K. Strączek: Wydałeś trzy książki, w których przekonujesz, że w akcie seksualnym małżonkowie mogą się spotkać ze sobą – ale i z Panem Bogiem. Można to uznać za wyjątkowo śmiałe twierdzenie. Jednak w zakresie katolickiej etyki seksualnej kwestią najbardziej bulwersującą, najszerzej i najczęściej dyskutowaną także przez samych wiernych pozostają zakaz antykoncepcji oraz trudności ze stosowaniem naturalnych metod regulacji poczęć. Jak myślisz, dlaczego?
o. Knotz: Z moich doświadczeń wynika, że małżonkowie katoliccy, którzy na serio traktują swoją wiarę, wcale się do antykoncepcji nie rwą. Stają przed pokusami w trudnych okresach: choroby, menopauzy czy laktacji, ale rozumieją, że kiedy dwoje ludzi się kocha, wzajemna miłość obejmuje także ich ciała z wszystkimi ograniczeniami, jakie przynoszą. Oni respektują fizjologiczne uwarunkowania swoich ciał. Tak naprawdę antykoncepcja potrzebna jest osobom, które się nawzajem nie szanują i chcą korzystać z uroków życia seksualnego bez oglądania się na cykl płodności pary małżeńskiej.
Po takich słowach zwykle protestują pary stosujące przez wiele lat antykoncepcję, a jednocześnie mające poczucie, że głęboko się kochają i szanują, ich relacja rozkwita, poza tym znalazło się w rodzinie miejsce dla dzieci. Zastanawiam się, na jakiej podstawie możemy zanegować ich niewzruszone przekonanie co do tego?
Zgoda, subiektywnie mogą tak odczuwać. Jeżeli nie mają wiedzy na temat funkcjonowania własnego ciała albo z tej wiedzy nie umieją skorzystać, odnoszą zapewne wrażenie, że miłość wymaga stosowania antykoncepcji – z przerwą na czas, gdy planują dziecko.
Zgadzasz się zatem, że mogły nie zaistnieć żadne destrukcyjne skutki stosowania antykoncepcji w takim małżeństwie?
Może nie być skutków medycznych, które wystąpiłyby w tej samej sytuacji u innej pary. Ale jak zbadać przemiany w kulturze, a co za tym idzie, ślady w psychice i duchowości? Jeśli się kocha drugą osobę, trzeba ją kochać z jej ciałem, takim, jakie ma. Wydaje mi się, że to mocny argument. Ingerencja w rytm płodności sprowadza się ostatecznie do nieakceptacji samego siebie lub współmałżonka, jest formą odrzucenia. Racje przemawiające za stosowaniem antykoncepcji wydają się parze wystarczające, ale zaciemniają właściwy problem w małżeństwie: brak autentycznej miłości. Miłości rozumianej jako obdarowanie sobą i przyjęcie drugiej osoby w całej pełni jej kobiecości lub męskości. Gdy tego brak w związku, musiał on zostać zbudowany na płytkich emocjach lub wzajemnym oszukiwaniu się.
I niczego nie zmienia obopólna zgoda i świadoma decyzja używania pigułek?
Jeśli kobieta i mężczyzna zgadzają się na blokowanie płodności najczęściej świadczy to po prostu o ich lenistwie i powierzchowności życia, jakie wiodą. Nie widzą albo nie chcą widzieć innej możliwości uregulowania prokreacji. Zresztą, jakie by nie były ich motywy, i tak wstąpili na niebezpieczną drogę, która może skończyć się zniszczeniem wszystkiego, co do siebie czują.
Może, ale nie musi.
Związek między antykoncepcją a jakością relacji w związku najlepiej widzą pary, które porzuciły antykoncepcję dla obserwacji ciała kobiety. Pewna żona napisała mi niedawno, jak po kilku latach małżeństwa pierwszy raz w życiu kochała się z mężem bez żadnych zabezpieczeń. „Odkryłam – pisała – jak piękny i czysty jest seks. Żałuję, że zabijaliśmy to głupią antykoncepcją. Wcześniej nie wierzyłam, że dopiero wówczas, gdy nie stosuje się antykoncepcji, przeżywa się miłość jako połączenie miłości fizycznej z uczuciem, jakim się darzy drugą osobę. Na szczęście mój mąż poczuł to samo, co ja, poczuł tę ogromną różnicę. Postanowiliśmy stosować naturalne metody, nauczyłam się obserwować swój cykl i badać ciało. To bardzo fajne i przydatne”.
Wątek doświadczenia nowej jakości zawsze się w takich opowieściach pojawia i mobilizuje do pójścia odkrytą drogą. Przebija wszystkie argumenty za antykoncepcją.
Twoim zdaniem istnieje bezpośrednie powiązanie między stosowaniem antykoncepcji a podjęciem decyzji o aborcji. Dlaczego?
Powiązanie to jest bezpośrednie w przypadku spirali wewątrzmacicznej czy pigułki wczesnoporonnej, ale także nowoczesnych pigułek antykoncepcyjnych, które nie tylko nie dopuszczają do owulacji, ale także oddziałują na endometrium, uniemożliwiając zagnieżdżenie się zarodka w macicy. W imię skuteczności rozszerzono więc ich działanie także w kierunku wywoływania wczesnego poronienia. Jeśli chodzi o prezerwatywę – bezpośredniego związku z aborcją już nie ma.
Jednak użycie antykoncepcji zawsze łączy się z przekonaniem, że płodne ludzkie ciało stoi na przeszkodzie szczęśliwemu życiu seksualnemu. W myśl tej logiki ciało jest złe, posiada defekt uniemożliwiający satysfakcjonujące współżycie. A im bardziej człowiek czuje się przez nie ograniczony, tym mniej je sobie ceni. Powstaje pytanie, jak daleko mógłby się posunąć w kwestionowaniu wartości ludzkiego ciała? Brak szacunku dla ciała żony czy męża łatwo przeradza się w brak szacunku dla ciała zarodka. Ot, takie myślenie: „Wielka rzecz – ciało. Po prostu twór biologiczny, wolno go poprawiać”. A także: „Wielka rzecz – zarodek. Przecież to nie żaden człowiek, tylko fragment tkanki. A ja mam ważne plany, terminy i pomysły”.
Jest to fragment książki o. Ksawerego Knotza "Seks jest Boski, czyli erotyka katolika" wyd. Znak 2010.