Tools
A+ R A- wide normal
Zarejestruj Zaloguj
  • Skip to content
Home » Ona&On » Kącik Singla » Wyświetla wpisy wg etykiety: poradnik
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
  • Homesummary
  • Ona&Onmy work
    • Elementarz
    • Kobieta
    • Mężczyzna
    • Ona&On
    • Perfekcyjna Randka
    • Kącik Singla
  • Relacjewith us
    • Narzeczeństwo
    • Małżeństwo
    • Seksualność
  • Rodzina 
    • Rodzina
    • Dzieci
    • Wokół życia
  • Blogi 
    • Blogi Redakcyjne
      • Z pamiętnika Księżniczki
      • Z rycerskiego szlaku
      • Dziennik pokładowy
      • Antykoncepcyjne dylematy
      • Dei Verbum
      • Między nami
      • Kuźnia Miłości
      • Dzień-Dobry-Dzieci
      • Biblio-teczka Malucha
      • Przestrzenie Miłości
      • Super mamą być
      • Piękno kobiety
      • I love USA
      • Przez żołądek do serca
      • Opowieści z Czarodziejskiej Góry
      • Nowa dieta MŻ
      • Z pamiętnika Panny Młodej
  • Dobra Strefa 
    • Strefa Książki
    • Strefa Filmu
    • Strefa Świadectw
    • Strefa Multimediów
    • Strefa Poezji
    • Strefa Wiary
    • Zapisy na Kursy
  • Forum 
  • Kontakt 
Złote Myśli
"Serca przepełnione miłością nigdy daleko od siebie nie odejdą" (Elen White)
"Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic" (ks. Jan Twardowski)
"Trzeba mieć wiele taktu i umiaru, by z miłości jak z mlecza, nie zdmuchnąć czaru." (Jan Sztaudynger)
"Kochamy wciąż za mało i na próżno." (Ks. Jan Twardowski)
"Radość i miłość są skrzydłami wielkich poczynań." (J.W.Goethe)
"Potrzeba wiele serca, aby tylko trochę kochać" (Henry de Montherland)
"Miłość oznacza rozprowadzać ciepło, nie dusząc się przy tym wzajemnie. Miłość oznacza być ogniem, ale wzajemnie się nie spalać." (Phil Bosmans)
"Ach, co za oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia!" (Jan Kamyczek)
"Każda kochana kobieta jest księżniczką w oczach tego, kto się o nią ubiega, i w swoich własnych" (Karel Čapek)
"Miarą miłości jest miłość bez miary" (Św. Franciszek Salezy)

Wyświetla wpisy wg etykiety: poradnik
Subskrybuj RSS
piątek, 28 listopada 2008 21:12

Aby małżeństwo mogło się powieść

Denis Sonnet "Aby małżeństwo mogło się powieść"

Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 2000


Miłość jest piękna, małżeństwo wspaniałe, a przeniesione na praktykę życia – trudne. Ileż razy słyszałam te słowa, bym w końcu sama zaczynała je rozumieć.

 

Różnic nie można przeskoczyć ani bagatelizować. Obrączka i przysięga nie są magicznym zaklęciem i talizmanem (a jednak dla ludzi wierzących są umocnieniem i łaską; łaską, z którą trzeba współpracować). Odmienność nie znika i trzeba się z nią mierzyć do końca. „Związek zawiera się po to, by dochodzić wspólnie do pełni, a nie po to, by się wzajemnie niszczyć" – pisze autor. Tylko jak to zrobić? W swojej książce Denis Sonnet mierzy się z rzeczywistością, nie układa zbioru złotych recept, uwzględnia niezwykłość każdego człowieka, ale jednocześnie uwypukla reguły rządzące naszą kobiecością lub męskością. Małżeństwo nie jest celem, a drogą – o wiele łatwiejszą, gdy znane są zasady, nasze różne pragnienia i potrzeby trzech budowanych pomostów: serca, ciała i ducha. Autor nie omija żadnej sfery życia, nie umniejsza... Oni. W ich naturze wpisane są odmienne sposoby okazywania miłości – u niej przeważa uczuciowość, a u niego ciało; ich wykresy natężenia uczucia zmieniają się wraz z upływem czasu i zwykle rozmijają się, co pokazują ilustracje. Oni potrzebują innych słów: dla żony przyjemnością będzie usłyszeć: „jesteś piękna", „to, co zrobiłaś jest wspaniałe", dla męża – „przy tobie jestem szczęśliwa" czy „nie ma takiego jak ty". Oboje cieszą się małymi drobiazgami i smucą szczegółami (i są one odmienne). Inne są też oczekiwania, np. kobiety oczekują łagodności, dialogu i elegancji, a mężczyźni wdzięku i duchowego oparcia.

Autor nie pomija kwestii intymnych i potrzeb z nimi związanych, opatrując wszystkie praktyczne porady najwyższą zasadą miłości. Małżeństwo jest wspólnotą dążącą do dojrzałości, której charakter zmienia się wraz z upływem czasu. Co robić, by zawsze iść w górę? Jak nie nudzić się sobą, jak rozwijać się w związku, jak patrzeć na sam sakrament? Denis Sonnet pisze o tym, co najprostsze, co teoretycznie już poznane, ale zawsze niezgłębione. Mówi w piękny sposób o zachwyceniu się małżeństwem! (Rozumianym jako „lina, do której się przyczepiamy, dla większego bezpieczeństwa i zarazem wolności" czy „ w którym stawiamy na drugiego i na miłość" czy też jako „przymierze, a nie kontrakt prawny".)

„Aby małżeństwo mogło się powieść" stało się pięknym prezentem ślubnym dla znajomych. Ale też nieocenionym podarkiem dla rodziców czy rodzeństwa. Nigdy nie jest za późno... Książka ujmuje nie wykładnią strategii (choć rady są naprawdę cenne). Urzeka natomiast głębokim spojrzeniem na dwoje ludzi, którzy mają nie dzielić serca, nie wstawiać przegródek, ale dążyć we wszystkim razem (co doskonale tłumaczy autor) do Serca Idealnego...

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
poniedziałek, 09 maja 2011 12:42

Prezenty ślubne

Prezenty ślubne

Dłużej niż kwiaty czas nam umilą...

 

Jeszcze parę lat temu goście weselni tłumnie przybywali na uroczystości zawsze i wyłącznie z naręczem kwiatów dla Młodej Pary. Tak się jakoś przyjęło i nie podlegało żadnej dyskusji. Dla Młodych jednym z ważniejszych punktów organizacji przedweselnej było zaangażowanie tylu drużbów, żeby sprawnie radzili sobie z odbieraniem bukietów przy składaniu życzeń („tworzymy zorganizowaną linię odbierającą, zaczyna się od pleców nowożeńców, kończy przy aucie – trzeba jakieś 8 osób”;-) Potem trwały gorące pertraktacje z księdzem, aby część bukietów przyjął do kościoła, bo iloma da się przystroić salę weselną lub rodzinne domy, żeby nie zaczęły wyglądać jak lasy tropikalne. A może być dużo łatwiej i co ważniejsze – trwać dłużej niż ulotna woń kwiatów.

 

Aktualnie pomysłów na zamienniki bukietów jest niezliczona ilość. Coraz odważniej Młodzi łamią konwenanse i proszą o coś w zamian kwiatów. Takie sytuacje już nie dziwią zapraszanych gości, wręcz przeciwnie - ubrane w zabawne rymowanki, wywołują uśmiech na ich twarzach. Chętnie i bez oporów goście spełniają więc prośbę Młodych. Tym bardziej, że często jest to dużo łatwiejsze niż wyprawa do kwiaciarni, nierzadko znacznie oddalonej od miejsca zamieszkania.

 

Ze względu na cel przeznaczenia „artykułów”, o które proszą Młodzi zamiast kwiatów, można podzielić je na dwie grupy: szeroko pojmowane inicjatywy charytatywne oraz „osobiste korzyści”. Pierwsze mają tę niezaprzeczalną zaletę, że skierowane są na dobro innych. Ten dzień, pełen szczęścia i radości dla was i waszych bliskich, może jednocześnie przynieść promyk radości dla potrzebujących. Najczęściej spotyka się prośby o wsparcie domów dziecka w postaci zgromadzenia zabawek lub wyposażenia szkolnego. W takich przypadkach należy pamiętać o wcześniejszym skonsultowaniu się z konkretną placówką, żeby ustalić niezbędne szczegóły. Innym pomysłem może być pieniężne wsparcie dla różnorakich fundacji. Zwykle odbywa się to w taki sposób, że goście wrzucają do oznakowanej puszki dowolną kwotę albo w trakcie składania życzeń, albo w dowolnym momencie przyjęcia (także można wcześniej skontaktować się z przedstawicielem wybranej fundacji w celu otrzymania „firmowej puszki”, czasem zdarza też tak, że fundacja wysyła swoich delegatów). W ten szczególny dzień warto wesprzeć szczególnie takie inicjatywy, które podejmują problematykę małżeńską i rodzinną, bowiem ona bezpośrednio będzie dotyczyła Was, dla przykładu Fundację Rodzin Pełna Chata (w ramach której działa Portal Za-kochanie.pl). Taki gest spotyka się zawsze z bardzo ciepłym przyjęciem, ponieważ realnie i namacalnie przyczynia się do rozwoju działalności danej instytucji. Pola do popisu naprawdę nie brakuje.

 

W drugiej grupie zamienników kwiatów najczęściej goszczą kupony lotto oraz zdrapki konkursowe, z niegasnącą nadzieją na powiększenie domowego budżetu (jak dobrze, że ona zawsze umiera ostatnia); wina – świetny sposób na zgromadzenie co najmniej półrocznego zapasu, wykorzystywanego przy pierwszych małżeńskich randkach i spotkaniach towarzyskich organizowanych w nowozakładanym domu; książki dla miłośników literatury, słodycze dla łasuchów, figurki dla kolekcjonerów… Zdarzają się i perełki, dla szczególnie pragmatycznych panien młodych – prośba o środki czystości (no i zakupy chemiczne z głowy na dwa lata ;-) Możliwości jest naprawdę wiele i myślę, że warto je wykorzystać.

Opublikowane w Ślub
Czytaj więcej...
środa, 11 maja 2011 20:35

Grawer na obrączce

Grawer na obrączce

Pieczęć na sercu, grawer na obrączce - jak wybrać grawer?

 

Grawerowanie ślubnych obrączek jest stosunkowo nowym standardem w naszej kulturze i mam nadzieję, że znajdzie w niej swoje stałe miejsce. Często słyszę, że mężczyźni chętnie wybierają napis z datą ślubu, żeby mieć stałe przypomnienie (i problem z głowy), w który dzień należy przynieść żonie rocznicowe kwiaty. Żywię jednak nadzieję, że można potraktować grawerkę nieco inaczej.

 

Obrączki ślubne są szczególnym i najbardziej widocznym znakiem małżeństwa. Już po pierwszym kontakcie z daną osobą można zdiagnozować jej stan cywilny - to od strony formalnej. Od strony uczuciowej, bo tak wolę to postrzegać, są symbolem wyłącznej miłości, którą darzę małżonka, przekazują informację o tym, że wybrałam już osobę na towarzysza/towarzyszkę życia. Skoro są tak wyraźnym symbolem dla osób postronnych, czemu nie sprawić, aby dla samych zainteresowanych były jeszcze bardziej osobistym znakiem miłości? Takie właśnie jest zadanie napisu na ślubnej obrączce. Zostawia niemal niezatarty, intymny ślad relacji, widoczny tylko dla małżonków.

 

Wybór napisu na obrączki nie jest sprawą błahą, ponieważ będzie tkwił tam już zawsze. Ale to jest też jeden z powodów, dla którego warto zdecydować się na grawerkę. Należy pamiętać o tym, że to bardzo osobiste i z reguły nikt nie ma do niego dostępu. Jest wyłącznie na użytek (i ku radości) małżonków. Najczęściej wybieraną inskrypcją jest imię małżonka (zamiennie inicjały lub pieszczotliwe określenia stosowane przez narzeczonych) i data ślubu. Propozycji jest naprawdę bardzo wiele, wystarczy tylko poszukać lub wykazać się własną inwencją. W wyborze można zasugerować się motywem, który z jakichś przyczyn jest szczególnie bliski parze, towarzyszył im w ważnych momentach związku lub idealnie określa ich relację. Nie musi być zapisany wprost, może być zaszyfrowanym znakiem (np. w formie sigla z Pisma Świętego z wybranym cytatem), często stosuje się też graficzne symbole, np. splecione serca lub symbol nieskończoności. Pewną formą zaszyfrowania są także sentencje łacińskie lub hebrajskie. Popularnością cieszą się fragmenty ważnych dla pary piosenek, zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Ciekawym napisem są „grawerki podwójne”, w których tekst jest podzielony na dwie obrączki, np. „gdzie ty, tam ja”, wzmacniające aspekt jedności małżeństwa. Młodzi także chętnie wybierają grawerki humorystyczne, np. „Mam Cię” (którą swoją drogą można potraktować całkiem na poważnie) albo „stop - zajęty/a”. Wybór jest sprawą indywidualną i bardzo osobistą. Jeśli więc jesteście romantykami – niech będzie piękny i wzniosły, jeśli macie dystans do świata – zabawny, jeśli chcecie uczynić go symbolem – niech odzwierciedla to, co chcecie wyrazić sobie nawzajem. Niech będzie po prostu Wasz i dla Was.

 

Jeśli chodzi o koszty grawerki, to większość jubilerów już w cenie obrączek oferuje wykonanie go (do określonej ilości znaków – najczęściej około 21 wraz ze spacjami, za każdy następny należy dopłacić ok. 2-7 zł). Wtedy od razu przy wyborze obrączek zlecamy wykonanie graweru, wszystko odbywa się w jednej firmie i nie wydłuża czasu wykonania zlecenia. W przypadku małych firm może zaistnieć potrzeba wykonania graweru u innego jubilera, co należy wziąć pod uwagę w przedślubnym planowaniu. Czas oczekiwania na obrączki wraz z wybranym napisem (jeśli wszystko zlecamy jednej firmie) to około dwa tygodnie, ale w sezonie ślubnym, czyli miesiącach wakacyjnych może się wydłużyć, warto więc zadbać o to odpowiednio wcześniej.

Opublikowane w Ślub
Czytaj więcej...
czwartek, 26 maja 2011 10:48

Z kim do ołtarza?

Z kim do ołtarza?

Między drzwiami kościoła a ołtarzem…

 

Czerwony dywan, wzdłuż niego kaskada kwiatów, w tle dźwięki marsza weselnego, wszystkie spojrzenia zwrócone w moją stroną, ja w olśniewającej, białej sukni z powłóczystym trenem… Tylko kto obok mnie? Ojciec czy narzeczony? Z kim przebyć drogę między drzwiami kościoła a ołtarzem? No właśnie, takie pytanie zadaje sobie niejedna Panna Młoda. Możliwości są dwie i obydwie zostaną poddane analizie.

 

Wariant pierwszy – wejście z narzeczonym. Taki układ nobilitują aktualne polskie zwyczaje. Jest to pierwszy ważny moment przebiegu Mszy Świętej. Kapłan po ucałowaniu ołtarza podchodzi do Młodych, wita się z nimi i daje do ucałowania krzyż. Następnie Młodzi za kapłanem udają się w stronę ołtarza. Ta droga jest symbolem wkraczania w nowe, wspólne życie i kierowania go ku Chrystusowi. Tej swoistej procesji przewodzi kapłan, to on będzie przewodnikiem i pośrednikiem w duchowym wzrastaniu do miłości. Ważny w tej wspólnej drodze jest też fakt, że wejście do kościoła jest dość stresujące, a dzięki wsparciu przyszłego męża/żony można poczuć się pewniej.

 

Wariant drugi – ojciec prowadzi Pannę Młodą do ołtarza. Jeśli ktoś myśli, że to kolejna odsłona ekspansji kultury amerykańskiej, to się myli. Okazuje się, że taki zwyczaj istniał w Polsce jeszcze wcale nie tak dawno – był wyrazem hierarchizacji i patriarchalnego modelu społecznego. Ojciec, oddając córkę innemu mężczyźnie w obliczu Boga, jednocześnie przekazywał mu nad nią władzę i zobowiązywał do roztoczenia męskiej opieki. Dziś oczywiście symbolika ta przestała być czytelna, ponieważ zmieniły się podstawy funkcjonowania społeczeństwa. Został natomiast sam gest przekazania córki. Na taki układ decydują się na ogół Panny Młode mocno związane emocjonalnie z ojcem. Wtedy narzeczony czeka przy ołtarzu ze swoim świadkiem na wejście wybranki, po czym wspólnie zwracają się w stronę ołtarza. Zaletą takiego wyboru jest to, że absolutnie wszystkie spojrzenia w czasie wejścia są zwrócone w stronę Panny Młodej ;-)

Opublikowane w Ślub
Czytaj więcej...
piątek, 01 lipca 2011 12:17

Lista prezentów ślubnych

Lista prezentów ślubnych

W wielu kręgach przyjęło się i utrwaliło, że dalsza rodzina i osoby starsze obdarowują Młodą Parę kopertami najróżniejszej wielkości i koloru (z wiadomą zawartością). Tymczasem przyjaciele i znajomi częściej przynoszą prezenty. Oczywiście, zdarza się, że Młodzi nie chcą prezentów i znajdują ku temu słuszne powody (bo np. zauważają, że już prawie wszystko mają albo odwrotnie: nie mają jeszcze mieszkania, więc i miejsca brak, itd.), ale…

 

Ale prezenty ślubne to rzecz niezastępowalna. Obraz, zastawa, kieliszki, lampa, pościel – to wszystko zyskuje całkiem nową – tak, trochę sentymentalną aż – wartość, bo przecież to są „ślubne prezenty”, które towarzyszą nam od początku małżeństwa (dosłownie) i  przypominają o tym dniu na swój sposób. Najpierw o swoich „ślubnych szkłach” (niegdyś bardzo modnych wazonach i misach z kryształu) opowiadała mi Mama, za każdym razem, kiedy ich używaliśmy, następnie moja starsza siostra, która z wielką radością przygotowywała dla nas herbatę w swoim „ślubnym serwisie”, a teraz mówię to i z własnego doświadczenia. Te przedmioty są szczególne bliskie.

 

Prezenty ślubne możemy podzielić na dwie grupy: te całkiem niespodziewane (szczególnie niesamowite, gdy obdarowująca, znająca nas osoba, wyszukuje coś, o czym wie, że nas zachwyci albo szczególnie nam się przyda!) oraz te zaplanowane. W pierwszej grupie wiele zależy od naszych relacji. Bliscy przyjaciele z pewnością trafią w gust i chętnie przygotują niespodziankę. Tymczasem w drugiej grupie raczej konieczne są ustalenia. Modne stały się wirtualne (często internetowe) listy ślubne, które możemy rozsyłać znajomym, a oni odznaczają wybraną przez siebie rzecz. Ale są też inne sposoby. Szczególnie jeden wydaje mi się ciekawy, a usłyszałam o nim od koleżanki. Otóż w gronie przyjaciół i znajomych (np.  na wspólnym grillu czy spotkaniu) możemy ogłosić, że zostawiamy listę wymarzonych prezentów (np. na lodówce, na stole obok). Wtedy oni mogą się zdeklarować, co kupią (anonimowo, wykreślając wybrany przedmiot). W takiej swobodnej atmosferze powinno być to dobrze przyjęte. Przy prezentach droższych znajomi mogą się złożyć, a każdy może wybrać wedle chociażby swojego zasobu portfela. I oczywiście pozostanie w tym jakiś element niespodzianki.

 

Jak sporządzić taką listę? Warto razem zastanowić się, czego potrzebujecie, na co zwykle szkoda pieniędzy albo co i tak chcielibyście kupić po ślubie. To wspaniała okazja na taką listę pilnych spraw i małych marzeń. Nie tylko tych domowych, technicznych i praktycznych. Warto umieszczać też inne marzenia - może jakąś książkę, film? Jeśli jakąś rzecz chcecie doszczegółowić, nie bójcie się tego, np. podając kolor wymarzonej pościeli (albo wymiary). Jeśli coś jest mniej znaczące albo liczycie na wariację-niespodziankę, możecie pisać ogólnie.

 

Oczywiście, oprócz takich list zdarza się często, że przyjaciele i goście sami pytają, czy coś konkretnego mogą podarować. Wtedy warto mieć w głowie swoją listę potrzeb i sukcesywnie pomagać gościom. Z obdarowywania jest przecież tyle radości!

 

A już poza wszystkimi przemyśleniami i radami – jestem ogromnie ciekawa (pytanie do osób już po ślubie), czy macie swoje ulubione prezenty ślubne, które towarzyszą Wam na co dzień albo przy specjalnych okazjach? Które budzą w Was wspomnienia, może nawet pamiętacie życzenia, jakie Wam składano, dając ten podarunek?...

Opublikowane w Ślub
Czytaj więcej...
wtorek, 02 lutego 2010 20:59

Czas kiszonych ogórków

Czas kiszonych ogórków

„Czas kiszonych ogórków” - nowość wydana przez Esprit to poradnik dla kobiet w ciąży. Ale czy tylko dla kobiet? Oczekującym na potomka ojcom także się spodoba. Nie mówiąc już o korzyściach, jakie zyskuje maleństwo. I gdyby tylko mogło, na pewno by podziękowało.

 

Petra Hirscher szeroko omawia sprawy związane ze stanem odmiennym: kwestie zdrowia i urody kobiety, najczęściej występujące dolegliwości, wspólne przygotowywanie się na przyjęcie dziecka czy kwestię seksu w czasie ciąży.

 

Można znaleźć wiele praktycznych porad, m.in.

- jak radzić sobie ze zmęczeniem i z problemami żołądkowymi

- jak dobrze się odżywiać

- jak „kontaktować” się z maleństwem

- jak się ubierać modnie

- jak dobrze przygotować się na poród.

Dodatkowo w każdym rozdziale znajdują się odnośniki do stron internetowych z wieloma przydatnymi informacjami i aplikacjami.

Książka wydana w niebanalny sposób, przypomina po prostu… słoik ogórków! Zatem smacznego wszystkim zgłodniałym.

Polecam bardzo.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
piątek, 01 kwietnia 2011 11:22

Wspólne odkrywanie świata

Wspólne odkrywanie świata

Pewna dziewczynka bardzo lubiła bawić się lalkami. Każda z jej zabawek, odpowiednio przystrojona, pełniła odrębną rolę. Była zatem lalka-mama, lalki-dzieci i lalka-tata. Przypisanie konkretnych zadań i słów poszczególnym postaciom nie stanowiło żadnego problemu – z wyjątkiem ostatniej lalki. Bo co właściwie robi tata? Po pewnym czasie dziewczynka znalazła rozwiązanie: ubierała lalkę-tatę w garnitur, udawała, że mówi: „wychodzę do pracy” i… chowała figurkę aż do końca zabawy.

 

Powyższa historia – autentyczne wspomnienia dorosłej już dziś kobiety – pochodzi z książki Kena Canfielda Wspólne odkrywanie świata. Dla ojców dzieci w wieku szkolnym. Jak łatwo się domyślić, opowieść ta została przytoczona jako przykład antywzoru ojca. Warto jednak podkreślić, że Canfield skupia się przede wszystkim na tym, co dobre i godne naśladowania, do negatywnych ilustracji odwołując się raczej rzadko. Niewielkie rozmiary publikacji, krótkie i poświęcone konkretnym zagadnieniom rozdziały oraz liczne przykłady, pochodzące z własnego doświadczenia (autor ma trzy córki i dwóch synów) bez wątpienia ułatwiają lekturę. Jednak – co trzeba podkreślić – jak wskazuje sam tytuł, książka adresowana jest do mężczyzn, czytelniczki mogłoby bowiem razić przypisywanie odpowiedzialności za intelektualny, emocjonalny i poznawczy rozwój dzieci niemal wyłącznie ojcom oraz stereotypizacja roli matki (jako tej, która skupia się przede wszystkim na „unikaniu kataru”). Jednak pomimo tych – z punktu widzenia kobiet – niedociągnięć, poradnik Canfielda to pozycja godna uwagi: dzięki niej wielu mężczyzn może odkryć (przypomnieć sobie?), jak istotne, wartościowe i satysfakcjonujące wyzwanie stanowi ojcostwo.

 

Bycie ojcem bez wątpienia nie jest łatwe. Ale czy niewymagające poświęceń, hartu ducha, odwagi i wytrwałości zadania przynoszą radość lub satysfakcję? I czy zasługują one na miano przygód?

 

Ken Canfield, Wspólne odkrywanie świata. Dla ojców dzieci w wieku szkolnym, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
niedziela, 08 maja 2011 19:08

Czekając na dziecko...

Czekając na dziecko...

Problem z poczęciem dziecka to jedno z największych wyzwań, z jakimi współcześnie mierzy się coraz więcej małżeństw. Statystyki mówią nawet o 20% par, które mają tą trudność. Dla wielu z nich jest to ciężka próba wiary, często też sprawdzian ich miłości i wierności oraz nauka nadziei a także całkiem nowego spojrzenia na swoje życie i powołanie. Niektórzy doczekują się potomstwa, inni reinterpretują swój pierwotny zamysł i odkrywają, że Droga prowadzi inaczej.

 

„Kiedy dziecko każe na siebie czekać” (wyd. Esprit) to niezwykła książka o walce duchowej małżonków i ich pytaniach o sens oraz istotę rodzicielstwa. Autorzy (Marie i Michal Mornet), którzy sami przeszli tę drogę, w rzeczowy sposób opisują sytuację małżonków dotkniętych obniżoną płodnością, w piękny sposób uwrażliwiają i – można rzec – otwierają oczy. Dużo prościej jest wchodzić w tak delikatny temat, gdy spojrzymy oczami samych małżonków, gdy wsłuchamy się w ich historie. Czy dziecko rzeczywiście „każe”? A może prosi o poczekanie? Książka ukazuje proces dojrzewania małżonków – w wymiarze indywidualnym i wspólnotowym, duchowym i zawodowym. Proces tak głęboki i poruszający, że staje się dla czytelnika lekcją duchowo-życiową.

 

Książka porusza także trudny (szczególnie dla małżonków cierpliwie i długo czekających) temat adopcji. Zobrazowana została prawda o tym, że Bóg czuwa nad rodzicami w tej decyzji i niejednokrotnie wyprzedza ich kroki. Wzruszyła mnie głęboko historia małżonków z Francji, którzy pomimo swoich wcześniejszych postanowień co do wieku dziecka (które miało mieć do 4 lat), przyjęli 11-letniego chłopca z Polski.

 

Rzeczowym uwieńczeniem książki jest dodatek Pierre’a Protota na temat metod wspomagania płodności – ich sposobu działania oraz stosunku Kościoła do tychże metod. Zabrakło jedynie (albo aż) tematu naprotechnologii (jest on wzmiankowany, ale nie rozwinięty wystarczająco), ale sądzę, że  to jest temat na inne publikacje. Droga  do naprotechnologii chyba musi zostać wytyczona przez takie publikacje jak ta państwa Mornet, czyli idąc od i dochodząc do wnętrza sprawy, do serc ludzi.

 

Polecam  W s z y s t k i m  - nie tylko osobom, które długo czekają na dziecko i doskonale czują, o co  w tym naprawdę chodzi. Polecam Wszystkim, bo każdy z nas spotyka (a jeśli jeszcze nie spotkał, to na pewno tak się stanie) takie pary. Warto wtedy wiedzieć więcej. Widzieć więcej.

 

Marie i Michel Mornet, Kiedy dziecko każde na siebie czekać. Nadzieja dla długo starających się o dziecko, wyd. Esprit 2011.

 

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
piątek, 27 maja 2011 07:06

Pomocy! Jestem TATĄ!

Jestem Tatą!

Leszek Talko, „Pomocy, jestem tatą! Czyli jak być dobrym ojcem i nie osiwieć zbyt szyybko”, wyd. Nasza Księgarnia 2008

 

„Pomocy! Jestem TATĄ” Leszka Talko to prześmieszne dzieło! Wprost do czytania między prasowaniem ubranek a karmieniem bobasa. Do książki podeszłam z humorem, chociaż zdaję sobie sprawę, że serce zabolałoby niejedną kobietę, która podeszłaby do tej książki bardzo poważnie. W „Pomocy!...” znajdziemy fajne przejścia z jednego rozdziału - do na przykład 30ego - i to zależy od nas, od tego jak odpowiemy na zadane pytanie i gdzie nas ta odpowiedź skieruje:-)

 

Sama nie mam dzieci (jeszcze :-) ) i owszem, trochę mnie przeraziła wizja pisarza. W sumie od nas zależy, czy uwierzymy autorowi, że na 100% nasze życie wywróci się do góry nogami, będą kłótnie i rozstania... czy potraktujemy ją właśnie jako poradnik i wbrew zapewnieniom autora postaramy się, by było inaczej:-) Ja z reguły robię coś właśnie wtedy, kiedy inni mówią, że to niemożliwe! Zatem wszyscy tatusiowie powinni stać się superbohaterami i pokazać, że POTRAFIĄ i CHCĄ i POSTARAJĄ się zrobić INACZEJ! Z tego skorzystają nie tylko mamusie, ale i dzidziusie:-) Uśmiechnięci mama i tata to podstawa! A kariera? W książce jest napisane, że po pojawieniu się dziecka mamy przechlapane! Sądzę, że to zależy od nas i… naszego szefa. A poradniki o papkach, ubrankach i czytaniu książeczek? Autor mówi, że to wszystko kłamstwa! Uważam, że sami potrafimy ułożyć sobie w głowie plan i to, jak wyobrażamy sobie spacerki, rozwiane włosy, dzidziusia śmiejącego się z wózeczka i tłamszącego misia, przespane noce, wyprasowane ubranka ułożone kolorami i szczęśliwe małżeństwo - to tak właśnie będzie.

 

Ale książkę polecam, choćby po to, żeby zobaczyć, że faceci też się stresują i mają naprawdę śmieszne przemyślenia! :-) :-)

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
czwartek, 01 grudnia 2011 18:12

50 składników miłości

50 składników miłości

Czy próbowaliście kiedyś zdefiniować MIŁOŚĆ? Staraliście się może wykazać, co jest najważniejsze i zupełnie niezbędne do jej zbudowania? Albo co się na nią składa? A jeśli rzeczywiście próbowaliście, to czy ostatecznie odpowiedź, jaką uzyskaliście, była zadowalająca i pełna, taka naprawdę… bez zastrzeżeń?

 

Autorka książki „50 składników miłości” (wyd. eSPe), Christa Spilling-Nöker we wstępie niezwykle trafnie opisuje marzenie o miłości, które, jak sądzę, nosi w sobie wielu z nas. „Marzymy o stałym poczuciu bezpieczeństwa, możliwości bezgranicznego zaufania drugiemu człowiekowi i wtulenia się w niego. Pragniemy znaleźć się w centrum zainteresowania drugiej osoby, chcemy, aby wykazywała ona wolę poznania naszej osobistej historii życia, naszego wnętrza, obaw; celów, do których dążymy; naszych marzeń, źródeł naszej radości; tego, w co wierzymy i czemu ufamy.” A jednak te pragnienia nie realizują się szybko i łatwo, nie spełniają się same. Nie wystarczy powiedzieć, by dostać Wszystko. Każda para, każde małżeństwo staje przed wieloma trudnościami, ale przecież wtedy miłość wcale się nie kończy. Ona tylko wymaga czegoś Więcej i woła do Nich o szczególną uwagę, może o szczególne skupienie na tym elemencie, który zawodzi najmocniej. Bo przecież miłość jest wielowymiarowa. Jeśli ktoś chciałby stworzyć przepis na nią, musiałby przyjąć, że każda para wymaga nieco innego rozłożenia i natężenia tych składników. I nie ma gotowych recept. Miłość po prostu wymaga nieustannej pracy i uważności. A wtedy dążenie do powyższego ideału wcale nie jest nierealne.

 

Książka Spilling-Nöker raczej nie stara się być przepisem, który chce krzyczeć o swojej nieomylności. Przypomina ona bardziej przewodnik, w którym możemy odnaleźć to, co doda naszej miłości świeżości, stabilności, a może nawet skrzydeł. Publikacja ta, co jest jej wielkim atutem, nie jest podręcznikiem, nie jest nawet typowym poradnikiem. To 50 tematycznych inspiracji, na które składają się w równej mierze anegdoty, cytaty i rozważania autorki. Gdy moja dociekliwa koleżanka usłyszała po raz pierwszy o tej książce, złapała się prawie za głowę, mówiąc o swojej wątpliwości: „Ale skąd autorka wzięła aż 50 składników? Toć chyba nawet św. Paweł w swoim Hymnie o Miłości tylu nie wymyślił!” Więc skąd ich aż tyle? Chyba po prostu – z życia.

 

Jakie tematy porusza autorka? Oprócz tych, które możemy przewidzieć, a więc kwestii: zaufania, przebaczenia, komunikacji czy wierności, odnajdujemy wiele elementów, których nie można zanegować, ale też nie bywają zbyt często zauważane (i może w tych drobiazgach tkwi problem?). Takimi nietypowymi elementami mogą być: bicie serca, humor, wdzięk, dziękowanie czy... taniec.

 

Dla dzisiejszego czytelnika ta książka może być znakomitym towarzyszem. Treść, która daje do myślenia, która poucza, ale też daje wskazówki i inspiruje, a jednocześnie nie zmusza do długich godzin czytania. Co więcej, to tematyka, którą dobrze jest czytać we dwoje. Może warto zaopatrzyć się w dwa egzemplarze i dzień po dniu praktykować jeden ze składników? Może warto równocześnie dopisywać swoje przemyślenia, coś z własnego życia, może postanowienia, a w końcu – swoje sukcesy w tej sferze? A co po 50 dniach?  Widzę dwa wyjścia. Pierwsze – rozpocząć od początku, drugie – dopisywać swoją własną listę elementów miłości (i kto wie, może ta lista nie skończy się na 100?)


To książka, która inspiruje – do rozumienia miłości, do jej wyrażania i wreszcie, do jej realizowania zgodnie z tym, co zaleca autorka: "Pielęgnuj ją [miłość] w sposób tak staranny, w jaki ogrodnik dba o ogród, aby wciąż coś nowego mogło w niej wzrastać, zakwitać i wydawać owoce."

 

Christa Spilling-Noker, 50 składników miłości, wyd. eSPe, Kraków 2011.

 

__________________

patronat medialny: Za-kochanie.pl

Okładka - tył

Opublikowane w Strefa Książki
Czytaj więcej...
  • «
  •  pierwsza 
  •  poprzednia 
  •  1 
  •  2 
  •  3 
  •  następna 
  •  ostatnia 
  • »
Strona 1 z 3

Główne działy

  • Ona&On
  • Relacje
  • Rodzina
  • Blogi
  • Dobra Strefa
  • Forum
  • Kontakt

Blogi

  • Z pamiętnika Księżniczki
  • Z rycerskiego szlaku
  • Dziennik pokładowy
  • Antykoncepcyjne dylematy
  • Dei Verbum
  • Między nami
  • Kuźnia Miłości
  • Dzień-Dobry-Dzieci
  • Biblio-teczka Malucha
  • Przestrzenie Miłości
  • Super mamą być
  • Piękno kobiety
  • I love USA
  • Przez żołądek do serca
  • Opowieści z Czarodziejskiej Góry

Na skróty

  • Kontakt
  • Mapa strony
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Rejestracja
  • Newsletter
  • Zaproś nas!
  • Formularze
  • Wesprzyj nas!

Zobacz także

  • Konkursy / Akcje
  • Ślubne-plany
  • NPR jest OK!

Polecane strony

  • Fundacja Rodzin Pełna Chata
  • NPRjestOK!
  • Przymierze Wojowników
  • Czysty SEX
  • Księgarnia i Wydawnictwo Rubikon
  • Projekt KiM
  • NPRjestOK!
  • Ślubne-plany
  • O nas
  • Wydarzenia
  • Linki
Copyright © 2011 Portal za-kochanie.pl



  • Nie pamiętasz hasła?
  • Nie pamiętasz nazwy?
*
*
*
*
*

* Pole wymagane