„Nigdy nie wiesz, kiedy miłość przyjdzie... Oczywiście nie można o niej za dużo myśleć, bo wtedy właśnie nie przyjdzie, ale w końcu to się stanie i stanie się jasne, że warto było marzyć i czekać.”
To fragment z nowej polskiej komedii, jak głoszą reklamy: „komedii bardzo romantycznej”, wzorowanej na angielskim "To właśnie miłość" (Love Actually). Opinie są różne. Jedni mówią, że to komedia wszechczasów, przełom w polskim kinie komediowym, natomiast inni głoszą, że "Listy do M." są banalne i prostackie. Jedno jest pewne: miliony Polaków już zobaczyło ten film, a niejeden z nich wybrał się do kina dwukrotnie i niejeden zobaczy go jeszcze raz, dostrzegając w nim coś nowego i to nie tylko w okresie przedświątecznym.
Trzeba przyznać, że film jest bardzo zabawny (z humorem w dobrym stylu), klimatyczny (klimat świąteczny robi swoje), wzruszający. Fakt, że nie znajdziemy tam, żadnego przykładu zdrowego związku (no może poza jednym małżeństwem, które straciło dziecko), wcale nie sprawia, że ten film jest banalny czy bezwartościowy, wręcz przeciwnie: pokazuje rzeczywistość, która wokół nas jest, ale jednocześnie nie zgadza się na to, by miłość przegrała. Bo przecież Amor vincit omnia.
Widzimy kilka zupełnie różnych historii splecionych w zabawnych sytuacjach. Dużo śmiechu, ale problemy bardzo ważne i często nie takie proste do rozwiązania. Na pewno film zaprasza do refleksji, pokazuje, że warto walczyć o miłość. Dziś świat zakazał nam marzyć o prawdziwej miłości, mówiąc, że to tylko bajka. Ten obraz mierzy się z tą rzeczywistością i daje nadzieję. W tym wszystkim tylko nie wiem, dlaczego próbuje się delikatnie przyzwyczaić polskiego widza do homoseksualizmu. Ten jeden wątek jak dla mnie psuje nieco całość, ale oczywiście jest on na tyle delikatny, że większość z nas nie poczuje się dotknięta, ale chyba taki był cel.
Mimo wszystko zapraszam do obejrzenia tej produkcji. Film jest wzruszający, ciepły i mówi, że o miłość trzeba walczyć. A do tego daje nam popatrzeć na znanych i lubianych, którzy nieźle odgrywają swoje role (Maciej Stuhr, Piotr Adamczyk, Agnieszka Dygant czy Tomasz Karolak). Na szczególną uwagę zasługują role dziecięce - doskonale napisane i wplecione "w życie dorosłych" oraz świetnie zagrane. I jeszcze jeden plus "Listów do M." to polskie realia. A już szczególnie warszawskie klimaty! ;-)
Listy do M., reż. Mitja Okorn, Polska 2011.