鈥濨rud to co艣, co nie jest na swoim miejscu鈥
(Mary Douglas, Czysto艣膰 i zmaza)
聽
Autorka tych s艂贸w 鈥 jedna z wybitnych antropolog贸w 鈥 bada艂a spo艂eczno艣ci pierwotne pod k膮tem ich rozumienia czysto艣ci i nieczysto艣ci. Jasne by艂o dla niej, 偶e w ka偶dej kulturze istnieje to przeciwstawienie, ale sk膮d bierze si臋 jego uniwersalno艣膰 i czy te kategorie rzeczywi艣cie wsz臋dzie s膮 rozumiane jednakowo? Czy po prostu istniej膮, ale znacz膮 nie-to-samo?
聽
Nie chc臋 streszcza膰 dokona艅 Douglas, a tym bardziej referowa膰 jej ksi膮偶ki, jednak to uchwycenie i zdefiniowanie, czym jest brud wydaje mi si臋 godne uwagi. Powy偶sze rozumienie brudu implikuje 鈥 jak stwierdza autorka 鈥 dwa warunki: 鈥瀦bi贸r uporz膮dkowanych relacji i naruszenie tego porz膮dku鈥 i co za tym idzie: 鈥濨rud nie bywa nigdy unikalnym, wyizolowanym zjawiskiem. Tam gdzie jest brud, jest te偶 system. Brud to produkt uboczny systematycznego porz膮dkowania i klasyfikacji rzeczy, o tyle, o ile porz膮dkowanie wymaga odrzucenia nieprzystaj膮cych element贸w鈥.聽 Przyk艂ad, jaki podaje Douglas, to chocia偶by buty na stole. Same w sobie buty nie s膮 brudne (chyba, 偶e zab艂ocone), nie s膮 ska偶one. Natomiast umiejscowienie ich w przestrzeni nie do tego wyznaczonej czyni je brudnymi.
聽
Oczywi艣cie, wiedz膮c, czym jest brud, mo偶emy stworzy膰 definicj臋 czysto艣ci, kt贸ra brzmia艂aby: 鈥瀋zysto艣膰 to co艣, co jest na swoim miejscu鈥. Istnieje wi臋c pewien system, istniej膮 normy, kt贸re tworz膮 zgrabny i sprawny, uznawany i szanowany uk艂ad. Poruszanie si臋 wewn膮trz niego pozwala nam pozostawa膰 w obr臋bie czysto艣ci, by膰 czystym, by膰 poprawnym, zgodnym z ca艂o艣ci膮. O czysto艣ci m贸wi si臋 dzi艣 w kontek艣cie zachowa艅 w sferze seksualnej. Czy艣ci s膮 ci, kt贸rzy wyczekuj膮 z rozpocz臋ciem wsp贸艂偶ycia do 艣lubu, czy艣ci s膮 ci ma艂偶onkowie, kt贸rzy przestrzegaj膮 norm personalistycznych w swojej sferze seksualnej. S膮 czy艣ci, czyli zgodni z normami, zgodni z porz膮dkiem, z 艂adem. Jednak owi 鈥瀋zy艣ci鈥 przestaj膮 by膰 norm膮, przestaj膮 by膰 nawet uznawani za zgodnych z normami, bo zasady zdaj膮 si臋鈥 zmienia膰, nie obowi膮zywa膰, a mo偶e nawet鈥 nie istnie膰 ju偶 wi臋cej.
聽
Nie ma ju偶 wi臋cej brudu - we wsp贸艂czesnym g艂贸wnym nurcie my艣lowym. Ju偶 niewiele co mo偶e nas oburzy膰. Na bilbordach mog膮 pojawia膰 si臋 intymne sceny, w teatrze aktor mo偶e si臋 rozebra膰, w galerii sztuki mo偶na obra偶a膰 uczucia religijne lub wystawia膰 fekalia jako dzie艂o sztuki (Por. Piero Manzoni i jego praca: G贸wno artysty). C贸偶 wi臋c powiedzie膰 o seksie przed 艣lubem czy 鈥瀞koku w bok鈥? Przy wcze艣niejszych, publicznych i bardziej ra偶膮cych przyk艂adach, te dwa s膮 tylko ma艂膮 kropl膮. Kt贸ra jednak dr膮偶y ska艂臋.
聽
Ogromne zmiany, jakie zasz艂y w drugiej po艂owie XX wieku 鈥瀗a Zachodzie鈥 (鈥瀢olno艣膰鈥 kobiet, oderwanie porz膮dku prokreacyjnego od aktu seksualnego, zakwestionowanie warto艣ci rodzic贸w, bunt przeciw normom) rzeczywi艣cie zmieni艂y 艣wiat, zmieni艂y postrzeganie tego, co bia艂e lub czarne 鈥 bo prawd臋 m贸wi膮c, teraz wszystko jest szare 鈥 tylko bardziej szare lub mniej szare. Ale czy te dzia艂ania odwr贸ci艂y do g贸ry nogami to, co by艂o 鈥瀘d zawsze鈥? Czy rzeczywi艣cie zmieni艂y owe 鈥瀓膮dro 艣wiata鈥, zmieni艂y zasady? Czy tylko to, co zewn臋trzne, co powierzchownie ulotne i tylko to, co na pierwszy rzut oka widoczne?... I tylko to, co cz艂owiek mo偶e bez g艂臋bszego namys艂u uzna膰/odrzuci膰, aby by艂o pro艣ciej?
聽
M贸wienie o szaro艣ciach jest uproszczeniem. Nie uwa偶am, 偶e nam wszystkim jest oboj臋tne to, jak zdefiniujemy sobie granice przyzwoito艣ci czy czysto艣膰. Nie ka偶dy z nas b臋dzie klaska艂 golasom w teatrze, nie ka偶dy przejdzie oboj臋tnie czy z aprobat膮, widz膮c kolejny plakat-reklam臋 skierowan膮 do m臋偶czyzn, gdzie na pierwszym planie jest kobieta w niedwuznacznej pozie. Wci膮偶 wierzymy w podzia艂 na czyste 鈥 nieczyste, w rozr贸偶nienie tego, co jest na miejscu i tego, co jest nie w swoim przydziale.
聽
Dziwi mnie dodatkowo fakt, 偶e jednak pewne regu艂y istniej膮 prawie wsz臋dzie (cho膰 czasem i tak bledn膮), np. nie na miejscu jest m贸wi膰 鈥瀗a ty鈥 do os贸b du偶o starszych lub du偶o wy偶szych rang膮 (a je艣li kto艣 powie, 偶e np. w j臋zyku angielskim jest inaczej, to chocia偶 do kr贸lowej tak si臋 zwr贸cimy), nie na miejscu jest urz膮dza膰 dyskotek臋 w nocy, gdy domownicy 艣pi膮 itd. Owszem, s膮 to normy kulturowe, umowne, ale jednak obowi膮zuj膮ce po to, aby s艂u偶y膰 cz艂owiekowi. O ile偶 bardziej s膮 one potrzebne w dziedzinach, kt贸re s膮 naprawd臋 po-wa偶ne. Je艣li tylko pobie偶nie czytali艣my "Ma艂ego Ksi臋cia" lub znale藕li艣my tylko jego streszczenie w Internecie, to nawet z tych najprostszych 藕r贸de艂 nie b臋dzie jak skorzysta膰. Je艣li w domu nie poznali艣my norm, nie dowiedzieli艣my si臋, jak budowa膰 zwi膮zek na ca艂e 偶ycie, nie zobaczyli艣my nawet, 偶e istnieje co艣 takiego jako relacja damsko-m臋ska, to jak mamy w to uwierzy膰? To ju偶 nie s膮 pokolenia buntu, bo coraz trudniej znale藕膰 punkt wyj艣cia - wobec czego mo偶na si臋 buntowa膰 (nie licz膮c, oczywi艣cie, tych pr膮d贸w my艣lowych i ludzi, kt贸rzy wci膮偶 g艂osz膮 has艂a czysto艣ci), co przedstawi艂 艣wietnie Mro偶ek z swoim 鈥濼angu鈥, kiedy to Artur szuka艂 w艂a艣ciwego wyrazu buntu wobec 鈥瀗owoczesnej鈥 i zdegenerowanej rodziny i ostatecznie poni贸s艂 kl臋sk臋.
聽
Przywo艂ane wy偶ej rozumienie czysto艣ci wydaje mi si臋 szalenie wa偶ne. Pokazuje ono, 偶e zasady nie wyp艂ywaj膮 z czegokolwiek, z widzimisi臋, ale z Ca艂o艣ci, z dobra, jakie wyp艂ywa z systemu. System jest ukierunkowany na dobro. M贸wi膮c konkretnie: owa czysto艣膰 przed艣lubna nie jest po to, aby uprzykrza膰 偶ycie ludziom, ale po to, by dba膰 o szeroki kontekst ich obecnego rozwoju i przysz艂ego 偶ycia. I jej uniwersalno艣膰 opiera si臋 na prostej zasadzie: cz艂owiek ma swoj膮 sta艂膮 natur臋 i proces tworzenia wi臋zi ma sw贸j konkretny "grafik", kt贸ry pozwala na najlepszy rozw贸j. Nie jest zatem czysto艣膰 oderwana od systemu, a wi臋c kwestionuj膮c ten element - wstrzemi臋藕liwo艣ci (czy wierno艣ci itd.), kwestionujemy istot臋 tej mi艂o艣ci. Tak, mo偶emy si臋 powo艂ywa膰 dalej na nasz膮 mi艂o艣膰, nasze pragnienie itd, jednak to ju偶 nie jest Ta Mi艂o艣膰, o jak膮 chodzi w pierwotnym rozumieniu. To jest mi艂o艣膰, kt贸ra nie stawia sobie niekt贸rych wymaga艅, nie 偶膮da wy艂膮czno艣ci czy wr臋cz wierno艣ci, nie stawia dobra drugiego ponad przyjemno艣膰, itd. I zgoda: je艣li kto艣 rozumie mi艂o艣膰 inaczej, ma prawo j膮 inaczej praktykowa膰, ale mo偶e wtedy warto robi膰 przypis, m贸wi膰 o mi艂o艣ci, jak j膮 rozumiemy. Bo je艣li to samo rozumienie mi艂o艣ci jednym nie pozwala na seks przed 艣lubem czy zdrad臋 ma艂偶onka, i ta sama mi艂o艣膰 innym pozwala, to nie ma w tym logiki. Mi艂o艣膰 jest poj臋ciem, kt贸rego tre艣膰 wype艂niamy r贸偶norodnie.
聽
A mo偶e... Mo偶e jednak dobrze, 偶e mamy wyb贸r: opowiadaj膮c si臋 za granic膮 czysto艣ci i brudu albo kwestionuj膮c je ca艂kiem i czyni膮c wszystko dozwolonym. Bo przecie偶 Wszystko mog臋, ale nie wszystko przynosi mi korzy艣膰. (I mimowolnie chc臋 Was odes艂a膰 do piosenki zespo艂u "Love Story" pt. "Mayday".)