Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Ona&On » Perfekcyjna Randka » Wyświetla wpisy wg etykiety: romantyzm
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Kochać kogoś to znaczy widzieć w nim cuda dla innych niedostrzegalne" (Francois Mauriac)
"Miłość oznacza rozprowadzać ciepło, nie dusząc się przy tym wzajemnie. Miłość oznacza być ogniem, ale wzajemnie się nie spalać." (Phil Bosmans)
"Miłość jest jak słońce. Ten, którym zawładnęła, może zrezygnować z wielu spraw. Komu jej brakuje, temu brakuje wszystkiego." (Phil Bosmans)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Tragedią miłości nie jest śmierć. Tragedią miłości nie jest rozłąka. Tragedią miłości jest obojętność." (William S. Maugham)
"Gdybyś kiedy we śnie poczuła, że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał." (S. Żeromski)
"Trzeba mieć wiele taktu i umiaru, by z miłości jak z mlecza, nie zdmuchnąć czaru." (Jan Sztaudynger)
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi." (Stefan Wyszyński)
"Każda kochana kobieta jest księżniczką w oczach tego, kto się o nią ubiega, i w swoich własnych" (Karel Čapek)
"Kochamy wciąż za mało i na próżno." (Ks. Jan Twardowski)

Wyświetla wpisy wg etykiety: romantyzm
Subskrybuj RSS
czwartek, 19 maja 2011 10:30

Koniec wiosny w Lanckoronie

Koniec wiosny w Lanckoronie

Agnieszka Błotnicka, Koniec wiosny w Lanckoronie, wyd. Nasza Księgarnia 2011


Kolejna książka z serii „Babie lato” (czyli z serii, w której ukazała się powieść „Póki pies nas nie rozłączy”). Seria ta reklamuje się jako zbiór opowieści dla kobiet: romantyczne, z poczuciem humoru, bliskie życiu i naszym realiom (polskie!). Choć zakładka dołączona do książki sugeruje, że „Babie lato” spodoba się tym, którzy polubili „Jedz, módl się, kochaj”, to na kanwie ostatniej recenzji, chciałabym pozytywnie ocenić nowość wydawnictwa Nasza Księgarnia.

 

Bohaterką książki jest kobieta, która porzucona przez swojego chłopaka, postanawia wyjechać gdzieś daleko (wybór pada, jak można się łatwo domyśleć, na Lanckoronę). Wyjazd nie tylko ma jej pomóc przemyśleć rozstanie, ale też – a może przede wszystkim – pomóc jej w realizacji silnego postanowienia o odchudzaniu (bo jak sądzi bohaterka, to właśnie z powodu swoich okrągłości została porzucona). Co spotka ją w Lanckoronie? Mając obraz wielu filmów i książek, możemy tylko się domyślać. A ja nie zdradzę, czy trafnie (moje domysły nie sprawdziły się).

 

Opowieść pisana pięknym językiem (wielki plus dla autorki!) w pewien sposób analizuje problem akceptacji, ale też, jak sądzę, głębi miłości. Zobaczymy, że budowanie relacji musi opierać się na zrozumieniu, poznaniu się, na rozmowie i na prawdzie. Związek Marty nie przystaje do takiego modelu i może w tym należy upatrywać takich a nie innych perypetii bohaterki.

 

A że właśnie mamy koniec wiosny... To może warto wybrać się do Lanckorony?:-) Powiem szczerze, że taki mam właśnie plan po przeczytaniu książki!

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
poniedziałek, 09 maja 2011 14:13

Licencja na miłość

Licencja na miłość

Licencja na miłość (License to wed), reż. Ken Kwapis, USA 2007


„Licencja na miłość” - ta prześmieszna komedia w zasadzie powinna nosić tytuł „Licencja na ślub” i tak też jest w oryginale.


Mieszkająca ze sobą para Amerykanów postanawia się pobrać. Udają się zatem do księdza (Robin Willams) zaprzyjaźnionego z rodziną przyszłej panny młodej - Sadie (Mandy Moore). Jak wiemy, z załatwieniem wszystkich przedślubnych formalności nie jest tak łatwo, zwłaszcza jeśli chodzi o sam termin ślubu. Naszych bohaterów spotyka - wydawać by się mogło - miłe zaskoczenie: mogą pobrać się już za trzy tygodnie. Dlaczego nie jest to do końca dobra wiadomość? Ponieważ wielebny Frank nie pobłogosławi związku Sadie i Bana (John Krasinski), jeśli nie przejdą skomplikowanego kursu przedmałżeńskiego, którego celem jest wystawienie na ciężkie próby uczucia, które ich łączy. Czy uda się im wytrzymać 3 tygodnie w czystości, czy poradzą sobie w opiece nad "nowonarodzonymi" bliźniętami i czy potrafią być ze sobą szczerzy? Jak skończą się te przygody, nie zdradzę.


Jeden problem jednak w szczególny sposób przykuł moją uwagę, mianowicie zaangażowanie mężczyzny w planowanie swojego ślubu. W „Licencji na miłość" zdanie Bana - przyszłego pana młodego - nie jest absolutnie brane pod uwagę, za to liczy się to, co powie przyjaciel-gej Carlisle (Eric Christian Olsen) panny młodej -. Rola narzeczonego w przygotowaniach do uroczystości została tu zepchnięta na dalszy plan, co stało się przyczyną niekoniecznie uczciwego podejścia do kursu.


Komedia jednak niesamowicie zabawna, a jej finał zaskakujący.

Opublikowane w Strefa Filmu
Czytaj więcej...
piątek, 13 maja 2011 12:47

Bądź przy mnie blisko

Bądź przy mnie blisko

Bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy

nie jest mi zimno


chłód wieje z przestrzeni

(…)

Halina Poświatowska

 

Ten wiersz towarzyszy mi od wielu lat, jest blisko, gdy szukam adekwatnych słów dla wyrażenia tęsknoty i miłości. Chyba zapominamy (albo tak mocno to odczuwamy, że czasem nie uświadamiamy sobie), jak niebagatelne znaczenie ma  d o t y k. Podobno małpiątka, postawione przed wyborem w warunkach laboratoryjnych, wybierały  miękkie i ciepłe futerko niby-mamy niż inną niby-mamę - drucianą atrapę, dającą mleko. Nie były więc za grosz praktyczne, a może instynkt samozachowawczy zawodził? Podobnie dzieci, nawet gdy już nie potrzebują mleka matki do życia, lgną na jej kolana, by przytulić się do serca, by zabrać trochę matczynego ciepła (i często zapachu). Pamiętacie drogie panie, jak mama (lub ktoś inny) zaplatała wam warkocze albo czesała włosy? Takich funkcji nie powierza się osobie niezaufanej czy niedelikatnej. Dotyk i bliskość są nierozłączne z miłością. Znacie to zdanie, że czasami człowiek przytuliłby się nawet do jeża?

 

Czy Ten, kogo chcemy mieć blisko, ma w sobie jakąś niezwykłą moc ocieplania? Czy nosi może ciepłe rękawiczki albo przesyła swoim ciałem promienie słoneczne? Czy jest może tamą albo zaworem dla chłodu przestrzeni? To właśnie poezja pomaga szukać metafor i porównań, które w pragmatyczno-narzędziowym świecie nie są ot tak, dostępne, nie są pierwszorzędnie potrzebne, nie są logiczno-matematycznie wyłuskiwane. Dlatego to zakochani-szaleni często tworzą poezję, bo czują  t r o c h ę  mocniej, a te błahe, prozaiczne kwestie opisują lirycznie, muzycznie, inaczej, na nowo.

 

Czy bliskość musi być namacalna, fizyczna? Czy duchowa bliskość w sytuacji dużego oddalenia przestrzennego jest nadal tą bliskością, która rozprasza zimno? Aktualne pytanie dla pewnie niejednej osoby w związku na odległość czy w chwilach rozstania z najukochańszym człowiekiem. Myślę. Chyba nie musi, chyba nie zawsze. Bliskość serc i myśli wyrażana w serdecznej rozmowie telefonicznej czy czułe wiadomości tekstowe – to wszystko oddala po to, aby zbliżyć. Ale właśnie po to: by zbliżyć dwoje, czyli spotkać się. I takie też są słowa Poświatowskiej w tym wierszu. Tak je czuję: jako zawołanie i ponaglenie, które może wypełnić tylko obecność drugiej osoby. Nie wirtualna, nie zmyślona. Obecność, która jest potwierdzeniem nieobojętności, dowodzeniem dla miłości.

 

Halina Poświatowska - tekst o poetce

Opublikowane w Strefa Sztuki
Czytaj więcej...
czwartek, 26 maja 2011 08:26

Toruń dla dwojga

Toruń dla dwojga

Długo zastanawiałam się nad tym, co w Toruniu jest najważniejsze. Jego długowieczność? Zapach legendy? Ospałe ruiny Zamku Krzyżackiego? Tętniące życiem zaułki starego miasta - zawsze zaludnione turystami niezależnie od pory roku? Gotyckie Kościoły sięgające nieba? A może Uniwersytet Mikołaja Kopernika, gdzie tak naprawdę niektórych życie dopiero prawdziwie się zaczyna?… I tak też było ze mną. Mój Toruń zaczął się 1 października 2007 roku, gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg Collegium Maius, ale tak naprawdę nigdy nie był on tylko mój. Miasto Aniołów, bo tak je nazywają, nauczyło mnie wolności we dwoje. Samemu byłoby trudno zaczynać życie w obcym, nieodgadnionym mieście. Gdy wspieraliśmy się ramieniem codzienne troski stały się piękne i jakby czulsze. Wiedziałam, że to nic kiedy rozleję mleko. Wszystko wydawało się prostsze i takie było. Razem, powolutku godziliśmy obowiązki domowe z uczelnianymi i z obowiązkami w pracy. Każdą chwilę, chleb, włos dzieliło się na dwoje. Nic nie było pojedyncze, nikt nie był samotną wyspą.

 

Stale zastanawiam się co w Toruniu jest najważniejsze? Spacery! Tak, te wzdłuż Bulwaru Filadelfijskiego, gdzie w oddali rozpościera się most im. Józefa Piłsudskiego. Jak miło było się zasiedzieć, zagapić: most, Wisła, Wisła, most. Cały bulwar był wtedy nasz, wystrojony kwiatami i spacerowiczami. Kolory, kolorowo, zakolorowani. Widok panoramy Starego Miasta zaczarowywał a czas stawał w miejscu, właśnie wtedy odnajdywałam sens słów piosenki: „ze światła poczęte moje miasto…”.

 

Najbliższe stało się nam Przedmieście Bydgoskie Torunia, choć przedmieściem nie było. Osiedle graniczy z centrum miasta. Niezapomniane unikatowe wille, bogato zdobione secesyjne kamienice, altany, domy z muru pruskiego, odrestaurowana ławka Schillera - tymi ścieżkami warto pobłądzić. Gośćmi dawnych pensjonatów byli sami Stanisław Przybyszewski i Stanisław Ignacy Witkiewicz. Osiedle położone jest tuż przy 25 hektarowym Parku Miejskim założonym w 1817 roku. Mieliśmy szczęście wynajmować na tej zabytkowej dzielnicy pokój. Teraz i nasza historia jest w niej zachowana, niczym drogocenny skarb w szkatułce. Spacerując ulicami najsłynniejszych literatów: Słowackiego, Mickiewicza, Konopnickiej, odnosi się wrażenie, że albo współczesna codzienność nie komponuje się z XIX wieczną architekturą, albo ta architektura nie pasuje do brutalnej codzienności naszego wieku. Na Bydgoskim czas już dawno stanął w miejscu. Wiedzieli o tym tylko Ci, którzy trzymając się za rękę potrafili stanąć i się zachwycić. Do nich należeliśmy też my.

 

Powoli wiem, co w Toruniu jest najważniejsze. Chwile! Zaklęte w przestrzeniach, światłach, uśmiechach. Jest całe mnóstwo miejsc, które można odwiedzić we dwoje. Toruń wręcz oprószony jest kawiarenkami, parasolkami, zaciszami. Mogłabym godzinami opisywać ulubione piernikowe smaki, najwygodniejsze krzesła, najzabawniejsze sztuki teatralne, najsamotniejsze ławki w parku.

 

Najważniejsza w Toruniu jest historia, która się ostała, którą widać gołym okiem, której nie zburzyły wyprawy krzyżowe. Historia, na której my zbudowaliśmy swoją. Od roku już nas tam nie ma, ale Toruń znamy na pamięć i z zamkniętymi oczami, wiemy gdzie kawa pachniała najmocniej, gdzie pies zerwał się ze smyczy, gdzie ktoś kogoś złapał za rękę i już nigdy nie puścił. I mimo że nas tam nie ma, magnolie znów zakwitną przed Collegium Maius…

 

Toruńskie ABECADŁO miejsc, gdzie warto zajrzeć we dwoje:


„…z pieca spadło”


Gdy Was w Toruniu szczery głód dopadnie nie możecie ominąć chaty z pierogami. Na Pierogarnię Stary Toruń natraficie przy ul. Most Pauliński 2 a jeżeli najdzie Was ochota na leniuchy z Pierogarni Stary Młyn to szukajcie bliżej Wisły ul. Łazienna 28. Dlaczego często tam zaglądamy? Rodzime smaki i rodzimy klimat, dopracowane detale komponują się w swojską całość. Do tego pulchne piecuchy (pierogi z pieca) i smakowite lepiochy (pierogi z wody) i złociste placuchy (placki ziemniaczane) – porcje iście niedźwiedzie i w sam raz na studencką kieszeń. Nie pożałujecie! I koniecznie zajrzyjcie do „Wygódki”.

 

Lody na niepogody

 

Nie byłoby Torunia bez Lenkiewicza! I nie tylko latem zachwycają fantazją smaków. Na ul. Wielkie Garbary 4 skosztujecie lodów, jakie się nie śniły nikomu. Wielkość porcji jest imponująca – prawdziwe wyzwanie dla łasuchów. Nie omieszkajcie spróbować piernikowych i donaldowych, które przeniosą Was do krainy dzieciństwa i słynnego smaku gumy do żucia Donald. Ale to zaledwie namiastka tego, co w zanadrzu ma dla Was cukiernia Lenkiewicz.

 

Kafefajka, bajka!


Kafefajkę warto zostawić sobie na wieczór. Przeniesie Was w tajemnicze kraje arabskie. Po całym dniu błądzenia po zatłoczonych toruńskich zaułkach jest to wymarzone miejsce na prawdziwy chiliout. Odprężająca muzyka, zapach różnorodnego tytoniu ulatniającego się z fajek wodnych a zamiast krzeseł syryjskie poduchy w tzw. ”strefach bez butów” - wszystko niczym z baśni tysiąca i jednej nocy w samym sercu Torunia (ul. Małe Garbary 1/3). Najwspanialsze miejsce do długich, nocnych szeptów do ucha.

Opublikowane w Perfekcyjna Randka
Czytaj więcej...
piątek, 20 maja 2011 08:28

Gdzie zjeść w Krakowie?

Gdzie zjeść w Krakowie?

MAMMA MIA (ul. Karmelicka 14)

www.mammamia.net.pl

 

Jak przystało na prawdziwą włoską knajpkę Mamma mia czaruje miłym i przytulnym wystrojem. Składa się z dwóch części: do jednej wchodzi się prosto z ulicy, do drugiej, tej bardziej „z klimatem”, trzeba wejść w bramę obok i przejść przez uroczy ogródek (tak, tak można też zjeść na świeżym powietrzu w blasku lamp i... lampek) :-) Dodatkowym atutem jest nie tylko miła obsługa, ale też prawdziwy piec, dzięki któremu pizza, calzone czy podpłomyk smakują tak nieziemsko!

Szczególnie polecam pizze nr 8 i 23, choć zależy, co kto lubi, pasty też są świetne! A świeże dodatki czy obrane ze skórki pomidory to istne niebo dla podniebienia...

 

JEFF'S (Galeria Kazimierz, naprzeciwko kina Cinema City)

www.jeffs.pl

 

Dla tych, którzy fascynują się Ameryką - ozdobiona setkami tabliczek rejestracyjnych i znanych nam haseł - restauracja Jeff! Nie potrafią się jej oprzeć ani wielbiciele sałatek (polecam Santa Fe Taco Salad), ani kuchni odrobinę polskiej (pyszny kotlet, ser a to wszystko w chrupiącym toście - Chicken  Parmezan Sandwich). Można także spotkać polskich cele brytów :-)

Miłym dodatkiem są fajne promocje, w każdy dzień tygodnia inne danie w super promocyjnej cenie - jak na przykład pyszne, soczyste żeberka w sosie barbecue w poniedziałki... mniamm... A zapomniałabym! Coś dla tych, którzy nie lubią marnować czasu - nauka angielskiego... w toalecie! A dla fanów sportu - mecze transmitowane z ustawionych w każdym roku plazm.

 

Cafe Botanica, by zjeść coś słodkiego (ul. Bracka 9)

www.cafebotanica.pl

 

Na uroczej ulicy Brackiej (jednej z bocznych uliczek Rynku) kryje się naprawdę tajemnicze miejsce. Drzewo „wyrastające” w  środku ma chyba każdemu przypominać, kto nigdy tego nie zaznał, jak cudowne jest spędzanie czasu w domku na drzewie, gdzie nikt nas nie podgląda, chowamy się z najlepszym przyjacielem i obserwujemy z ukrycia każdego.

Najlepsze ciastko? Czekoladowo-czekoladowe! :-)

 

Restauracja u Pokutyńskich (ul. Karmelicka 29)

www.restauracjappp.pl


Ale żeby było tak zupełnie wyjątkowo, polecam pójść do słynnych Pokutyńskich. Już sama zabytkowa kamienica zaprasza do środka. Jest to projekt jednego z najznakomitszych polskich architektów XIX wieku Filipa Romana Pokutyńskiego. Doskonale zachowały się także witraże wykonane w pracowni Żeleńskiego, słynącej z realizacji projektu Wyspiańskiego i Mehoffera. W lecie działa uroczy ogródek usytuowany wśród zieleni, gdzie plusk chłodnej wody w fontannie orzeźwia powietrze.

Ale można też zejść do podziemi...

Najlepszy krem grzybowy z groszkiem ptysiowym na świecie!! Oraz stek z sosem pieprzowych i grillowanymi warzywami!! Palce lizać... to znaczy nie wolno, bo to eleganckie miejsce! :-)

 

TACO (ul. Poselska 20)


Jeśli chcemy się poczuć jak prawdziwy Meksykanin, wcale nie potrzebujemy specjalnego ubranka, kapelusza ani tym bardziej wyjazdu:-) Wystarczy, że zjemy ciepłe nachosy z ciągnącym się serem i burrito z fasolą lub kukurydzą, a poczujemy się jak spragniony wędrowiec. Dużo, tanio i smacznie!

Opublikowane w Perfekcyjna Randka
Czytaj więcej...
czwartek, 05 maja 2011 20:41

Podróż poślubna marzeń... USA! cz. 1

Podróż poślubna marzeń... USA! cz. 1

Wiele można powiedzieć o Stanach. Wiele  złych i dobrych rzeczy, ale w „paru dziedzinach” nie mają sobie równych i pewnie mieć nie będą.  Wymienię bez zbędnego opisu: wysokobudżetowe filmy pełne efektów, plaże (te w Miami i na Hawajach  nie mają sobie równych). Amerykanie wymyślili KFC, McDonalds'a i Pizzę Hut:-) Mają takie parki narodowe, jakich świat nie widział i takie parki rozrywki, w których sam chcesz się przebrać za Myszkę Miki, by bawić się z dziećmi. To tu jest najwięcej wieżowców, to tu wymyślono Levisy. To Amerykanie wylądowali po raz pierwszy na Księżycu: była to historyczna misja Apollo 11 a Neil Armstrong zstąpił na jego powierzchnię jako pierwszy człowiek.

 

Ufff... Zaczynamy od Chicago. To trzecie pod względem wielkości, po Nowym Jorku i Los Angeles, miasto USA.

...idąc ulicami Chicago trafiamy na znaną nam ze "Świata według Bundych" fontannę, pięknie podświetloną w nocy.

 

Ze słynnego Sears Tower rozciąga się widok na Jezioro Michigan, choć wygląda jak bezkres oceanu.

  • Click to open image! Title Title
  •  

Rejs rzeką Michigan jest wyjątkową przygodą, widzimy fabrykę, w której kręcono „Spidermana” i „Batmana”, parkingi w kształcie dwóch kolb kukurydzy oraz siedzibę „Chicago Tribune”, jednego z 5 największych dzienników  amerykańskich.

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

PS. Jak tu nie lubić Chicago skoro jest tu nawet ulica mojego imienia? :-)

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Sześć godzin dzieli Chicago od Niagary.

Niagara to nie tylko jeden największy wodospad, ale to również te poboczne, takie jak na przykład Bridal Veil Falls („welon panny młodej”), co akurat jest na czasie, ponieważ nad Niagarą mijają nam równe 5 dni ślubu:-) a poniżej widać moją radość z tego faktu:-)

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

Ale jedząc lunch i siedząc w słońcu na trawie, kiedy bryza znad wodospadu orzeźwia nasze twarze ,myślimy o Nowym Yorku….

 

Central Park w Nowym Yorku jest taki, jak na filmach! Wielki, skrywa tajemnice Kevina, który musiał sobie sam w nim radzić. Są te same skały, te same tunele, te same alejki, co w filmie „Masz Wiadomość”. Jest też jezioro, przy którym można karmić kaczki. To przy nim Nate i Blair z „Plotkary” pocałowali się.

  • Click to open image! I love USA I love USA
  •  

Tuż przy parku mieści się Muzeum Historii Naturalnej, wielkie, niesamowite, zapierające dech w piersiach.

  • Click to open image! Title Title
  •  

Tak to samo, z którego Ben Stiller uciekał przez szkieletem Tyranozaura w „Nocy w muzeum”. A przy 72 ulicy jest kamienica (Dakota Building), w której kręcono „Dziecko  Rosemary” Polańskiego.

  • Click to open image! Title Title
  •  

W tym też miejscu zastrzelił Lennona jego największy fan.

Prawie zapomniałam o Grand Central, wielkim dworcu z olbrzymim zegarem. Akurat teraz przypomina mi się „Madagaskar”. Pamiętacie?

  • Click to open image! Title Title
  •  

To w samym sercu miasta parkingowi, sprzedawcy w fast foodach czy policjanci mają tak idealnie skrojone uniformy, że nie sposób oderwać od nich oczu. Przez to wyglądają dostojnie i zapewne tak też się czują. A propos, w CSI pokazują prawdę.

To tu w porze lunchu ludzie wychodzą z firm i idą przed siebie. Jedni odpocząć do Central Parku, drudzy obierają kierunek Starbucks, których pełno na każdym rogu.

 

W Nowym Yorku jest multum słynnych budynków. Jest Chrysler Building, Trump Building i oczywiście Empire State Building, który mimo wielu romantycznych scen filmowych na szczycie, mnie kojarzy się z ostatnim spojrzeniem King Konga w stronę  wschodzącego słońca.

  • Click to open image! Title Title
  •  

Na samym koniuszku Manhattanu, patrząc z Empire State Building, nie ma już dwóch wież, jest tak zwane strefa zero, w remoncie i prawie gotowa na realizację nowych projektów.

  • Click to open image! Title Title
  •  

Stąd też widać Statuę Wolności po prawej stronie i Brooklyn Bridge na wprost. Z każdej strony widok zapiera dech w piersiach.

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

Nowy York to także Fifth Avenue i cudowne sklepy. Wizyta w słynnego Tiffaniego na Piątej Alei na długo pozostaje w pamięci.

  • Click to open image! Title Title
  •  

To także Broadway i niegasnące światła.

  • Click to open image! Title Title
  •  

Ale również Wall Street ozdobiony wielką amerykańską flagą.

  • Click to open image! Title Title
  •  

Nowy York to ludzie - zadowoleni, mili, uśmiechnięci. Nie muszę pytać jak się czują - wiem, że powiedzieliby "I'm ok:-) Great". Nawet jeśli to bezdomny proszący o parę dolarów, młoda, śliczna dziewczyna, która wychodzi z banku w koszuli z podwiniętymi  rękawami czy facet przy kości z twisterem combo (dwa razy taki jak u nas) w ręce i tatuażem na całej szyi. Co mi najbardziej smakowało w Nowym Yorku?... Tak!!! to chyba oczywiste;-)

  • Click to open image! Title Title
  •  

I spośród wielu piosenek o Nowym Yorku wybieram tę, której dzwonek mam ustawiony w telefonie: "Concrete jungle where dreams are made of, there’s nothing you can’t do… these streets will make you feel brand new, big lights will inspire you, Let’s hear it for New York". ABSOLUTNIE TAK SIĘ MOŻNA TUTAJ POCZUĆ!!!.

 

Cdn

Opublikowane w .:BLOG:. I love USA
Czytaj więcej...
sobota, 14 maja 2011 21:59

Podróż poślubna marzeń... USA! cz. 2

Podróż poślubna marzeń... USA! cz. 2

Pełni euforii po zwiedzeniu Nowego Yorku jedziemy dalej…

 

Po czterech godzinach dojeżdżamy do Waszyngtonu, pełnego zielonych przestrzeni i niskich budynków. Nie ma tu pędzących tłumów i drapaczy chmur, za to są drzewa, pomniki i Biały Dom. Stojąc od frontu Białego Domu, zauważamy, że coś nie gra…

 

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Nie taki Biały Dom znamy z filmów, ale podążając za grupką turystów, obchodzimy budynek i już teraz widzimy znane nam kolumny na przykład z „Dnia Niepodległości” czy z „2012” :-)

 

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Jak się okazuje od daaaawna jesteśmy oszukiwani ;-) Na filmach – samochody podjeżdżające pod Biały Dom – wjeżdżają tak naprawdę na trawnik i stąd też odjeżdżają. Czemu? Chyba ładniejszy jest tył Białego Domu, a już na pewno bardziej rozpoznawalny :-)

 

Zwiedzamy słynny Lincoln Memorial.

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Tak ten, z którego widok rozpościera się na obelisk -Washington Memorial - odbijający się w wodzie. Ten sam, spod którego Forrest Gump przemawiał do tłumów.

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Spacer pięknymi parkami trwa dość długo, ale w końcu dochodzimy do słynnego budynku Kongresu. Tak to tu, w środku umieszczona jest Deklaracja Niepodległości i to z niej spisywano kolejne litery, aby rozwiązać zagadkę w filmie „Skarb Narodów”.

 

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Waszyngton nas zauroczył, odpoczęliśmy i nabraliśmy sił na dalszą drogę… aż do Miami. Woda, plaże, hotele, idealnie skoszona trawa w kolorze tak soczystym, że zapada na długo w pamięć! To właśnie Miami!!

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Plaże Miami są zdradliwe, wydaje się, że słońce w ogóle nie opala, wręcz chłodny wiatr muska ciało, a efekty widać i czuć dopiero... w nocy! Uwaga, filtr obowiązkowy +30!

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Na samym dole Florydy, na Key West,  skąd jest tylko 90 mil do Kuby, pośród gąszczu palm stoi dom Hemingwaya. To tu w ogrodzie, Hemingway chłodził się w basenie o nazwie "Paulina" ;-)

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Pośród palm i wiszących kiści bananów, zawieszony jak w bajce, naszym oczom ukazuje się mały domek, do którego wiodą metalowe schody. Przez kratę w środku widać stół, na którym stoi maszyna do pisania. To tu Hemingway pisał „Komu bije dzwon”.

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Samo to uczucie, które nam towarzyszyło jest trudne do opisania… Jest ciepło, tylko cień daje odrobinę chłodu, odpoczywamy w ogrodzie Ernesta Hemingwaya, czas leci wolniej a my patrzymy na siebie uśmiechnięci… Prawie na końcu świata! Aż się rozmarzyłam…

 

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

To niesamowite być w czyimś domu, zwłaszcza, że film „Stary człowiek i morze” każdy z nas zna. W domu pełno obrazów na ten temat, są zdjęcia, wielkie łóżko z piękną napą a kręcące lub wylegujące się w słońcu koty dodają miejscu tajemniczości. Kotów jest tu z 50!!

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Ale to nie jedyny dom sławnych, który zwiedziliśmy. W Graceland, koło Mephis wita nas wielka brama „w nutki” i mur, na którym można zobaczyć wyznania miłości: „We love you Elvis”. Można też odnaleźć głębsze słowa, podziękowania czy tylko narysowane na kamiennym murze serca. Nie zdążyliśmy wejść z ostatnią grupą, bo rezydencję można zwiedzać tylko do godziny 19stej. Pozostał nam zatem spacer Elvis Prestley Boulvard gdzie pełno stylizowanych a jednak jakby wyjętych wprost z lat 70tych kawiarni, restauracji, klubów. Na wystawach umieszczone są zdjęcia młodego Elvisa, jego samochody i gitary. Wracając do samochodu, narysowałam na murze zielonym markerem serce, a w środku P+A i ciągle myślę, czy jak kiedyś tam wrócimy, to czy NASZ napis dalej tam będzie?...

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Floryda jest ogólnie wyjątkowym miejscem, bo poza rozrywkami rodem z horroru - jest tu park z aligatorami…. (Pamiętacie tę część Bonda, w którym James, aby wydostać się z tarapatów, przeskakuje po paszczach aligatorów, które o mały włos nie odgryzają mu nóg?) No właśnie jakoś sobie tego nie wyobrażam, dlatego wybraliśmy Disneyland w Orlando:-) Siedem parków! Coś cudownego! Disneyland pod Paryżem niech się schowa! ;-)

 

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Najbardziej zadziwiające jest z jakim rozmachem i dbałością o szczegóły zrobiony jest każdy element, drzewo, sklepik, budynek, kolejka, wszystko! W Disneylandzie już w kasie - bilety sprzedaje nam miły, siwy staruszek, jakby miał być przedsmakiem tego, co czeka nas w środku. Zaczarował nas już na wstępie i nawet wybaczyłam mu, że z Polski zna tylko Warszawę! Ale pięć razy powtórzyłam mu jak cudowny jest Kraków i miejmy nadzieję, że następnych turystów oczaruje jego znajomość dwóch polskich miast:-)

Wchodzimy… I  nie wierzymy własnym oczom, nie wiemy, w którą iść stronę!

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Zwiedzamy takie atrakcje 3D, jakich w życiu nie widziałam, pomijając ruszające się krzesła, kapiącą z sufitu wodę, wystylizowanych aktorów, hologramy – „Terminator” robi na nas takie wrażenie, że chcemy jeszcze raz, ale przed wejściem miga informacja: 40 minut stania!... Pasujemy i idziemy dalej.

 

  • Click to open image! Title Title
  •  

Warto wspomnieć, że w Disneylandzie stanie w kolejce 40 czy 60 minut nie jest żadną udręką. Przejścia, wnętrza, tunele są przygotowane tak starannie i wciągająco, by były wstępem do tego, co cię czeka na końcu. Oglądasz wystawy, zdjęcia, czytasz ciekawostki i nie wiesz, jak leci czas!

 

Kiedy czekaliśmy w kolejce na Roller coaster „Mount Everest”, mogliśmy przeczytać oryginalne artykuły  na temat wielkiej stopy, pooglądać amatorskie zdjęcia, wszystko jest tak precyzyjnie wykończone… Cały czas nie mogę wyjść z podziwu!

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Zwiedzamy „Animal Kingdom” i „Universal”, jeździmy jeepem, oglądamy prawdziwe zwierzęta… I te martwe :-)

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Spotykamy znane postacie…

 

  • Click to open image! Title Title
  • Click to open image! Title Title
  •  

 

W kolejce do kolejnej atrakcji „Tower of terror” powitali nas specyficznie, ale odpowiednio do czasów ubrani, boye hotelowi. Przechodziliśmy się przez pełne pajęczyn pomieszczenia i czuliśmy się naprawdę, jak w hotelu z innych czasów.

 

  • Click to open image! Title Title
  •  

 

Zachwycająca stylizacja i „gra” pracujących tam osób aż onieśmiela! Zmieniają głosy, mówią, że to twoja ostania podróż i z drwiącym uśmiechem zamykają windę!!! I tak w kółko, 100 razy dziennie, każdego dnia!!! Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego castingi do pracy w Disneylandzie składają się z kilku poważnych etapów. Bo osoby tu pracujące mają nie tylko cieszyć się swoją pracą, ale też muszą umieć i chcieć nieść radość innym!

Wielka winda z kilkunastoma siedzeniami wywozi nas na samą górą, wysuwa się w przód… Poza krawędź... Mamy widok na cały oświetlony park a potem zgodnie z siłą przyciągania spadamy... Ufff. Po drodze winda „wysuwa” się z zawiasów ponownie i wjeżdża w ciemny tunel... Zatrzymujemy się i naszym oczom ukazują się trzy postacie, migoczące i szare, mama, tata i dziecko, wyglądają jak prawdziwe duchy!! Na szczęście to tylko hologram!!!  NA SZCZĘŚCIE!!

 

Na wschodnim wybrzeżu spędziliśmy równe 2 tygodnie  niesamowite i zaskakujące!

Pora na odkrycie zachodniego wybrzeża… Wylatujemy z Atlanty a lądujemy w uroczym Seattle…

Opublikowane w .:BLOG:. I love USA
Czytaj więcej...

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane