>>Kochaj bliźniego jak siebie samego<<
„Wielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że aż za dobrze przestrzegali pierwszej części tego przykazania, a za mało drugiej”.
Ten fragment z książki „Pokochaj siebie. 101 medytacji dla kobiet” Virginii Ann skłonił mnie do zastanowienia się po raz kolejny nad przykazaniem miłości. Czy spostrzeżenie autorki nie wydaje się prawdziwe? Dlaczego Miłość samych siebie jest tak ważna? Dlaczego często jest tak trudno znaleźć ją u samych siebie?
ISTNIENIE jako DAR
To Bóg był tym, który stworzył i Mnie, i Ciebie. W całym procesie stwarzania obecna była Jego Miłość. Miłość samego siebie wypływa z aktu stworzenia. To właśnie wtedy On przelał ją na nas. Wyobraź sobie, jak mogło wyglądać Twoje stworzenie?
Bóg pochylał się nad każdą częścią Twojego ciała, zachwycając się nią. Każdy zakamarek Ciebie został więc przesiąknięty Jego Miłością. On ukochał w nas wszystko od początku. Dla Niego wszystko było piękne i powinnaś/powinieneś sobie to uświadomić. Wszystko, co masz, zostało stworzone bardzo konkretnie, dla jednej osoby. Każdą częścią Ciebie Bóg się zachwycał.
KRYTERIA PIĘKNA
Bardzo często jednak wydaje nam się, że: „Bóg chyba musiał mieć jakieś problemy ze wzrokiem, że taką/takiego mnie stworzył” albo ”gdyby nie te za długie uszy, hm… i te zbyt proste włosy… to może i bym Mu się udał/udała…”.
Coraz częściej ludzie chcą decydować o życiu i śmierci innych. A czy wcześniej, zanim odważyli się przejąć tak ważną funkcję Boga, nie zrobili jeszcze czegoś? Czy to nie ludzie zaczęli określać kryteria estetyczne, dzieląc ludzi na pięknych i brzydkich, mniej lub bardziej wartościowych? Zastanów się, czy nie dlatego jest w nas ciągle tak dużo rzeczy, które nam się nie podobają?
WYJĄTKOWOŚĆ - najlepsze określenie nas samych
Zacznę od przykładu z życia… swojego;-)
Ostatnio uświadomiłam sobie, że jeśli coś jest inne, nie oznacza to wcale, że jest lepsze lub gorsze (tak jak uważałam wcześniej). Myślę tu o moich włosach. Nie są ani proste, ani kręcone, ani falowane. Przez długi czas bardzo mi się nie podobały. Żartowałam sobie czasem: „Panie Boże, ale tu, to się mogłeś bardziej postarać. Dobrze by było, gdybyś wtedy podjął konkretną decyzję: proste albo kręcone, a nie takie nie wiadomo co”.
Dopiero niedawno odkryłam ich wyjątkowość. Czy to nie jest cudowne, gdy kładąc się spać nie wiem „z czym” się obudzę?:-) Ile radości zaczęło mi dawać pierwsze spojrzenie w lustro, w którym widzę efekt „nocnego ułożenia głowy”. To, co wydawało mi się kiedyś nieciekawe, nabrało nowego znaczenia. Zaczęłam dziękować Bogu za nie. Zaczęłam odkrywać, że te włosy tworzą z resztą mnie CAŁOŚĆ - całość, którą jestem ja.
Tak jest też z Tobą. Masz może coś, czego nie akceptujesz? Może mówisz często, że gdyby nie to, to byłabyś/byłbyś w stanie zaakceptować siebie… Bóg kocha Ciebie miłością bezwarunkową i dlatego jest to Prawdziwa Miłość. Dlaczego więc ty stawiasz sobie sam/sama warunek? Niektórzy mówią: „Akceptuję siebie tak jak teraz wyglądam… obym tylko nie przytyła/obym tylko nie przytył”. A to? Czy to jest nadal miłość? Miłość bezwarunkowa? Ale pomyśl… To wszystko, co składa się na Ciebie, tworzy całość, tworzy Ciebie, tworzy kobietę/mężczyznę wypełnionego Miłością.
MIŁOŚĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA
„Człowiek, który nie kocha siebie, nie może kochać bliźniego.”
To kolejny fragment, który poruszył moje serce. Zainteresował mnie on na tyle, że zaczęłam szukać, zaczęłam pytać… Zaczęłam pytać i siebie, i Boga jak to z tym wszystkim tak naprawdę jest.
AKCEPTUJĄC SIEBIE, SPRAWIAMY BLISKIM NAJLEPSZY PREZENT
Człowiek, który kocha siebie może być bezinteresowny. Ta akceptacja bowiem powoduje, że pomagając innym, nie będzie szukał w tym siebie. Czy więc nie potrafimy pomagać bezinteresownie? Poruszyło mnie to, co usłyszałam na jednych z rekolekcji w odpowiedzi na powyższe pytanie. „Człowiek, który nie kocha swego życia, nie może nigdy dać niczego za darmo. Mamy do czynienia w takim przypadku z „chorą szlachetnością”, która ma w sobie wiele dwuznaczności. To, co człowiek chce uzyskać poprzez ofiarowaną pomoc, wydaje się być niezauważalne. Ale ono jest obecne: chęć zasłużenia sobie u innych, chęć bycia zauważonym, uznanym za wartościową osobę… To jest to, czego człowiek szuka. Czy jest coś w tym złego?
Jeśli takiej gratyfikacji się nie dostaje, człowiek zaczyna tłumić w sobie pretensje, żal do innych. Pomoc drugiemu, może tylko podświadomie, ale miała być środkiem do podniesienia swojej wartości, do jej potwierdzenia. Może nieświadomie, ale to zachowanie miało ostatecznie na celu, zaczerpnięcie czegoś dla siebie.
Człowiek, który akceptuje siebie, kocha siebie, dostrzega jak wielkim darem jest dla innych, jak wielkim darem od Boga jest jego życie dla niego samego, nie musi szukać potwierdzenia swojej wartości u innych. On potwierdzenie swojej wyjątkowości znajdzie w Bogu, gdy zacznie szukać i dostrzegać Jego Miłość w życiu codziennym, gdy zobaczy, jak ważny jest w Jego oczach.
Człowiek, który kocha siebie samego, staje się wolny od opinii innych ludzi. Dzięki temu może żyć, nie myśląc ciągle o tym, jak zachowywać się, żeby przypodobać się szefowi, co zrobić, jaką „maskę” nałożyć na spotkanie z kolegą, z dziewczyną/ z chłopakiem. Człowiek zaczyna tak naprawdę żyć, zaczyna być sobą. Dzięki temu, coraz bardziej zaczyna dostrzegać te wszystkie dary, jakie zostały złożone przez Boga w nim samym...
Zachęcam każdego do odkrywania siebie, do odkrywania siebie oczami Boga. Może nam się to tylko udać dzięki łasce Tego, od którego pochodzimy, dlatego warto o nią prosić każdego dnia. Jak najszybciej należy zdjąć te okulary, przez które widać tylko zafałszowany obraz nas samych.