Kolejny raz przeczytałam tę książkę, utwierdzając się o jej nadzwyczajności. Postaram się nieco przybliżyć Wam jej treść, aby przedstawić zupełnie inny wymiar interpretowania i rozumienia rzeczywistości. Przesłanie, które w sobie niesie, można porównać do pereł, które odnajduje się w zupełnym mroku.
Autor książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktor Frankl jest lekarzem psychiatrą, a zarazem głównym bohaterem owej autobiograficznej książki. Opisuje on swoje doświadczenie długoletniego pobytu w obozach koncentracyjnych (Auschwitz, Dachau), w których był więźniem. Dla kogoś, kto nigdy tego nie przeżył, już na samą myśl o wydarzeniach obozu koncentracyjnego, ciężko sobie wyobrazić cokolwiek innego poza przerażeniem i rozpaczą.
W obecnych czasach, w których człowiek poszukuje za wszelką cenę własnych przyjemności i nierzadko ulotnego szczęścia, trudno jest słuchać o czyimś cierpieniu, o śmierci. Sięgnięcie po tego typu książkę również wymaga odwagi, bowiem opisywana PRAWDA ZBRODNI uwalnia - najoględniej mówiąc - mnóstwo emocji o różnym natężeniu. Pomimo to czytelników tej pozycji (prawdopodobnie będąc zaciekawionych tytułem) nie brakuje. Ponad 12 milionów sprzedanych egzemplarzy w niespełna rok od wydania mówi samo za siebie. A jednak!!! Co skłoniło odbiorców do tego właśnie wyboru?
Chciałoby się jeszcze dodać, że powinna to być - obowiązkowa lektura.
Niepodważalnym jest fakt, że każdy człowiek niejednokrotnie zadaje sobie pytanie: Co stanowi sens mojego życia? Po co żyje i w jakim kierunku zmierzam? Jakie są moje cele i czy warto o nie walczyć? Czy pójść z prądem, czy pod prąd?
Doktor Frankl, będąc świadkiem masowych eksterminacji, nauczył się dobrowolnie zdawać na tzw. los. A nawet był on: „igraszką w rękach losu”. Niepewność jutra czy też każdej kolejnej minuty życia, mimo iż jest udręką trzymającą człowieka w nieustannym napięciu, staje się paradoksalnie szansą. Jest okazją, by „zachować resztki wewnętrznej wolności, niezależności nawet w warunkach tak koszmarnego psychicznego i fizycznego stresu”. Ponieważ to, czego nie można odebrać człowiekowi, to "swobody własnego wyboru postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody własnej drogi”. Nawet w tak skrajnych warunkach, jest możliwym zachowanie godności ludzkiej (ciśnie się na usta - należnej człowiekowi).
Uwarunkowania fizjologiczne i socjologiczne więźniów w obozie koncentracyjnym mogłyby świadczyć, że byli oni zmuszeni reagować w określony sposób. Jednak w ostatecznej retrospekcji to, jakim człowiekiem więzień się staje, jest według Frankla: „wynikiem wewnętrznej decyzji, a nie tylko efektem wpływów obozowej rzeczywistości.” Jest to możliwe?
Czytanie książki z zapartym tchem nie tylko wypływa z przeogromnego podziwu dla autora tych przeżyć, który potrafił opisać całą (nie)ludzką brutalność z niemożliwym wręcz dystansem emocjonalnym, bez oceny kogokolwiek. Ale również wynika z faktu, że dostrzega on inną, „dobrą” stronę cierpienia. Jest ono okazją, by wzrastać moralnie. Istnieje jedynie garstka ludzi, którzy potrafią wykazać się, jak mówi Frankl, „silnym kręgosłupem moralnym”.
Cierpienie (psychiczne, fizyczne, duchowe), które jest nieodłącznym elementem codzienności, posiada swój SENS wtedy, kiedy staje się okazją do rozwoju duchowego. Jeśli spojrzymy na tą kwestię w tej perspektywie, wówczas rodzą się w nas nowe cele na przyszłość i nadzieja, że wciąż jest po co bądź dla kogo żyć.
Autor książki odnajduje ulgę w swoim cierpieniu i tęsknocie m.in. poprzez ucieczkę w „rozmowę w myślach" ze swoją żoną (która również jest więźniem obozu i nie ma o niej żadnych wieści, nie wie, czy jeszcze się spotkają). Wyobrażając sobie Jej twarz, uśmiech czy też dodające otuchy spojrzenie rozważa:
„…pojąłem wówczas sens największej tajemnicy, której rąbka uchylają przed nami dzieła największych poetów, myślicieli i duchownych: droga do zbawienia człowieka wiedzie poprzez miłość i sama jest miłością. Zrozumiałem, że nawet ktoś, komu wszystko na świecie odebrano, wciąż może zaznać prawdziwego szczęścia, choćby nawet przez krótką chwile, za sprawą kontemplacji tego, co najbardziej ukochał. W sytuacji całkowitej samotności, gdy nie sposób wyrazić samego siebie poprzez pozytywne działanie, gdy jedynym i największym osiągnięciem jest godne i szlachetne znoszenie własnego cierpienia, nawet w takiej sytuacji można doświadczyć spełnienia, kontemplując z uczuciem noszony w sercu obraz najdroższej nam osoby…”
W Jego optyce miłość jest niczym przewodniczka, która wiedzie przez „ciernie”. Mimo potężnego brzemienia doświadczeń odnajduje w sobie siłę by zachwycić się pięknem natury, pisać o autentycznych przyjaźniach obozowych. I wiele, wiele innych wyjątkowych….(które doczytacie sami:).
Czy jest możliwe, by ktoś, będąc w Jego położeniu, w tak skrajnych, ekstremalnych warunkach, którego ograbiono ze wszystkiego, mógł uważać wciąż życie za bezcenny dar?
Precyzując: ograbiono Go PRAWIE ze wszystkiego, ponieważ w obliczu tych nieprzebłaganych wydarzeń, kiedy wydawać by się mogło, że wszytko stracone, przegrane, powstaje teoria Logoterapii. Koncentruje się ona na sensie ludzkiej egzystencji, jak również skupia się na poszukiwaniu owego sensu przez człowieka. W swoim założeniu określa, że dążenie do znalezienia sensu jest najpotężniejszą siłą motywującą, która pomaga przetrwać.
Pomimo upływu czasu i wielu zmian - Logoterapia cieszy się ogromnym powodzeniem na całym świecie. Czy jest teorią, która wzywa do wypełnienia potencjalnego sensu? Czy raczej odpowiedzią na szeroko rozumiany „głód” naszych czasów?
V. Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu, Warszawa 2011.