Najlepiej kiedy w ogóle nie jest ciężko. Tak generalnie. Myślę tą drogą nie tyko ja. Najpiękniej, kiedy miło-ść naprawdę oznacza coś bezgranicznie miłego, błogiego, beztroskiego.
Ale to już Raj. A tu jest jeszcze Ziemia. Czasem nie jest lekko nawet ludziom zakochanym, niekiedy przygniata ciężar powietrza, w którym trzeba się poruszać. Ale Miłość ma podobno wszystko przetrzymać. A jaki jest ciężar obrączek? I czy każdy może go unieść? Czy one same niosą noszących?
Â
Zadziwia dziś możliwość wyboru: trzy kolory złota, ozdobne kamyczki lub nawet diamenty dla pań. Paseczki, wzorki, kółeczka, napisy, grawer. Albo klasyka.
Jubiler ze sztuki Wojtyły przypomina Boga patrzącego w serca-oczy narzeczonych. Andrzej jest nie-zwykłym narzeczonym, z wielkim wyczuciem analizującym słowa sprzedawcy. Wie, jak silne jest ciążenie serca człowieka, jak krótki jest lot. Jak wielka jest wolność w miłości. Wie, ale jeszcze nie w chwili wyboru.
Wybierajmy ciężar obrączki rozsądnie, ale nie lękliwie. Wybierajmy zgodnie z gustem estetycznym i z naszą siłą. Wybierajmy i lećmy.
Katarzyna Więcka
„ANDRZEJ
Obrączki ślubne nie zostały na wystawie.
Jubiler długo patrzył nam w oczy.
Biorąc ostatnią już próbę szlachetnego metalu,
wypowiadał głębokie myśli, które w sposób przedziwny
utkwiły w mojej pamięci.
Ciężar tych złotych obrączek
– tak mówił – to nie ciężar metalu,
ale ciężar właściwy człowieka,
każdego z was osobno
i razem obojga.
Ach, ciężar własny człowieka,
ciężar właściwy człowieka!
Czy może być uciążliwszy,
a zarazem bardziej nieuchwytny?
Jest to ciężar ciągłego ciążenia
przykutego do krótkiego lotu.
Lot ma formę spirali, elipsy – i formę serca…
Ach, ciężar właściwy człowieka!
Te pęknięcia, ten gąszcz i to dno –
te przylgnięcia, kiedy tak trudno
odkleić serce i myśl.
A wśród tego wszystkiego wolność
– jakaś wolność, a czasem aż szał,
szał wolności uwikłanej w ten gąszcz.
I wśród tego wszystkiego miłość,
która wytryska z wolności
jak źródło z gleby przeciętej na ukos.
Oto człowiek! Nie jest przejrzysty
i nie jest monumentalny,
i nie jest prosty,
raczej biedny.
To jeden człowiek – a dwoje,
a czworo, a sto, a milion. –
Pomnóż to wszystko przez siebie
(pomnóż ową wielkość przez słabość),
a otrzymasz iloczyn ludzkości,
iloczyn życia ludzkiego.
Tak mówił ów dziwny jubiler
biorąc próbę naszych obrączek.
Potem jeszcze przeczyścił je irchą,
znowu włożył do tego puzderka,
które przedtem było na wystawie,
wreszcie zaczął obwijać w bibułę.
Patrzył przy tym ciągle w nasze oczy,
jakby chciał wysondować nam serca.
Czy miał rację mówiąc to wszystko?
Czy to były również nasze myśli?
Chyba żadne z nas nie potrafiło
myśleć o tym z takiego dystansu –
miłość raczej jest entuzjazmem niż zadumą."
(fragm. K. Wojtyła, "Przed sklepem jubilera")