Ten, który kocha me serce
Elena Bosetti, „Ten, który kocha me serce. Ekstaza i poszukiwania.”
wyd. eSPe, Kraków 2008
„O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak piękna!
Twoje oczy to gołębice.
O jak piękny jesteś, umiłowany mój,
O jakże cudowny!” (Pnp)
„Ten”, czyli który?... I czyje to „serce”? Ona – Oblubienica i On – Oblubieniec i ich Pieśń nad Pieśniami, czyli najpiękniejszy bodaj opis miłości oblubieńczej: miłości poszukującej, ekstatycznej, tajemniczej, bardzo zmysłowej. Niepopularne jest czytanie tekstów wielkich, tekstów przerażających swoją doniosłością, zbyt trudnych dla zbyt małych – po prostu. Tekstów wymagających (a przez to naj-cenniejszych). Ale tu może być inaczej. Książka Eleny Bosetti jest doskonałą pomocą w czytaniu, w zrozumieniu księgi Pisma Świętego, w której ani raz nie pojawia się Imię Boga. Księgi niemal mistycznej, a bardzo przyziemnej. Historii miłości, której każdy pragnie – wytrwałej, szalonej, odważnej. Autorka wspaniale komentuje, wprowadza w klimat epoki, zarysowuje tło i zwraca uwagę na język. Inspiruje i motywuje do zanucenia własnej pieśni miłości nad miłościami. Dlatego polecam.
Czytania ślubne (2)
- Rz 8,31b-35.37-39
Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Komentarz: Częstym argumentem przeciwko zawieraniu sakramentalnego małżeństwa jest liczba rozpadających się małżeństw oraz piętrzące się trudności. Św. Paweł stawia sprawę w inny sposób. Jeśli więc fundamentem naszej relacji jest Bóg, który ukochał człowieka ponad wszystko, tak iż nie oszczędził własnego Syna, a następnie uczynił cud zmartwychwstania, to czy nasza miłość może się nie ostać?
Trzeba więc zapytać siebie za autorem listu. Co może nas odłączyć od źródła miłości - od Jezusa Chrystusa?
2. Rz 12,1-2.9-13
Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. Miłość niech będzie bez obłudy! Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem! W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi! W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie! Nie opuszczajcie się w gorliwości! Bądźcie płomiennego ducha! Pełnijcie służbę Panu! Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie - wytrwali! Zaradzajcie potrzebom świętych! Przestrzegajcie gościnności!
Komentarz: Nie brać wzoru z tego świata, to nie ulegać zmiennym emocjom, żądzom czy namiętnością. Alternatywą dla modelu życia promowanego przez świat jest rozumna służba. Rozpoznając wolę Bożą, którą jest życie dla miłości, jesteśmy powołani, aby dzielić się nią z naszymi braćmi i siostrami. Jesteśmy wezwani, aby podjąć decyzję i być w niej wytrwałymi i cierpliwymi.
2. 1 Kor 6,13c-15a.17-20
Bracia: Ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. Bóg zaś i Pana wskrzesił i nas również swą mocą wskrzesi z martwych. Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Ten zaś, kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem. Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!
Komentarz: Właściwe podejście do spraw ciała wynika z prawdy, że nasze ciało zostało stworzone przez Boga, a to, co On stworzył, było i jest dobre. Kolejnym argumentem potwierdzającym świętość naszego ciała jest fakt, że Jezus Chrystus przyszedł na ziemię jako człowiek i nawet po zmartwychwstaniu ukazywał się Apostołom w ciele. Pamiętajmy, że od momentu chrztu jesteśmy świątynią Ducha Świętego.
4. 1 Kor 12,31 - 13,8a
Bracia: Starajcie się o większe dary:
a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę,
tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę
całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje.
Komentarz: W przypadku hymnu do miłości, komentarz wydaje się zbędny... To jedno z najczęściej wybieranych czytań ślubnych.
5. Ef 5,2a.25-32
Bracia: Postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus nas umiłował i samego siebie wydał za nas. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.
Komentarz: Relacje między mężem i żoną zostają porównane do relacji Chrystusa i Kościoła. Jezus oddał Swoje życie, aby zgładzić grzechy i dać wspólnocie Swoich uczniów nowe życie - nieustannie dając Siebie w darze Komunii Świętej.
Jesteśmy powołani, aby naszą miłość budować wpatrując się w Jezusa Chrystusa.
6. Kol 3,12-17
Bracia: Jako wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego.
Komentarz: Fragment z listu świętego Pawła do Kolosan daje wiele cennych wskazówek odnośnie budowania relacji międzyludzkich. Wskazuje on na to przede wszystkim, aby zwracać większą uwagę na wypowiadane słowa. To one w dużej mierze budują więzy, mają również moc je zniszczyć. Dlatego tak ważne jest, aby nieustannie karmić się słowem Pana i dbać, żeby było ono żywe w nas.
7. 1 P 3,1-9
Żony niech będą poddane swoim mężom, aby nawet wtedy, gdy niektórzy z nich nie słuchają nauki, przez samo postępowanie żon zostali dla wiary pozyskani bez nauki, gdy będą się przypatrywali waszemu, pełnemu bojaźni, świętemu postępowaniu. Ich ozdobą niech będzie nie to, co zewnętrzne: uczesanie włosów i złote pierścienie ani strojenie się w suknie, ale wnętrze serca człowieka o nienaruszalnym spokoju i łagodności ducha, który jest tak cenny wobec Boga. Tak samo bowiem i dawniej święte niewiasty, które miały nadzieję w Bogu, same siebie ozdabiały, a były poddane swoim mężom. Tak Sara była posłuszna Abrahamowi, nazywając go panem. Stałyście się jej dziećmi, gdyż dobrze czynicie i nie obawiacie się żadnego zastraszenia. Podobnie mężowie we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym! Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski, to jest życia, aby nie stawiać przeszkód waszym modlitwom. Na koniec zaś bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący, pełni braterskiej miłości, miłosierni, pokorni! Nie oddawajcie złem za zło ani złorzeczeniem za złorzeczenie! Przeciwnie zaś, błogosławcie! Do tego bowiem jesteście powołani, abyście odziedziczyli błogosławieństwo.
Komentarz: To co sprawia, że mężczyzna pragnie uczynić kobietę swoją żoną, to nie sprawy zewnętrzne jak: wyszukane ozdoby czy modne stroje, ale piękne wnętrze - nienaruszony spokój i piękne wnętrze. Poprzez swoje talenty kobiety mają dbać o duchowy rozwój męża i rodziny. Mężczyzna natomiast, dostrzegając i zachwycając się pięknem ukochanej kobiety, jest wezwany do oddawania czci wobec żony.
8. 1 J 3,18-24
Dzieci,
nie miłujmy słowem i językiem,
ale czynem i prawdą.
Po tym poznamy,
że jesteśmy z prawdy,
i uspokoimy przed Nim nasze serce.
A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko.
Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża,
mamy ufność wobec Boga,
i o co prosić będziemy,
otrzymamy od Niego,
ponieważ zachowujemy Jego przykazania
i czynimy to, co się Jemu podoba.
Przykazanie zaś Jego jest takie,
abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa,
i miłowali się wzajemnie tak,
jak nam nakazał.
Kto wypełnia Jego przykazania,
trwa w Bogu, a Bóg w nim;
a to, że trwa On w nas,
poznajemy po Duchu, którego nam dał.
Komentarz: Miłość to słowo mające ogromną moc. Kiedy słyszymy „kocham Cię”, wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli słowo to nie znajduje potwierdzenia w codzienności staje się pustym i bezwartościowym. Wzorem miłości, którą mamy się obdarowywać, jest Jezus Chrystus, który z miłości do nas wybrał drogę krzyża.
9. 1 J 4,7-12
Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje,
narodził się z Boga i zna Boga.
Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością.
W tym objawiła się miłość Boga ku nam,
że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat,
abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
W tym przejawia się miłość,
że nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował
i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną
za nasze grzechy.
Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował,
to i my powinniśmy miłować się wzajemnie.
Nikt nigdy Boga nie oglądał.
Jeżeli miłujemy się wzajemnie,
Bóg trwa w nas
i miłość ku Niemu jest w nas doskonała.
Komentarz: Wszelka miłość bierze swój początek z Boga, który sam, będąc miłością, obdarza nią człowieka. Jednak Jego postępowanie zadziwia. Stwóra daje swojego Syna pomimo tego, że stworzenie nieustannie decyduje się iść własną drogą. Fragment z listu św. Jana poucza, że jeśli pragniemy obdarzać miłością drugą osobę, musimy zaczerpnąć jej ze źródła czyli z Boga.
WielkaNoc Miłości cz.1
Aby miłość zwyciężyła śmierć
Wielki Post, a szczególnie Wielki Tydzień, to okazja do spojrzenia na miłość ze szczytu Golgoty. Na tej górze Miłość, która stała się Ciałem, stała się też punktem odniesienia. Rozmyślał nad tym św. Paweł, gdy pisał tekst zwany Listem do Efezjan. W pewnym miejscu Apostoł napisał o Chrystusie: siebie samego wydał za nią… (Ef 5, 25). Słowa te znajdują się w nauce skierowanej do kobiet i mężczyzn. Przynaglają do zastanowienia się nad naszą miłością. Aby i ona zwyciężyła śmierć.
1. Wydał za Nią samego Siebie…
O wzorze miłości
Autor Listu do Efezjan o małżeństwie pisze w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła (Ef 5, 32). Opisując zachodzące tu relacje, ukazuje ponadczasowy wzór miłości. Nad tym wzorem pochylimy się w pierwszej części biblijnych rozważań z cyklu „WielkaNoc Miłości”.
By zrozumieć właściwy wydźwięk obecnego w Liście do Efezjan sformułowania w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła, należy sięgnąć do języka greckiego, w którym napisano te słowa. Dla wszystkich zapewne jasne jest, że słowo Christos oznacza Pomazańca, którym jest Jezus z Nazaretu, wcielony Syn Boży, Król zapowiadany przez proroków Starego Testamentu. Drugie ważne słowo, Kościół, to Ekklesia w języku oryginalnym. Terminem tym określano najwyższy organ władzy państwowej w Atenach. Dosłownie oznacza grupę osób wywołanych ze społeczności. Dlatego można mówić tu o społeczności wywołanych, którą dla św. Pawła była chrześcijańska wspólnota. Korzystając z tego, że w języku polskim funkcjonuje termin eklezja, posługiwać się będę nim w toku dalszych rozważań. Eklezja jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego. Widzimy tu zatem grę słów, która dla Apostoła stanowi podstawę do rozważań na temat miłości małżeńskiej: Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Eklezję i wydał za nią siebie samego… (Ef 5, 25). I w dalszym wersie: …żywi i pielęgnuje jak Chrystus Eklezję (Ef 5, 29).
W pouczeniach adresowanych do mężczyzn św. Paweł wskazuje zatem na Chrystusa jako na wzór. Miłowanie, odżywianie i pielęgnowanie Eklezji przez Chrystusa niewątpliwie zasługuje na uwagę jako przykład dla mężów. Chciałbym jednak skoncentrować się na sformułowaniu: wydał za nią siebie samego. W innym fragmencie Listu do Efezjan pojawia się podobne wyrażenie: postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu (Ef 5, 2). Apostoł wskazuje na Chrystusa, który poświęca siebie, z siebie składa ofiarę, bo miłuje. Wszyscy wiemy, na czym polegała ofiara złożona przez Chrystusa. Jej znakiem jest Krzyż.
Apostoł chce zatem, aby mężczyzna był gotów na miłość aż do ostatecznego daru z siebie. Sam Paweł napisał kiedyś słowa: każdego dnia umieram (1 Kor 15, 31). Wspomniał wtedy, że walczył z dzikimi zwierzętami – theriomacheo. Z czym Ty musisz dzisiaj zmierzyć się w imię miłości? Jakie dzikie bestie zagrażają miłości, która jest w Tobie, w Was? Jakie noszą imiona? Znamy nazwy siedmiu bestii, które czyhają na Ciebie i Twoją miłość: nieczystość, pycha, gniew, lenistwo, nieumiarkowanie, zazdrość, chciwość. Nawet jeśli wszystko układa się dobrze, pamiętaj, że przeciwnik Wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu (1 P 5, 8).
W walce o miłość musi umrzeć w Tobie wszystko to, co przeczy miłości. Św. Paweł mówił: Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości… (Kol 3, 5). Tylko wtedy, gdy zabijesz w sobie grzech, miłość odniesie zwycięstwo. W tej walce nie jesteśmy sami, w tej walce chce być z nami Pan Jezus. Apostoł wyznaje: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża (Ga 2, 19). Razem z Chrystusem, nie sam, ale w jedności ze Zwycięzcą, który umiłował Eklezję i wydał za nią siebie samego…
Rozważania wokół tematu prowadzone przez Kasię i Mariusza Marcinkowskich:
Zapraszamy do dzielenia się swoimi refleksjami wokół tematu poniżej w komentarzach, a także na fb.
WielkaNoc Miłości cz.2
Święta i nieskalana…
Żona jak Eklezja
W pierwszej części rozważań z cyklu „WielkaNoc Miłości” zwróciliśmy uwagę na ofiarną miłość Chrystusa, który w nauczaniu św. Pawła staje się wzorem dla mężczyzn. Teraz natomiast pochylimy się nad przekazanym w Liście do Efezjan obrazem Eklezji, z którego płynie przykład dla kobiet.
W omawianym fragmencie Listu do Efezjan znajduje się zdanie, które bardzo wyraźnie wskazuje kobietom Eklezję jako wzór do naśladowania. Ale jak Eklezja podporządkowuje się Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim (Ef 5, 24). Poza uległością Apostoł oczekuje jeszcze od żon szacunku wobec mężów. Grecki czasownik fobeo, którym określona została właściwa postawa żony wobec męża, oznacza tutaj nie tyle postawę lęku czy strachu, co raczej wzywa do okazywania czci i poważania. Nie ma tu jednak mowy o szacunku bezwarunkowym. Paweł Apostoł pisze o nim w kontekście miłości okazywanej żonie przez męża: niechaj każdy z was miłuje swoją żonę, jak siebie samego, żona zaś niech szanuje męża (Ef 5, 33). W takim ujęciu postawa żony jest odwzajemnieniem miłości.
Mąż, wzorując się na Chrystusie, powinien poświęcać żonie siebie samego. Małżonka powinna umieć to poświęcenie zauważyć i docenić. W praktyce życia małżeńskiego ofiara, którą składa mąż, najczęściej przejawia się w pełnieniu codziennych obowiązków związanych z wykonywaną pracą i utrzymaniem rodzinnego domu. Niejednokrotnie to właśnie te codzienne zajęcia wymagają od mężczyzny największej ofiary. Żona powinna o tym wiedzieć, powinna uszanować miłość wyrażającą się w prostym, powszednim poświęceniu.
List do Efezjan ukazuje, jak miłość Chrystusa uświęca Eklezję. Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Eklezję i wydał za nią siebie samego, aby ją uświęcić przez oczyszczenie kąpielą wody w słowie, aby postawić przy sobie Eklezję jako dostojną, nie mającą plamy, lub zmarszczki, czy czegoś takiego, ale aby była święta i nieskalana (Ef 5, 25-27). Jeśli umiłowana przez Chrystusa Eklezja ma być przykładem dla żon, to każda musi sobie teraz postawić pytanie o świętość. Czy troszczysz się o swoją wewnętrzną czystość? Pewnie dbasz o swój wygląd zewnętrzny, ale jakie jest Twoje serce? Czy Twoja duchowa szata nie wymaga zastosowania odplamiacza?
W Apokalipsie opisana została radość tryumfujących chrześcijan, którzy na widok Oblubienicy Chrystusa intonują pieśń: Radujmy się i weselmy, i oddajmy Mu chwałę, bo nastało wesele Baranka i żona Jego się przystroiła. I dane zostało jej, by odziała cienki len, błyszczący, czysty, bowiem cienki len jest sprawiedliwymi czynami świętych (Ap 19, 7-8). Symboliczna szata z delikatnego lnu ma być także Twoją ozdobą i okryciem. Czy Twoje postępowanie wobec męża lśni świętością?
Być może dostrzegasz na swej duchowej sukni jakieś zagniecenia lub plamy. Warto byś zwróciła się wówczas do Chrystusa, który przygotował dla Ciebie oczyszczającą kąpiel. Krew spływająca z ran Baranka ma moc, by opłukać i wybielić Twoją szatę. On pragnie, byś dla swego męża była święta i nieskalana.
Rozważania wokół tematu prowadzone przez Kasię i Mariusza Marcinkowskich:
Zapraszamy do dzielenia się swoimi refleksjami wokół tematu poniżej w komentarzach, a także na fb.
WielkaNoc Miłości cz.3
Wielkie misterium…
O jedności dwojga
Tajemnica to wielka, stwierdza Apostoł Paweł, gdy rozmyśla nad jednością małżeńską. Mega misterium mogłoby brzmieć to sformułowanie z Listu do Efezjan, gdyby pokusić się o przekalkowanie greckiego wyrażenia. We współczesnym języku młodzieżowym słówkiem mega często określa się coś, co robi wrażenie. Czy jedność małżeńska robi dziś mega wrażenie? Obawiam się, że dla wielu jest to raczej mega problem. Zapraszam do rozważań, które pomogą to zmienić.
Gdy św. Paweł pisze o małżeństwie w kategoriach wielkiej tajemnicy, zapewne chce podkreślić godność jedności, która z czysto ludzkiej perspektywy jest niepojęta. Już zresztą sam Pan Jezus w odpowiedzi na obiekcje wyrażane przez uczniów stwierdził: Nie wszyscy to pojmują… (Mt 19, 11). W Nowym Testamencie terminem mysterion określa się tajemną wiedzę, którą człowiek może posiąść tylko dzięki objawieniu pochodzącemu od Boga. Dlatego ludziom zamkniętym na Ewangelię ciężko pojąć Boży plan względem miłości małżeńskiej, a zatwardziałe serca, o których wspomniał Pan Jezus faryzeuszom, do dziś żądają sankcjonowania skutków zatwardziałości. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela, podsumowuje Pan Jezus (Mt 19, 6)
Autor Listu do Efezjan swoje pouczenie o małżeństwie poprzedza wezwaniem: bądźcie sobie wzajemnie podporządkowani w bojaźni Chrystusowej (Ef 5, 21). Wychodząc od tego wskazania, Apostoł zwraca się bezpośrednio do kobiet: żony własnym mężom jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus głową Eklezji, On Zbawca Ciała. Ale jak Eklezja podporządkowuje się Chrystusowi, tak i żony mężom we wszystkim (Ef 5, 22-24).
O wzajemnym podporządkowaniu małżonków św. Paweł pisze posługując się porównaniem do zależności zachodzących między głową a ciałem: Zgłębiając tą więź Apostoł dodaje: Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Eklezję, bo jesteśmy członkami Jego Ciała (Ef 5, 28-30).
Nauka Apostoła Pawła niejednokrotnie ukazuje relację zachodzącą między Chrystusem a Kościołem w obrazie Głowy i Ciała (np. Ef 4, 15-16). Swoją refleksję św. Paweł wyraził w plastyczny sposób w 1 Liście do Koryntian: Nie może więc oko powiedzieć ręce „Nie jesteś mi potrzebna”, albo głowa nogom „nie potrzebuję was”. Raczej nawet niezbędne bywają dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze, a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem (…). Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki, podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współradują się wszystkie członki (1 Kor 12, 21-23b. 26).
Przytoczyłem tak obszerny cytat, ponieważ jestem przekonany, że dopiero w takim kontekście jesteśmy w stanie zrozumieć sens słów, które w odniesieniu do małżeństwa przywołuje z Księgi Rodzaju sam Pan Jezus i po nim św. Paweł. Jest to dobrze znane zdanie: opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją. I będą dwoje jednym ciałem (Rdz 2, 24; Mt 19, 5; Ef 5, 31). W tej jedności dwojga tkwi wielkie misterium. W tym kontekście możemy też uczynić małżeński rachunek sumienia. Kluczem powinno być tu pytanie o wzajemne podporządkowanie. Czy głowa nie zadziera zbytnio nosa? Czy ciało nie próbuje działać na własną rękę? Czy głowa myśli o ciele, jak o nim myśli? Czy ciało nie kręci głową tylko według własnego uznania? Bądźcie sobie wzajemnie podporządkowani, wzywa Apostoł.
Wielki Tydzień skłania nas do kontemplacji cierpienia, którego w swoim ciele doświadczył Chrystus. Poszczególne członki Jego świętego ciała doznały bolesnych zranień. Cierniowa korona skrwawiła skronie, gwoździe przebiły ręce i stopy. Pięści żołnierzy posiniaczyły twarz, włócznia przebiła bok. Całe ciało doznało kaźni, śmierci i grobu. A w niedzielny poranek całe ciało doznało chwalebnego zmartwychwstania. Wielka noc stała się Wielkanocą.
Rozważania wokół tematu prowadzone przez Kasię i Mariusza Marcinkowskich:
Zapraszamy do dzielenia się swoimi refleksjami wokół tematu poniżej w komentarzach, a także na fb.
Seks [nie] zakazany owoc w Biblii
„Gdyby nasze życie było muzyką, seks byłby crescendo”
M. Pearl
Jeśli spojrzeć na powszechnie funkcjonujące stereotypy, znajdujemy się w ambiwalentnej sytuacji. Z jednej strony świat zewsząd bombarduje nas seksem – w filmach, reklamach, gazetach, Internecie, poprzez pieprzne żarciki czy modę (zwłaszcza damską). Wszelkiego rodzaju programy telewizyjne i poradniki chętnie podpowiedzą, jak stworzyć odpowiedni klimat, w jaki sposób czerpać z seksu maksymalną przyjemność, jak się zabezpieczyć przed ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dylematem jest, czy iść do łóżka już na pierwszej randce, czy warto jednak „trochę” odczekać (dwa tygodnie? miesiąc? dwa? pół roku?) Ów „rozpasany” obraz silnie kontrastuje z tym propagowanym przez Kościół, gdzie stawia się przede wszystkim na czystość przedmałżeńską (i czystość w ogóle) oraz naturalne sposoby regulacji poczęć. Stosunkowo niewiele mówi się jednak w tych środowiskach o zmysłowej relacji między małżonkami. Tę „lukę w systemie” skwapliwie wykorzystują ateiści w swojej batalii przeciwko Kościołowi. Padają stwierdzenia typu: „Zabrania seksu”, „Pozbawia przyjemności”, „Ogranicza”.
Czy to znaczy, że Kościół potępia seks? Czy wierzący i praktykujący katoliccy małżonkowie powinni nastawić się stricte na prokreację, a rozkosze łoża odstawić na bok jako grzeszne i złe?
Michael Pearl w swojej książce proponuje na nowo przyjrzeć się „tym” sprawom, za punkt wyjścia i najlepszy przewodnik obierając… Biblię! Autor zdaje sobie sprawę z wielorakich mitów, jakie narosły na temacie miłości zmysłowej oraz poczucia winy, jaki staje się udziałem wielu par chcących żyć „po Bożemu”. Wykorzystując cały szereg różnorodnych fragmentów z Pisma Świętego (m.in. z Ksiąg: Rodzaju, Ezechiela, Izajasza, Ozeasza, Psalmów oraz Ewangelii, Listów Apostolskich i Apokalipsy) stara się pokazać i udowodnić, że cielesny związek między małżonkami jest nie tylko niewyobrażalnie piękny, ale też dobry, gdyż jest darem od samego Stwórcy!
„Jeśli czujecie, że erotyczna przyjemność między mężczyzną a jego żoną jest niegodna świętości Boga, że nie jest równie wzniosła i święta, jak najbardziej szczere uwielbienie dla Niego, to nie jesteście w harmonii z Bogiem i wasze sumienie potrzebuje Bożej instrukcji. Nie przestawajcie teraz czytać”.
Co więcej – natchnieni autorzy Pisma Świętego niejednokrotnie sięgali po „miłosne” metafory, aby zobrazować relację między Bogiem a człowiekiem, czego najbardziej ewidentnym i znanym przykładem jest cała Pieśń nad Pieśniami. I właśnie tej niezwykłej, pozornie tak niepasującej do reszty Biblii księdze autor Seksu… poświęca szczególną uwagę. Przekłada jej treść na bliższą i bardziej zrozumiałą dla współczesnego czytelnika, okraszając ją przy tym niezwykle interesującymi i inspirującymi komentarzami. Co ciekawe (i równocześnie nieco kontrowersyjne), skupia się na literalnym, a nie metaforycznym odczytaniu PnP:
„Jeżeli sprzeciwiasz się uznaniu seksualnej zawartości Pieśni Salomona za ważną i mającą praktyczne zastosowanie dla wszystkich zamężnych par, to ty najbardziej jej potrzebujesz”.
W tej fascynującej, choć niewielkiej rozmiarowo książce małżonek z trzydziestoletnim stażem akcentuje także istotne miejsce seksu w życiu męża i żony, porusza kwestie poczucia winy (i przezwyciężenia go) czy wynaturzeń w sferze erotycznej.
Ogromną zaletą tej książki jest to, że świetnie łączy erudycyjny, teologiczny wywód z osobistymi refleksjami i przeżyciami autora. Wspaniale się ją czyta, strona po stronie coraz bardziej zachwycając się fenomenem tego niezwykłego daru, jakim jest płciowość, zdolność do wspólnego przeżywania jej i dopełniania się w akcie miłości małżeńskiej.
Polecam!
Michael Pearl, Seks [nie] zakazany owoc w Biblii (Holy Sex, Songs of Salomon), Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2011.
Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna
Już dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tyle emocji. Przez kilka tygodni dialogowałam z nią i to dość burzliwie. Momentami musiałam robić przerwę - odkładać (żeby nie powiedzieć: rzucać), zupełnie tak jak wtedy, gdy chcemy uciąć rozmowę, która wprowadza zbyt wiele napięć...
„Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna”, bo o niej mowa, została napisana przez Debi Pearl, amerykańską żonę pastora, która wielokrotnie powołuje się na biblijny nakaz Boży, by starsze kobiety nauczały młodsze. Pismo Święte (szczególnie Stary Testament) jest głównym przewodnikiem autorki. Jednak czytanie to odbywa się w sposób bardzo dosłowny. W pewnym momencie przypomniały mi się średniowieczne egzegezy Abelarda (o tym, że mężczyzna jest stworzony na obraz Boży, a kobieta jedynie na Jego podobieństwo).
Myśl książki jest taka: rolą kobiety jest być poddaną mężczyźnie we wszystkim. Ma okazywać mu szacunek nawet wtedy, gdy sama nie zaznaje miłości. To poddanie symbolicznie przedstawia apel autorki o to, by żona zdejmowała buty mężowi, gdy ten wraca z pracy. Jej świętym obowiązkiem jest dbać o dom. Każde niewywiązanie się z tego (nawet w wyjątkowych przypadkach - jak zmęczenie z powodu opieki nad chorym dzieckiem) traktowane jest przez autorkę jako zaniedbanie i świadczy o złej organizacji czasu pani domu. Kobieta powinna liczyć się ze zdaniem męża w każdej sprawie – czy to chodzi o gust kulinarny, zakup sprzętu AGD czy ilość potomstwa. Autorka nawet w patologicznych sytuacjach (jak mąż-alkoholik, który maltretuje rodzinę) nakazuje kobietom poddanie i szacunek wobec mężów, dodając, że jest to miłe Bogu i że na pewno on (mąż) kiedyś będzie ją za to miłował.
O jakiej kobiecie pisze Debi? Powołując się na Biblię, przywołuje także to, że kobieta jest winna grzechu pierworodnemu i że to ona ma zwracać się ku mężowi, a on będzie nad nią panował. (W tym momencie pisze wręcz, że jest to zamysł Boga, jednak, jak wiemy, słowa te zostały wypowiedziane po grzechu pierworodnym, a nie przed, więc raczej mówienie tu o Bożym planie jest nadużyciem). Autorka kategorycznie odrzuca próby czytania Biblii z uwzględnieniem ówczesnego kontekstu kulturowego i społecznego. Czytając więc "Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna", musimy pamiętać, że jej nauczanie w wielu momentach odbiega od nauki Kościoła katolickiego. Gdzieś przewija się i to, że kobieta w jakiś sposób jest wybrana, by być ową "szyją", jednak na tle tak surowej wykładni, jest to zbyt słabe. Nie ma tu radosnego dowartościowania kobiecości, ukazania, że jej rola nie kończy się w domu, a ona sama została obdarzona niepowtarzalnymi talentami. Nie ma mowy o byciu współ-pracownikami, nie ma żadnego "partnerstwa" i służenia sobie wzajemnie. Nie umiałabym tej książki dopisać do nurtu nowego feminizmu.
Bardzo trudne są te momenty, w których autorka radzi zdradzanym żonom podjąć walkę o męża, traktować kochanki jak konkurentki, a motywacją ku temu ma być… wizja pustego łóżka i bieda, jaką będzie klepać, jeśli zostanie sama. Walka o małżeństwo jest jak najbardziej konieczna, jednak w tych wszystkich poradach (albo raczej nakazach, gdyż język Debi jest bardzo ostry) zagubiona zostaje godność kobiety a może nawet i sens małżeństwa. Jej pragnienie, by być kochaną, schodzi na dalszy plan. Walka o małżeństwo ma rozegrać się w jej sercu, w jej działaniach, a nie we wspólnych rozmowach, na modlitwie i pracy. Nie do końca wprost jest to podane, jednak zdaje się, że konsekwentnie: za rozpad małżeństwa należałoby winić właśnie kobietę.
Zbyt często Debi usprawiedliwia mężczyzn, trochę ich przez to wręcz umniejszając. Zdrada jest spowodowana narzekającą i mało atrakcyjną żoną oraz ogromnymi potrzebami seksualnymi mężczyzn. Ich niepomaganie w domu także odbywa się z winy żony - bo ona wciąż ględzi i do tego nie potrafi sama wziąć się za naprawienie uszczelki, wymianę drzwi czy uporządkowanie podwórka. (Skoro mężczyzna potrafi, to ty też - mówi Debi. Jednak nie ma mowy o przyjęciu przez mężów części obowiązków domowych typu: gotowanie, sprzątanie...) W niektórych momentach autorka wykazuje się także ignorancją, pisząc, że poziom kobiecych hormonów jest stały i przyjmując, że w każdym momencie kobieta jest równie energiczna, że to nie mężczyzna a kobieta powinna być wciąż stabilna, constans. Trzeba by więc odwrócić słowa: to nie kobieta zmienną jest, ale kobieta faktycznie jest leniwa, gnuśna i rozkapryszona, jeśli nie jest całkowicie podporządkowana.
Nie chcę jednak całkowicie przekreślać tej lektury. Po pierwsze dlatego, że niesie w sobie bardzo pozytywne przesłanie o tym, czego potrzebują mężczyźni – a jest to szacunek. Jej wezwanie wydaje mi się jednak zbyt kategoryczne, zbyt surowe i za bardzo umniejszające kobietę, jednak sama ta ważna myśl musi zostać przekazana. Bo kobietom łatwo przychodzą ironiczne komentarze kierowane w stronę męża, narzekania, a czasem też - powiedzmy szczerze - lenistwo czy próżność. Dlatego jest to wezwanie do pracy nad sobą. Po drugie, znajdziemy w tej lekturze także kilka ciekawych elementów jak: opisanie trzech typów mężczyzn czy porady w radzeniu sobie z domem.
Lektura dla osób o mocnych nerwach i zdecydowanie nie dla feministek;-) Lektura owocna, która nie pozwala być obojętną. Prawdziwe bycie zimnym albo gorącym;-)
Debi Pearl, Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna, wyd. Vocatio, Warszawa 2009
Co jest istotą małżeństwa?
Najkrócej można powiedzieć, że istotą małżeństwa jest bycie ikoną Boga Trójjedynego. Jest to także największe zadanie małżonków: tworzenie ze swojego związku owej ikony, urzeczywistnianie jej w swoim środowisku. Ale bycie żywym obrazem Jedności Boskich Osób nade wszystko stanowi najgłębszą istotę sakramentalnego związku małżeńskiego mężczyzny i kobiety.
Piszę te refleksje jako osoba zajmująca się problematyką małżeństwa, jednak głównie zastanawiam się w tej chwili nad istotą moich relacji z żoną jako mąż, jako osoba, którą Bóg powołał do małżeństwa. Dowiaduję się z ważnych źródeł, że Trójca Przenajświętsza to doskonała jedność osób, to komunia tworzona w miłości i przez miłość. Wiele razy słyszałem prawdę o niemożliwości przeniknięcia ludzkim rozumem tej wielkiej tajemnicy naszej wiary. A jednak Bóg pozwolił nam doświadczać istoty komunii i jedności Najświętszej Trójcy. Najmocniej dokonuje się to właśnie przez jedność i komunię osób w małżeństwie.
Już w drugim rozdziale „Księgi Rodzaju” czytamy: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24). Małżonkowie połączenie sakramentalnym związkiem stanowią „jedno ciało”. Czyż nie jest to najmocniejsze potwierdzenie prawdy o małżeństwie jako ikonie Trójcy. Osoby Boskie stanowią jedno ciało, mimo pełnej autonomii osób. Jest Bóg Ojciec, jest Jezus i Duch Święty, a jednak są jednością. Mąż jest mężczyzną, żona kobieta, a jednak są jednością. Jak to się dzieje? Jedyna odpowiedź zawiera się w słowie: MIŁOŚĆ. Zjednoczenie Osób Boskich i zjednoczenie małżonków dokonuje się dzięki miłości. Oczywiście rozumiejąc, że Ojciec, Syn i Duch Święty zjednoczeni są doskonale, w pełni, „bez braków”, natomiast zjednoczenie małżonków musi dążyć do owej pełni i doskonałości. Właśnie dlatego Jezus podniósł ten związek do godności sakramentu: aby podkreślić wielkość jedności małżeńskiej, ale też aby uzdolnić małżonków do realizacji tego zadania.
W pierwszym rozdziale „Księgi Rodzaju” czytamy: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27). Najpierw dowiadujemy się z tego tekstu, że naszym największym zadaniem na ziemi jest stawanie się na obraz i podobieństwo Boże. A ponieważ św. Jan Ewangelista w swoim „Pierwszym Liście” jasno zdefiniował Boga, pisząc: „Bóg jest miłością”, więc rozumiem, że stawanie się na obraz i podobieństwo Boże powinno realizować się najpierw i przede wszystkim przez miłość, dzięki miłości. Ponieważ Bóg jest miłością, więc chcąc się do Niego upodobnić, mamy stawać się miłością. Jednak już w następnych słowach opisu stworzenia człowieka dowiadujemy się, że najbardziej optymalną relacją, płaszczyzną realizacji owego największego zadania człowieka na ziemi - stawania się miłością, życia miłością - jest małżeństwo. „Stworzył mężczyznę i niewiastę” to „stworzył małżeństwo”. Wskazuje na taką treść kolejny werset: „Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się…” (Rdz 1,28). Owo polecenie bycia płodnym i rozmnażania się skierowane jest do małżonków, a nie do pojedynczego mężczyzny i pojedynczej kobiety.
Tak więc małżeństwo od początku jest w Bożym zamyśle ikoną jedności i komunii osób w miłości i przez miłość. Wkroczenie szatana na arenę dziejów człowieka, dokonujące rozbicie jedności pierwszych małżonków, znacznie utrudniło funkcjonowanie małżeństwa jako obraz Boga Trójjedynego, ale nie zmienia to faktu, mimo istniejących trudności, że sakramentalny związek mężczyzny i kobiety jest ikoną Trójcy na ziemi. W innych relacjach międzyludzkich, także dzięki miłości w komunii i jedności osób, można dostrzec mniej lub bardziej wyraźnie, odbicie komunii Boskich Osób, jednak największe możliwości bycia owym odbiciem posiada małżeństwo. Takim je stworzył Bóg od początku.
„Komunia małżeńska - pisze Jan Paweł II - stanowi fundament, na którym powstaje szersza komunia rodziny, rodziców i dzieci, braci i sióstr pomiędzy sobą, domowników i innych krewnych” („Familiaris Consortio”, punkt 21). Jest to fundament do takiego stopnia, że warunkuje jakość wszelkich relacji międzyludzkich. To od jakości małżeństwa, od jakości i stanu tej pierwotnej komunii, zależy jakość rodziny, parafii, narodu i całego Kościoła. Ale szczególnie mocno musi wybrzmieć prawda, że to od jakości relacji między małżonkami zależy jakość dzieci i młodzieży. Takie są dzieci, taka jest młodzież, jakie są małżeństwa!
Zależność ta jest także bardzo konkretnie potwierdzana badaniami naukowymi. Dowiadujemy się z nich, że ludzie żyjący w małżeństwie żyją dłużej, są zdrowsi, szczęśliwsi. Trwałe, monogamiczne, heteroseksualne małżeństwo, nastawiano na rodzenie potomstwa- udowodnił profesor Gary Becker, laureat nagrody Nobla z dziedziny ekonomi- jest podstawą sukcesu ekonomicznego rodziny i narodu.
Dlatego małżeństwo, zgodnie z zamysłem Boga, jest najlepszym sposobem przeżycia życia na ziemi i najbardziej optymalną płaszczyzną realizacji wszelkich prawd ewangelicznych. [Bezżenność, jak naucza Jezus (por. Mt 19,10-12), jest rezygnacją z małżeństwa.]
Mąż marnotrawny
Bezpośrednią inspiracją do napisania poniższej refleksji stała się treść przypowieści „O synu marnotrawnym”.
Ten znany tekst, zapisany przez św. Łukasza, stanowi ciągle zachętę do zastanawiania się nad swoim życiem, nad miejscem przebywania, stanem wewnętrznym. Niewątpliwie bardzo dużo wskazań znajdują w nim rodzice i wychowawcy. Jednak okazuje się, że także małżonkowie mogą w tym opowiadaniu odnaleźć czytelne recepty na rozwiązanie wielu problemów swojego stanu. Zatrzymajmy się na krótkim fragmencie:
„Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie” ( Łk 15, 13).
Z tekstu tego i dalszych stwierdzeń dowiadujemy się, że ów młodszy syn po pewnym czasie przebywania poza domem popadł w stan wielkiego upadku moralnego, który ojciec po powrocie nazwał jednoznacznie: „był umarły, zaginął” ( Łk 15, 32). Dziś możemy powiedzieć, że żył on w stanie grzechu śmiertelnego, pozbawiony możliwości zbawienia. W bardzo podobnej sytuacji znajduje się każdy współmałżonek po zdradzie, po odejściu z inną osobą, zwracając się w stronę grzechu, nałogu, innych wartości niż zapisane w Ewangelii. Owo odejście nie koniecznie musi być fizycznym opuszczeniem domu. Może to być wyjście ze świata wartości i życie w świecie bez Jezusa, wejście w ciemność grzechu. Brzmienie tytułu opracowania wynika z faktu, że zdecydowanie częściej w małżeństwie osobą odchodzącą jest mąż. Jak wykazuję w innych tekstach nie jest to przypadek. Mężczyzna z racji swoich naturalnych predyspozycji, żyjąc raczej w świecie, dążąc do zaspokojenia swoich ambicji poza domem, jest bardziej narażony na pokusy zaangażowania się w związki z innymi kobietami. Wynika to także z istnienia u mężczyzny biologicznego mechanizmu rodzenia się zainteresowania kobietą poprzez zmysł wzroku. Co w określonych sytuacjach, znacznie częściej niż kobietę, naraża mężczyznę na odczuwanie niebezpiecznych pokus pogłębiania znajomości, za względu na dostrzeganą atrakcyjność kobiety.
Żyjąc w stanie duchowego i fizycznego upadku zagubiony syn wzbudza w sobie głęboką refleksję: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie” ( Łk 15, 18). Był to moment całkowitego wewnętrznego przeobrażenia, od którego zaczęła się droga fizycznego powrotu. Jednak głównym warunkiem takiej decyzji w świadomości młodzieńca była pewność, że ojciec ciągle na niego czeka! Syn tylko dlatego mógł pomyśleć, że wyruszy w drogę powrotną, gdyż wiedział, że jest gdzieś tam daleko dom rodzinny, miejsce, do którego może powrócić, a w nim czekająca na niego osoba. Być może ojciec w jakiś sposób potwierdzał gotowość przyjęcia syna pod dach domu rodzinnego, możliwe, iż wysyłał służbę z zapewnieniami, że tęskni i czeka. Istnieje także duże prawdopodobieństwo, iż w czasie pożegnania ojciec powiedział odchodzącemu synowi to bardzo ważne stwierdzenie: „Pamiętaj, że zawsze możesz wrócić, będziemy na ciebie czekać, cokolwiek zrobisz będziemy cię kochać i tęsknic za tobą, będziemy się za ciebie modlić”. Być może ta świadomość i pamięć wypowiedzianych słów ułatwiły podjęcie decyzji o powrocie. Nie można zlekceważyć także ewentualności, że ojciec wiele czasu poświęcał na modlitwę, prosząc Dobrego Boga o wpłynięcie na postawę syna, o jego nawrócenie, powstanie z upadku, powrót.
Podobnie sytuacja może wyglądać w małżeństwie. Współmałżonek, od którego odeszła ukochana osoba (odeszła fizycznie lub duchowo, np. w grzech, nałóg) musi się nieustannie modlić o powrót, ale także zapewniać, że ten zagubiony zawsze może wrócić, że jest kochany i oczekiwany. Zapewnienia, w miarę możliwości, powinny być kierowane słownie, ale także przez stworzenie w domu atmosfery oczekiwania, nie odepchnięcia. Konieczne jest także zapewnianie o wybaczeniu, gotowości pomocy w powstaniu. Wówczas, jeżeli w świadomości osoby, która odeszła pojawi się delikatne odczucie chęci zmiany sytuacji, powstania, „zabrania się i pójścia”, będzie ono potęgowana myślą, że są osoby, które czekają, że istnieje miejsce, do którego można wrócić.
Jakże często interpretujemy tę przypowieść w odniesieniu do dziecka, osoby wychodzącej ze wspólnoty, zdradzającej jakieś wartości, rzadko dostrzegając w niej zachętę do przyjęcia właściwej postawy wobec zagubionego współmałżonka. Syn marnotrawny może być typem odchodzącego męża, zamieszkującego z inną kobietą, trwoniącego pieniądze, ale i mozolenie gromadzony majątek duchowy, zamieniającego w ruinę wewnętrzne bogactwo żony, dzieci i całej rodziny, niszczącego sobie i najbliższym opinię w środowisku, stając się powodem zgorszenia. Natomiast ojciec może być wzorem żony, bardzo zranionej, ale czekającej, bezwarunkowo wybaczającej, nie czyniącej wyrzutów, modlącej się i zapewniającej o gotowości przyjęcia małżonka pod dach. Współmałżonek zagubiony często dopuszcza do siebie nieśmiałą myśl o powrocie, ale nie znajduje motywacji, słysząc wyrzuty, wiedząc o zamkniętych przed nim drzwiach, a być może o zajęciu jego miejsca przez inną osobę. Niestety postawa czynienia wyrzutów współmałżonkowi, odrzucanie go, kierowanie pod jego adresem złości, jest postawą starszego syna z przypowieści. A adresatem wyrzutów jest w istocie sam Bóg, który przebacza największemu grzesznikowi, jeżeli ten uznaje swoją winę i wyraża chęć powrotu na drogę Przykazań. To właśnie Ojciec Niebieski zachęca skrzywdzonego współmałżonka do przyjęcia z otwartymi ramionami powracającego krzywdziciela, do przywrócenia do wcześniejszej godności, włożenia na palec obrączki, wyeksponowania zdjęcia ślubnego. Zachęca do rozpoczęcia wszystkiego od nowa, radowania się z powrotu, do wyprawienia uczty. Może ona mieć wymiar ponownej uczty weselnej z zaproszeniem gości, aby radość z nawrócenia nabrała wymiaru publicznego, jako zademonstrowanie na zewnątrz radości wewnętrznej, ale i formą zadośćuczynienia po dokonaniu publicznego zgorszenia. Taka uczta jest też zachętą dla środowiska do podobnego postępowania, do wybaczania, wyczekiwania, traktowania osoby zdradzającej, jako wartościowej i kochanej. Jest też wyrażeniem radości z powodu ponownych narodzin już nie tylko dla domu, dla rodziny, dla małżeństwa, ale przede wszystkim narodzin dla nieba: „Był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” ( Łk 15, 24). Nie może być większego powodu do radości i ucztowania, jak powrót człowieka do życia z Jezusem, powrót do życia sakramentalnego i „zmartwychwstanie” małżeństwa.
Cała przypowieść, a szczególnie postawa ojca, jest zachętą dla zranionego współmałżonka do wybaczenia, czekania, wytrwałości, zachętą do zapewniania o miłości, stwarzania w domu atmosfery wyczekiwania. Jest zachętą do informowania tej zagubionej osoby o czekaniu, miłości, wybaczeniu, tęsknocie. Można tu także odnaleźć wzór postawy, jaką trzeba przyjąć po powrocie, nie czynienia wyrzutów, nie oczekiwania rekompensaty, zapomnienia o krzywdach i wielkiego radowania się.
Taka postawa nie jest łatwa. W przypadku zdrady i odejścia jawi się wręcz jako nie możliwa do osiągnięcia. Jednak małżeństwo sakramentalne zawsze ma w bezpośredniej bliskości Jezusa, gotowego pomagać, dodającego nadziei, ukazującego możliwość wyjścia nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji. Po odejściu współmałżonka Jezus pozostaje i można prosić Go o powrót, nawrócenie, przejrzenie, ale także o umiejętność pełnego wybaczenia, o pomoc w zapomnieniu krzywd, pokochaniu na nowo. Z Jezusem jest to możliwe. Wówczas będzie On wyraźnie obecny w kolejnej Kanie Galilejskiej, wraz ze swoją Matka i uczniami, którymi w takiej sytuacji stają się sami małżonkowie.
'Nie dla rozpusty, ale dla prawdziwego związku'
Czystość małżeńska w Biblii
A teraz nie dla rozpusty biorę tę siostrę moją za żonę,
ale dla prawdziwego związku (Tb 8, 7a)
Biblia stanowi najświętszą księgę Kościoła. Katolicy wierzą w jej natchnienie i pouczeni przez Magisterium Ecclesiae czytają Słowo Boże, starając się wprowadzić je w życie. Aby więc ukazać istotę czystości małżeńskiej, potrzeba sięgnąć do biblijnego pouczenia. Małżeństwo, bowiem stanowi jeden z tematów poruszanych na stronicach ksiąg świętych. W Starym Testamencie czystość ma charakter przede wszystkim kultyczny./*1) Izraelici pojmowali ją rytualnie jako postawę człowieka względem Boga. Podkreślano konieczność zachowania czystości przez kapłanów sprawujących służbę w świątyni (por. Kpł 21, 1-6). Według prawa być czystym oznaczało być zdolnym do oddawania czci Bogu. Człowiek czysty mógł zbliżyć się do rzeczy świętych. Natomiast nieczystość zaciągało się między innymi przez współżycie małżeńskie oraz inne czynności fizjologiczne. Nieczystym czyniło człowieka także oddawanie kultu pogańskim bożkom, czy dotykanie zwłok. U źródeł takiego rozumienia czystości rytualnej przez Izraelitów była „idea jedności człowieka, jedności posuniętej tak daleko, że nie można było oddzielić ciała od duszy i że akty religijne człowieka, choćby najbardziej duchowe, nie są wolne od pewnej materialności."/*2)
Dlatego właśnie analizując problem czystości w Starym Testamencie, należy rozróżnić pojmowanie czystości rytualnej od czystości właściwej dla małżonków. Jak wyjaśnia J. Machniak, Stary Testament daje pochwałę czystości małżeńskiej wskazując na nowe motywy wybiegające poza rytualne rozumienie tego co czyste i nieczyste./*3) Księgi Starego Testamentu nakazują czystość małżeńską, która wynika z naturalnej godności małżeństwa.
Już dwa opisy stworzenia świata ukazują nam scenę, która stanowi podstawę instytucji małżeństwa. Bóg stwarzając człowieka uczynił go jako mężczyznę i niewiastę, uczynił go na swój obraz. To rozróżnienie na dwie płcie było zaplanowane i chciane przez Boga. Mężczyzna i kobieta mają być dla siebie nawzajem pomocą. Bóg nadał także sens ich płciowości, mają bowiem być płodni i rozmnażać się, by zaludnić ziemię i czynić ją sobie poddaną (por. Rdz 1, 28). To powołanie pierwszych ludzi było zarazem dla nich błogosławieństwem.
Izraelici wysoko cenili powołanie do rodzicielstwa. Posiadanie dzieci było dla nich wyrazem łaski Boga, natomiast bezpłodność oznaczała przekleństwo/*4). Za przykład może służyć tu postawa Anny, matki Samuela, która napiętnowana była z powodu swej niepłodności (por. 1Sm 1, 4-18). Żydzi dopuszczali nawet przekazanie listu rozwodowego żonie niepłodnej. Pozostawienie po sobie potomka było tak ważne dla Żydów, że uznawali oni prawo lewiratu. Dopuszczana była także praktyka, powszechnie znana w starożytności, gdy w przypadku niepłodności kobiety, mąż miał prawo współżyć z niewolnicą, w celu poczęcia dziecka, które prawnie uznawane było za dziecko żony. Tak się stało w historii Abrahama i Sary (por. Rdz 16,2).
A zatem, czy owe praktyki będące odzwierciedleniem umiłowania nowego życia, które może się zrodzić ze związku mężczyzny i kobiety, nie zaprzeczają monogamicznemu charakterowi małżeństwa? Odpowiadając na to pytanie pamiętać trzeba, że zwyczaje panujące w Narodzie Wybranym i tak były wręcz rewolucyjne w stosunku do innych współczesnych jemu ludów/*5). Bóg przygotowywał Izraelitów stopniowo do przyjęcia pełni Objawienia. Jak dobry pedagog ukazywał Narodowi Wybranemu, do czego jest powołany. Warto zaznaczyć, że pierwsze małżeństwo ukazane w Biblii w scenie stworzenia świata ma charakter monogamiczny. Mężczyzna i kobieta mają stać się jednym ciałem, co wyklucza obecność kogoś trzeciego.
Mimo dopuszczalności przez Żydów związków poligamicznych, wierność małżeńska, zachowanie prokreacyjnego charakteru współżycia są podkreślane w Piśmie Świętym. Normą szczególnie ważną jest Dziesięć Przykazań. Dwa z nich odnoszą się bezpośrednio do życia małżeńskiego. Przykazanie szóste: Nie cudzołóż oraz dziewiąte: Nie pożądaj żony bliźniego swego stoją na straży wierności małżeńskiej/*6). W Biblii znajdziemy także surowe przepisy prawa będące komentarzem do tych przykazań. Za zdradę przewidywano nawet karę śmierci (por. Pwt 22, 13-29).
Nawoływanie do zachowania wierności oblubienicy młodości widzimy także w księgach mądrościowych (por. Prz 5, 15-19). W księdze Malachiasza znajdziemy słowa, że Bóg nienawidzi odrzucania małżonki (Ml 2, 14nn). Kontrakt (berith) małżeński zaczęto upodabniać do przymierza (berith) Boga z Narodem Wybranym. Właśnie jako obraz relacji Boga ze swoim Ludem można zinterpretować sceny z Księgi Pieśni nad Pieśniami./*7)Wierna miłość małżonków staje się obrazem wiernej miłości Boga.
W Księgach Starego Testamentu znajdziemy również słowa broniące prokreacyjnego charakteru współżycia seksualnego. Historia Onana ukazuje nam, że złe w oczach Boga jest zbliżenie mężczyzny i kobiety, w którym celowo unika się zapłodnienia (por. Rdz 38, 9). Jest to bowiem działanie niezgodne z naturą człowieka, którą przez Stwórcę został obdarowany. Podobnie współżycie dla rozpusty, wynikające z pożądliwości ciała, nie jest godne powołania małżonków. Słowa z modlitwy Tobiasza wypowiedziane przez niego przed zbliżeniem się do swej żony Sary, ukazują świętość współżycia mężczyzny i kobiety. Uwielbiając Boga Tobiasz wyznaje: A teraz nie dla rozpusty biorę tę siostrę moją za żonę, ale dla prawdziwego związku (Tb 8, 7a). Stary Testament broni właśnie tego pełnego sensu, prawdziwego związku mężczyzny i kobiety, który przez Chrystusa zostanie podniesiony do rangi sakramentu.
Natomiast w czasach nowotestamentalnych praktyki niektórych Izraelitów, dotyczące zachowania czystości kultycznej, nabrały formalistycznego charakteru/*8). Dlatego Pan Jezus głosząc Dobrą Nowinę ukazuje czystość jako wewnętrzną postawę względem Boga. Podkreśla, że prawdziwa czystość pochodzi z wnętrza człowieka (por. Mt 15, 18-20). Mówiąc o jej źródle wskazuje ludzkie serce, którego czystość jest podstawą w zachowaniu nieskazitelności myśli, uczuć i czynów (por. Mk 7, 14-23; Mt 5, 8; 15, 10-20; Łk 11, 40). W Kazaniu na Górze Syn Boży nazwał błogosławionymi, czyli szczęśliwymi tych, którzy posiadają czyste serca /*9).
Pan Jezus oczyszcza także wizję małżeństwa ukazaną już w Starym Testamencie z błędnych ludzkich interpretacji. Podkreślając godność tego powołana, podnosi je do rangi sakramentu. Wskazuje także na nierozerwalność małżeństwa. Mąż i żona zjednoczeni w akcie małżeńskim stają się jednym ciałem. Słowa Pana Jezusa, że tego co Bóg złączył człowiek nie ma prawa rozdzielać (por. Mk 10, 6-9), ukazują świętość tego związku.
W Nowym Testamencie zostaje także sprecyzowana nauka na temat cudzołóstwa./*10) W Kazaniu na Górze Pan Jezus wyjaśnia, że już pożądliwe patrzenie na kobietę staje się w sercu cudzołóstwem z nią (por. Mt 5, 27). Jezus odrzuca także prawo oddalenia żony przez wręczenie jej listu rozwodowego. Uczniowie słuchający tych słów byli na tyle nimi wstrząśnięci, że stwierdzają, iż Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. (Mt 19, 10). Pan Jezus na to odpowiada, że Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym jest to dane. (Mt 19, 11b). Małżeństwo zatem zostaje ukazane jako jedna z dróg, do której Bóg powołuje ludzi. Podobnie jak inne, nie jest to droga łatwa, ale za to prowadzi do świętości.
Tak jak w Starym Testamencie małżeństwo ukazywane było jako obraz miłości Jahwe do Narodu Wybranego, tak w Nowym Testamencie staje się ono tajemnicą wielką w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła (Ef 5, 32). Święty Paweł wzywa małżonków, by byli sobie nawzajem poddani w bojaźni Chrystusowej (por. Ef 5, 21). To Jezus swoją miłością zespala kobietę i mężczyznę w sakramentalnie nierozerwalny związek. Apostoł Narodów ukazuje również potrzebę odnoszenia się z miłością do ciała współmałżonka, podobnie jak Chrystus żywi i pielęgnuje Kościół (por. Ef 5, 29). Mąż i żona stając się jednym ciałem, odpowiedzialni są za świętość ich związku. Bowiem ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a pan dla ciała. (1Kor 6,13). Święty Paweł mówiąc o czystości podkreśla, że jest ona wewnętrzną wolnością od pożądliwości (por. Flp 4,8). Wskazuje zarazem, że rozpustnicy, cudzołożnicy, rozwięźli nie wejdą do Królestwa Bożego (por. 1Kor 6, 9-10). Czystość jest zatem konieczna do osiągnięcia świętości/*11).
[1]Por. L. Szabo, Czysty, art. cyt., s. 195.
[2] Tamże, s. 195-196.
[3] Por. J. Machniak, Chrześcijanin wobec… czystości, dziewictwa, celibatu, dz. cyt. s. 10.
[4] X. Leon-Doufour, Bezpłodność, w: Słownik Teologii Biblijnej, red. X. Leon-Doufour, Poznań 1994, s. 70.
[5] Por. C. Wiener, Małżeństwo, w: Słownik Teologii Biblijnej, red. X. Leon-Doufour, Poznań 1994, s. 445.
[6] Por. E. Staniek, W trosce o sumienie, Kraków 1987, ss. 76-92; 127-130.
[7] Por. T. Brzegowy, Pisma Mądrościowe Starego Testamentu, Tarnów 2007, ss. 138-161.
[8] Por. L. Szabo, Czysty, art. cyt., s. 197.
[9] Por. E. Staniek, Kazanie na Górze, Kraków 2003, ss. 25-29.
[10] Por. Tamże, ss. 67-69; 72-74.
[11] Por. B. Kuras, Święty Paweł o chrześcijańskiej czystości, dz. cyt.,ss. 33-44.
Wyszukiwarka
Ostatnio na Forum
-
-
- Mężczyzna i NPR
- 3 tyg., 3 dni temu
-
Tagi
Ostatnie komentarze
-
Zgadzam się w 100% z treścią artykułu :)! Pamiętam tę…
Napisane przez Agnieszka Kowal
na piątek, 27 kwietnia 2012 14:15
-
Dla mnie ta rzeźba jest piękna w formie i bardzo…
Napisane przez Ewa Maria
na środa, 25 kwietnia 2012 17:29
-
Dobry, pomocny tekst. Dzięki wielkie :-)
Napisane przez Maciej Kryczka
na czwartek, 12 kwietnia 2012 09:30
-
Wspaniałe :)
Napisane przez Agnieszka Kowal
na wtorek, 20 marca 2012 22:23
-
Uwielbiam tę książkę! Sięgam po nią przynajmniej raz w roku…
Napisane przez Agnieszka Kowal
na wtorek, 20 marca 2012 22:15