Czy próbowaliście kiedyś zdefiniować MIŁOŚĆ? Staraliście się może wykazać, co jest najważniejsze i zupełnie niezbędne do jej zbudowania? Albo co się na nią składa? A jeśli rzeczywiście próbowaliście, to czy ostatecznie odpowiedź, jaką uzyskaliście, była zadowalająca i pełna, taka naprawdę… bez zastrzeżeń?
Autorka książki „50 składników miłości” (wyd. eSPe), Christa Spilling-Nöker we wstępie niezwykle trafnie opisuje marzenie o miłości, które, jak sądzę, nosi w sobie wielu z nas. „Marzymy o stałym poczuciu bezpieczeństwa, możliwości bezgranicznego zaufania drugiemu człowiekowi i wtulenia się w niego. Pragniemy znaleźć się w centrum zainteresowania drugiej osoby, chcemy, aby wykazywała ona wolę poznania naszej osobistej historii życia, naszego wnętrza, obaw; celów, do których dążymy; naszych marzeń, źródeł naszej radości; tego, w co wierzymy i czemu ufamy.” A jednak te pragnienia nie realizują się szybko i łatwo, nie spełniają się same. Nie wystarczy powiedzieć, by dostać Wszystko. Każda para, każde małżeństwo staje przed wieloma trudnościami, ale przecież wtedy miłość wcale się nie kończy. Ona tylko wymaga czegoś Więcej i woła do Nich o szczególną uwagę, może o szczególne skupienie na tym elemencie, który zawodzi najmocniej. Bo przecież miłość jest wielowymiarowa. Jeśli ktoś chciałby stworzyć przepis na nią, musiałby przyjąć, że każda para wymaga nieco innego rozłożenia i natężenia tych składników. I nie ma gotowych recept. Miłość po prostu wymaga nieustannej pracy i uważności. A wtedy dążenie do powyższego ideału wcale nie jest nierealne.
Książka Spilling-Nöker raczej nie stara się być przepisem, który chce krzyczeć o swojej nieomylności. Przypomina ona bardziej przewodnik, w którym możemy odnaleźć to, co doda naszej miłości świeżości, stabilności, a może nawet skrzydeł. Publikacja ta, co jest jej wielkim atutem, nie jest podręcznikiem, nie jest nawet typowym poradnikiem. To 50 tematycznych inspiracji, na które składają się w równej mierze anegdoty, cytaty i rozważania autorki. Gdy moja dociekliwa koleżanka usłyszała po raz pierwszy o tej książce, złapała się prawie za głowę, mówiąc o swojej wątpliwości: „Ale skąd autorka wzięła aż 50 składników? Toć chyba nawet św. Paweł w swoim Hymnie o Miłości tylu nie wymyślił!” Więc skąd ich aż tyle? Chyba po prostu – z życia.
Jakie tematy porusza autorka? Oprócz tych, które możemy przewidzieć, a więc kwestii: zaufania, przebaczenia, komunikacji czy wierności, odnajdujemy wiele elementów, których nie można zanegować, ale też nie bywają zbyt często zauważane (i może w tych drobiazgach tkwi problem?). Takimi nietypowymi elementami mogą być: bicie serca, humor, wdzięk, dziękowanie czy... taniec.
Dla dzisiejszego czytelnika ta książka może być znakomitym towarzyszem. Treść, która daje do myślenia, która poucza, ale też daje wskazówki i inspiruje, a jednocześnie nie zmusza do długich godzin czytania. Co więcej, to tematyka, którą dobrze jest czytać we dwoje. Może warto zaopatrzyć się w dwa egzemplarze i dzień po dniu praktykować jeden ze składników? Może warto równocześnie dopisywać swoje przemyślenia, coś z własnego życia, może postanowienia, a w końcu – swoje sukcesy w tej sferze? A co po 50 dniach? Widzę dwa wyjścia. Pierwsze – rozpocząć od początku, drugie – dopisywać swoją własną listę elementów miłości (i kto wie, może ta lista nie skończy się na 100?)
To książka, która inspiruje – do rozumienia miłości, do jej wyrażania i wreszcie, do jej realizowania zgodnie z tym, co zaleca autorka: "Pielęgnuj ją [miłość] w sposób tak staranny, w jaki ogrodnik dba o ogród, aby wciąż coś nowego mogło w niej wzrastać, zakwitać i wydawać owoce."
Christa Spilling-Noker, 50 składników miłości, wyd. eSPe, Kraków 2011.
__________________
patronat medialny: Za-kochanie.pl
