś zaczyna robić i już się śmieje. Jest to normalne, ale nie można się temu poddawać. Nie można pójść w taki kanał, że gdy dziecko płacze, to dajemy mu coś, żeby tylko się uspokoiło. Ono może sobie popłakać. Nic mu nie będzie. Można mu tylko nazwać tę sytuację. Na przykład „widzę, że bardzo się denerwujesz, że nie mogę ci tego dać, ale robię to dla twojego bezpieczeństwa”. I tyle. Jak dziecko popłacze, to mu się nic nie stanie. To często właśnie można zauważyć w sklepach, że jak dziecko coś chce i ryczy, to rodzic szybko mu coś kupuje, żeby był spokój. Ale jestem raczej za tym, żeby pozwolić mu na ten ryk, na tę całą scenę, nie bijąc i nie krzycząc, ewentualnie powtarzając mu coś spokojnie. Trzeba częściej mówić to samo, na spokojnie, stosując metodę zdartej płyty. To jakby uczyć dziecko, że nic nie osiągnie tupaniem i płaczem.
Wracając do tematu świąt, to jaki byłby idealny prezent dla naszego trzylatka? Oczywiście zakładając, że chcemy, by był to prezent materialny, bo wiadomo, że najlepszym prezentem jest czas.
Przede wszystkim zależy czy to jest dziewczynka, czy chłopiec... Zależy też od dziecka, co ono lubi. Rodzic najbardziej zna to dziecko i najlepiej wie, czego to może ono potrzebować. Może to być na przykład pluszowy piesek, który szczeka, bo dziecko nie może mieć żadnego zwierzęcia. Dobre będą też lalki, domek dla lalek czy też wózek dla dziewczynki. Zabawki imitujące prawdziwe życie coraz bardziej pociągają takie dzieci. To jest świat zabaw tematycznych.
Rozmawiała Magdalena Zdyb
___________________
Aleksandra Rak – ukończyła Psychologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w Lublinie. Pracuje w Szkole Podstawowej nr 1 w Kraśniku i w Przedszkolu Miejskim nr 5 w Kraśniku jako psycholog dziecięcy. Obecnie jest też uczestniczką kursu psychoterapii prowadzonego przez Katedrę Psychoterapii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz Szkoły Terenów Komunikacji Opartej na Empatii w Warszawie.
Mały cud miłości
Gdy na wystawach sklepów pojawiają się zimowe dekoracje, choinkowe lampki wieczorami rozświetlają ulice miast, a z radia słychać dźwięki świątecznych piosenek to niewątpliwa oznaka, że rozpoczął się czas przygotowań do kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Dla wielu jest to okres podejmowania decyzji dotyczących tego, co będzie podane na wigilijnym stole i jakie prezenty znajdą się pod choinką. Zatopieni w codzienności tracimy kwintesencję adwentowego czasu i w gmatwaninie rozmaitych spraw zapominamy o tym, by zatrzymać się i spotkać z Nowonarodzonym Dzieciątkiem i własną rodziną.
Problem ten dotyka również jednego z głównych bohaterów filmu Świąteczna historia. Robert Layton – ojciec rodziny, pragnąc zapewnić swoim najbliższym jak najlepszą sytuację materialną, zatraca się w obowiązkach zawodowych, zapominając o tym, by po prostu być ze swoimi najbliższymi i wspólnie z nimi przeżywać świąteczne chwile. Nadmierna ambicja sprawia, że realizując stawiane sobie cele, gubi sens tego, do czego w swym życiu dąży.
W zupełnie innej sytuacji znajduje się druga rodzinna, której los przedstawiony został w tym filmie. W pełnym ciepła i wzajemnej miłości życiu Maggie i jej najbliższych dochodzi do prawdziwej tragedii, gdy okazuje się, że młoda żona i matka ośmioletniego Nathana ma chore serce i że – jeżeli nie znajdzie się odpowiedni dawca – niebawem umrze.
Te dwie pozornie niezwiązane ze sobą rodziny łączy jeden jakże ważny element – serce. Młody mężczyzna, choć w pełni sił fizycznych, nie postrzega już świata sercem, które staje się co raz bardziej oziębłe i nie potrafi okazywać tego, co czuje swojej matce, żonie i córeczce. Umierająca z powodu choroby najważniejszego organu kobieta, myśli tylko o tych, których najbardziej kocha, tj. o mężu i synku, obawiając się, jak poradzą sobie po jej odejściu.
Rozgrywająca się w czasie pełnych magii Świąt Bożego Narodzenia historia wzrusza do łez nawet najbardziej wytrzymałych widzów oraz skłania do głębokich refleksji nad własnym życiem. Zachęca do odpowiedzenia na pytanie, zadane przez małego Nathana matce: czy twoje serce wciąż bije? Film ten jest opowieścią o najpiękniejszej miłości i o tym, jak czasem pozornie nieistotne spotkania mogą znacząco na nas wpłynąć i przemienić naszą rzeczywistość – Wystarczy tylko chcieć, a mały cud odmieni nasz życie: śmiech dziecka, zepsute auto … czy choćby buty.
Świąteczna historia, reż. Any Wolk, USA 2002.
To właśnie miłość
Na pytanie: „Który film kojarzy Ci się ze Świętami Bożego Narodzenia?” spora część ankietowanych wskazałaby pewnie nieśmiertelne: Kevin sam w domu i Kevin sam w Nowym Yorku. Jestem jednak przekonana, że wierne, entuzjastyczne i liczne grono wielbicieli To właśnie miłość dysponuje szeregiem przekonujących argumentów, że TO WŁAŚNIE ten film, już od paru dobrych lat, zasługuje na miano gwiazdkowego HIT-u.
Akcja filmu rozgrywa się głównie w Londynie i rozpoczyna się pięć tygodni przed Bożym Narodzeniem. Na fabułę składa się kilka odrębnych (ale miejscami zazębiających się) historii ludzi – pozornie patrząc – zupełnie z różnych światów, m.in. właściciela galerii sztuki, pisarza, nieśmiałej pracownicy biura, osieroconego przez matkę chłopca, rock and roll’owego gwiazdora, świeżo upieczonego premiera, dowcipnego młodzieńca, dublerów scen erotycznych. Bez względu na wiek czy wykonywany zawód jest jednak coś, co ich łączy – wszyscy: Harry, Karen, Daniel, Mia, David, Natalie, Jamie, Aurelia, Sarah i inni, chociaż niejednokrotnie przeżywają uczuciowe rozterki, w głębi serca wierzą, że TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ (najróżniej widziana i rozumiana) jest tym, czego pragną i szukają. Mimo, że czasem nie wszystko w ich życiu układa się i kończy tak, jak by tego chcieli…
Ciepła, opowiedziana bez patosu, ale też niewpadająca w tendencyjny kicz (co bywa pułapką dla wielu komedii romantycznych), przezabawna, ale też wzruszająca opowieść która wprawia w dobry, świąteczno-miłosny nastrój. Co więcej – przypada do gustu nawet zagorzałym przeciwnikom filmów tego gatunku! Bo oprócz ciekawie skonstruowanej akcji, To właśnie miłość może poszczycić się rewelacyjną i świetnie komponującą się z całością ścieżką dźwiękową (co dla mnie osobiście stanowi zawsze ogromny atut) – z jednej strony z muzycznymi tematami skomponowanymi przez Craiga Armstronga, z drugiej – z Love is all around, Jump for my love, All I want for Christmas i wieloma innymi przebojami. No i nie można nie wspomnieć o doborowej obsadzie. Swój aktorski kunszt kolejny raz potwierdzili m.in. Colin Firth, Hugh Grant, Alan Rickman, Keira Knightley, Bill Nighy i Emma Thompson. Na ekranie przez moment pojawili się też Rowan Atkinson i Claudia Schiffer.
Nie przesadzę, gdy powiem, że jest to jedna z najlepszych komedii romantycznych ostatnich 10 lat. Gorąco polecam tym, którzy się „uchowali” i jeszcze jej nie widzieli. Pozostałych natomiast zachęcam do ponownego obejrzenia – zaręczam bowiem, że nie traci nic na swoim uroku nie tylko za drugim, ale też każdym następnym razem. A najlepiej „smakuje” właśnie w obecnym czasie, kiedy „Christmas is all around”.
To właśnie miłość / Love actually, reż. Richard Curtis, Wielka Brytania 2003
Narodzenie
Niesamowita opowieść o cudownych narodzinach
Co robisz, gdy w programie telewizyjnym trafisz na „film o narodzinach Jezusa”. Zmieniasz kanał, bo „ileż razy można to samo oglądać!?”. A może usilnie czekasz, aż zabawi cię Kevin co kiedyś został sam w domu i nieźle narozrabiał?
Też kiedyś sceptycznie odnosiłam się do przesłodzonych produkcji opartych na biblijnych historiach. Zmienił to prosty w formie, ale przepiękny plakat, który namówił mnie na wejście do kina i obejrzenie filmu „Narodzenie”. Było warto. Teraz ten film u mnie w domu jest stałym elementem czekania na Pasterkę po kolacji wigilijnej.
Akcja filmu rozpoczyna się w nocy, kiedy Król Herod wydaje rozkaz zabicia wszystkich pierworodnych synów z rodzin mieszkających w Betlejem. Następnie widzowie zostają przeniesieni w wir wydarzeń sprzed roku - zobaczą zwiastowanie Marii, zaślubiny Maryi i Józefa oraz długą podróż z Nazaretu do Betlejem. Wszyscy wiemy jak to się skończy? Ale nawet nie spodziewaliście się w jak piękny i nowy sposób można to pokazać..
Po pierwsze „Narodzenie” okazuje się ciekawy właśnie pod tym względem, że w przeciwieństwie do innych filmów opiera się właśnie na czasie życia Maryi i Józefa przed narodzinami Chrystusa. Oczekiwanie Józefa na powrót Maryi od Elżbiety, jego reakcja na widok ciężarnej małżonki, osąd społeczny, zmagania z samym sobą, długa i męcząca podróż podczas, której Józef jest prawdziwym mężczyzną i w pełni odpowiedzialności dba o kobietę i dziecko, które mu powierzono – to wszystko sprawia, że to jeden z niewielu filmów, w których Józef nie jest tylko osobą wyznaczoną do ciągnięcia upartego osiołka (którą niestety w różnych adaptacjach można by z powodzeniem zastąpić którymkolwiek pastuchem i niewiele by to w filmie zmieniło) ale prawdziwym wzorem dla każdego mężczyzny. Oscar Isaac, odtwórca roli Józefa, tak powiedział o swoim udziale w filmie: "Zaintrygował mnie scenariusz, który skupia się na wspólnym życiu Józefa i Marii. Dla niego najważniejsze pytanie brzmiało "jak poradzić sobie z tymi wydarzeniami, jak od nich nie uciec?”.
Po drugie - doskonała obsada. Męski i wytrwały Józef, pełen przy tym ludzkich emocji i dylematów, dziewczęca i pełna radości Maryja z zaufaniem oddająca się pod opiekę męża czy Herod pałający żądzą władzy i gotów odebrać życie każdemu, kto tylko ośmieli się odebrać mu jego ziemskie królestwo.
Po trzecie w filmie trafnie i wiernie oddany jest klimat tamtych czasów. Doskonałe zdjęcia, kostiumy, muzyka autorstwa Michaela Danna pozwalają na zanurzenie się w historii sprzed 2 tysięcy lat. Ogrom przygotowań do jak najwierniejszego odtworzenia realiów ówczesnej Ziemi Świętej podkreśla, Mike Rich, scenarzysta filmu: "Wtedy przyszło mi do głowy, że chociaż umiem sobie wyobrazić samą stajenkę betlejemską i to, co się w niej wydarzyło, nie mam pojęcia, jak wyglądało wszystko, co się stało wcześniej. Kim byli Maria i Józef? Jakim wyzwaniom musieli stawić czoło? Jako dla człowieka wierzącego - i jednocześnie dla scenarzysty - były to dla mnie bardzo ważne pytania. Byłem coraz bardziej zafascynowany decyzjami, jakie podjęli Maria i Józef, oraz tym, że kierowali się tylko i wyłącznie zaufaniem do Boga - oraz do siebie nawzajem. Problem polegał na tym, że jest bardzo mało materiału dotyczącego Marii, a jeszcze mniej na temat Józefa. Jedyne, co mogłem zrobić, to dowiedzieć się jak najwięcej o historii społecznej, kulturalnej i politycznej epoki. Czytanie literatury na ten temat okazało się bardzo owocne - dzięki temu zrozumiałem dynamikę tego okresu historycznego: mogłem wyobrazić sobie, w jakim otoczeniu żyła Maria, z czym musiała sobie radzić".
Po czwarte - trzej królowie. Niby grają postacie epizodyczne, ale krótkie scenki z ich udziałem są integralnym elementem całości, tym bardziej, że nieco humorystyczny ton dialogów (polecam szczególnie ten o ilości dni w podróży) zostaje diametralnie zmieniony, gdy mędrcy spotykają się z Herodem, a potem składają hołd nowonarodzonemu Dziecięciu. To także nowe przedstawienie trzech mędrców - poważny i ambitny Melchior został skontrastowany z przywiązanym do zmysłowych przyjemności Baltazarem (dodatkowy wielbłąd na niezbędna wyprawkę podróżnika: poduchy, wino i daktyle) i niezwykle marudnym Kacprem, który w ogóle na początku nie chce ruszać w podróż za tajemniczą gwiazdą.
Po piąte – po co czytać kilometry recenzji? Po prostu obejrzyj. Życzę Wam, abyście nie tylko obejrzeli dobrze wyreżyserowany i nakręcony film, ale abyście tak jak jego bohaterowie ujrzeli Tego, Który Przychodzi…
Narodzenie / The Nativity Story, reż. Catherine Hardwicke, USA 2006
To wspaniałe życie
Na pewno i w tym roku, kiedy już wyjedzie rodzina i przyjaciele, i zrobi się w domu cicho, postanowimy obejrzeć jakiś dobry film. Oczywiście będziemy mogli obejrzeć „Kevin sam w domu”, o czym już zdążyła poinformować stacja POLSAT, czym zdążyła uprzedzić protesty, które mogłyby mieć miejsce podobnie jak w zeszłym roku, kiedy film ten nie znalazł się w świątecznej ramówce. Oprócz niego zapewne będziemy mogli obejrzeć wiele innych filmów. Większość z nich to obrazy już emitowane i pokazujące święta w Stanach pełne Mikołajów rodem z reklamy Coca-Coli i ich towarzyszek śnieżynek. W takiej sytuacji chciałam zaprosić do obejrzenia filmu, którego, czego jestem pewna, nie pokaże żadna stacja - „To wspaniałe życie”.
Jest to opowieść o życiu George Bailey. Począwszy od dzieciństwa, przez wielką miłość, szczęśliwe małżeństwo, aż do tragicznego dnia, kiedy gubi on sumę 8 tysięcy dolarów, ogromną jak na tamte czasy. Bohater postanowia wtedy zakończyć swoje życie, nie widząc sensu, aby dalej miało trwać. Co się wtedy dzieje? Czyż Bóg mógłby nie wysłuchać modlitw zrozpaczonej żony i dzieci? To właściwie tyle o fabule, a teraz kilka powodów, dla których trzeba go koniecznie zobaczyć.
Po pierwsze, nie jest to film przegadany, jest on bardzo oszczędny w środkach. Po drugie, to film stary bardzo stary, czarno-biały i posiadający niesamowity klimat. Pomimo tego nic nie stracił ze swojej aktualności. Po trzecie, w bardzo ciekawy sposób ukazano w nim sposób, w jaki w naszym życiu działa Pan Bóg. Na pewno jest to działanie pełne poczucia humoru, czego wyrazem jest sposób pomocy głównemu bohaterowi. Po kolejne w ciekawy sposób ukazano w tym filmie postać anioła. Przyzwyczailiśmy się, że jest to jest to przystojny mężczyzna (np. Nicolas Cage w „Mieście aniołów”), a tutaj widzimy anioła, który nawet skrzydeł się nie dorobił.
Film wzrusza, bawi i daje ogromny materiał do przemyśleń. Polecam!
To wspaniałe życie/ It’s a wonderfull life, reż Frank Capra, USA 1946.
Boże Narodzenie 2011
Drodzy Czytelnicy Portalu za-kochanie.pl!
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy Wam dużo radości i pokoju serca, jakie płyną z Betlejem.
Niech Nowonarodzony Wam błogosławi, niech wzrasta Wasza wiara, nadzieja i Miłość.
Redakcja
Pod choinkę, pod poduszkę!
Choć za oknem ostatnio słonecznie i wciąż jeszcze w miarę ciepło, niech pogoda nikogo nie zmyli! Wystarczy tylko nadstawić uszu, by dotarły do nas dźwięki cicho pobrzękujących dzwoneczków i tupot reniferów: jak co roku wielkimi susami zbliżają się Mikołajowe sanie. Ewentualny brak śniegu nie stanowi usprawiedliwienia – prezenty (pod poduszkami, w butach, pod choinką) muszą się pojawić! Ale uwaga! Nie mogą to być przecież podarki przypadkowe (np. nabyte w ostatniej chwili, tylko dlatego, że akurat rzuciły się w oczy) – aby już po kilku minutach od rozpakowania nie zamieszkały w najciemniejszym domowym zakamarku (i aby wywołały raczej uśmiech niż pełne rozczarowania westchnienie), warto porządnie zastanowić się nad wyborem. W celu ułatwienia tego zadania, poniżej zamieszczamy przygotowane przez Mikołajowych pomocników propozycje prezentów, z uwagi na specyfikę niniejszego bloga uwzględniające przede wszystkim zainteresowania małych molików książkowych.
Czytać każdy może…, czyli kilka propozycji dla maluchów
Kiedy podarować dziecku książkę? Gdy zacznie siedzieć, chodzić, mówić? Większość maluchów mogłaby przeciw takim wyznacznikom ich dojrzałości śmiało zaprotestować: po co zwlekać tak długo? Przecież do przekroczenia bram literackiego świata wystarczy umiejętność skupiania wzroku i chwytania. A że książka posłuży wówczas głównie jako tester stanu dziąseł i uzębienia? Trudno… Ktoś tę ważną rolę przecież pełnić musi.
Oczywiście pierwsze książeczki, jakie zamieszkają w dziecięcym pokoju, powinny zostać wybrane ze szczególną starannością – muszą być bezpieczne, lekkie, kolorowe i – rzecz jasna – wytrzymałe. Dlatego zaopatrywanie domowej biblioteczki warto rozpocząć od tzw. książeczek kąpielowych, by następnie przejść do publikacji z kartonowymi kartkami.
Do tej drugiej grupy należą szczególnie godne polecenia kolejne tomiki opowiadające o przygodach sympatycznego niedźwiadka: Miś Bodo dociera bowiem do miejsc ciekawych dla malców (jak remiza strażacka czy przedszkole), a opisujące jego historie książeczki zostały wydane w sposób atrakcyjny nawet dla kilkumiesięcznych brzdąców. Samodzielną lekturę (tak ważną, gdy wszystkiego trzeba osobiście dotknąć i spróbować!) ułatwiają stosunkowo niewielki rozmiar oraz specyficzny kształt poszczególnych kart (zakończonych u góry różnymi „wystającymi” obrazkami). Wspomniane już kartonowe strony pozwolą Misiowi na dłużej zadomowić się w dziecięcym pokoju, co wydaje się tym cenniejsze, iż kolorowe, obfitujące w szczegóły ilustracje, zachęcają do wielokrotnego ich przeglądania, a w miarę upływu czasu opowieści o losach Misia Bodo coraz bardziej mogą przyciągać uwagę małych czytelników.
Na tym etapie warto przyprowadzić do domu (np. w postaci gwiazdkowego podarunku) kolejnego niedźwiadka, bohatera książeczki Miś Beniamin mówi dobranoc. Historia wesołego Beniamina jest już nieco dłuższa, ale z pewnością nawet malcom uda się jej wysłuchać, dotyczy bowiem znanych im doskonale wieczornych rytuałów (kąpiel, czytanie bajki, modlitwa, kołysanka, przytulanie ulubionej zabawki) i zawiera mnóstwo przykuwających wzrok, przejrzystych obrazków, prezentujących sympatyczną misią rodzinkę. Publikacja ta warta jest polecenia szczególnie tym dzieciom (a także ich biednym rodzicom…), które co wieczór czują się zbyt „hopsasaśnie”, by kłaść się do łóżka, a na spanie po prostu szkoda im czasu. Być może małemu Beniaminowi uda się je przekonać, iż zasypianie wcale nie jest takie straszne?
Prócz powyższych do mikołajkowych i gwiazdkowych paczek dla najmłodszych można dodać również tytuły już wcześniej opisywane na niniejszym blogu – jak choćby książeczki z serii Zwierzęta z okienka albo Dotknij i poczuj.
Czego Jaś się nie nauczy…, czyli kilka propozycji edukacyjnych
Wielu rodziców stwierdzi zapewne, że w rozwój ich pociech należy inwestować przy każdej nadarzającej się okazji. Posuną się oni i do tego, by do wystawianych na parapety listów dzieci dopisać po kryjomu jeszcze kilka pozycji edukacyjnych… I cóż może zrobić biedny Święty? Musi przecież stanąć na wysokości zadania. Na szczęście, jeśli tylko dobrze poszuka, odnajdzie książki, które, owszem, niejednego mogą swych czytelników nauczyć, ale równocześnie dostarczą im wielu przyjemnych chwil i stanowić będą punkt wyjścia do wspaniałej zabawy. Oto i one:
Pogoda i klimat. Wszystko o pogodzie, klimacie i ich zmianach to znakomity podarunek dla zafascynowanych światem małych pytalskich. Dlaczego wieje wiatr? Skąd się bierze deszcz? Jak można przewidzieć pogodę (i jak czyniono to dawniej)? Czym różni się huragan od tornada? Dlaczego w oku cyklonu panuje cisza? Jak powstaje błyskawica? Bywa, że z tego rodzaju kwestiami problem miewają i najmądrzejsi tatusiowie… Tym bardziej warto więc skorzystać z profesjonalnej pomocy. Zwłaszcza, że wspomniana publikacja zachęca czytelnika do aktywności, zawiera bowiem mnóstwo trójwymiarowych schematów, wypustek i klapek, a także wskazówki dotyczące kilku prostych doświadczeń, pozwalających na zmierzenie się w domowym zaciszu z procesami zachodzącymi w skali globalnej. Odtąd obserwowana codziennie pogoda będzie już nie tylko ładna lub brzydka, a poszczególne elementy świata natury staną się o wiele bliższe i zrozumiałe, a dzięki temu… jeszcze bardziej fascynujące!
Tych, którzy przekroczyli już szkolne progi, warto obdarować niezwykłymi pozycjami autorstwa Joanny Krzyżanek – Księgą gramatyki i Księgą ortografii Lamelii Szczęśliwej. Niektórzy mogą się zawahać: czy gramatyka i ortografia to zmory, którymi warto zatruwać słodkie dzieciństwo własnych pociech? Rzeczowniki, czasowniki, partykuły, przyimki, odmiana przez rodzaje, liczby, przypadki, a do tego setki nudnych reguł i zasad… Brrr… Na szczęście twórczyni postaci Gabrysi i Kajtka (bohaterów serii Poradniczków) po raz kolejny staje na wysokości podjętego zadania. Choć panna Lamelia nie jest bynajmniej miłą i sympatyczną staruszką (przypominającą np. ukochaną babcię), prowadzone przez nią lekcje z pewnością nikogo nie znudzą. Zabawne, niekiedy absurdalne, czasem odrobinę moralizujące, ale zawsze wciągające opowieści sprawiają, że poszczególne zagadnienia przyswajane są przez czytelników niejako przy okazji, tym bardziej, że uzupełnione zostały zebranymi na końcu poszczególnych tematów usystematyzowanymi informacjami. Taki sposób nauczania z pewnością przyniesie owoce – nie tylko w postaci nabycia tajemnej wiedzy o zaimkach czy spójnikach, ale i dziesiątkach pomysłów na ciekawe popołudnie (któż oparłby się przepisowi na oranżadę, ciasto marchewkowe albo śniadaniowego bałwanka?).
Oczywiście każdy pomocnik Świętego Mikołaja pamięta, że edukacji najmłodszych nie można ograniczać do wiedzy przydatnej na lekcjach przyrody czy języka polskiego. Dzieci przebywają przecież nie tylko w szkole, ale i w autobusie, w kinie, pojawiają się na rodzinnych przyjęciach, niekiedy nawet i w teatrze. Dlatego do świątecznego wora warto dodać jeszcze jedną publikację Joanny Krzyżanek – Dobre maniery Cecylki Knedelek. Stanowiąca pierwszą część książki opowieść o małej dziewczynce i niesfornej gąsce Walerii o niebywałej zdolności do pakowania siebie i innych w kłopoty, rozbawi nawet największego smutasa, a składające się na dalszą część publikacji dobre rady (spisane w sposób typowy dla Krzyżanek – inteligentnie i dowcipnie) pomogą odnaleźć się zarówno w codziennych, jak i mniej typowych sytuacjach. I jeszcze jedno: Dobre maniery warto czytać całą rodziną, bowiem zawarte w nich zasady powinny znać nie tylko MAŁE gąski…
Gdyby taka dawka edukacji okazała się niewystarczająca, pod choinką zmieszczą się zapewne i inne tytuły – zob. Tajemniczy świat natury, Droga mydła do mydelniczki czy Powiedzieć wszystko, co pomyśli głowa.
Bajka jest dobra na wszystko, czyli zbiory baśni o magicznych właściwościach
Wśród świątecznych podarunków nie może zabraknąć propozycji dla prawdziwych literackich smakoszy. Bez względu na rodzaj ich upodobań ( preferują krótkie rymowanki czy długie opowieści? Baśnie o smokach i księżniczkach czy przygody zwyczajnych dzieci? Historie z długimi brodami czy te pachnące jeszcze tegoroczną wiosną?) z pewnością uważne poszukiwania pozwolą na zaspokojenie najbardziej nawet wyrafinowanych gustów. Poniżej – cztery szczególnie godne polecenia tytuły.
Miłośników klasyki bez wątpienia ucieszy nowe wydanie utworów bajkowego mistrza, czyli Androny Jana Brzechwy. Zbiór znanych i od pokoleń powtarzanych rymowanek z pewnością wniesie do domu wiele radości. Kogóż bowiem nie rozbawią lęki podążającego do miasteczka koziołeczka, przekomarzania jajka i kury albo przygody Kaczki-Dziwaczki? Ponadto utwory Brzechwy mogą stanowić znakomite ćwiczenia językowe (jak choćby słynne „nie pieprz, Pietrze, wieprza pieprzem…”), trening pamięci i… wyobraźni – w tym pełnym humoru i absurdu świecie nie istnieją żadne ograniczenia, wszystko jest możliwe. A, choć to tylko bajki, to kto wie, może kiedyś i ich czytelnikom uda się odnaleźć siedmiomilowe buty albo spędzić wakacje na Wyspach Bergamutach?
Do wspomnień poprzednich pokoleń odwołują się również opowiadania zebrane w drugiej księdze Poczytaj mi, mamo (tom pierwszy ukazał się przed rokiem). Zawarte tu historie, pochodzące głównie z lat 70. i 80. ubiegłego wieku, to nie tylko darzone sentymentem opowiastki z dzieciństwa obecnych mam i babć (m.in. Kiedy byłam mała, W aeroplanie, Co w rurach piszczy), ale także skarbnica rozwiązań problemów nieustępliwie wkradających się do dziecięcego świata (nieśmiałość, niechęć do dzielenia się z rodzeństwem, strach przed nieznanym, zarozumialstwo). Pięknie wydana księga to znakomity podarunek dla literackich koneserów – nie tylko tych najmłodszych.
Małym wrażliwcom warto podarować natomiast słodkie lekarstwo na ich kłopoty i lęki, czyli Baśniowe mikstury Karoliny Święcickiej. Mądre i ciekawe opowiadania z pewnością trafią do dziecięcej wyobraźni, zwłaszcza, że opowiadają o przygodach tak lubianych przez dzieci bohaterów, jak księżniczki, leśne zwierzęta, a nawet zabawki-samochody. To dzięki nim bajkowe obrazy mają szansę dotrzeć o wiele głębiej – i pozostać na dłużej – niż najbardziej nawet błyskotliwe (poparte fachową literaturą) „dorosłe” argumenty. Czego dotyczą te magiczne historie? Tematów naprawdę trudnych – braku asertywności, lęku przed odrzuceniem, poczucia inności, nadmiernej ambicji, nieuleczalnej choroby. Pomoc najmłodszym w uporaniu się z tego rodzaju problemami to nie lada wyzwanie! Na szczęście autorka Baśniowych mikstur stanęła na wysokości podjętego zadania.
Na zakończenie – coś o wiele lżejszego. Lektura szczególnie polecana tym, którzy lubią krótkie teksty, wartką akcję i zgrabne dialogi: Zestaw urodzinowy, czyli specjalne wydanie przygód świętującego w tym roku dziesiąte urodziny Kacpra, najsłynniejszego chyba bohatera stworzonego przez Grzegorza Kasdepke. Książka zawiera opowiadania znane z wcześniejszych zbiorów (Kacperiada, Kacper z szuflady) oraz pięć nowych historii. Zaskakujące i zabawne sytuacje, opisywane z perspektywy młodego taty, pokazują jak pełne niespodzianek może być życie pod jednym dachem z kilkulatkiem. Zwłaszcza, jeśli trafi mu się tak niefrasobliwy rodzic… Wszystko to sprawia, że przygody Kacpra – rozgrywające się w zupełnie zwyczajnych miejscach (takich jak przedszkole, pociąg, piaskownica, winda), a równocześnie poddane nieskrępowanej wyobraźni autora (który krainy dziecięcych marzeń chyba jeszcze do końca nie opuścił) – nie znudzą także dorosłych (w tym męskich) czytelników: śmiało nadają się zatem do wspólnej (np. cowieczornej) lektury.
Na te kilka propozycji prawdziwy oczekujący Mikołajowych sań miłośnik literatury zareagować może tylko w jeden sposób: mało! A zatem tym, którzy pragną więcej polecamy także: Wierzę w jeże, Wielki powrót, Kiedy babcia była mała… i – dla nieco starszych – Kiedy chodziłem z Julką Maj.
W święta wszystko zdarzyć się może, czyli coś dla ducha
Dlaczego na święta dostajemy prezenty? Pewnie niewiele dzieci (tak zazwyczaj przecież ciekawskich!) zadaje tego rodzaju pytania. Szczegółowe rozstrząsanie tej ważkiej kwestii mogłoby okazać się niezbyt korzystne… Ale czy ci, którzy często spędzają długie godziny na gorączkowej bieganinie między sklepowymi półkami i przeznaczają na podarunki znaczne sumy, wiedzą, po co właściwie to czynią?
Jeżeli celem „świętych Mikołajów” jest wykorzystanie tej szczególnej, Bożonarodzeniowej atmosfery do wyrażenia miłości i troski oraz sprawienia radości najbliższym, warto, by do swych podarunków dołączyli choć drobne upominki, oddające świąteczny klimat. I tu także można sięgnąć po… książki!
Pierwsza propozycja to coś w sam raz dla małych szkrabów, które jeszcze nieporadnie stawiają kroki i z trudem formułują słowa. Święta tuż-tuż, Mikołaj jedzie już to zbiór trzech małych książeczek, tworzących Mikołajowy zaprzęg. Łatwo je ze sobą łączyć, łatwo rozdzielać, a do tego można je ukryć w specjalnym, zapinanym na rzepy, etui. Zatem wspaniała zabawa gwarantowana! Dodatkowo ułatwia ją wytrzymałość książeczek (złożonych z bardzo grubych kartonowych kart) i samego etui. Ale rzecz jasna forma to nie wszystko – na szczęście i treść krótkich historyjek okazuje się warta poznania. Opowieści o potrzebujących treningu reniferach, Mikołaju – „złotej rączce” i przygotowujących podarunki elfach w zrozumiały dla najmłodszych (a przy tym zabawny i przyjemny) sposób oddają radosną atmosferę oczekiwania.
Charakterystyczne dla okresu adwentu nastrój pewnej wzniosłości oraz pragnienie stawania się coraz lepszym można wzmocnić obdarowując swoje pociechy książką Dobry Boże, mam tyle pytań… Próba pogłębienia relacji z Bogiem, nauka aktywnej modlitwy, wsparcie dziecięcej otwartości i skłonności do stawiania pytań to owoce o wiele trwalsze niż najpiękniejsza nawet świąteczna choinka. Zawarte w książce krótkie rozważania, dla których punktem wyjścia często są zwyczajne, zdarzające się niemal każdego dnia, sytuacje, dotyczą zarówno trudnych kwestii (np. Bożej wszechmocy), jak i codziennych relacji z drugim człowiekiem. Krótkie, treściwe, dodatkowo uzupełnione biblijnymi cytatami i zabawnymi rysunkami przemyślenia mogą okazać się interesujące zwłaszcza dla nieco starszych dzieci.
Znakomity świąteczny podarunek stanowi z pewnością kolejna pozycja: trzy krótkie opowiadania ks. Bogusława Zemana, zebrane w książeczce Stajenka pełna cudów, chyba najpełniej wyrażają niezwykłość okresu Bożego Narodzenia. Znane z Pisma Świętego fakty (narodziny Pana Jezusa w betlejemskiej stajence, wizyta pasterzy, pokłon Trzech Mędrców) stanowią tu jedynie tło dla najistotniejszych wydarzeń – osobistych spotkań z Dzieciątkiem. Opowiedziane z nietypowej perspektywy historie, to nie tylko przyjemne dla ucha bajki o osiołku, owieczce, koniu, słoniu czy wielbłądzie, ale i godne przemyślenia rozważania o bohaterach, którzy przybywszy do stajenki z bagażem swych przywar (a były one nie małe – jak choćby zazdrość, pycha, skłonność do ciągłego narzekania, poczucie wyższości wobec innych), stanęli nagle wobec tajemnicy potęgi Bożej miłości i ulegli wewnętrznej przemianie. Warto więc Stajenkę… umieścić pod choinką, bo w prostych, nie przesyconych nadmiernym moralizmem opowieściach, wydaje się dotykać najgłębszej warstwy świąt.
Jak widać pięknych, ciekawych i mądrych książek w tym roku na księgarskich półkach nie brakuje. A zatem – pora pakować prezenty!
Spis polecanych książek:
Miś Bodo w przedszkolu, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2011.
Miś Bodo i strażacy, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2011.
Claire Freedman, Miś Beniamin mówi dobranoc, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.
Pogoda i klimat. Wszystko o pogodzie, klimacie i ich zmianach, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2011.
Joanna Krzyżanek, Księga gramatyki Lamelii Szczęśliwej, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2011.
Joanna Krzyżanek, Księga ortografii Lamelii Szczęśliwej, Wydawnictwo Święty Wojciech, Poznań 2011
Joanna Krzyżanek, Dobre maniery Cecylki Knedelek. Czyli o tym, co wypada wiedzieć, co wypada, Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2011.
Grzegorz Kasdepke, Zestaw urodzinowy, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2011.
Karolina Święcicka, Baśniowe mikstury – historie, które leczą pomalutku ze strachów, nieśmiałości, smutków, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.
Poczytaj mi, mamo. Księga druga, Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 2011.
Jan Brzechwa, Androny, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011.
Dobry Boże, mam tyle pytań…, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.
Ks. Bogusław Zeman SSP, Stajenka pełna cudów, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.
Święta tuż-tuż, Mikołaj jedzie już, Wydawnictwo Debit, Bielsko-Biała 2011.
Adwentowy konkurs na rozpoczęcie
UWAGA!
Jeszcze dziś, w związku z nową odsłoną portalu za-kochanie.pl możecie wygrać książkę "Wszyscy na Ciebie czekamy". Jest to niezwykły egzemplarz, ze specjalną dedykacją autora! Czekamy na osobę, która jako pierwsza nadeśle poprawną odpowiedź na pytanie: O jakiej porze dnia tradycyjnie rozpoczynają się Roraty?
Czekamy oczywiście pod adresem Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
O książce:
W związku ze zbliżającym się Adwentem wydawnictwo Sykomora wydało książkę „Wszyscy na Ciebie czekamy” autorstwa dr Marka Kity. Pięknie ilustrowana książka jest skierowana do dzieci, które poprzez codzienną lekturę wraz z rodzicami przygotowują się do Bożego Narodzenia. Do książki dołączone są plansze przedstawiające szopkę i postaci, które można w niej umieścić oraz płytę CD z pieśniami adwentowymi!
Wyszukiwarka
Ostatnio na Forum
-
-
- Mężczyzna i NPR
- 3 tyg., 3 dni temu
-
Tagi
Ostatnie komentarze
-
Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę…
Napisane przez Agnieszka Kowal
na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
-
Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo…
Napisane przez Ewa Maria
na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
-
Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-)
Napisane przez Maciej Kryczka
na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
-
Wspaniałe :)
Napisane przez Agnieszka Kowal
na wtorek, 20 marca 2012 22:23
-
Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku…
Napisane przez Agnieszka Kowal
na wtorek, 20 marca 2012 22:15