Czarodziejska G贸ra, 10 II 2012
聽
Droga moja Przyjaci贸艂ko!
聽
Straszne mrozy nasta艂y tu u nas, na g贸rze. Wreszcie opanowa艂am technik臋 okrywania cia艂a przed zimnem i mog臋 napisa膰 do Ciebie ze s艂onecznego jeszcze tarasu!
聽
Widok mam przed oczami osobliwy: g贸ry ca艂e pokry艂y si臋 milczeniem, wszystko wok贸艂 jest takie tajemnicze i budz膮ce z jednej strony niepok贸j, z drugiej鈥 ukojenie. To ta swoista gra, jak膮 g贸ry prowadz膮 z cz艂owiekiem. Wo艂aj膮 ku sobie, a jednak ucz膮 pokory, odpychaj膮 w najmniej oczekiwanych momentach. Zupe艂nie tak, jak ludzie, chcia艂oby si臋 powiedzie膰. Ale to ju偶 inna bajka.
聽
Klimat u nas wci膮偶 wymagaj膮cy, cz艂owiekowi wydaje si臋, 偶e ju偶 si臋 przyzwyczai艂, a tu nagle chwyci taki mr贸z i na nowo trzeba ustala膰 swoj膮 rutyn臋. Na dole pewnie te偶 wielka zima? Ju偶 widz臋 te zat艂oczone miejskie autobusy, wioz膮ce przemarzni臋tych pasa偶er贸w鈥 Zima w mie艣cie鈥 nie zazdroszcz臋. Cho膰 pod 艣niegiem nawet najbardziej zszarza艂e miasto nabiera koloru. Biel wszystko wyg艂adza.
聽
Ta cisza wok贸艂 wkrada si臋 do wewn膮trz, wype艂nia ka偶d膮 kom贸rk臋 mojego cia艂a i umys艂u. Inaczej patrzy si臋 na wszystko, jakby to powiedzie膰鈥 ch艂odniejszym okiem? Tak te偶 my艣l臋 o Tobie i o Michale, o tej ca艂ej sytuacji. I zastanawiam si臋, czy on nie jest zwyk艂ym tch贸rzem! Tak bez owijania w bawe艂n臋, bez tych teorii wyja艣niaj膮cych, usprawiedliwiaj膮cych. Mo偶e jest po prostu tch贸rzem i boi podj膮膰 si臋 takiego odpowiedzialnego zadania, jakim jest za艂o偶enie rodziny, wej艣cie w zwi膮zek ma艂偶e艅ski. Bo to jest trudne i trzeba mie膰 w sobie wiele nadziei, wiele wiary, mi艂o艣ci. Stach przed pora偶k膮, przed niesprostaniem wymaganiom mo偶e parali偶owa膰. To bardzo ludzkie uczucie: strach. Ale od tego cz艂owiek dosta艂 rozum, 偶eby nie powodowa膰 si臋 jedynie uczuciami, 偶eby rozpozna膰, kiedy warto zaryzykowa膰. Zaraz przypomina mi si臋 Pascal i to ryzyko, jakim jest wiara. Prze艂贸偶my analogi臋 z wa偶eniem racji 鈥瀢ierzy膰 czy nie wierzy膰鈥 na Wasz膮 obecn膮 sytuacj臋.
聽
Na jednej szali: 偶ycie we dwoje bez przysi臋gi ma艂偶e艅skiej przed Bogiem (a ile偶 mo偶na by膰 tylko czyj膮艣 dziewczyn膮?), ze zobowi膮zaniem, ale jednak 鈥瀗ieprzypiecz臋towanym鈥, bez wi臋kszej pewno艣ci, 偶e tak ju偶 b臋dzie zawsze; wsp贸lne sprawy, ale jednak nie do ko艅ca, bo nie ma jeszcze przej艣cia od 鈥瀓a鈥, 鈥瀟y鈥, do 鈥瀖y鈥, zamiany 鈥瀖ojego czasu鈥 na 鈥瀗asz czas鈥; rado艣膰 bez dope艂nienia; z drugiej strony: w przypadku niepowodzenia rany nie s膮 tak dotkliwe jak wtedy, kiedy cz艂owiek komu艣 zawierzy w zupe艂no艣ci; brak tak wielkiego ryzyka, to i mniejsza strata 鈥瀓akby co鈥; mniej ci膮偶膮cych obowi膮zk贸w.
聽
Na drugiej: sakramentalne 鈥瀟ak鈥 i wszelkie 鈥瀙rzywileje鈥, kt贸re z tego wyp艂ywaj膮, wi臋ksza pewno艣膰 (co oczywi艣cie nie znaczy, 偶e zupe艂na), pe艂niejsza mi艂o艣膰, rado艣膰鈥 kr贸tko m贸wi膮c: wi臋cej 鈥瀙rzywilej贸w鈥, ale te偶 wi臋cej obowi膮zk贸w, wi臋cej rado艣ci, wi臋cej mo偶liwego smutku.
(Swoj膮 drog膮 to bardzo interesuj膮ca zale偶no艣膰: wzrost mo偶liwej rado艣ci powoduje wzrost mo偶liwego smutku, tego typu przeciwie艅stwa wydaj膮 si臋 wzrasta膰 proporcjonalnie, a nie wprost proporcjonalnie. Warte to przemy艣lenia i g艂臋bszego zbadania.)
聽
Dwie szale, a wybiera膰 trzeba, tertium non datur (trzecim wyj艣ciem mog艂oby by膰 rozstanie, ale to w艂a艣nie nie wchodzi w gr臋, jak rozumiem). Mniejsze ryzyko i mniejsza rado艣膰, czy wi臋ksze ryzyko i wi臋ksza rado艣膰? Albo-albo. Brak wyboru te偶 jest wyborem, wiadomo.
聽
Ciekawe, co by zrobi Micha艂, gdyby stan膮艂 przed tym albo-albo? Co艣 podejrzanego jest w pomy艣le, 偶eby go przed takim albo-albo postawi膰 wbrew jego woli. To chyba jest tak, 偶e cz艂owiek musi pozwoli膰 鈥瀙rzyj艣膰鈥 do siebie takiej alternatywie roz艂膮cznej, musi mu si臋 ona jako艣 鈥瀘bjawi膰鈥, jakkolwiek to brzmi. Kiedy gotowa zostanie podsuni臋ta pod nos, my艣l臋, 偶e nie b臋dzie nios艂a ze sob膮 takiej si艂y perswazyjnej, jak wtedy, gdy si臋 samemu j膮 odkryje. Ale ile偶 mo偶na czeka膰 na takie 鈥瀘bjawienie鈥? Jak pogodzi膰 ze sob膮 racje dw贸ch os贸b w tak osobliwej materii? Nie mam poj臋cia.
聽
Tak poza wszystkim, wydaje mi si臋, 偶e na m臋偶czyzn argument z tch贸rzostwa zazwyczaj dzia艂a; sprzeciw 鈥瀓a? tch贸rzem?!鈥 mobilizuje do dzia艂ania, a jak cz艂owiek zaczyna dzia艂a膰, to nowe mo偶liwo艣ci same si臋 zjawiaj膮, poszerzaj膮 si臋 horyzonty my艣lenia.
聽
Tak偶e mo偶liwe, 偶e pokocha艂a艣 tch贸rza. Mo偶liwe te偶, 偶e nie, a ja zbyt upraszczam. Ale jak to m贸wi膮 鈥瀢 ka偶dym 偶arcie jest trzy trzecie prawdy鈥, w ka偶dym s膮dzie cho膰 kropelka prawdy, wi臋c co艣 jest na rzeczy.
聽
Zapatrzy艂am si臋 na g贸ry i zgubi艂am w膮tek, my艣li mi gdzie艣 uciek艂y. Przesy艂am wi臋c dla Ciebie i dla Micha艂a du偶o ciep艂a, cho膰 st膮d 艂atwiej pos艂a膰 bry艂臋 lodu.
聽
Trzymaj si臋 ciep艂o,
Twoja Zofia