Słówko ze słownika – PROEGZYSTENCJA.
„Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie.”
(Rz 14,7)
Jaką treść kryje ta kompozycja 14 zgłosek? Kompozycja, która już w samym swoim brzmieniu zawiera jakąś dostojność i szlachetność, a w istocie wprowadza nas w przestrzenie fundamentalnej prawdy o Człowieku. Słowo rzadkie w użyciu tak jak i rzadko spotykana radykalna postawa, którą ono głosi. Gdyby jednak napisać słownik pojęć określających istotę życia chrześcijańskiego, to PROEGZYSTENCJA winna być jednym z kluczowych terminów. Za tym bowiem pojęciem kryje się prawda o podstawowym powołaniu KAŻDEGO CZŁOWIEKA. A więc jest to prawda o powołaniu PIERWOTNYM, będącym fundamentem każdego powołania i ludzkiej drogi, czy to świeckiej, zakonnej, czy na płaszczyźnie zawodowej, lub jeszcze innej.
Etymologicznie to złożenie łacińskiego existo i ere (wychodzić, być, istnieć) oraz przedrostka pro (przed, wobec czegoś, na rzecz, na korzyść). Sama egzystencja Człowieka jako sposób istnienia wyróżnia go spośród innych bytów. Człowiek najpierw istnieje, później dopiero zaczyna odkrywać siebie i swoje „bycie”, poznaje siebie stopniowo i chce zrozumieć to „być”, które go konstytuuje, szuka sensu swojego życia, nadaje kierunek temu życiu, uświadamia sobie własną jednostkową odpowiedzialność za swoje istnienie.
Mówią, iż BEZSENS jest odkryciem Człowieka. Tylko, czy może istnieć bezsens ludzkiego życia? Czy raczej może przydarza nam się tylko poczucie braku sensu? Czy bezsens istnieje jako coś rzeczywistego, czy może jest tylko słowem w ludzkim języku, określającym przejściowy stan człowieka, odczuwającego w danej chwili brak sensu jakiś przedsięwzięć, celów, działań, czy nawet brak poczucia sensu własnego istnienia. Czasem na spokojnie szukamy i chcemy odkryć pewne prawdy, które nadadzą sens naszemu istnieniu, zamienią pustkę i braki w pełnię życia, w radość i szczęście. Czasem szarpiemy się sami z sobą, wpadamy w jakąś trudną do określenia ciemność, głęboką jak studia bez wyjścia, czasem wyrywa się z naszego wnętrza niemy, choć wielki krzyk, a czasem po prostu nosimy w sobie ciężar jakiś tęsknot za czymś, za kimś, za innym życiem. W naturę Człowieka wpisana jest tęsknota ZA KIMŚ i obecność tej tęsknoty obnaża nam prawdę o Człowieku – prawdę, iż jesteśmy DLA innych ludzi. Bóg i Człowiek to dwa wyróżniające się byty, których istnienie jest ukierunkowane DO/DLA kogoś drugiego. Człowiek staje się w pełni Człowiekiem dopiero w relacji z drugą osobą.
Często jednak uciekamy się w „znieczulacze” i „zabijacze czasu” – świadomie pozwalamy, by coś pochłonęło ciężar naszych myśli, zamknęło ból i zagłuszyło krzyczące tęsknoty. Tak jest prościej, ale wtedy poczucie bezsensu co pewien czas powraca jak bumerang. Dobrze jednak jeśli powraca, bo człowiek jest zdolny znieczulić się do takiego stopnia, aby całkowicie zagłuszyć swoje wnętrze. Dobrze jeśli Człowiek zmaga się, walczy, jeśli szuka...
Kiedy szukamy prawdziwie sensu – znajdziemy. Odnajdziemy prawdę, że my i nasze życie jest nie dla mnie samego, lecz, że cały JA i wszystko co MAM jest DLA innych. To jest kierunek, prowadzący do Życia. Poddanie się może zamienić egzystencję ludzką w wegetację, która jest zaprzeczeniem Życia.
Odkrycia to jedno, drugie zaś, to wyruszenie w tą trudną, szczególnie na początku drogę przekierunkowania swojego wzroku od siebie na innych. Trudną drogę, prowadzącą od egoizmu, aż po miłość. To droga zaparcia, która wymaga determinacji, odwagi, siły i ryzyka oraz wysiłku dryfu samotnej wyspy, by dołączyć do archipelagu innych wysp. Jest pracą, bo musimy trudzić się, by zdobywać mądrość i przysposabiać serce w szczerość i dobrą wolę, trudzić się, by odkrywać to, co jest prawdziwym dobrem dla innych.
I dzień po dniu uczyć się...
patrzeć na swoje dłonie i mówić – wy jesteście DLA - by dawać.
Spoglądać w lustrzane odbicie swoich oczu i powiedzieć – wy także jesteście DLA - jesteście, by zauważać Człowieka.
Nadać kierunek swoim stopom, by prowadziły mnie do ludzi.
Spożytkować swoje siły DLA dobra innych.
Przyjmować ludzi w swoje otwarte serce... każdego...
I wzdychać: O czasie mój! Ciebie także nie powinienem zostawiać dla siebie samego. Jesteś wielkim skarbem, który mam - mam by cię nie trwonić, lecz rozdawać! Ludzki czas nie powinien być czasem wegetacji, lecz czasem twórczego rodzenia – czasem zasiewu i zradzania dobra.
I nawet nie mając NIC, ale będąc tylko „posiadaczami” siebie, możemy dać wszystko, co najistotniejsze. Jak mówił Abba Kasjan – iż nic na tym świecie nie jest nasze, z wyjątkiem tego, co posiadamy w sercu, co związane jest z naszą duszą i czego nikt, nigdy, nie może nam zabrać. Dając rzeczy materialne, dajemy w istocie coś, co i tak nie jest nasze, choćbyśmy się chlubili, że zdobyliśmy te dobra własną pracą, czy je odziedziczyliśmy. Dając siebie, możemy stać się dla innych chlebem, światłem, wsparciem, nadzieją, ratunkiem...
Kilka lat temu, kiedy w końcu umęczona zakończeniem wyprawy w góry, znalazłam się na dworcu w Zakopanem, podszedł do mnie Człowiek i wręczając mi kawałek drożdżówki, powiedział, że muszę być głodna. A jakże – byłam! On był bezdomnym. Nie miał NIC, a poprzez swój gest umieścił w tym kawałku pieczywa troskę i życzliwość. Obdarował mnie uśmiechem, ciepłem, podarował mi piękno i niepowtarzalność chwili, ukazał mi swoje człowiecze serce i uruchomił wzruszenie oraz dał radość na długi czas. Nigdy GO nie zapomnę, choć nawet nie znam jego imienia i nie wiem, czy jeszcze żyje. Choć wciąż żywy jest w moim sercu... i dla mnie posiada imię - Człowiek.
To, co jest także prawdziwie MOJE, to WOLNOŚĆ, co uczynię z tego mojego BYCIA. Czy zachowam je dla siebie (tracąc je w istocie), czy rozdam je i oddam, wyniósłszy je do szczytu ludzkiej egzystencji.
Już wiesz...
PROEGZYSTENCJA powinna stać się ukierunkowaniem każdego Twojego działania. Jest ona jedynym prawidłowym ukierunkowaniem. Jedyną zaś postawą godną życia ludzkiego jest postawa miłości. To nie życie jest źródłem, z którego może wypłynąć miłość, to MIŁOŚĆ JEST ŹRÓDŁEM ŻYCIA.
PROPOZYCJA.
Jeśli chce wyruszyć w drogę, ku prawdziwemu Życiu, które posiada sens (!), warto w każdym nowym dniu, podjąć praktykę DWÓCH MODLITW.
Naprawdę warto, by zawisły na ścianie przy Twoim łóżku, lub znalazły się na nocnej szafce, by gdy tylko zbudzisz się, uświadomić sobie PO CO ŻYJESZ i że JESTEŚ DLA INNYCH.
Modlitwa pierwsza - do Boga:
Panie, Ty dałeś mi nowy dzień. Proszę Cię uczyń mnie w tym dniu dla innych.
Naucz mnie patrzeć na Człowieka w taki sposób, że to właśnie JA JESTEM DLA NIEGO... właśnie TU i TERAZ... dzisiaj.
Modlitwa druga - do Człowieka:
Co mogę Ci dać Człowieku dziś napotkany na mojej drodze?
Co mogę Ci dać Człowieku stojący ze mną twarzą w twarz?
Co mogę Ci dać Człowieku odległy?
Może tylko uśmiech, może pytanie, może ciepły gest, czy słowo, może spacer, cichą modlitwę, obecność...
Bowiem to, co mam jest także twoje.
Moja jest tylko wola, co uczynię, lub czego nie uczynię...dla Ciebie.
I na koniec przepis:
Ctrl+C
Ctrl+V
Ctrl+P
Powodzenia!