O ekstremalnych górskich wędrówkach, miłości do końca i konkubinacie z ks. Jackiem Rogalskim rozmawia Jarek Kumor.
Skąd pomysł na rekolekcje o górach skoro sam ksiądz przyznaje, że alpinista z księdza żaden?
Rzeczywiście nie lubię zbytnio chodzić po górach, co nie znaczy, że ten temat nie jest mi bliski. Góry, o których mówię, pojawiają się w życiu każdego człowieka i mają zdecydowanie bardziej znaczenie duchowe niż turystyczne. Każdy musi na nie wejść, bo na nich dokonuje się coś wielkiego.
Po co zatem wchodzić na Synaj?
Tam człowiek otrzymuje prawo moralne. Tu jest miejsce na podjęcie dużego wysiłku. Albo chcę tego prawa albo go nie chcę. Wiemy, że bez kręgosłupa moralnego niczego się nie zbuduje. Rani się siebie i innych. Człowiek potrzebuje też tego momentu, kiedy Mojżesz schodził z góry i wkurzony rozbił tablice. Zobaczył, że to, co jemu jest bardzo drogie, w czym jest zakochany, ci ludzie mają za nic. Oni to podeptali. Tu jest miejsce na pytanie: Czy ja widzę grzech innych? Czy potrafię płakać nad tym grzechem? W końcu na tej górze pojawia się też pewne niebezpieczeństwo ukrytej apostazji. Ludzie, którzy zostali na dole, gdy Mojżesz wszedł na szczyt, nie czcili nie wiadomo jakiego boga. Postanowili zrobić sobie wizerunek boga, który wyprowadził ich z Egiptu. To jest miejsce, w którym musimy pamiętać, że będą pojawiać się w naszym życiu momenty czczenia jakiegoś bożka. Będziemy twierdzić, że on nam pomaga. To może być praca, dziewczyna, chłopak, pieniądze. Możemy nakładać na to pobożną ideologię, ale to tak naprawdę odciąga nas od jedynego i prawdziwego Boga.
Którego możemy spotkać na Górze Przemienienia…
Tam możemy zobaczyć, że wysiłek, który człowiek podejmuje na sens. Jezus wziął uczniów na Tabor, by pokazać im, że końcem wszystkiego nie jest śmierć, lecz chwała zmartwychwstania. Młody człowiek musi wchodzić na Górę Przemienienia, by zobaczyć, że wysiłek, który podejmuje, który niekiedy jest jego krzyżem, na sens. W ostateczności nie czeka go klęska, ale coś pięknego i wspaniałego. Bóg to dla niego przygotował.
Ale sporo Go to kosztowało…
Otóż to. I wchodząc na Golgotę – ostatnią z tych trzech gór, widzimy ogrom Miłości. Jeżeli ja w życiu podejmuję jakieś wysiłki, chcę wiedzieć, dla kogo to robię. I tam, na Golgocie spotykamy Kogoś, kto kocha nas ponad wszystko, kto oddał za nas życie, kto oddał się całkowicie w nasze ręce. Tam poznajemy prawdziwego Boga, który nie jest Bogiem wielkim, odległym, silnym. Jest Bogiem pokornym, który na Golgocie, jak w soczewce, skupił całe swoje nauczanie. Musimy wejść na Golgotę, by poznać Chrystusa kochającego nas do tego spotkania, że oddał za nas życie. Bez wejścia tam, bez krzyża, nie ma zmartwychwstania. Warto zwrócić uwagę, że wszyscy uczniowie Jezusa uciekli w chwili próby. Tylko Jan został pod krzyżem i, co ciekawe, tylko Jan nie umarł śmiercią męczeńską. Młody człowiek, taki jak Jan, musi zobaczyć, że warto trzymać się krzyża, bo ten krzyż uwalnia go od wielu cierpień, które mogą go w życiu spotkać. Od zdrady, kłamstwa czy np. myśli o tym, że nie chce własnego dziecka. To krzyż nadaje sens wszystkiemu. Poza tym, młody człowiek musi wejść na Golgotę, bo nawet, jeśli nie wierzy, że Ten, kto umarł na krzyżu jest Synem Bożym, to Ukrzyżowany pokazuje, że ma sens przyjaźń, miłość. Że to wszystko może być bezinteresowne. Chrystus umarł za swoich przyjaciół. Mówił o tym. Zatem wejście na Golgotę nie jest tylko wejściem w świat Boga Zbawiającego, ale też w świat pięknych ideałów.
Jak to jest, że można być odrzucanym, opluwanym, a kochać do końca?
To jest dziś bardzo potrzebne, bo gdy człowiek jest odrzucony, opluty, natychmiast trzaska drzwiami i wychodzi. Dlatego małżeństwa się rozpadają. Ludzie nie umieją i nie chcą walczyć. Nie chcą podnosić z ziemi swojego krzyża tylko ciągle szukają wygody. Wydaje się pozornie, że jeżeli trzasnę drzwiami i wyjdę, to znajdę szczęście. Nie. Tam znajdę tylko ból, płacz i zgrzytanie zębów. Ludzie nie widzą swojego Egiptu, zniewolenia, tego, że mają problem. Mówią, że wszyscy tak żyją. To im zamyka oczy. A jeżeli chcemy się z kimś porównywać w życiu, to tylko z Bogiem, bo On jest święty. Mówi: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (Kpł 19,2). Problem polega na tym, że my nie porównujemy się ze Świętym, ale z tym złym, grzesznym tłumem. Nie widzimy swojego Egiptu, więc jak z niego wyjść?
Z księdza kazań rekolekcyjnych łatwo wywnioskować, że bliski jest księdzu temat konkubinatów. Mówi ksiądz o nich ostro i bez ogródek.
Jest to taki mój konik, ponieważ od 8 lat mieszkam w sercu miasteczka akademickiego. Boli mnie, że rozpusta, która się pojawiła wśród tych młodych ludzi, nie tylko niszczy ich duchowo, ale też fizycznie. Oni są zepsuci moralnie pod względem szóstego przykazania i stają się już nawet fizycznie brzydcy, tacy nieokrzesani. Te dziewczyny zamieniają się w czarownice, które nie potrafią pięknie mówić, nie potrafią marzyć. Nieuporządkowana cielesność, która prowadzi tylko do pożądania i tylko z nim się wiąże, niszczy człowieka i go upokarza. Kiedy komuś się wydaje, że jest wolny, to właśnie tylko mu się wydaje. A św. Paweł powiedział: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1 Kor 6,12). Kiedy na trasie mojej kolędy trafiają się ludzie żyjący w konkubinacie, to widzę, że już nawet nie otwierają drzwi, bo wiedzą, że na pewno tego tematu nie ominę. Uważam, że ksiądz musi być jak Eliasz czy jak Jan Chrzciciel, który idzie i mówi: nawracajcie się. Nie ma innej drogi do szczęścia. Albo człowiek się nawraca i idzie ku życiu wiecznemu albo tkwi w swoim grzechu i odwraca się od tej perspektywy. Bóg, przez usta św. Jana Apostoła, mówi: „Kto mnie miłuje, a nie zachowuje moich przykazań jest kłamcą i nie ma w nim życia” (1J 2,4).
Po co ludzie wchodzą w taką sytuację jak konkubinat? Jest to pewien rozdźwięk. Bywają to ludzie po konkretnej formacji np. oazowej, a pakują się w ewidentny grzech.
Pan Jezus mówił nieustannie do Apostołów: „Nawracajcie się”. To jest ciągły proces. Nie ma takiego momentu, w którym człowiek mógłby powiedzieć, że już się nawrócił. Nawracać się to znaczy zmieniać swój sposób myślenia, czynienia, swoje pragnienia. To zmieniać swoje życie, żeby ono było zgodne z tym, czego chce Pan Bóg. Jeżeli Jezus mówił: „nawracajcie się”, doskonale rozumiał, że będą takie momenty, w których nawet Apostołowie, jeśli nie będą zmieniać sposobu swojego myślenia, zaczną wybierać grzech. Zatem to, że ci ludzie byli w „Oazie” czy w „Odnowie” itd. nie jest gwarancją, że do końca życia będą zbierać z tego profity. Uczestnictwo w życiu jakiejś grupy religijnej nie jest składaniem kapitału do banku, gdzie ileś włożyłem i muszę z zyskiem odebrać. Grupa ma mi pomóc w nawracaniu i przeżywaniu pięknej relacji z Bogiem. Dobrze powiedziałeś, że ci ludzie BYLI w „Oazie” czy w „Odnowie” itd. Dziś są w konkubinacie. I gdyby coś się nagle stało, umierają w grzechu śmiertelnym. Jeśli nie idą do spowiedzi, do Komunii św., wybierają grzech śmiertelny, wybierają przyjaźń z diabłem, nie z Jezusem. Św. Jakub powiedział: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz - lecz także i złe duchy wierzą i drżą'' (Jk 2,19). Więc jeśli ktoś uznaje istnienie Boga, chodzi do Kościoła, to jeszcze niczego nie zmienia. Grunt to być jak Maryja, która z wiary w Boga, przeszła na wiarę Bogu. To jest problem. Ludzie nie wierzą, że ten plan, który Pan nam wyznacza, to najpiękniejszy plan, jaki możemy dostać. Nie wierzymy, że tymi Słowami zapisanymi w Piśmie można żyć.
Konkubinat ma bolesne konsekwencje dla małżeństwa. Tymczasem słyszymy głosy, ze trzeba się dopasować itd…
Po pierwsze ludzie nie zdają sobie sprawy, że na grzechu szczęścia się zbuduje. Pan Jezus mówił, by budować dom na skale. Skałą jest Bóg. Oni zaczynają budować swój dom na piasku. Byle wicher to wszystko zniszczy. Najbardziej dziwi mnie, że mamy tylu trzeźwo myślących racjonalistów, którzy notabene nie ufają Bogu i mówią, że ksiądz nie rozumie świata. Tymczasem badania statystyczne pokazują zatrważające tendencje. Związki małżeńskie, które rozpadają się nie doczekawszy piątej rocznicy rodzą się jak grzyby po deszczu. Zdecydowana większość tych par żyła w konkubinacie. I oni nie wyciągają wniosków z tego, że być może sytuacja grzechu prowadzi do rozpadu. Po drugie człowiek żyje dziś bardzo płytko. Nie stawia sobie pytań, nie czyta poezji, nie wypływa na głębię. Nie jest tym obciążonym statkiem, który po woli płynie do portu. On jest motorówką. Pędzi jak szalony i jeśli po drodze kogoś rozbije, to specjalnie się tym nie przejmuje. Przy czym nagle motorówka może stracić swój tor i się sama rozbić. Znamy mnóstwo par, które się rozwodzą, zawarły już związek małżeński. Jest też cała rzesza par, które nie zdążyły wejść w ten związek i się rozpadły.
Co wynika z księdza doświadczenia? Czy ludzie często wychodzą z konkubinatów?
Są pary, które decydują się na to, ale z moich obserwacji wynika, iż jest to marginalna liczba. To pokazuje jak bardzo ci ludzie są zniewoleni. Jak oni mogą podjąć decyzję o ślubie, skoro pół roku przed ślubem nie są w stanie osobno mieszkać. To pokazuje, że są zniewoleni i takie pary szybciutko się rozpadają. Oczywiście, jakaś część przetrwa. Są wyjątki od reguły. Ludzie w konkubinatach, nawet, jeśli coś im świta, pytają: gdzie ja mam się teraz wyprowadzić? Są zniewoleni. Pozbawiają się możliwości wolnego działania. To jest wielkie nieszczęście tych ludzi, dlatego trzeba bić w dzwon, na alarm, zanim ktoś się zdecyduje w to wchodzić. To jest tak jak z ludźmi chodzącymi po bagnach, którzy nagle zaczynają się dziwić, ze toną. Część przejdzie, ale większość utonie. Na Giewont można wejść w klapkach. Są takie przypadki. Można się nieźle poharatać i nieraz się wejdzie. Ale rozsądek każe założyć porządne buty w góry. Też niekiedy się spadnie, ale jako człowiek inteligentny zawsze wybieram to, co mi daje większe możliwości. A ludzie wchodzą w klapkach i dziwią się, że spotkało ich nieszczęście.
Dziękuję za rozmowę.
***
Ks. Jacek Rogalski – rekolekcjonista, diecezjalny duszpasterz akademicki Archidiecezji Poznańskiej, wikariusz Parafii Świętego Rocha w Poznaniu. Tegoroczny gość Diecezjalnego Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego w Kielcach, w którym wygłosił rekolekcje adwentowe zatytułowane „Kocham te góry”.
Artykuł pochodzi z portalu www.kielcelive.pl