Niezwykłe Spotkanie Małżeńskie – czyli o rekolekcjach, kursach, warsztatach dla małżeństw
Rozmowa z Państwem Ireną i Jerzym Grzybowskimi, współzałożycielami Spotkań Małżeńskich
Katarzyna Więcka: Zacznijmy od uporządkowania pojęć. Jaka jest różnica między rekolekcjami, warsztatami, kursami, spotkaniami? Czy w gruncie rzeczy nie chodzi o to samo?
Irena i Jerzy Grzybowscy: Nie zawsze. Tradycyjne rekolekcje mają zazwyczaj układ: prelegent-słuchacze. Sama nazwa wskazuje, że będzie mowa o więzi z Bogiem. Warsztaty – to zazwyczaj zajęcia prowadzone tzw. metodą interaktywną, czyli z włączeniem pracy własnej uczestników pod kierunkiem prowadzącego. Nie muszą mieć jednak charakteru religijnego. Mogą być warsztaty plastyczne, muzyczne, terapeutyczne. Kursy mają wyraźnie na celu przygotowanie do czegoś; mogą być kursy krawieckie, ale popularnie mówi się także o kursach przygotowujących do sakramentu małżeństwa. Słowo spotkanie wydaje się na pierwszy rzut oka najbardziej nieokreślone, ale jeśli przeanalizować je głębiej, to właśnie w nim zawarta jest istota Spotkań Małżeńskich. Zawiera bowiem wiele cech wcześniej wymienionych form, ale w sposób najpełniejszy wprowadza w jakość relacji „ja-ty”. Określenie „spotkanie” należy do podstawowych pojęć personalizmu chrześcijańskiego. Na płaszczyźnie małżeńskiej traktujemy je jako tożsame z komunią osób (communio personarum).
KW: Niedawno usłyszałam o żonie, która „straszy” męża (co prawda z miłością), że zabierze go na rekolekcje. Zatem jest w nas pewien opór i chyba podstawowe pytanie: „Po co rekolekcje? Przecież znamy się od lat, wiemy już wszystko…”
IJG: My byśmy jednak nigdy rekolekcjami nie straszyli, nawet z miłością. A jeżeli jest opór przed uczestniczeniem w nich, to wynika on z naszej natury i z lęku przed perspektywą zmiany czegoś w sobie. Tradycyjne rekolekcje można wysłuchać i wrócić do domu, zaliczyć, wypełnić obowiązek. Spotkania Małżeńskie, choć też nie zawsze owocują na dłuższą metę, to jednak poruszają najgłębsze sfery naszego „ja” w trakcie tzw. weekendu. Po co to robić, ano po to, by pełniej w Nim żyć, poruszać się i być. To właśnie dlatego, że mamy siebie czasem na co dzień dość, warto pojechać na te rekolekcje, by odświeżyć wzajemne relacje. A z tym, że przebywając razem na co dzień, wiemy o sobie wszystko, warto być bardzo ostrożnym. Ogromna część uczestników naszych rekolekcji stwierdza na ich zakończenie, że przez te dwie doby poznali się lepiej, niż przez dziesięć, piętnaście, czy nawet dwadzieścia lat wspólnego życia.
KW: W jaki sposób takie spotkanie wyjazdowe dla małżonków jest inne od codziennych spotkań?
IJG: W czasie rekolekcji schodzimy z poziomu kontaktu powierzchownego między mężem i zoną do wspomnianych relacji „ja-ty”, schodzimy z płaszczyzny kontaktów rutynowych, stereotypów myślenia o sobie na płaszczyznę uczuć, motywacji, przyglądania się swoim reakcjom. Uczymy się wzajemnie słuchać uważnie, bez przerywania lub kończenia zdania za drugiego z przekonaniem, że się i tak wszystko wie, co on, czy ona, chce powiedzieć; uczymy się rozumieć siebie nawzajem, a nie oceniać, dzielić się sobą zamiast dyskutować. Prowadzi to zazwyczaj do pogłębienia wzajemnej akceptacji oraz zaufania. Uczymy się popatrzeć na siebie jakby z innej perspektywy niż dotychczas. Sprzyjają temu warunki, jakie małżonkom stwarzamy: wyjazd poza miejsce zamieszkania, bez dzieci, bez myślenia o gotowaniu, sprzątaniu i bez telewizora, za to z życzliwym nastawieniem na relacje we dwoje. Wszystko w wolności i miłości.
KW: Czy takie spotkanie wymaga rozdzielenia sfery sacrum i profanum? Pogłębiamy bardziej relację między małżonkami a Bogiem, czy jest to czas uprzywilejowany raczej na sprawy ludzkie?
IJG: Cała istota życia chrześcijańskiego polega na przenikaniu go łaską i w takim ujęciu rozdzielanie na sfery sacrum od profanum ma sens dla nas o tyle, o ile pod pojęciem profanum rozumieć będziemy to, co popularnie się nazywa „profanacją”, czyli zbezczeszczeniem jakiejś wartości, a bardziej teologicznie – grzechem, czyli czynem sprzecznym z miłością Boga i bliźniego. Celem naszych rekolekcji jest zobaczenie sfery ludzkiej w perspektywie Bożej. W sposób bardzo dla nas wyraźny ujął to św. Paweł, mówiąc, że w Nim - czyli w Bogu - żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Chodzi o przeżywane naszego człowieczeństwa z całą życiową codziennością w Bożej obecności. Spotkania Małżeńskie przynoszą odnowienie relacji, będących w swej istocie relacjami w miłości, która pochodzi od Boga.
KW: Dla kogo przeznaczone są rekolekcje małżeńskie: dla małżeństw z problemami, dla młodych staże, czy dla starszych?
IJG: Rekolekcje przeznaczone są dla wszystkich małżeństw niezależnie od wielu, stażu, wykształcenia, skali problemów łączących lub dzielących małżonków. Mieliśmy już wśród uczestników małżeństwa z kilkutygodniowym stażem małżeńskim, ale także z pięćdziesięcioletnim. Były pary szczęśliwe i zakochane, szukające utrwalenia podstaw swojej miłości i były małżeństwa, które miały założone w sądzie sprawy rozwodowe. Program jest tak skonstruowany, że pozwala odnaleźć coś dla siebie każdemu małżeństwu.
KW: Skupiamy się nad tym, co pomiędzy małżonkami czy raczej na każdej osobie z osobna?
IJG: Refleksję nad relacjami poprzedza refleksja nad samym sobą.
KW: Klasyczne rekolekcje małżeńskie. Co powinny zawierać?
IJG: Rekolekcje, aby były owocne, powinny pomóc we wzajemnych relacjach, czyli powinny zawierać nie tylko piękną teorię, która może wydawać się w przysłowiowych chmurach. Powinny swoją siłą przebicia do wnętrza każdego z nas stymulować zmiany w nas samych. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił, że dzisiejszy świat bardziej potrzebuje świadków niż nauczycieli. Uważamy, że o wiele większą moc przeżycia mają takie rekolekcje w czasie których nie tylko się słucha, ale coś razem, we dwoje, przepracowuje ze sobą. Może taka klasyka dopiero się tworzy...
KW: Jakie tematy powinny poruszać?
IJG: Punktem wyjścia powinny być tematy codzienne, to czym żyjemy na co dzień; problemy, z którymi nie potrafimy sobie poradzić i w jaki sposób wpływają one na nasze relację w małżeństwie i relacje z Bogiem. Wszystko to powinno zmierzać w kierunku odnowienia więzi z Bogiem i prowadzić do zacytowanych wcześniej słów św. Pawła, że w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Także w małżeństwie.
KW: Jak przygotować się na dobre przeżycie wspólnych rekolekcji?
IJG: Przede wszystkim warto przygotować się na życzliwe popatrzenie na współmałżonka, także na siebie samego i przyjąć, że nigdy nie jest się tak dobrym małżeństwem, by nie można było rozwinąć miłości. A w innych sytuacjach - wyzbyć się przekonania, że jest się tak złym małżeństwem, że już nic nie może nam pomóc, i że nie warto itd. Trzeba się przygotować na pracę we dwoje, której nie może nic zakłócać, nawet najbardziej kochane dzieci. Dlatego prosimy uczestników, by zostawili je pod opieką rodziny na te dwie doby.
KW: Jakie są owoce dobrych rekolekcji?
IJG: Owocem dobrych rekolekcji jest zdolność do kontynuowania ich przesłania w domu, wśród ludzi, z którymi się żyje i pracuje. W naszym przypadku jest to dialog jako droga duchowości. To wymaga wysiłku, pracy w domu, wzajemnej wrażliwości na siebie, innymi słowy życia w dialogu na co dzień, a nie tylko na rekolekcjach. To jest trudne, ale po rekolekcjach proponujemy kontynuowanie formacji.
KW: Spotkania Małżeńskie kładą nacisk na dialog i komunikację. Dlaczego jest ona taka ważna i jak mogą w tym pomóc wyjazdy?
IJG: Jedność w małżeństwie, zaufanie, komunia osób jest nam dana jako dar, ale przede wszystkim zadana do wypracowania. Ona tworzy się stopniowo, codziennie, właśnie przez dialog i komunikację. Nasze wyjazdy pomagają w tym dlatego, że cały czas naszych rekolekcji jest wypełniony dialogiem we dwoje. To jest szkoła dialogu i komunikacji w ogóle.
KW: Co Państwa skłoniło do rozpoczęcia i poprowadzenia tak wielkiego dzieła jak Spotkania Małżeńskie?
IJG: Kiedy przeszło 30 lat temu zaczęliśmy się zajmować tym programem, nie spodziewaliśmy się, że zaowocuje to zaistnieniem środowiska, które zacznie rozwijać pracę tak szeroko, że powstanie środowisko, które stworzy swego rodzaju szkołę dialogu. To wszystko dokonywało się stopniowo pod wpływem impulsów, które przychodziły od uczestników, z ich świadectw i ich zachęty do kontynuowania i rozwijania tego programu.
KW: Czy Państwo także bierzecie udział w swoich rekolekcjach jako uczestnicy?
IJG: Nasze środowisko zakłada uczestnictwo w tych rekolekcjach także jako formę własnych rekolekcji. To nie są lekcje, czy konferencje, które się „daje”. Każdy temat musi być najpierw przeżyty samemu, we własnym małżeństwie. Dla nas takim własnymi rekolekcjami są spotkania przygotowawcze do różnych form naszej pracy. Ale i na samych rekolekcjach bardzo często odkrywamy coś dla siebie.