Ostatnio pisaliśmy m. in. o oczekiwaniu na owoce miłości i o wspólnej pracy, aby te owoce już dojrzałe, można było zebrać.
Owoce do pracy i potem do zebrania są różnorakie. Małżonkowie mogą i powinni obdarowywać się swoim bogactwem emocjonalnym, intelektualnym, duchowym. To bardzo ważne, aby po ślubie nie gasło to wzajemne zainteresowanie sobą i ciągła wspólna praca nad miłością. Jeśli oboje jesteśmy nastawieni na rozwój – swój osobisty i zarazem drugiej połówki – to mamy ogromne szanse budować trwałe i szczęśliwe małżeństwo.
Szczególnym owocem miłości małżonków jest każde nowopoczęte życie. I o tym ważnym zadaniu – dziś trochę szerzej. Przy ołtarzu, w dniu zaślubin, kapłan zapytał nas w imieniu Kościoła: „Czy chcecie przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg zechce was obdarzyć?” Odpowiedzieliśmy: „Chcemy”. Odpowiedzialne zobowiązanie i decyzja, którą usłyszeli też ci, którzy byli wtedy z nami.
Co to znaczy przyjąć dziecko? Jak przygotować się do tego zadania? O samym przygotowaniu szerzej pisaliśmy w artykule „Witaj Maleństwo! O dobrym przygotowaniu do rodzicielstwa”.
„Witaj Maleństwo! Cieszymy się bardzo, że jesteś, że żyjesz, że Bóg Tobą nas obdarował” - tak witaliśmy naszego Skarba w listopadzie 2007r. Po drugiej stronie brzuszka witaliśmy go w lipcu 2008r.
Poczęte nowe życie – to nowy członek całej rodziny. Naszą radością dzieliliśmy się z bliskimi nam ludźmi - „Oczekujemy narodzin naszego dziecka”, „Jesteśmy rodzicami”, „Jesteście dziadkami”, „Jesteście ciocią i wujkiem”... To ważne, aby dzielić się tą nowiną z rodziną, z przyjaciółmi. I ważne, aby dzielić się nią wtedy, gdy nowe życie właśnie się poczęło. Starsze rodzeństwo także ma prawo wiedzieć, że zostało starszym bratem lub starszą siostrą.
W wyżej wspomnianym artykule pisaliśmy o tzw. „niezapeszaniu”. O co chodzi?
„Nie będziemy zapeszać, bo nie wiadomo, czy wszystko będzie dobrze...”, „Nie kupimy śpioszków, wózka, łóżeczka, dopóki się nie urodzi – bo to jeszcze nic nie wiadomo...”, „Poczekamy z informacją dla bliskich, aż lekarz powie, że wszystko OK” itp.
Czasem tak się dzieje, że Maluch odchodzi prędzej, zanim się urodzi. Jeśli nie było powitania dziecka przez najbliższych, jeśli nie dowiedzieli się oni od rodziców Maleństwa, że zostali dziadkami, ciociami, wujkami – to bardzo trudno będzie wtedy powiedzieć o stracie. Najczęściej jest właśnie tak, że bliscy nie wiedzą o tym, że mają jeszcze wnuka, siostrzeńca, bratanka, siostrę lub brata. Wokół tego tematu rośnie milczenie. Często staje się on tematem tabu. Bo bywa i tak, że przez tzw. przypadek dowiadujemy się o stracie dziecka od kogoś postronnego, ale z zastrzeżeniem, aby nie poruszać tego tematu z samymi rodzicami poronionego dziecka.
Każde dziecko ma swoje miejsce w rodzinie. Każdemu dziecku, które odeszło prędzej do Boga – trzeba nadać imię. Każde utracone dziecko trzeba opłakać, pogrzebać i przeżyć żałobę. Jeśli zabraknie przyjęcia i pożegnania dziecka – wtedy trudno będzie prawdziwie przyjąć kolejne. Bo często bywa, że właśnie następne dziecko zajmuje miejsce swej starszej siostry lub brata, który z rożnych powodów się nie urodził.
Kiedy matka i ojciec odrzucają dziecko, któremu oboje dali życie, stawiają siebie w pozycji tych, którzy rzekomo „mogą” decydować o „być albo nie być” drugiego człowieka.
Są środowiska, które zabójstwo nienarodzonego dziecka nazywają zabiegiem...
Są środowiska, które środki wczesnoporonne nazywają antykoncepcją, a ją samą odpowiedzialnym rodzicielstwem...
I są środowiska, które w nieprzyjęciu dziecka i jego ewidentnym odrzuceniu przez matkę – choćby tylko emocjonalnym – nie widzą niczego złego. Dziecko wtedy często odchodzi – i jest to nazywane po prostu poronieniem samoistnym. Nie jest istotne, że matka w sposób świadomy przyczyniła się do jego śmierci... Konsekwencje aborcji dotykają szczególnie matkę, ale również ojca dziecka, wszystkich tych, którzy współdziałali w zabójstwie. Także tych, którzy mogli zapobiec tragedii, a nie zrobili tego. Często jest tak, że kobiety zmagają się z tym ciężarem latami. Jest to ból nie tylko fizyczny, ale przede wszystkim emocjonalny i duchowy. Kobiety potrafią wielokrotnie spowiadać się z tego czynu i mimo to nie uzyskują poczucia uwolnienia. Dziś, gdy świat dosłownie zwariował – i drugiego człowieka chce czynić „Panem życia i śmierci” - bardzo mało się mówi o skutkach i konsekwencjach aborcji. I mało się mówi, że są dziś miejsca, gdzie ludzie dotknięci przez dramat aborcji i straty dziecka – pracują nad sobą, aby móc dalej żyć i w efekcie przebaczyć sobie i tym, którzy skrzywdzili.
„Czy byłem chcianym dzieckiem?”, „Cały czas czułem, że coś jest nie tak, że nie byłem chciany...”,
„Zawsze byłem oczkiem w głowie rodziców. Bardzo mnie kochali. Ale dlaczego mimo to czułem, że nie mogę sprostać ich oczekiwaniom, że nie mogę sprawić im zawodu...?”
Co to znaczy być chcianym i niechcianym dzieckiem? Tak się utarło, że dobrze być chcianym, że dzieciom chcianym żyje się łatwiej, a trudniej tym niechcianym. Że te pierwsze są szczęśliwe, te drugie nie.
Jak jest naprawdę?
Dziecko niechciane, kiedy się poczyna, swoją obecnością przytłacza rodziców. Z różnych powodów rodzice go nie chcą – bo za wcześnie, bo nie mamy wystarczająco dużo środków finansowych, bo jeszcze kariera, bo za szybko po poprzednim, bo mąż mnie zmuszał do współżycia, bo mamy już czwórkę, z piątym sobie nie poradzimy... Dziecko jako problem. I potem, gdy dorasta – ono to piętno czuje – że jest problemem...
Dziecko chciane – właśnie po prostu jest chciane. Z jakichś powodów jest chciane.
„Bo teraz chcemy mieć już dziecko”, „Jak będzie dziecko – wszystko się zmieni, ono zbliży nas oboje”, „Mamy już chłopca, to teraz kolej na dziewczynkę – bo fajnie mieć parkę”.
Dziecko chciane poczyna się i rodzi „po coś”. Można by to nazwać swego rodzaju „misją do spełnienia”. Na jego narodziny oczekuje się w radosnym napięciu – bo oto w końcu będzie syn lub córka, bo oto w końcu wszystko się zmieni...
Trudno jest żyć dzieciom niechcianym,ale równie trudno jest żyć dzieciom chcianym. One czują, że mają wciąż doskakiwać do poprzeczki, którą ustawiają im rodzice. Czują, że nie mogą sprawić im zawodu.
Dziecko przyjęte bez względu na moment poczęcia, kolejność, płeć, kolor oczu, zdrowie. Dziecko przyjęte i powitane - „Witaj! Cieszymy się z Twojego poczęcia. Rośnij i rozwijaj się bezpiecznie pod sercem mamy”. Dziecko przyjęte, a nie chciane. To niesamowite, jak wielką moc ma właśnie dar przyjęcia – dla dziecka i dla rodziców. Dar przyjęcia nie tylko słowami, ale i konkretnymi czynami w życiu. Jeśli nie było przyjęcia dziecka – wtedy trudno jest rodzicom przyjmować niezależne decyzje swoich dorosłych już dzieci.
Dzieci przyjęte i powitane potrafią prawdziwie kochać, ufają innym, są optymistyczne, są odważne, mają wysokie i adekwatne poczucie własnej wartości, potrafią cieszyć się życiem, są bardziej odporne na przemoc, są szczere i naturalnie asertywne, potrafią troszczyć się o innych, tworzą dobre relacje i związki.
Warto obdarować nasze dzieci PRZYJĘCIEM i POWITANIEM.