Wyobraź sobie, że umiera twój ukochany dziadek, a ty w spadku dostajesz miliony zdeponowane na koncie. Przesłodzone? No to wyobraź sobie, że umiera dziadek, którego z całego serca nienawidzisz i obwiniasz za śmierć swojego ojca, a on w dodatku zamiast dać ci spokój, to jeszcze zza grobu próbuje cię pouczać i sprowadzić twoje życie i postępowanie na właściwą moralnie ścieżkę. O jakimkolwiek spadku, poza obietnicami wydającymi się bez pokrycia, oczywiście możesz sobie pomarzyć.
Po śmierci swojego dziadka Jason Stevens spodziewa się po prostu świętego spokoju. W końcu! Zamiast tego dziadek przygotował dla niego krótki kurs przygotowawczy do życia zawarty w 12 zadaniach, które sam nazwał "podarunkami". Przebiegły dziadek za pomocą nowoczesnych technologii, wskazówek, zadań nakłania swojego wnuka do podróży w głąb siebie i poszukiwania odpowiedzi na pytanie: co tak naprawdę liczy się w jego życiu najbardziej – pieniądze, którymi może dysponować na prawo i lewo, czy prawdziwe szczęście. Na początku Jason podchodzi do tego z niechęcią i wyjątkową pogardą dla wszystkich, którzy staną na jego drodze. Jednak każdy kolejny dzień jest krokiem ku przemianie.
Film pokazuje, jaką drogę musi pokonać egocentryczny, zuchwały i niesamowicie rozpieszczony bachor w skórze dwudziestokilkulatka (trzydziestokilkulatka, czterdziestokilkulatka... tak naprawdę wiek nie ma znaczenia, a podejrzewam, że znasz takich wielu wokół siebie), aby stać się prawdziwym mężczyzną. Udowadnia też, że utrata może być wielkim błogosławieństwem: gdy stracimy coś niezwykle cennego, co do tej pory zdobywaliśmy bez problemów np. pieniądze, wtedy otwierają nam się oczy na prawdziwą rzeczywistość i potrafimy zobaczyć to, co jest naprawdę istotne, na czym warto polegać i w co uwierzyć.
Prawdą jest, że najważniejsze są te rzeczy, których za pieniądze kupić nie można (bo czy tak naprawdę można kupić prawdziwą miłość, prawdziwa przyjaźń, prawdziwe relacje?), a życie jakie by nie było, trzeba dobrze przeżyć, a nie tylko przejeść czy przehulać (dla niektórych opcja przespać lub przeoglądać). Znów przesłodzone? Schematyczna przemiana schwarzcharaktera w anioła dobroci? Znów za bardzo amerykańskie? A może my po prostu mamy w sobie za mało wiary, że człowiek może się zmienić niemalże o 180 stopni? Straciliśmy wiarę w dobro, które przemieni nawet najbardziej skamieniałe serce?
Ponadto ta produkcja ma jeszcze dwa wielkie atuty - jest ciekawym i nowatorskim przykładem przemiany beztroskiego chłopaka w mężczyznę, gdzie mentorem jest (nieżyjący) dziadek oraz ma rewelacyjną rolę Abigail Breslin (oglądaliście „Małą Miss” czy „Bez mojej zgody”?). To Emily, która z powodu ciężkiej białaczki większość czasu spędza w szpitalu (i końcu nie jest małym herosem dzielnie zmagającym się z chorobą tylko pełną strachu i wątpliwości dziewczynką) uczy głównego bohatera miłości, przyjaźni i odpowiedzialności, za tych których oswoił swoją obecnością.
Może wiesz z autopsji, jak bardzo potrafią być interesowni ludzie, gdy wyczują w nas chęć dzielenia się tym, czego mamy w nadmiarze. Może już nie raz zranili cię fałszywi przyjaciele. Może wydaje ci się, że w wielu sprawach za późno jest, by przebaczyć, zapomnieć czy po raz kolejny pokochać. Może masz wokół siebie takie osoby, którym nie umiesz powiedzieć dobrego słowa i wydaje ci się, że całe zło, jakie wydarzyło się w twoim życiu, jest za ich przyczyną. Być może nic w tym filmie nie będzie dla ciebie odkrywczego. Być może po raz kolejny stwierdzisz, ze to amerykański wyciskacz łez. To fakt - ja oglądam go za każdym razem ze łzami w oczach i na długo zostaje we mnie wiara, że na zmiany w życiu nigdy nie jest za późno. Każdy dzień jest darem. Każdy człowiek jest darem. Ty jesteś wyjątkowym darem…
Bezcenny dar /The ultimate gift, reż. Michael O. Sajbel, USA 2006