Czy możliwe jest mierzenie temperatury poprzebudzeniowej, gdy wstajemy nocą do dziecka?
Zmęczenie… kiedy to minie? Niewyspanie… kiedy ja się wreszcie wyśpię? A tu jeszcze muszę pamiętać, aby każdego dnia mierzyć temperaturę poprzebudzeniową, gdy stosujemy NPR…
Często można usłyszeć takie słowa od kobiet z maleńkim dzieckiem. Ba, nawet nie z takim już małym.
Tak drogie mamy, tak to jest, że nasze macierzyństwo wymaga od nas wielu poświęceń. I ja też mam chwile kryzysu psychicznego i fizycznego, że mam już po prostu dość. Ale czego się nie robi z miłości do dzieci. Z miłości do męża. Z miłości do Boga. Co do mierzenia temperatury, to dziwi mnie, że dużo dziewczyn mówi, że nie mierzy temperatury, kiedy karmi w nocy dziecko, bo to nie jest miarodajne. Nieprawda. Musimy tylko wiedzieć, jak powinno wyglądać to mierzenie. Czyli według zasady: notować na karcie np. ile razy wstawałyśmy w nocy i w jakich godzinach (ale to na początku, bo potem wpada się już w rytm).
Analizowano kilka tysięcy takich przypadków i okazuje się, że nawet trzykrotne lub częstsze wstawanie w nocy do dziecka nie zakłóca pomiarów temperatury. Ja również potwierdzam to własnym doświadczeniem. Gdy wstawałam do pierwszej córeczki co 2 godziny, mierzyłam temperaturę rano i wszystko było ok. Teraz przy drugiej córce karmię ją o godz. 18, 21, 4, 5.30, czasem jeszcze ok. 2 w nocy, a pomiaru dokonuję, jak tylko się obudzi, czyli między 5.30 a 6.00. Kiedy usłyszę, że wstała i płacze, wołając mnie do siebie do pokoiku, nie wstaję od razu z łóżka i nie biegnę, tylko biorę termometr (trzymam go pod poduszką :-) i mierzę temperaturę w ustach pod językiem (to jeden ze sposobów, ust nie można otwierać, a końcówka termometru musi być pod językiem jak najgłębiej, nie przy zębach). Mierzenie takie trwa ok. 20-30 sekund, więc dziecko może poczekać tę chwilkę, a ja mam rzetelne dane. Ważne jest jednak, aby co najmniej godzinę spać przed pomiarem, więc do tego trzeba przeanalizować swój rytm wstawania i ustalić, kiedy chcę dokonywać pomiaru. Należy pamiętać, żeby mierzenie odbyło się najpóźniej o godzinie 7.30 i przed wykonaniem jakiejkolwiek czynności. Przedział mierzenia temperatury powinien być max 1,5 godz. Czyli na karcie zapisujemy sobie np. między 5.00 a 6.30 (np. ja tak mam). Ale wiem, że mniej więcej o 6.00 mierzę, bo tak też się budzi Emilka. Oczywiście jeśli zdarzy mi się zerwać z łóżka i zapomnę zmierzyć się przed wstaniem, to mierzę po wstaniu, tylko notując przy pomiarze zakłócenie, czyli w tym przypadku „pw - po wstaniu”. Kiedyś sprawdzałam, jaką mam temperaturę od razu po przebudzeniu, a jak się zmienia, kiedy przejdę do pokoju obok i wrócę. Stąd wiem, jakiego odchylenia się spodziewać. Mogą pojawić się też inne zakłócenia: „póź – późna pora pójścia spać”- mniej więcej wiesz, jaki jest twój rytm chodzenia spać. Ja kładę się ok. godz. 22. Więc jeśli zdarzy mi się położyć o 23 czy 24, to notuję już, że poszłam późno spać. Inne zakłócenia to: „alk – wypicie alkoholu”, „choroba”, „silny stres”, „wyjazd”.
Tak więc drogie mamy zachęcam do mierzenia temperatury poprzebudzeniowej, pomimo nocnych karmień.











