„A Biedzie się zachciało, jako iż była uboga, dziecko mieć od dostatku; zaczem się przy nim położyła i poczęła Erosa.” (Platon, „Uczta” 203, b-c)
Mit o narodzinach Erosa umieszczony w Platońskiej „Uczcie” ma tłumaczyć istotę miłości, ma pokazać jej sedno. I cóż widzimy? Że rodziców Eros ma bardzo skrajnych: Biedę i Dostatek – dwa przeciwieństwa, dwie różne potrzeby, osobne światy. Chciałabym zatrzymać się na tych antonimiach, na twierdzeniu, że istotą miłości jest Pragnienie (płynące z ubóstwa) i przeciwstawne mu Przepełnienie (płynące nie tyle z bogactwa, co z samowystarczalności, z pełni).
„Miłość nigdy nie jest tak sobą, jak w chwili swych narodzin: tutaj zaprawdę jest jak ogień. Dlatego trzeba uchwycić owe narodziny miłości. Niewątpliwie to króciutka chwila; żarliwość miłości może jednak utrzymać jej stan narodzin, gdyż miłość stoi ponad czasem: właściwością miłości jest zdolność nieustannego rodzenia się. (…) w istocie pragnienie jest najsilniejsze właśnie w chwili narodzin.” (Marie-Dominique Philippe, „O miłości”,; komentarz do mitu o narodzeniu Erosa)
[Abstrahuję już od Platona. Ale wciąż pobrzmiewa ze swymi założeniami. Dźwięczy też komentarz o. Philippe.] A zatem początek miłości. Ona w nim jest sobą naprawdę. Ale co to znaczy dla przeciętnego człowieka? Czy miłość rodzi się między dwojgiem ludzi jak mityczny Eros? Czy potrzebuje akuszerki? Czy możliwe jest poronienie lub urodzenie miłości niepełnosprawnej? Jak to jest? Co do tego ma Bieda i Bogactwo?
Na myśl przychodzą mi młode miłości. Tak to się mówi. Ogniste. Miłości ludzi nie-doświadczonych, ludzi zapatrzonych, zdeterminowanych. Takie piękne miłości, czy może za-kochania. A może, precyzyjniej, ta chwila, kiedy pada decyzja: to będzie miłość – nie tylko uczuciowa, ale postawna, kształtna, solidna, uparta. To będzie wierność i uczciwość, i trwanie. Wtedy chyba wydarza się prawdziwe przyjście na świat. Odważne, płomienne, wspólnotowe. (I właśnie ta chwila może umacniać i ożywiać przyszłość. Bo przecież jest ponad czasem.)
Wielkość pragnienia popędza akt narodzin, bo już nie wytrzymuje nie-wypełniania. Pragnienie płynące z ubóstwa kieruje się ku pełni, ku wzbogaceniu. A tą obietnicą pełni-zjednoczenia jest drugi człowiek. Osoba drugiej płci, odmienna, ale jakże doskonale skonstruowana. Stąd kierunek pragnienia, stąd celowość, stąd intensywność. Nawet nie wiemy, jak wielkie są nasze pragnienia, co to za łaknienie. Nie te, które narzuca świat i otoczenie, ale te wewnętrzne – pragnienie za-kochania. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo, które może zadziałać w odwrotną stronę. Bo skoro jestem tak nędzny i nie mam nic, to na pewno nie mogę zaoferować czegoś wartościowego. Nie mogę kochać, ani nie mogę być kochany.
Dostatek natomiast ukazuje i podkreśla z jednej strony własną wartość, własne człowieczeństwo, a z nim godność i obfitość wewnętrzną. Kiedy ktoś dużo posiada, chce się tym dzielić, czasem przypominając fontannę, z której przelewa się ten naddatek. Z drugiej jednak strony bogactwo może zamydlić oczy. Bo skoro jestem w obfitości, to nie potrzebuję niczego więcej. Nawet miłości.
I jak tu kierować własną biedą i dostatkiem? Mit wypowiedziany przez Diotymę pokazał jasno, co wynikło: począł się Eros. (Zatem jest to możliwe. Miłość.) A co wynika współcześnie i życiowo, a nie mitycznie? A różnie. Bo różne są nasze wagi, nasze ludzkie podziały i ciążenia. Jesteś zbyt wspaniały, zbyt dobry! Albo: Jesteś do niczego! Znaleźć balans… Znaleźć złotą drogę do narodzenia miłości. Intuicja podpowiada, że trzeba poznać nie tylko słowa Platona, ale też prawdę o sobie i o drugiej osobie-wybranej. Trzeba dorosnąć. Trzeba się wysilić i odpowiedzieć. I nie bać się bólu. Ale bać się miłości-nigdy-nie-narodzonej. Bo najprawdziwszą istotą miłości jest istnienie.